Tag Archives: prezydent

Zdrada panowie, ale stójcie cicho

A więc pan prezydent Andrzej Duda wkroczył na drogę przetartą przez Kazimierza Marcinkiewicza i wypowiedział posłuszeństwo swojemu wynalazcy – bo taką rolę odegrał prezes Kaczyński przy wyniesieniu go do godności prezydenta. Najwyraźniej Andrzej Duda musiał mu się zaprezentować jako osobnik pozbawiony własnego zdania, bezbarwny i bez inicjatywy - i dlatego go wynalazł.

Wizyta Trumpa – czy elity III RP staną na wysokości zadania?

Wizyta Donalda Trumpa w Polsce może okazać się dla naszego kraju przełomowa, pod warunkiem, że rządzące nami elity będą miały pełną świadomość, że wcielanie w praktyce idei Międzymorza musi oznaczać stanięcie w poprzek ambicjom niemieckim w Europie.

Sumliński: Bronisław Komorowski to połączenie bezdennej głupoty i bezwzględnego okrucieństwa

A jednak! Wojciech Sumliński wyszedł obronną ręką z operacyjnej rozgrywki jaką kilka lat temu zainicjowała przeciwko niemu bezpieka III RP. Autor "Niebezpiecznych związków Bronisława Komorowskiego" gościł 10 grudnia br. w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie opowiedział m.in. o swojej historii.

Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski dla Jana M. Małka – założyciela wolnorynkowej Fundacji PAFERE

22 listopada 2016 roku, w Pałacu Prezydenckim miała miejsce podniosła uroczystość. Założyciel Fundacji PAFERE a obecnie jej honorowy prezes, Jan Michał Małek, odznaczony został przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Seks, narkotyki i morderstwa – historia Hillary i Billa Clintonów

Wybory prezydenckie w USA budzą zrozumiałe emocje nie tylko wśród Amerykanów, ale także na całym świecie. Niewiele wiemy na temat kandydata Republikanów Donalda Trumpa, natomiast wiedza na temat demokratki Hillary Clinton jest całkiem spora i nie skłania do optymizmu.

„Teoretycznie nie powinno się to zdarzyć” – Andrzej Duda o wypadku na autostradzie

To nie był kolejny wypadek samochodowy lecz ordynarny zamach na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej! Rozpocznę od chronologii faktów:

Wybór Dudy to jeszcze nie jest zwycięstwo, ale przyczółek dla niepodległej Polski

Te same telewizje  prorządowe typu TVP1, TVP2, TV-Info, TVN, Polsat itp., które od ośmiu lat wspierały Politycznych Oszustów oraz Podupadłych Sługusów Lukracji, nagle stały się zwolennikami Prezydenta Elekta!

Grzegorz Braun potwierdza swoją kandydaturę na Prezydenta RP

W dniu 24 stycznia 2015 roku, Grzegorz Braun podjął decyzję o starcie w wyborach na urząd Prezydenta Polski. Decyzja ta poprzedzana była licznymi wyrazami poparcia ze strony Polaków. Już wcześniej zawiązał się Społeczny Komitet poparcia kandydatury Grzegorza Brauna, którego członkowie i sympatycy coraz aktywniej dawali wyraz temu, że to właśnie w nim widzą najlepszego Kandydata na najwyższy urząd w państwie.

