Tag Archives: prezydent

Weto prezydenta – zapanowało powszechne zmartwienie…

Pan prezydent zawetował dwie ustawy o sądownictwie, czym narobił ambarasu wszystkim, z wyjątkiem aferzystów, których procesy się odwleką, jeśli do nich w ogóle dojdzie.

Postulujemy pięć prawdziwych reform sądownictwa

Naprawą wymiaru sprawiedliwości zajmujemy się w Nowej Konfederacji od lat, proponując konkretne rozwiązania. Przynajmniej do niektórych z nich warto wrócić.

Zdrada panowie, ale stójcie cicho

A więc pan prezydent Andrzej Duda wkroczył na drogę przetartą przez Kazimierza Marcinkiewicza i wypowiedział posłuszeństwo swojemu wynalazcy – bo taką rolę odegrał prezes Kaczyński przy wyniesieniu go do godności prezydenta. Najwyraźniej Andrzej Duda musiał mu się zaprezentować jako osobnik pozbawiony własnego zdania, bezbarwny i bez inicjatywy - i dlatego go wynalazł.

Wizyta Trumpa – czy elity III RP staną na wysokości zadania?

Wizyta Donalda Trumpa w Polsce może okazać się dla naszego kraju przełomowa, pod warunkiem, że rządzące nami elity będą miały pełną świadomość, że wcielanie w praktyce idei Międzymorza musi oznaczać stanięcie w poprzek ambicjom niemieckim w Europie.

Sumliński: Bronisław Komorowski to połączenie bezdennej głupoty i bezwzględnego okrucieństwa

A jednak! Wojciech Sumliński wyszedł obronną ręką z operacyjnej rozgrywki jaką kilka lat temu zainicjowała przeciwko niemu bezpieka III RP. Autor "Niebezpiecznych związków Bronisława Komorowskiego" gościł 10 grudnia br. w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie opowiedział m.in. o swojej historii.

Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski dla Jana M. Małka – założyciela wolnorynkowej Fundacji PAFERE

22 listopada 2016 roku, w Pałacu Prezydenckim miała miejsce podniosła uroczystość. Założyciel Fundacji PAFERE a obecnie jej honorowy prezes, Jan Michał Małek, odznaczony został przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Seks, narkotyki i morderstwa – historia Hillary i Billa Clintonów

Wybory prezydenckie w USA budzą zrozumiałe emocje nie tylko wśród Amerykanów, ale także na całym świecie. Niewiele wiemy na temat kandydata Republikanów Donalda Trumpa, natomiast wiedza na temat demokratki Hillary Clinton jest całkiem spora i nie skłania do optymizmu.

„Teoretycznie nie powinno się to zdarzyć” – Andrzej Duda o wypadku na autostradzie

To nie był kolejny wypadek samochodowy lecz ordynarny zamach na Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej! Rozpocznę od chronologii faktów:

Wybór Dudy to jeszcze nie jest zwycięstwo, ale przyczółek dla niepodległej Polski

Te same telewizje  prorządowe typu TVP1, TVP2, TV-Info, TVN, Polsat itp., które od ośmiu lat wspierały Politycznych Oszustów oraz Podupadłych Sługusów Lukracji, nagle stały się zwolennikami Prezydenta Elekta!

Grzegorz Braun potwierdza swoją kandydaturę na Prezydenta RP

W dniu 24 stycznia 2015 roku, Grzegorz Braun podjął decyzję o starcie w wyborach na urząd Prezydenta Polski. Decyzja ta poprzedzana była licznymi wyrazami poparcia ze strony Polaków. Już wcześniej zawiązał się Społeczny Komitet poparcia kandydatury Grzegorza Brauna, którego członkowie i sympatycy coraz aktywniej dawali wyraz temu, że to właśnie w nim widzą najlepszego Kandydata na najwyższy urząd w państwie.

