Tag Archives: praca

Koniec państwa opiekuńczego

„Czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie nasze życie bez powszechnej służby zdrowia, bez systemu ubezpieczeń socjalnych, bez rent i emerytur?” – pytał Krzysztof Rak w swoim tekście „Nacjonalizm w obronie welfare state”. Oczywiście są tacy, którzy mają do tego stopnia rozwiniętą wyobraźnię (libertarianie, „oddolni” anarchiści), ale to margines.

Wiceminister Stanisław Szwed kontynuuje politykę PO (część 1)

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że głosowałem  na Prezydenta Andrzeja Dudę z PiS i wiązałem wiele nadziei z faktem, że mój wieloletni kolega związkowiec NSZZ "Solidarność", a obecnie poseł PiS Stanisław Szwed awansował na Sekretarza Stanu w Rządzie Pani Premier Beaty Szydło.

Socjalistyczne brednie dominikanina

W ostatni weekend na łamach „Rzeczpospolitej” ukazał się wywiad z o. Maciejem Ziębą OP („Liberalne brednie księdza Stryczka”), dominikaninem i założycielem Instytutu Tertio Millennio w Krakowie, który w ostrych słowach skrytykował ks. Jacka Stryczka, duszpasterza ludzi biznesu i prezesa organizacji charytatywnej „Wiosna”, która organizuje świąteczne akcje „Szlachetna paczka”.

Co przeszkadza przedsiębiorczości w Polsce

Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zlecił ośrodkowi badawczemu Dom Badawczy Maison badanie opinii przedsiębiorców sektora małych i średnich firm na temat jakie są przeszkody dla rozwoju przedsiębiorczości w Polsce.

Czy polski uchodźca solidaryzuje się z uchodźcami, którzy lada dzień najadą na Polskę?

Mówi się dużo ostatnio o problemie uchodźców z Afryki oraz Bliskiego Wschodu, o tym że Unia nakaże Polsce wpuszczenie tych ludzi do naszego kraju oraz o problemach z tym związanych; debata trwa. Ja będąc w Chinach już ponad sześć lat jestem również pewnego rodzaju uchodźcą. W skrócie mówiąc: nie podoba mi się życie w Unii, czułem się zagrożony przez aparat biurokratycznego nacisku więc sobie wymyśliłem, że przepłynę, przefrunę i udam się tam gdzie mi lepiej. I tak też zrobiłem.

Praco – ile mam na ciebie czekać?

Szereg spraw w naszym kraju złożyło się na to, iż obecnie mamy bardzo trudny rynek pracy. Co prawda każdego roku wchodząc w okres letni bezrobocie nieco spada, jednakże nie jest to zasługa złotego środka czy nagłej poprawy, która będzie trwać długo. Zwyczajnie jest to okres, w jakim rozpoczynają się nowe inwestycje np. budowlane, oraz sezon wakacyjny, gdzie popyt na pracowników jest wyższy. Jak można się domyślić dostają oni umowy na czas określony, a po ich wygaśnięciu znowu stają się osobami bezrobotnymi. Z kolei dane, jakimi chwali się polski rząd wyraźnie wskazują na cudowny spadek bezrobocia, jednakże wystarczyłoby przeprowadzić analizę po sezonie letnim, by znaleźć przyczynę wyżej wspominanej poprawy na rynku pracy.

Czy Unia Europejska pracuje dla Ciebie?

W mediach głównego nurtu, zarówno w TV jak i w internecie, trwa tzw. kampania społeczna pod tytułem: "UE - pracujemy dla ciebie". Czy hasło to oddaje prawdę?

Gdzie podziali się bracia?

W ubiegłym tygodniu rozpoczął się nowy rok akademicki w seminarium werbistów w Lusace. Na filozofii jest kilku studentów z Zimbabwe i Zambii. W werbistowskim postulacie w Kabwe nie ma znowu żadnego kandydata na brata zakonnego. Ktoś postronny mógłby pomyśleć, że werbiści są zgromadzeniem złożonym tylko z księży.

Arthur Laffer nie tylko o podatkach

Politycy nie mogą powstrzymywać się od rozdawania naszych pieniędzy, bo za każdym razem gdy to robią, dostają premię – ktoś jest im wdzięczny. A gdy politycy mądrze tą wdzięcznością zarządzają, wygrywają kolejne wybory – twierdzi Arthur Laffer w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy”.

Potrzeba edukacji, nie indoktrynacji

Tuż przed Dniem Dziecka widziałem pochód dzieci w wieku szkoły podstawowej. Na czele szedł chłopiec z flagą Unii Europejskiej, za nim zaś setki innych dzieci niosących flagi poszczególnych unijnych państw. Dzieci, jak to dzieci, dobrze się bawiły, nie wiedząc nawet, że stają się ofiarami indoktrynacji. Już od najmłodszych lat wbija im się do głów, że maszerować trzeba jedynie pod unijnym sztandarem, tak jak niegdyś pod sztandarem Związku Sowieckiego, o którym pewnie w ogóle nic nie wiedzą.