Radosna prezydentura Komorowskiego

Prezydent Komorowski to prezydent radosny. Ciągle się uśmiecha, ciągle szczerzy ząbki, ciągle okazuje swą dziecięcą radość z pełnienia przewodniej roli nad narodem polskim. Styl jego prezydentury jest szczególnie radosny w zestawieniu z kadencją śp. Lecha Kaczyńskiego, który albo się nie uśmiechał wcale, albo robił to tak, że niespecjalnie było to widać. Bo był zbyt poważny jak na stanowisko, które piastował.
Ostatnio w moje ręce wpadła prezydencka broszura podsumowująca dwa lata kadencji („Dwa lata Prezydentury: 6 sierpnia 2010 – 5 sierpnia 2012”) Bronisława Komorowskiego. Zwykle takie rzeczy rzucam w kosz, bo propaganda mnie nie interesuje, ale z racji, że spostrzegłem iż mowa tam była o patriotyzmie... postanowiłem rzucić okiem, jak tę kwestię widzi nasz szanowny, radosny prezydent. I jakoś nie zdziwiło mnie, kiedy w książeczce wyczytałem, że „z tożsamością Polaka wiąże się poczucie radości...” (str. 83), ani nie zdziwiło mnie zdanie kolejne, mówiące o tym, iż „...radość ze wspólnych dokonań buduje więź...”. Co ciekawe dowiedziałem się także, że euroentuzjazm może być „wyrazem szczerego patriotyzmu”. Myśląc tym tokiem - czyżby eurosceptycy byli nieszczerzy w swej miłości do ojczyzny? Fałszywi? Tak czy inaczej Nowoczesny patriotyzm według Komorowskiego to radosny patriotyzm. A znakiem tego patriotyzmu ma być biało-czerwony kotylion symbolizujący „radość i dumę z dokonań Polaków” (str. 95). Jak więc widać Polacy mają cieszyć się jak dzieci, a najlepiej gdyby do tego byli naiwni jak dzieci. O ile już nie są. W dalszej części książki nie jest wcale lepiej... Pojawia się m.in. mowa o działaniach społecznych i organizacjach pozarządowych. Jego Radosna Mość Komorowski chwali się organizowaniem debat poświęconych „procedurom uproszczenia prawa, stworzeniu mechanizmów finansowania działań społecznych”, czy też debat omawiających jak ułatwić „funkcjonowanie organizacji pozarządowych oraz dających realne podstawy finansowania ich działania” (str. 85). Zastanawia mnie jakie to mechanizmy chce stworzyć nasz prezydent dla finansowania działań społecznych? Zawsze wydawało mi się, że mechanizm ten jest bardzo prosty: włożyć rękę do kieszeni, wyciągnąć monetę albo banknot i wrzucić do puszki trzymanej przez wolontariusza. Ale może nasz radosny przodownik narodu ma ciekawsze pomysły? Najlepiej takie, które pozwolą zatrudnić nowe rzesze urzędników... Martwi mnie to tym bardziej, że Bronisław Komorowski wywodzi się z rzekomo liberalnej partii – PO (choć jaka ona jest – sami wiemy). A jeśli autorzy mieli na myśli finansowanie organizacji społecznych i pozarządowych przez... budżet państwa, to ja nie bardzo wiem, w jaki sposób są to organizacje społeczne czy pozarządowe. No chyba że Rządowe Organizacje Pozarządowe to jeden z elementów radosnej prezydentury Komorowskiego... Wyczulenie na finanse państwowe, czyli na pieniądze wyciągnięte z kieszeni podatników, widać i na kolejnych stronicach omawianej „książki”. Prezydent Komorowski „w ciągu dwóch lat odwiedził […] ponad 100 miejscowości w różnych regionach Polski” (str. 88). Czyli na garbie społeczeństwa podróżował sobie po kraju, zwiedzając go wzdłuż