Tag Archives: protekcjonizm

Przypudrowany protekcjonizm Morawieckiego

Plan Morawieckiego i nowa ekonomia strukturalna opierają się na starym jak świat państwowym interwencjonizmie, który pozwala urzędnikom i politykom na wybieranie poszczególnych branż i miejsc interwencji.

Chiński straszak w amerykańskiej kampanii

Do USA została oddelegowana liczna grupa przedstawicieli chińskich mediów. Mają na bieżąco relacjonować kampanię prezydencką. A ponieważ wiele w niej krytyki pod adresem Chin, zwłaszcza w wykonaniu Donalda Trumpa, dziennikarze mają co komentować i do czego się odnosić.

Czy cła mogą zniszczyć edukację? – przykład Francji

Istnieje istotny związek między cłami a długofalową niedolą gospodarczą całych narodów i krajów. Dowodzą tego ekonomiści z Francji na przykładzie ceł na zboża. Dwoje naukowców francuskich twierdzi, że wprowadzenie ponad 100 lat temu ceł na importowane zboże zahamowało we Francji na długie lata proces formowania tego, co nazywamy dziś „kapitałem ludzkim.

Jednostka i rynek

Często mówi się metaforycznie o automatycznych, anonimowych siłach uruchamiających "mechanizm" rynku. Kiedy używa się takich przenośni, łatwo można zapomnieć, że jedynymi czynnikami kierującymi rynkiem i decydującymi o cenach są działania ludzi. Nie ma tu automatyzmu, są wyłącznie ludzie świadomie i celowo realizujący określone zamiary. Nie istnieją tajemnicze mechanizmy; jestem ja i ty, Bill i Joe oraz cała reszta. I każdy z nas jest zarówno producentem, jak i konsumentem.

Zielony protekcjonizm pogrąży Europę

Kryzys gospodarczy w Europie będzie się powiększał za sprawą regulacji ekologicznych – uważa Instytut Globalizacji. Regulacje unijne argumentowane ochroną środowiska, służą wybranym grupom interesu, a nie poprawie jakości środowiska naturalnego – zwraca uwagę Instytut Globalizacji w poniedziałkowym komunikacie. Tymczasem protekcjonizm gospodarczy może pogrążyć trawione kryzysem finansowym gospodarki krajów unijnych. W opinii Instytutu Globalizacji Unia Europejska idzie na wojnę gospodarczą z resztą świata, opierając się na paranaukowej hipotezie o efekcie cieplarnianym wywołanym działalnością człowieka. – Prawdopodobnie jest to reakcja na niepodpisanie globalnej umowy o redukcji emisji gazów cieplarnianych podczas ostatniej konferencji klimatycznej w Durbanie – wyjaśnia dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji. – Fiasko tego przedsięwzięcia, mającego faworyzować firmy europejskie, gdyby układ podpisały takie kraje jak USA, Chiny, Rosja, Indie czy Brazylia, wyraźnie doprowadziło do frustracji biurokratów z Brukseli – dodaje. Protekcjonizm widoczny jest na wielu rynkach np. papieru, gdzie nałożono nowe cła na import papieru, na rynku biopaliw, gdzie dyskryminuje się importerów zagranicznych, a także na rynku paliwowym i transportowym. Nowe regulacje klimatyczne wykluczają pod byle pretekstem import ekologicznych źródeł energii z zagranicy, mimo, iż spełniają one wymogi środowiskowe. Nowym konfliktem na forum międzynarodowym jest spór między UE a Kanadą w sprawie piasków i łupków roponośnych. UE utrudnia import tego surowca, powołując się na wysoką emisję gazów cieplarnianych powstałych przy produkcji paliwa. Świeży jest także spór z międzynarodowymi linia lotniczymi, zrzeszonymi w Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. Od 1 stycznia 2012 r. linie lotnicze muszą dodatkowo płacić za emisję dwutlenku węgla do atmosfery w ramach unijnej polityki klimatycznej. Paradoksalnie opłaty dotyczą także tras pozaeuropejskich. W wyniku nowego opodatkowania wzrosną ceny biletów od kilku do kilkunastu euro. Instytut Globalizacji jest zdania, że zielony protekcjonizm odbije się negatywnie na europejskiej gospodarce. Nowe podatki i niższa konkurencyjność rynków muszą odbić się wzrostem cen, za co zapłacą konsumenci. Można spodziewać się także większej ilości bankructw przedsiębiorstw, wzrostu bezrobocia i spadku PKB w Europie, przez co istniejące problemy związane z nadmiernym zadłużeniem państw będą tylko się powiększać. Informacji udziela: Dr Tomasz Teluk Fundacja Instytut Globalizacji, www.globalizacja.org instytut@globalizacja.org tel. + 48 600 023 118 + 48 32 232 65 54 O Instytucie: Instytut Globalizacji jest prywatnym wolnorynkowym instytutem spraw publicznych założonym w 2006 r. Organizacja prowadzi badania z zakresu ekonomii, energetyki, nowych technologii i globalizacji.  W 2009 r. Instytut Globalizacji otrzymał Nagrodę Wolności Templetona w Waszyngtonie w dziedzinie „etyka i wartości”. Fot.: novakeo.com