Mit pracy a kult pracy

Czy spotkałeś się, Drogi Czytelniku, kiedykolwiek z określeniem, że w PRL-u panował kult pracy? Tak, ja też. Ale nikt Ci nie wytłumaczył, że to jedna wielka bzdura. Bo żadnego kultu pracy w PRL-u nie było. Był za to mocno rozpowszechniony mit pracy... Tak samo jak słowiańskim mitem były nigdy nie istniejące rusałki, południce, czy strzygi, tak samo za PRL-u mitem było to, że ktoś pracował...
O prawdziwym kulcie pracy możemy mówić jedynie w liberalizmie i na wolnym rynku. Wyobraź sobie system, w którym nie masz żadnej motywacji do pracy, bo „czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy”. Czy uważasz, że w takim systemie może narodzić się prawdziwy kult pracy? Prędzej mit, prędzej legenda, bo ludzie, którzy wówczas dawali z siebie naprawdę wycisk, bo robili to z zamiłowania, bo nienawidzili lenistwa, można nazwać żywymi legendami. Ale takich okazów było mało. W końcu muszą być jakieś odstępstwa od reguły. Większość szła na łatwiznę bo pensja na chleb i wódkę i tak była pewna. A jak ma się to w przypadku wolnego rynku? Tutaj jest żywy i namacalny kult pracy. Chcesz zarobić? Musisz zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Dostaniesz za to pieniądze. Żadnego leżenia i obijania się, bo tu nie panuje przysłowiowe „czy się stoi, czy się leży...”. Chcesz zarobić więcej? Musisz pracować więcej. Oto prawdziwy kult pracy!!! Mówisz: „a co z tymi synami milionerów, którzy nigdy w dłoni nie trzymali choćby zmiotki, a mają prywatne awionetki”? Ano to, że zapewne ich ojcowie dawniej zakasali rękawy i tworzyli swoje intratne biznesy z myślą „aby ich dzieci nie musiały tak harować”. I taki dzieciak może się obijać. Zależnie od ilości majątku i hojności rodziców, może obijać się więcej lub mniej. Tylko, że jak już przetrwoni cały ten majątek... żeby przeżyć musi zakasać rękawy i wziąć się do roboty! Czyż nie? W PRL-u nie musiał pracować nikt. Bo każdy uważał, że „ten drugi” będzie na niego pracował. I na dobrobyt Ojczyzny. W sumie bez żadnej motywacji, z zapewnioną pracą i pensją... też by mi się pewnie nie chciało. I tak oto hojnie obdarowywane dzieci PRL-u trwoniły ojczysty majątek, który i tak już był szczupły, nie przyczyniając się do jego wzrostu... ***** Pamiętajcie, że każda negatywna deformacja wynagrodzenia za pracę wpływa demotywująco. Dlatego też każdy podatek progresywny, zmniejszający chęć do bardziej wytężonej pracy i zarabiania więcej pieniędzy, uszczupla pojęcie kultu pracy. Natomiast rządowe rozdawnictwo pozwala rozrosnąć się mitowi pracy. Mit pracy i kult pracy – dwa jakże podobnie brzmiące, ale jednocześnie jakże odmienne zjawiska. Oleg Siewierny