i wszerz, razem z małżonką. Bo trudno to inaczej określić, skoro nie słyszy się, aby Jego Radosna Mość Komorowski coś konkretnego w trakcie tych spotkań uradził, zdziałał, utworzył nową jakość. Raczej tylko szczerzył ząbki do lokalnych społeczności i łączył się z nimi „w bulu i nadzieji”, że może kiedyś ich problemy zostaną zauważone i rzeczywiście rozwiązane. Czyżby to był ten „polski wymiar troski o słabszych, symbol współdziałania, służby ojczyźnie i każdemu człowiekowi szczególnie w okresie niepewności gospodarczej w Europie” (str. 85)? Troszcząc się o swój naród Jego Radosna Mość Komorowski postanowił zwiększyć wydatki Kancelarii Prezydenta do tego stopnia, że o 5 mln zł (dane z 2010 roku) prześcignął wydatki dworu brytyjskiej królowej Elżbiety II!!! Ciekawe skąd wziął wszystkie te pieniądze? Bo jakoś mi się wydaje, że z powietrza się nie wzięły, tylko z kieszeni podatnika... ...swoją drogą, przykładowo we wspomnianym 2010 roku Kancelaria Prezydenta zwiększyła wydatki na odznaczenia i ordery w stosunku do roku poprzedniego (kiedy narodowi przewodził smutny Lech Kaczyński) o 13 mln złotych! Tak, tak, dobrze czytasz czytelniku – Kancelaria Prezydenta nie wyda 13 mln złotych na odznaczenia, ale o 13 mln złotych zwiększyła wydatki na ten cel! (a choćby na nagrody dla urzędników prezydenckich poszło wówczas 73 mln złotych...). A kogo honorował medalami Jego Radosna Mość Komorowski? Wybitności pokroju Adama Michnika, który w Australii wychwalał Polskę i jej mieszkańców rzucając słowa: „Polacy to stado tępych baranów”. Z dumą i radością prezydent otwierał także wystawę poświęconą Czesławowi Miłoszowi, który przecież słynie ze swoich wypowiedzi: „dla Polski nie ma miejsca na ziemi”, „Nigdy nie byłem Litwinem, chociaż bardzo bym chciał”, czy „Polska mnie przeraża” (zresztą żołnierzy AK nazywał bandytami, a największych polskich poetów anachronicznymi nacjonalistami). A to wszystko w ramach Nowoczesnego patriotyzmu promowanego przez Jego Radosną Mość Komorowskiego. Prezydentura Bronisława Komorowskiego to radosny czas. Myśliwy z Obornik Śląskich uśmiecha się do stada łosi (narodu polskiego), czy raczej do stada baranów (mówiąc mową Michnika), bo cieszy się, że swym szczerzeniem ząbków upolował ich serca. A za sercami idą i głosy w wyborach. Szkoda tylko, że za prezydenturą Komorowskiego nie idzie szczera chęć niesienia pomocy i zmian w kraju, który tak bardzo tego potrzebuje. Kraju, który wręcz „w bulu” oczekuje radykalnych i trudnych zmian oraz reform, a nie tylko dziecięcych uśmiechów... ...a póki co serwowane nam są tylko te ostatnie. Zresztą, kiedy mowa jest o tym, iż „Para Prezydencka spotkała się z najmłodszymi oraz ich rodzicami na dziedzińcu pałacu, który zamienił się w wielki plac zabaw” (str. 87) to jakoś nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył Bronisława K. z łopatką i grabkami, zacieszającego się w prezydenckiej piaskownicy. W końcu sam tego dokonał, nie moja w tym wina, że urząd jaki piastuje nie ma już w sobie powagi, a jedynie tę naiwną, dziecięcą radość... Oleg Siewierny Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl Autor prowadzi blog ja-obcy: Polska widziana oczami obcokrajowca.