Próby wciąż trwają

Chociaż za każdym razem eksperyment z budową państwa socjalistycznego kończy się zapaścią gospodarczą i katastrofą finansową, to jak w starym kawale, w którym radio Erewań odpowiadało na pytanie, czy dwóch mężczyzn może spłodzić dziecko – próby wciąż trwają mimo ciągłych niepowodzeń. Uprzejmie można to wytłumaczyć tylko w jeden sposób – lewacy uwierzyli we własną propagandę, w myśl której idea jest słuszna, tylko czynnik ludzki zawiódł. Takie podejście rzecz jasna prowadzi do ogromnych spustoszeń w mózgu, o czym można przekonać się dowodnie obserwując kolejne protesty w bankrutującej Grecji. W rezultacie polityka gospodarcza wciąż zdominowana jest przez myślenie w kategoriach interwencjonizmu, protekcjonizmu i redystrybucji. Widać to chociażby w ostatnim pomyśle Komisji Europejskiej, określanym jako wolnorynkowy, wręcz rewolucyjny, którego realizacja (o ile dojdzie do skutku) oznaczać będzie „odejście w końcu od socjalnego modelu gospodarczego” (sic!). Niestety, wśród propozycji KE brak postulatów likwidacji opartego na redystrybucji protekcjonizmu (tzw. fundusze strukturalne) czy absurdalnych limitów produkcyjnych.  Trudno też uznać za wolnorynkowe podtrzymywanie obowiązku ubezpieczeń emerytalnych w obecnym kształcie, ze szczególnym uwzględnieniem roli OFE. Z wiadomych przyczyn odrzucane są propozycje ograniczenia roli państwa do roli regulatora rynku, a podtrzymywana jest jego pozycja w charakterze jego głównego (i uprzywilejowanego) uczestnika, choć rzeczywistość pokazuje, iż państwo jako instytucja nie będąc w stanie wywiązać się z ciążących na nim obowiązków (np. budowa nowoczesnej sieci dróg), z uporem godnym lepszej sprawy ładuje się w coraz to nowe zobowiązania finansowe, którym również nie jest w stanie podołać. Efekt jest łatwy do przewidzenia – ogólna niewydolność systemu. Paradoksalnie właśnie to jest przesłanką do pomysłów typu ogłoszonego przez Kołodko G. „Planu dla Polski”, postulujących: obniżenie wydatków budżetu, podniesienie podatków i wprowadzenie nowych, sprawiedliwy podział (sic!) oraz „większa ingerencja państwa”; potrzebne są „specjalne działania wykraczające poza tradycyjne ramy, zawodzą bowiem zwykłe mechanizmy demokracji”, gdyż „mechanizmy rynkowe nie są w stanie ich [tj. problemów polskiej gospodarki – dopisek MN] rozwiązać”. A jak mechanizmy rynkowe mają działać, skoro o gospodarce decyduje demokratyczne kupowanie głosów i w konsekwencji to „biurokracja i skomplikowane procedury” rozwijają demokratyczne państwo prawa urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej? Skutki tego stanu rzeczy szczegółowo opisał Raport ZPP MiŚ, w którym autorzy, wskazując między innymi na nadmierne obciążenia fiskalne piszą: „decyzja rządu o podwyższeniu podatku VAT w sposób oczywisty wpłynie na zmniejszenie konsumpcji w społeczeństwie, a tym samym obniży popyt wewnętrzny, co może doprowadzić do spowolnienia gospodarczego oraz zmusić przedsiębiorców do ograniczenia produkcji oraz zwolnień pracowników”. I dalej „eksperci OECD poświęcili też dużo uwagi na konieczność zmniejszenia roli państwa w gospodarce i ograniczenia wszechobecnej biurokratyzacji. Polska znajduje się wśród krajów, w których państwo odgrywa znaczącą rolę w gospodarce” [podkreślenia – MN]. Dzięki temu obecna Polska może liczyć na awans cywilizacyjny jedynie w przypadku, gdy Szwedzi wybudują na Podlasiu fabrykę. Oczywiście budowa socjalistycznej gospodarki wymaga wypracowania procedur zamykających usta krytykom. Stąd kolejne próby cenzurowania internetu, co ciekawe anonimowe, nowelizacje ustaw o stanie wojennym i stanie wyjątkowym (generał Jaruzelski W. dopomógł w redagowaniu?) wprowadzające niebezpieczne niejasne kryteria, czy wszelkiego rodzaju „walka z chamstwem w sieci”, choć do walki z chamstwem w polityce jakoś nikt się nie pali. Z drugiej strony postępuje kacykostwo życia politycznego, o czym świadczy chociażby sprawa pociągu specjalnej troski kategorii lux, wiozącego działaczy Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej z Krakowa do Gdańska na zjazd jedynie słusznej matki – partii. (Swoją drogą – co racja, to racja: po obiecanych autostradach i drogach ekspresowych jeździ się znacznie gorzej niż po wybudowanych). Na zakończenie warto wrócić do przytoczonego na wstępie lewackiego sloganu o słusznej idei i zawodzącym czynniku ludzkim. Widać tu karygodną niekonsekwencję – skoro to socjaliści budują socjalizm, to logiczne jest, że to właśnie oni zawodzą. Zatem nie da się zbudować socjalizmu z socjalistami (vide Hiszpania), więc może zacząć od eliminacji zawodzącego elementu? Michał Nawrocki PS. Czyż to nie zastanawiające – Konstytucja RP zakazuje głoszenia haseł i programów nazistowskich i komunistycznych, a nie zakazuje głoszenia socjalizmu, chociaż nazistowską III Rzeszę utworzyła partia narodowo – socjalistyczna, zaś komunizm przez siedem dekad budowano w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Skutki obu eksperymentów są doskonale znane – ludobójstwo na niespotykaną w dziejach skalę.