Radosna prezydentura Komorowskiego

Prezydent Komorowski to prezydent radosny. Ciągle się uśmiecha, ciągle szczerzy ząbki, ciągle okazuje swą dziecięcą radość z pełnienia przewodniej roli nad narodem polskim. Styl jego prezydentury jest szczególnie radosny w zestawieniu z kadencją śp. Lecha Kaczyńskiego, który albo się nie uśmiechał wcale, albo robił to tak, że niespecjalnie było to widać. Bo był zbyt poważny jak na stanowisko, które piastował.
Ostatnio w moje ręce wpadła prezydencka broszura podsumowująca dwa lata kadencji („Dwa lata Prezydentury: 6 sierpnia 2010 – 5 sierpnia 2012”) Bronisława Komorowskiego. Zwykle takie rzeczy rzucam w kosz, bo propaganda mnie nie interesuje, ale z racji, że spostrzegłem iż mowa tam była o patriotyzmie... postanowiłem rzucić okiem, jak tę kwestię widzi nasz szanowny, radosny prezydent. I jakoś nie zdziwiło mnie, kiedy w książeczce wyczytałem, że „z tożsamością Polaka wiąże się poczucie radości...” (str. 83), ani nie zdziwiło mnie zdanie kolejne, mówiące o tym, iż „...radość ze wspólnych dokonań buduje więź...”. Co ciekawe dowiedziałem się także, że euroentuzjazm może być „wyrazem szczerego patriotyzmu”. Myśląc tym tokiem - czyżby eurosceptycy byli nieszczerzy w swej miłości do ojczyzny? Fałszywi? Tak czy inaczej Nowoczesny patriotyzm według Komorowskiego to radosny patriotyzm. A znakiem tego patriotyzmu ma być biało-czerwony kotylion symbolizujący „radość i dumę z dokonań Polaków” (str. 95). Jak więc widać Polacy mają cieszyć się jak dzieci, a najlepiej gdyby do tego byli naiwni jak dzieci. O ile już nie są. W dalszej części książki nie jest wcale lepiej... Pojawia się m.in. mowa o działaniach społecznych i organizacjach pozarządowych. Jego Radosna Mość Komorowski chwali się organizowaniem debat poświęconych „procedurom uproszczenia prawa, stworzeniu mechanizmów finansowania działań społecznych”, czy też debat omawiających jak ułatwić „funkcjonowanie organizacji pozarządowych oraz dających realne podstawy finansowania ich działania” (str. 85). Zastanawia mnie jakie to mechanizmy chce stworzyć nasz prezydent dla finansowania działań społecznych? Zawsze wydawało mi się, że mechanizm ten jest bardzo prosty: włożyć rękę do kieszeni, wyciągnąć monetę albo banknot i wrzucić do puszki trzymanej przez wolontariusza. Ale może nasz radosny przodownik narodu ma ciekawsze pomysły? Najlepiej takie, które pozwolą zatrudnić nowe rzesze urzędników... Martwi mnie to tym bardziej, że Bronisław Komorowski wywodzi się z rzekomo liberalnej partii – PO (choć jaka ona jest – sami wiemy). A jeśli autorzy mieli na myśli finansowanie organizacji społecznych i pozarządowych przez... budżet państwa, to ja nie bardzo wiem, w jaki sposób są to organizacje społeczne czy pozarządowe. No chyba że Rządowe Organizacje Pozarządowe to jeden z elementów radosnej prezydentury Komorowskiego... Wyczulenie na finanse państwowe, czyli na pieniądze wyciągnięte z kieszeni podatników, widać i na kolejnych stronicach omawianej „książki”. Prezydent Komorowski „w ciągu dwóch lat odwiedził […] ponad 100 miejscowości w różnych regionach Polski” (str. 88). Czyli na garbie społeczeństwa podróżował sobie po kraju, zwiedzając go wzdłuż