Prezydencie Klaus – dziękuję!

Jak to się mówi: "Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju". Można by to samo powiedzieć o Vaclavie Klausie, byłym już prezydencie Czech. Właśnie dziś, 7 marca 2013 roku skończyły się jego rządy na Hradczanach.
Vaclav Klaus nie cieszył się zbyt dużym uznaniem wśród własnych obywateli. W czasach jego rządów zdarzyło mi się kilka razy być w Czechach, głównie na Morawach. Morawy to kraina wina, a wino - jak wiadomo - zbliża ludzi. Czesi, których starałem się ciągnąć za język między kolejnymi kieliszkami, mówili o Klausie bez szacunku, zazwyczaj bardzo krytycznie. Byli zdziwieni, że my, Polacy, mieliśmy odmienne zdanie. Cóż, sytuacja z prezydentem Kaczyńskim może być analogiczna. My mieliśmy mu za złe bardzo dużo, a pewnych spraw pewnie nigdy (miejmy nadzieję, że historia również) mu nie wybaczymy. Jednak dla Gruzinów był on w pewnym sensie bohaterem. Jeśli my zarzucaliśmy mu uległość wobec unijnych biurokratów i traktowaliśmy go jako gotowego przyklepać niemal wszystko, co mu podłożą do podpisania, to wśród unijnego establishmentu miał on zapewne miano hamulcowego, który spowalnia "procesy integracyjne". Z Klausem jest chyba podobnie. O ile jednak Lecha Kaczyńskiego nie uważam za żadnego proroka, to Vaclav Klaus poniekąd już takim dla mnie był. Jego zdecydowany sprzeciw wobec idiotyzmów wymyślanych w Brukseli jednoznacznie wskazywały, że ten polityk, jak mało który ma jakieś poglądy. Walczył z ideologią ocieplenia klimatu, potępiał rozrastającą się unijną biurokrację, wieszczył klęskę waluty euro, zdecydowanie opowiadał się za wolnym rynkiem, powołując się przy tym na klasyków gospodarczego liberalizmu, takich jak Fryderyk August von Hayek czy Ludwig von Mises. Można by rzec, że nienawidził Unii Europejskiej, tej Unii, w jakiej przyszło mu w jednej z jej prowincji urzędować. Nawet gdy podpisywał ostatecznie traktat lizboński, na którym nie zostawiał suchej nitki, robił to w poczuciu porażki, w zaciszu gabinetu, oświadczając przy tym, że Czechy tracą suwerenność... Nie chełpił się tym tak jak Lech Kaczyński. No i nie pozwolił wywiesić na Hradczanach unijnej flagi. U nas powiewa ona nie tylko na gmachach władz centralnych ale również w gminach. Pokazuje to nie tylko stopień unioentuzjazmu rodzimych "elit", ale także poziom zniewolenia (politycznego, ale i zniewolenia umysłów). Vaclav Klaus tuż przed zakończeniem swojego urzędowania być może popełnił błąd. Ogłosił amnestię, która objęła m.in. różnych aferzystów, korumpatorów i szemranych biznesmenów. Nieco rzuca to cień na jego prezydenturę. Opozycja zresztą umiejętnie to wykorzystała. Klausa czekają zapewne długie godziny przesłuchań przed miejscowym wymiarem sprawiedliwości...  Ale cóż, te sprawy Czesi muszą załatwić już między sobą. Dla nas, a przynajmniej dla mnie, Vaclav Klaus pozostanie w pamięci jako ktoś, kto potrafił sprzeciwiać się potężnej biurokratycznej machnie, kto miał odwagę głosić swoje poglądy, a przede wszystkim jako ktoś kto w ogóle miał jakieś poglądy, co we współczesnej polityce jest czymś nader rzadkim. Kto wie, może Klaus nie był tak naprawdę nikim wybitnym, jednak na tle unijnej marności jawił się jako ktoś z charakterem. Jednym słowem gość z j..., no... mniejsza z tym... Zawsze żałowałem, że nie jest prezydentem Polski. W każdym razie - dziękuję, Panie Prezydencie! Paweł Sztąberek