Instytut Globalizacji: Unijne cła na papier niekorzystne dla Polski

Wprowadzenie ceł na papier importowany z Azji będzie miało negatywny wpływ na rodzimy rynek drukarski, papierniczy i poligraficzny – uważa Instytut Globalizacji. Komisja Europejska zaplanowała na maj wprowadzenie ceł zaporowych na papier powlekany importowany z Chin. Polscy politycy poparli ten interwencjonistyczny projekt, mimo sprzeciwu rodzimej branży drukarskiej zatrudniającej ponad 100 tys. pracowników. – Wprowadzenie restrykcji na import taniego papieru będzie skutkowało podniesieniem cen na rynku europejskim i zahamuje rozwój branży – wyjaśnia dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji. – To kuriozalne, że sankcjonuje się kupowanie produktu pochodzącego z Chin, kraju który wynalazł produkcję papieru już w II w. przed Chrystusem – przypomina Teluk. Dla wprowadzania barier protekcjonistycznych często używa się argumentów ekologicznych. Według Instytutu Globalizacji cła na papier są przejawem tzw. „zielonego protekcjonizmu” – forsowania regulacji na bazie ideologii bezwzględnej ochrony środowiska naturalnego. Pierwszym uzasadnieniem dla nowych ceł na papier było przeciwdziałanie nielegalnej wycince drzew w Azji. W opinii ekspertów Instytutu Globalizacji jest to argument fałszywy. Dla obywateli Europy Środkowo - Wschodniej korzystniejsze jest kupowanie importowanego papieru i zachowanie własnych zasobów naturalnych. Najlepszym przykładem jest Łotwa, gdzie eksport drewna  rośnie w tempie 50 proc. rocznie, wynosząc w 2010 r. 0,5 mld łat (715 mln euro) i wymyka się spod kontroli. – Kurczą się jednak zasoby tego surowca. Podczas gdy 1000 lat temu lasy zajmowały 80 proc. powierzchni Łotwy, obecnie jest to tylko 50 proc. Częste zmiany własności i złe zarządzanie zasobami powodują, że wycinka jest intensywniejsza niż zalesianie – ostrzega Tomasz Teluk. Podobna sytuacja może mieć miejsce w Polsce. Europa Środkowo - Wschodnia staje się głównym źródłem zaopatrzenia dla takich krajów jak Niemcy czy Wielka Brytania. Według Instytutu Globalizacji z punktu widzenia konsumenta nie ma znaczenia po jakich kosztach produkowany jest papier w Chinach. Subsydiowanie czy dumping papieru kupowanego w Chinach, dla konsumenta w Polsce jest korzystniejszy niż eksploatacja własnych zasobów po wyższych cenach. Dla branży drukarskiej najważniejszy jest dostęp do tańszego surowca z zagranicy.  Dlatego Polska powinna opowiedzieć się przeciw nowym cłom mogącym doprowadzić do wojny handlowej z Chinami – uważa Instytut Globalizacji. Więcej informacji udziela: Dr Tomasz Teluk Fundacja Instytut Globalizacji, www.globalizacja.org instytut@globalizacja.org tel. + 48 600 023 118 + 48 32 232 65 54 O Instytucie: Instytut Globalizacji jest prywatnym wolnorynkowym instytutem spraw publicznych założonym w 2006 r. Organizacja prowadzi badania z zakresu ekonomii, energetyki, nowych technologii i globalizacji.  W 2009 r. Instytut Globalizacji otrzymał Nagrodę Wolności Templetona w Waszyngtonie w dziedzinie „etyka i wartości”. W 2011 r. Instytut Globalizacji został uznany został uznany jednym z najważniejszych polskich think-tanków w najnowszej publikacji pt. „Kto kieruje globalizacją?”, wydanej przez warszawskie wydawnictwo Difin.

Protekcjonizm a wolny rynek w handlu międzynarodowym

Zanim prześledzimy i przeanalizujemy sposoby, którymi kierują się rządy państw europejskich oraz światowych w celu ochrony i rozwoju swoich narodowych gospodarek, to poznać musimy definicję dwóch kluczowych sformułowań takich jak: protekcjonizm i wolny rynek. Obydwa te zagadnienia splecione są ze sobą od czasów, gdy rozpoczęto wymianę handlową w skali makroekonomicznej.