Przyszłość w tęczowych kolorach. Tusk i Biedroń w awangardzie dymających naród

Rząd Donalda Tuska zaczyna się miotać niczym dziki zwierz zapędzony do klatki. Widmo nadciągającego spowolnienia gospodarczego sprawia, że ruchy przez niego podejmowane stają się coraz głupsze, a na dłuższą metę jeszcze bardziej zabójcze dla Polski.
Minister pracy i polityki społecznej tej żałosnej zbieraniny zwanej rządem, Władysław Kosiniak-Kamysz, zapowiedział ostrą walkę z bezrobociem. W jej ramach rząd ma dopłacać przedsiębiorcom, byleby tylko nie rozwiązywali ze swoimi pracownikami umów o pracę. To właśnie jeden z przejawów interwencjonizmu państwowego pełną gębą. Zabrać jednym, by dać drugim i mając przy tym nadzieję, że to coś pomoże. Jak ma wyglądać ta zabawa z przelewaniem z pustego w próżne? Minister zapowiada, że ma to być skuteczny sposób na "ratowanie miejsc pracy". "Chodzi o to, aby dopłacać do utrzymania miejsc pracy, jeżeli obroty firmy spadły o 15 proc., a pracodawca chce ograniczyć wymiar czasu pracy lub przejść na tzw. postojowe" - twierdzi minister. Jak dodaje, lepiej dopłacać do ratowania miejsc pracy aniżeli wypłacać zasiłki. Pieniądze na tę rządową pokazuchę pochodzić mają między innymi z Funduszu Świadczeń Gwarantowanych. Minister podkreśla, że to, jak dużo tych pieniędzy zostanie przeznaczonych "zależy od aktywności przedsiębiorców" (właściwie to bardziej prawidłowo byłoby - "od braku aktywności"... No ale cóż, przecież nie będziemy poprawiać ministra, tym bardziej gdy jest cytowany przez rządową agencję prasową). Ustawa ma wejść w życie możliwie szybko, dlatego skrócony ma być czas przeprowadzenia konsultacji społecznych. Widać rząd spodziewa się być może załamania większego niż nam się wydaje i to już na wiosnę, skoro tą propagandową atrapą próbował będzie łatać dziury w bolesnej rzeczywistości. Na wgospodarce.pl czytamy: "Projekt przewiduje, że firmy będą mogły skorzystać z instytucji tzw. przestoju ekonomicznego. Chodzi o sytuację, kiedy z przyczyn ekonomicznych niezależnych od pracownika ten nie wykonuje pracy, ale jest gotowy do jej wykonywania. Pracownik taki będzie mógł otrzymać - nie dłużej jednak niż przez sześć miesięcy (w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczeń na rzecz ochrony miejsc pracy) - wynagrodzenie w wysokości co najmniej płacy minimalnej. Będzie ono finansowane częściowo przez pracodawcę, częściowo przez FGŚP. Firma będzie mogła także obniżyć pracownikom wymiar czasu pracy i proporcjonalnie obniżyć wynagrodzenia bez konieczności dokonywania tzw. wypowiedzenia zmieniającego, przewidzianego w Kodeksie pracy. Obniżenie czasu pracy w tym trybie będzie możliwe na okres nie dłuższy niż sześć miesięcy (w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczeń na rzecz ochrony miejsc pracy). Wymiar czasu pracy po obniżeniu nie będzie mógł być niższy niż połowa pełnego wymiaru czasu pracy. Pracownikowi będzie przysługiwać w takim przypadku wynagrodzenie w wysokości co najmniej płacy minimalnej (finansowane częściowo przez pracodawcę, częściowo przez FGŚP) - proporcjonalnie do zastosowanego wymiaru czasu pracy". W okresie, w którym pracownik będzie pobierał wynagrodzenie (świadczenie) za pracę, której nie wykona z powodu przestoju, przedsiębiorcę obowiązywałby zakaz wypowiedzenia pracownikowi umowy o pracę z przyczyn od niego niezależnych. W 2013 roku akcja ta pochłonąć ma ponad 400 mln zł. Robi się coraz ciekawiej i coraz bardziej nazistowsko. Przedsiębiorca będzie miał zakaz zwolnić pracownika. Co prawda będzie to dotyczyło przedsiębiorców, którzy "wejdą" w ten program, ale można łatwo przewidzieć, że takich przedsiębiorców zrobi się cała masa, no bo któż nie chciałby skorzystać z łatwego pieniądza. Zatem tym, którzy rzeczywiście wpadną w tarapaty i tak na niewiele pomoc rządu się zda. Tzn. będą ciągnąć cycek dopóki to będzie możliwe, a potem i tak ogłoszą bankructwo (no, chyba że rząd im zabroni albo znacjonalizuje), inni natomiast, bardziej cwańsi i bardziej obrotni, albo też posiadający plecy w urzędach będą sobie ciągnąć na państwowym garnuszku, pozorując spadek produkcji, a w rzeczywistości jej gros realizując w szarej strefie. Będzie to znacznie bardziej opłacalne i być może - przy sporych znajomościach bądź przy pomocy korupcji - pozbawione ryzyka. Czy Donald Tusk zdaje sobie sprawę z bezsensu tego rozwiązania? Trudno powiedzieć, gdyż chyba za często staje przed kamerami oraz fleszami fotoreporterów. Te doświadczenia już dawno mogły go pozbawić ostrości spojrzenia. Wilcze spojrzenie staje się spojrzeniem starzejącego się wilka. Bo przecież o wiele prościej byłoby obniżyć podatki, przeprowadzić słynną deregulację (o której chyba już wszyscy powoli zapominają), wycofać się z gospodarki i po prostu pozwolić ludziom działać. Ale Donald Tusk nie lubi oglądać się wstecz. Bo gdyby czasem cofnął się choćby wstecz swojego życiorysu to przypomniałby sobie o takim ekonomiście jak chociażby Ludwig von Mises i o jego opus magnum "Ludzkie działanie". Tusk woli jednak patrzeć w przyszłość. I rzeczywiście, rysuje się ona w tęczowych kolorach. A perspektywa dalszego - w koalicji z Biedroniem - dymania narodu staje się dziś większa niż kiedykolwiek w historii nieszczęsnej III RP. Dziki zwierz w klatce miota się coraz bardziej, jednak jest on na tyle silny, by pomiotać się jeszcze przez jakiś czas. Paweł Sztąberek Foto. Jan Bodakowski