Zabić prezydenta

Nakładem wydawnictwa Demart ukazała się niezwykle interesująca praca historyka z IPN Patryka Pleskota „Niewiadomski – zabić prezydenta”. Opisuje ona postać Eligiusza Niewiadomskiego i dokonane przez niego zabójstwo prezydenta II RP Gabriela Narutowicza. Praca jest tym ciekawsza, że jej autor nie kryje ogromnej niechęci do tytułowej postaci Niewiadomskiego i na pewno nie jest hagiografem z kręgów narodowo radykalnych.
Eligiusz Niewiadomski urodził się 1 grudnia 1869 roku w zaborze rosyjskim. Jego ojciec był powstańcem styczniowym, publicystą i popularyzatorem nauki. Eligiusz z doskonałymi wynikami ukończył studia na Akademii sztuk pięknych w Petersburgu i Paryżu. Niewiadomski był jednym z najlepszych polskich malarzy, uznanym i nagradzanym nie tylko za osiągnięcia artystyczne, ale też za wybitne dokonania na polu historii sztuki. Oprócz obrazów, ilustracji do książek i czasopism, tworzył też polichromie w kościołach. Nieobce były mu też nowoczesne środki wyrazu. Zajmował się naukowo malarstwem polskim np. w pracy „Malarstwo Polskie XIX i XX wieku”. Niewiadomski dostrzegał rolę wychowawczą sztuki i szeroko pojętej kultury, a kontakt z nimi uodparnia na lewicową demagogię. Po powrocie na ziemie polskie zasłynął jako publicysta piszący o sztuce i popularyzator aktywności fizycznej w Tatrach. Także aktywność fizyczną uważał za niezwykle istotny składnik tożsamości narodowej [tak jak dzisiejsi autonomiczni nacjonaliści]. Sporty walki, takie jak fechtunek, zapasy, boks, kwalifikował jako zgodne z temperamentem polskim. Wyznawał, że sporty walki „uczą zręczności, rozwijają siły, są środkiem samoobrony i załatwiania sporów bez pieniactwa i sądów. Uczą przestrzegać uczciwości w walce, gardzić bólem, zachowywać przytomność umysłu. Dają pewność siebie, panowania nad sobą, poczucie własnej godności. Są najlepszym środkiem wychowawczym i drogą do odrodzenia cnót”. Niewiadomski marzył o tym by Polacy stali się narodem wojowników, a więc mężczyzn kontrolujących swój los. W wieku 28 lat ożenił się z Marią Tilly. Owocem tego kochającego się małżeństwa była dwójka dzieci Stefan i Anna (w chwili zamachu Stefan miał 23 lata, a Anna 20), które – podobnie jak ich przodkowie – były gorącymi patriotami. Stefan został przez Niemców zamordowany w obozie koncentracyjnym. Anna została żoną Aleksandra Demidowicza-Demideckiego (podczas wojny szefa Narodowej Organizacji Wojskowej). Podczas wojny córka Eligiusza też była więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego. Po II wojnie światowej udało się jej uciec z okupowanej przez komunistów Polski. Działalność patriotyczną Niewiadomski rozpoczął już w gimnazjum w tajnych patriotycznych kółkach uczniowskich. Na studiach działał w polskich organizacjach studenckich. Był przez pewien okres związany z Ligą Narodową. W wieku 32 lat w 1901 roku został aresztowany za przemyt z Galicji do zaboru rosyjskiego pism patriotycznych. Więziono go na Pawiaku i w X Pawilonie warszawskiej Cytadeli. Po opuszczeniu rosyjskiego więzienia zaprzestał działalności partyjnej i skupił się na działalności edukacyjnej i wychowawczej. Podczas I wojny światowej angażował się w organizację pomocy socjalnej. W 1918 roku wziął aktywny udział w rozbrajaniu Niemców w Warszawie, a podczas wojny polsko-sowieckiej, w wieku 51 lat, zgłosił się na ochotnika do wojska. Nie trafił jednak wysłany na front gdyż z polecenia generała Kazimierza Sosnkowskiego (bliskiego współpracownika Piłsudskiego) został żołnierzem kontrwywiadu w II Oddziale Sztabu Generalnego. Zbulwersowany bezczynnością szefostwa wobec komunistycznej agentury wymusił przeniesienie na front. Z bolszewikami walczy w 5. pułku piechoty legionów u boku swojego syna Stefana. Po demobilizacji przez kilka lat pracował w Ministerstwie Kultury zajmując się rozwojem szkolnictwa artystycznego w II RP. W pracy demonstracyjnie nie okazywał respektu wobec hierarchii służbowej. Eligiusz Niewiadomski nie dal się zamknąć w ciasnym schemacie gorsetu partii. Uważał, że należy tak zreformować przepisy w Polsce by prawa wyborcze mieli tylko obywatele, którzy ukończyli co najmniej 25 lat, posiadali przynajmniej pełne wykształcenie podstawowe, znali język polski w mowie i piśmie oraz byli niekarani. Niewiadomski dostrzegał zagrożenie w działaniach: socjalistów, Żydów (którzy zdegenerowali socjalizm), masonów, zdemoralizowanego motłochu (narzucającego dzięki patologiom demokracji swoją wolę Polakom i Polsce). Niewiadomskiego cechował gorący patriotyzm. Równocześnie wyjątkowo niechętnie Niewiadomski odnosił się do Józefa Piłsudskiego, który jego zdaniem „zmarnował swoją wielkość”, a swoją „antypolską działalnością przekreślił swoje zasługi z okresu walki o niepodległość” [w III RP duża część Polaków miała podobne odczucia względem Lecha Wałęsy]. Żydów uznawał za element pasożytniczy, niezdolny do kreatywności i uczciwej pracy. Bulwersowały go zwłaszcza patologie partyjniactwa, czyli lekceważenie przez polityków dobra Polski i Polaków. 