Protekcjonizm, to krótko mówiąc działania elit politycznych danego kraju w celu zapewnienia rodzimym przedsiębiorcom ochrony przed konkurencyjnością zagranicznych odpowiedników. Głównie chodzi o starania, które wspierają krajowe firmy w walce o wewnętrzny rynek zbytu na wyrabiane przez siebie towary, jak i stałe dążenie do większych możliwości eksportowych. Najważniejszą i najskuteczniejszą formą protekcjonizmu jest nakładanie cła na importowane towary. Wtedy bowiem, gdy zagraniczny kontrahent widząc obowiązek płacenia wysokich stawek umożliwiających sprzedaż swoich wyrobów na obcym gruncie, będzie się po prostu zastanawiać, czy to dla niego rentowne. Zazwyczaj bariery celne są tak skonstruowane i zawyżane, że zbytniego zysku importerom one nie przynoszą, a mówiąc precyzyjniej sprawiają niechęć do podejmowania dalszej współpracy i sprzedaży. Oczywiście nie wszystkie branże podlegają takim samym stawkom. Państwo, a raczej rząd danego państwa ustanawiając wysokości celne konsultuje swoje działania z ogromną masą specjalistów, którzy pomagają mu w tworzeniu przepisu w taki sposób, aby przypadkiem nie przegapić czegoś (wyrobu, towaru itp.), czego sami nie będą w stanie wytworzyć. Widząc popyt wśród społeczeństwa np. na zabawki decyduje się najpierw wyliczyć, jak największą sprzedaż z nazwijmy to "własnego podwórka", a dopiero potem sięga do importerów oferując im barierę cła, po którego wpłacie stworzy się podstawy i możliwości sprzedaży. Trzeba również jasno powiedzieć, że nie wszystkie importowane towary podlegają cłu, ponieważ samobójcze dla państwa byłoby nakładanie dużego cła, na towar, którego nie jest w stanie samodzielnie wykonać!