i wszerz, razem z małżonką. Bo trudno to inaczej określić, skoro nie słyszy się, aby Jego Radosna Mość Komorowski coś konkretnego w trakcie tych spotkań uradził, zdziałał, utworzył nową jakość. Raczej tylko szczerzył ząbki do lokalnych społeczności i łączył się z nimi „w bulu i nadzieji”, że może kiedyś ich problemy zostaną zauważone i rzeczywiście rozwiązane. Czyżby to był ten „polski wymiar troski o słabszych, symbol współdziałania, służby ojczyźnie i każdemu człowiekowi szczególnie w okresie niepewności gospodarczej w Europie” (str. 85)? Troszcząc się o swój naród Jego Radosna Mość Komorowski postanowił zwiększyć wydatki Kancelarii Prezydenta do tego stopnia, że o 5 mln zł (dane z 2010 roku) prześcignął wydatki dworu brytyjskiej królowej Elżbiety II!!! Ciekawe skąd wziął wszystkie te pieniądze? Bo jakoś mi się wydaje, że z powietrza się nie wzięły, tylko z kieszeni podatnika... ...swoją drogą, przykładowo we wspomnianym 2010 roku Kancelaria Prezydenta zwiększyła wydatki na odznaczenia i ordery w stosunku do roku poprzedniego (kiedy narodowi przewodził smutny Lech Kaczyński) o 13 mln złotych! Tak, tak, dobrze czytasz czytelniku – Kancelaria Prezydenta nie wyda 13 mln złotych na odznaczenia, ale o 13 mln złotych zwiększyła wydatki na ten cel! (a choćby na nagrody dla urzędników prezydenckich poszło wówczas 73 mln złotych...). A kogo honorował medalami Jego Radosna Mość Komorowski? Wybitności pokroju Adama Michnika, który w Australii wychwalał Polskę i jej mieszkańców rzucając słowa: „Polacy to stado tępych baranów”. Z dumą i radością prezydent otwierał także wystawę poświęconą Czesławowi Miłoszowi, który przecież słynie ze swoich wypowiedzi: „dla Polski nie ma miejsca na ziemi”, „Nigdy nie byłem Litwinem, chociaż bardzo bym chciał”, czy „Polska mnie przeraża” (zresztą żołnierzy AK nazywał bandytami, a największych polskich poetów anachronicznymi nacjonalistami). A to wszystko w ramach Nowoczesnego patriotyzmu promowanego przez Jego Radosną Mość Komorowskiego. Prezydentura Bronisława Komorowskiego to radosny czas. Myśliwy z Obornik Śląskich uśmiecha się do stada łosi (narodu polskiego), czy raczej do stada baranów (mówiąc mową Michnika), bo cieszy się, że swym szczerzeniem ząbków upolował ich serca. A za sercami idą i głosy w wyborach. Szkoda tylko, że za prezydenturą Komorowskiego nie idzie szczera chęć niesienia pomocy i zmian w kraju, który tak bardzo tego potrzebuje. Kraju, który wręcz „w bulu” oczekuje radykalnych i trudnych zmian oraz reform, a nie tylko dziecięcych uśmiechów... ...a póki co serwowane nam są tylko te ostatnie. Zresztą, kiedy mowa jest o tym, iż „Para Prezydencka spotkała się z najmłodszymi oraz ich rodzicami na dziedzińcu pałacu, który zamienił się w wielki plac zabaw” (str. 87) to jakoś nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył Bronisława K. z łopatką i grabkami, zacieszającego się w prezydenckiej piaskownicy. W końcu sam tego dokonał, nie moja w tym wina, że urząd jaki piastuje nie ma już w sobie powagi, a jedynie tę naiwną, dziecięcą radość... Oleg Siewierny Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl Autor prowadzi blog ja-obcy: Polska widziana oczami obcokrajowca.