16 grudnia 1922 w budynku warszawskiej Zachęty Niewiadomski trzema strzałami zabił prezydenta II RP Gabriela Narutowicza. Pomimo, że mógł uciec pozostał na miejscu zbrodni i oddał się w ręce policji. W oczekiwaniu na egzekucję, wykorzystał ostatnie dni życia na pisanie prac naukowych i swojego manifestu politycznego („Kartki z więzienia” i „List do wszystkich Polaków”). Niewiadomski nie czuł żalu z powodu zabicia Narutowicza gdyż – jego zdaniem –  była to forma edukacji obywatelskiej przeprowadzona w myśl ideałów ważniejszych od norm i przepisów. Narutowicz był dla Niewiadomskiego ofiarą symboliczną, kozłem ofiarnym – ofiarą zastępczą – składaną na ołtarzu ojczyzny w zadość uczynieniu za antypolską działalność Żydów, socjalistów i Piłsudskiego. To Józef Piłsudski miał być celem zamachu (miał zginąć za swoją działalność w II RP, działalność, która całkowicie przekreślała jego zasługi w walce o niepodległość). Zabójstwo marszałka miało symbolicznie uzdrowić Polskę, a do zgładzenia Narutowicza popchnęła Niewiadomskiego (jak to sam deklarował) socjalistyczna kampania nienawiści i kłamstw rozkręcana przez Żydów. Wielu Polaków podzielało opinię Niewiadomskiego o sytuacji w Polsce, a po egzekucji narodził się swoisty kult jego osoby. Po zamachu był ponownie więziony w warszawskiej Cytadeli (po raz pierwszy jeszcze przez rosyjskich zaborców). 31 stycznia 1923 roku o godzinie 7.19, Eligiusz Niewiadomski został rozstrzelany. Miał 53 lata. Przed śmiercią wyspowiadał się i przyjął komunię świętą. W czasie egzekucji towarzyszył mu duchowny. W obliczu śmierci zachował całkowity spokój, deklarował swoją miłość do ojczyzny i do dzieci. Ostatnie słowa Niewiadomskiego będące wyrazem jego patriotyzmu zostały zatajone przez cenzurę. Władze konfiskowały gazety dokładnie relacjonujące te jego wypowiedzi. Po egzekucji zwłoki Niewiadomskiego pochowano na terenie twierdzy. Po tygodniu, 6 lutego 1923 r. władze zezwoliły na przeniesienie zwłok na Powązki. Zabroniono jednak urządzenia normalnego pogrzebu. Zdjęcia z tego pochowku skonfiskowano. Pośmiertny masowy kult osoby Eligiusza Niewiadomskiego jako męczennika sprawy narodowej zniechęcił po raz kolejny Józefa Piłsudskiego do Polaków. Wstrząśnięty postawą Polaków Piłsudski wycofał się na trzy i pół roku z życia publicznego – co nie da się ukryć było pośmiertnym sukcesem Niewiadomskiego (jego cel został zrealizowany). Czytelnicy pracy Pleskota wydanej przez Demart znajdą w niej również historie: walki Polaków o niepodległość Polski podczas I wojny światowej, rywalizacji obozu Dmowskiego z obozem Piłsudskiego, rewolucji bolszewickiej, wsparcia Piłsudskiego po odzyskaniu niepodległości dla ekstremistów lewicowych, międzynarodowej sytuacji politycznej oraz gospodarczej po I wojnie światowej, wyniszczenia ziem polskich po I wojnie światowej, wyników pierwszych wyborów i poparcia dla poszczególnych sił politycznych po odzyskaniu niepodległości, masowego poparcia Polaków dla endecji (2/3 z Polaków, którzy stanowili ok. 60% obywateli II RP popierało narodowców), zmian rządów w II RP, wyboru na prezydenta Narutowicza, niezadowolenia społecznego z tego wyboru, walki nacjonalistów z socjalistami, atmosfery i wydarzeń przed i po zamachu, dyskusji prasowej po zamachu. Praca Patryka Pleskota „Niewiadomski – zabić prezydenta” zawiera wiele ciekawych cytatów z pism i wypowiedzi przeciwników, zwolenników zabójcy oraz samego Niewiadomskiego. Szczególnie urocze są wiersze potępiające Niewiadomskiego autorstwa poetów, którzy po II wojnie światowej zostali pieszczoszkami stalinowskiej „Polski”. Ogromną wartość mają opisy i ilustracje dokumentujące niezwykle wartościowe dokonania Niewiadomskiego w malarstwie, grafice, freskach i historii sztuki. Wielu zainteresuje też ostatni rozdział opisujący współczesną popularność Niewiadomskiego (w środowiskach Narodowego Odrodzenia Polski, Obozu Narodowo Radykalnego, portalu Nacjonalista). Jan Bodakowski Książkę zamówić można w księgarni internetowej Multibook.pl...