Protekcjonizm od nowa

"Prawdziwym problemem w ciągu najbliższych kilku lat będzie rozprzestrzenianie się staranniej zakamuflowanego protekcjonizmu Chodzi o takie środki, które mają za zadanie wspomóc robotników i firmy w danym  kraju kosztem sąsiadów. Tego rodzaju gierki prowadzone są już ukradkiem w Europie. Skutki mogą być opłakane. Niektórzy sądzą, że Nowy Ład wydobył Amerykę z ekonomicznej zapaści lat 30. ubiegłego wieku. Inni są przeciwnego zdania. Jednak niezależnie od przekonań i referencji eksperci, historycy i ekonomiści dyskutujący na temat Wielkiego Kryzysu w większości zgadzają się co do jednego: jakiekolwiek były jego przyczyny, protekcjonizm, bariery handlowe i ustawa Smoota-Hawleya zwiększająca cła na importowane towary, sprawiły, że trwał on tyle, ile trwał. Pogląd ten jest na tyle niepodważalny, że dosłownie przekształcił się w politykę rządu Stanów Zjednoczonych. „Określenie »Smoot-Hawley«  do dziś pozostaje hasłem rozpoznawczym dla zagrożeń związanych z protekcjonizmem”, głosi strona internetowa amerykańskiego Departamentu Stanu. Taką opinię można usłyszeć z ust wysokich urzędników w różnych miejscach. Niedawno ministrowie finansów państw grupy G7 ponownie złożyli przysięgę wierności oficjalnej antytaryfowej mantrze. Ogłosili oni, że w dalszym ciągu są „zdecydowani unikać protekcjonistycznych metod, które mogą jedynie pogłębić obecny kryzys”. – Wszystkie kraje powinny trzymać się kluczowej dla wzrostu gospodarczego polityki otwartego handlu i inwestycji – stwierdził amerykański sekretarz skarbu Tim Geithner. Podobnego zdania był jego niemiecki kolega. – Będziemy musieli zrobić wszystko, żeby historia się nie powtórzyła – oznajmił. Słusznie. Tyle że politykę protekcjonizmu można prowadzić na wiele sposobów. Możemy być pewni, że właśnie teraz każdy z nich jest gdzieś przez kogoś wypróbowywany. Nowe stawki celne stosuje się już na przykład w Rosji. Ich wzrost doprowadził do upadku kwitnącą niegdyś branżę używanych samochodów z importu, co z resztą stało się przyczyną wyjątkowo gwałtownych protestów. Pogłoski o wyższych taryfach celnych na stal słychać już w Brazylii i na Filipinach. Są to jednak drobne incydenty. Prawdziwym problemem w ciągu najbliższych kilku lat będzie rozprzestrzenianie się staranniej zakamuflowanego protekcjonizmu. Chodzi o takie środki – niektóre zgodne z prawem, inne nie – które mają za zadanie wspomóc robotników i firmy w danym  kraju kosztem sąsiadów. Tego rodzaju gierki prowadzone są juz ukradkiem w Europie. Tu – wbrew deklaracjom świętoszków z siódemki i zasadom wolnego handlu, jakie miały obowiązywać  w Unii Europejskiej – niemal każde państwo dąży do ochrony własnego przemysłu. Francuzi nie tylko zalali swoją branżę samochodową dotacjami, ale też dali jasno do