Prezydencie Klaus – dziękuję!

Jak to się mówi: "Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju". Można by to samo powiedzieć o Vaclavie Klausie, byłym już prezydencie Czech. Właśnie dziś, 7 marca 2013 roku skończyły się jego rządy na Hradczanach.
Vaclav Klaus nie cieszył się zbyt dużym uznaniem wśród własnych obywateli. W czasach jego rządów zdarzyło mi się kilka razy być w Czechach, głównie na Morawach. Morawy to kraina wina, a wino - jak wiadomo - zbliża ludzi. Czesi, których starałem się ciągnąć za język między kolejnymi kieliszkami, mówili o Klausie bez szacunku, zazwyczaj bardzo krytycznie. Byli zdziwieni, że my, Polacy, mieliśmy odmienne zdanie. Cóż, sytuacja z prezydentem Kaczyńskim może być analogiczna. My mieliśmy mu za złe bardzo dużo, a pewnych spraw pewnie nigdy (miejmy nadzieję, że historia również) mu nie wybaczymy. Jednak dla Gruzinów był on w pewnym sensie bohaterem. Jeśli my zarzucaliśmy mu uległość wobec unijnych biurokratów i traktowaliśmy go jako gotowego przyklepać niemal wszystko, co mu podłożą do podpisania, to wśród unijnego establishmentu miał on zapewne miano hamulcowego, który spowalnia "procesy integracyjne". Z Klausem jest chyba podobnie. O ile jednak Lecha Kaczyńskiego nie uważam za żadnego proroka, to Vaclav Klaus poniekąd już takim dla mnie był. Jego zdecydowany sprzeciw wobec idiotyzmów wymyślanych w Brukseli jednoznacznie wskazywały, że ten polityk, jak mało który ma jakieś poglądy. Walczył z ideologią ocieplenia klimatu, potępiał rozrastającą się unijną biurokrację, wieszczył klęskę waluty euro, zdecydowanie opowiadał się za wolnym rynkiem, powołując się przy tym na klasyków gospodarczego liberalizmu, takich jak Fryderyk August von Hayek czy Ludwig von Mises. Można by rzec, że nienawidził Unii Europejskiej, tej Unii, w jakiej przyszło mu w jednej z jej prowincji urzędować. Nawet gdy podpisywał ostatecznie traktat lizboński, na którym nie zostawiał suchej nitki, robił to w poczuciu porażki, w zaciszu gabinetu, oświadczając przy tym, że Czechy tracą suwerenność... Nie chełpił się tym tak jak Lech Kaczyński. No i nie pozwolił wywiesić na Hradczanach unijnej flagi. U nas powiewa ona nie tylko na gmachach władz centralnych ale również w gminach. Pokazuje to nie tylko stopień unioentuzjazmu rodzimych "elit", ale także poziom zniewolenia (politycznego, ale i zniewolenia umysłów). Vaclav Klaus tuż przed zakończeniem swojego urzędowania być może popełnił błąd. Ogłosił amnestię, która objęła m.in. różnych aferzystów, korumpatorów i szemranych biznesmenów. Nieco rzuca to cień na jego prezydenturę. Opozycja zresztą umiejętnie to wykorzystała. Klausa czekają zapewne długie godziny przesłuchań przed miejscowym wymiarem sprawiedliwości...  Ale cóż, te sprawy Czesi muszą załatwić już między sobą. Dla nas, a przynajmniej dla mnie, Vaclav Klaus pozostanie w pamięci jako ktoś, kto potrafił sprzeciwiać się potężnej biurokratycznej machnie, kto miał odwagę głosić swoje poglądy, a przede wszystkim jako ktoś kto w ogóle miał jakieś poglądy, co we współczesnej polityce jest czymś nader rzadkim. Kto wie, może Klaus nie był tak naprawdę nikim wybitnym, jednak na tle unijnej marności jawił się jako ktoś z charakterem. Jednym słowem gość z j..., no... mniejsza z tym... Zawsze żałowałem, że nie jest prezydentem Polski. W każdym razie - dziękuję, Panie Prezydencie! Paweł Sztąberek