Solidarność blogerska po ataku BOR na publicystę PROKAPA

Od około dwóch lat jestem blogerem. Dzięki temu wiele się nauczyłem, pozyskałem kilkoro nowych przyjaciół i sporo znajomych. Przeżyłem też piękną przygodę na BLogforum Gdańsk 2010, gdzie w Stoczni Gdańskiej zorganizowano spotkanie ponad 100 blogerów z całego świata.
Miałem wtedy okazję stwierdzić, że blogerzy to są głównie inteligentni indywidualiści, którzy nie tylko mają własne zdanie, ale nie pozwalają sobie ciemnoty wciskać przez prasę radio i telewizję. Spotkanie odbywało się w legendarnej stoczni, a zatem w powietrzu unosił się duch „Solidarności”. Czy jednak blogerzy są ze sobą solidarni w razie ataków na nich? Trzeba stwierdzić, że gdy nasłano na jednego z blogerów tajniaków za to, że krytykował aktualnego Prezydenta R.P., to w internecie rozległa się taka masa protestów, że chłopak mógł poczuć tę prawdziwą solidarność blogerów. Powiem szczerze, że ja też w tym tygodniu poczułem solidarność blogerów. Gdy 7 sierpnia 2011 zaatakowali mnie w sposób bezpośredni trzej funkcjonariusze BOR i próbowali wyrzucić mnie z sali Państwowej Szkoły Muzycznej w Bielsku-Białej  tylko dlatego, że zadałem Prezydentowi RP oraz Marszałkowi Województwa Śląskiego pytania, to musiałam sam obronić się przed wykręcaniem rąk, choć oficerowie Policji też pośrednio mi pomogli, bo nie poparli akcji BOR. Potem jednak już tylko przez chwilę byłem sam, kiedy  przez przeróżne media przetoczyła się fala „oburzenia” i nazwano mnie gdzieniegdzie nawet „awanturnikiem”. "GW" okazała „najwyższe oburzenie” i napisała…”krzyki”, Super-Nowa.pl napisała o „incydencie na spotkaniu z Prezydentem”, Polskie radio głosiło o „wrzaskach na spotkaniu z Prezydentem” ... itd.itp. Jednak w internecie pod tymi wszystkimi sensacjami zaczęły się pojawiać komentarze blogerów, którzy nie dali się zmylić prowadzoną nagonką medialną i zaczęli zadawać pytania: „- Jaki incydent? - Czy już u nas nie wolno zadawać pytań władzom centralnym ani samorządowym? - Tylko dlatego, że jest przeciwnikiem RAŚ, to już awanturnik? - Komu przeszkodził ? Czy tym, którzy chcieli wykorzystać wizytę Prezydenta RP do kampanii wyborczej PO? - Cóż to teraz na spotkaniach publicznych z Prezydentem Komorowskim wolno tylko klaskać, a nie wolno o nic zapytać? - Przecież jak wszyscy tylko klaskali i nie mieli żadnych uwag, to żeby Prezydent usłyszał pytanie, to musiał zadać je głośno! - Cóż to za demokracja samych tylko oklasków? Czy wróciliśmy z powrotem do PRL-u?” itd. Po przeczytaniu tych komentarzy napisałem własny artykuł pt.: "Dlaczego prezydent Komorowski nie lubi trudnych pytań?", który został potem opublikowany na kilku portalach internetowych i… okazał się bardziej czytany od GW. Mogę teraz odpowiedzieć pozytywnie na pytanie: Czy blogerzy i inni internauci są ze sobą solidarni? Tak, ta solidarność blogerska istnieje! Dziękuję wszystkim tym blogerom i internautom, którzy mieli odwagę wyrazić własne, niezależne zdanie na temat interwencji BOR w Bielsku-Białej w dniu 7 sierpnia 2011 roku! Rajmund Pollak Foto. PSz/Prokapitalizm.pl