zrozumienia, że pieniądze te mają być wydane w kraju. – Skoro mamy udzielać finansowej pomocy producentom aut, nie chcemy, aby kolejna fabryka przenoszona była do Czech – zadeklarował prezydent Nicolas Sarkozy. Zapomniał, że Czesi i Francuzi teoretycznie należą do tej samej strefy wolnego handlu i otwartych granic. W tym samym czasie Słowacy, również należący do wspomnianej strefy, ogłosili, że jeśli Paryż będzie próbował stosować wobec nich jakiekolwiek sztuczki, odeślą francuskie firmy, takie jak Gaz de France, z powrotem do domu. Niemcy, których gospodarka w dużym stopniu opiera się na eksporcie, często sprzeciwiają się opisanym wyżej praktykom. Po cichu jednak prowadzą bardziej subtelną grę: oferują na przykład rodzimym firmom specjalne pożyczki. Udzielają ich niemieckie banki, których częściowym właścicielem jest teraz niemiecki rząd. Do tej zabawy włączyli się także Hiszpanie, którzy subsydiują krajowe firmy. Podobnie czynią Szwedzi. I jedni i drudzy, wzorem Amerykanów, zaczęli od przemysłu motoryzacyjnego. Skoro jednak udzielamy pomocy producentom samochodów, dlaczego nie mielibyśmy wesprzeć również innych branż? W tym czasie niektóre brytyjskie banki cichcem przykazały swoim pracownikom, aby nie inwestowali za granicą. Ministrowie finansów mogą mówić, co chcą. Wszelkie tego typu działania cieszą się rzecz jasna ogromną popularnością, a partie wszelkiej maści zbijają na nich kapitał wszędzie, gdzie to możliwe. Kongres USA włączył do pakietu pomocowego absurdalną klauzulę o kupowaniu amerykańskich produktów, o ile nie łamie to handlowych regulacji (hasło „Buy American”). Tym samym waszyngtońscy ustawodawcy dali gwarancję, że każdej inwestycji w infrastrukturę towarzyszyć będzie masa dodatkowej roboty papierkowej. Jeden z hiszpańskich ministrów wezwał swój naród do kupowania rodzimych produktów. Najpopularniejszy slogan związkowców w Anglii brzmi: „Brytyjskie miejsca pracy dla brytyjskich robotników”. Spodziewajmy się, że niejeden przywódca polityczny na niejednym kontynencie dojdzie w ciągu najbliższych kilku lat do władzy na fali protekcjonistycznych sentymentów. To jednak nie powinno nikogo dziwić. W końcu ustawa Smoota-Hawleya również cieszyła się dużą popularnością. Kiedy nad nią obradowano, ponad tysiąc ekonomistów podpisało petycję przeciwko jej uchwaleniu. Potem także historycy przyznali, że pogłębiła ona globalną zapaść. W latach 1929-34 światowy handel skurczył się o 66 procent. Mimo to politycy tamtego okresu doskonale wiedzieli, w jaką stronę wieją wiatry popularności. Ci dzisiejsi też to wiedzą. Nie trzeba zwoływać kolejnych spotkań G-7, aby ostrzegać przed zagrożeniami protekcjonistycznego świata. Przecież żyjemy w nim już teraz." Anne Applebaum Washington Post  20.02.2009 za www.Onet.pl.