Tag Archives: protesty

Wenezuela – socjalizm albo śmierć?

Wenezuela stoi na progu wojny domowej. Biskupi tego kraju ogłosili 21 maja dniem ogólnonarodowej modlitwy w intencji dialogu i pojednania. Wczoraj rozmawiałem z o. Piotrem Karolewskim, polskim werbistą, który od 2008 r. jest na misjach w Wenezueli i pracuje na peryferiach dużego miasta Maracaibo przy granicy z Kolumbią. Wcześniej pracował w Argentynie.

Gdzie tkwi przyczyna obecnych strajków?

Polskę zalewa fala protestów i to taka, z jaką od kilku co najmniej lat nie mieliśmy do czynienia. Początek roku przyniósł protesty w służbie zdrowia. Wiele przychodni lekarskich było zamkniętych, ponieważ lekarze rodzinni nie godzili się na warunki proponowane im przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Bardzo prozaiczny wspólny mianownik wielu protestów

Niestety forsa. Dobitnie to widać w przypadku protestów na ukraińskim Majdanie. Gros protestujących przyznawało, że tam przyjechali ponieważ im zapłacono, że potrzebne im są pieniądze na święta.

Prof. Wojciechowski: Związkowcy dobrze diagnozują, ale nie wiedzą jak leczyć

Portal Pafere.org pyta prof. Michała Wojciechowskiego z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Przewodniczącego Rady Programowej Fundacji PAFERE, o krótki komentarz do protestów związków zawodowych, które odbyły się w dniach 11-14 września 2013 roku w Warszawie. Publikujemy fragment tej rozmowy.
Pafere.org: Czy widzi Pan w dzisiejszej Polsce jakąś pozytywną rolę, którą mogłyby spełniać związki zawodowe? Związki zawodowe, jak w okresie komunizmu, stanowią znowu namiastkę politycznej, oddolnej samoorganizacji. Ich znaczna rola świadczy o zepsuciu systemu politycznego, w którym wola obywateli nie może się wyrazić w inny sposób. Jak ocenia Pan ostatnie protesty związkowców w Warszawie? Czy rzeczywiście związkowcy reprezentowali w stolicy cały naród, jak starali się to na każdym kroku podkreślać? Większość narodu faktycznie reprezentują.  I ta większość, i związki, dobrze widzą objawy kryzysu politycznego i gospodarczego, ale są bezradne, gdy trzeba zaproponować receptę gospodarczą na kryzys. Bo polityczną receptę mają: usunąć skorumpowane i nieudolne rządy. Związkowcy domagali się w stolicy m.in. podwyżki płac, wzrostu pensji minimalnej, obniżenia wieku emerytalnego, wzrostu emerytur, oskładkowania umów cywilnoprawnych i zniesienia elastycznego czasu pracy. Czy takie postulaty są w obecnej sytuacji możliwe do spełnienia? I czy w ogóle są one uzasadnione? Postulaty te są nieuzasadnione i szkodliwe. Po niezłej diagnozie sytuacji fatalne propozycje co do leczenia. Chcą jeszcze bardziej utrudnić życie robiącym bokami przedsiębiorstwom. Skutkiem byłyby bankructwa, wzrost bezrobocia i szarej strefy, jeszcze większy dług publiczny (....) Czytaj cały wywiad...

Zapaść Ubezpieczeń Społecznych

Odwracając złośliwe porzekadło optymista, to też pesymista, tylko niedoinformowany. Założenie, że można zmienić ustroju gospodarczego pozostawiając rozwiązania systemu ubezpieczeń społecznych odziedziczone po PRL – u właśnie jest poddawane bezlitosnej weryfikacji. Jeden z najgorszych poziomów opieki medycznej czy niewydolność systemu emerytalnego potwierdzają wyśmiewane dotąd obiekcje różnych wolnorynkowych „oszołomów”.
Gdy w 2007 r. Donald Tusk zapowiadał „politykę miłości” najwyraźniej zapomniał o banalnej prawdzie, że miłość jest ślepa. Dzisiaj, wraz ze słabnącym blaskiem propagandy sukcesu społeczeństwo powoli odzyskuje wzrok najwyraźniej odkochując się we władzy, a nie ma nic gorszego, niż zwiedziona miłość. Do ludzi nagle dotarło, że przez lata byli oszukiwani mirażem „zielonej wyspy”, a tymczasem władza jednostronnie zmienia warunki umowy. Przy czym, w odróżnieniu od umów komercyjnych, tutaj nie ma możliwości wypowiedzenia umowy „ubezpieczenia na wypadek osiągnięcia wieku emerytalnego”. Kolejne „reformy” emerytalne rządu to nic innego jak „oszczędności”, które wszelako nie idą w parze z obniżaniem tzw. składek. Najpierw wielka batalia o wysokość składki odprowadzanej do OFE. Potem – kwotowa waloryzacja świadczeń (71 PLN minus podatek), na której miało „skorzystać” 59% beneficjentów. Wreszcie – podniesienie wieku emerytalnego. To wszystko pół biedy, gdyby choć politycy mieli odwagę powiedzieć prawdę, a nie karmić ludzi propagandowymi frazesami. Na to jednak władza opierająca swą politykę na propagandzie zdobyć się nie może, więc dalej jesteśmy karmieni bzdurami. Już to, że podniesienie wieku emerytalnego „przyczyni się do zwiększenia nowych miejsc pracy i nowych inwestycji”, choć logicznie rzecz biorąc w sytuacji zwiększenia ilości „rąk do pracy” raczej wzrośnie bezrobocie. Kolejny „koronny” argument – że „aby zrekompensować utrzymanie obecnego wieku emerytalnego […] należałoby, według partii rządzącej, podnieść podatek VAT […] do 30 proc.”. Jakby emeryci nie płacili VAT – u. Z kolei związki zawodowe sugerują likwidację tzw. umów śmieciowych, najwyraźniej ignorując wpływ klina podatkowego na stopę zatrudnienia.  W sytuacji, gdy 43,7% osób w wieku produkcyjnym jest biernych zawodowo, czyli nie płaci ZUS, zaś bezrobocie wśród młodych ludzi poniżej 25. roku życia wynosi 27% to niewątpliwie jest to odważny krok naprzód. Nawet bardzo odważny zważywszy, że stoimy nad przepaścią. A przecież wydolność systemu ubezpieczeń społecznych zależy nie tylko od dynamiki demograficznej (o czym przekonują eksperci), ale w równie dużym stopniu od kondycji gospodarki, w tym – właśnie stopy zatrudnienia. O tym, że wielkość „klina podatkowego”, który w Polsce jest stosunkowo wysoki na tle UE, ma znaczący wpływ na stopę zatrudnienia, napisano już bardzo dużo. Niestety, politycy najwyraźniej tej zależności nie rozumieją, podobnie jak protestujący przed Sejmem związkowcy, i proponują np. wprowadzenie „podatku tramwajowego”, z którego wpływy, znając życie, w takim samym stopniu zostaną przeznaczone na finansowanie transportu miejskiego, co podatek drogowy na infrastrukturę drogową. Cóż, w każdym razie w konflikcie rząd – związkowcy widać jakąś płaszczyznę porozumienia. Różowe okulary, które ponoć miłość zakłada, najwyraźniej zmatowiały. Z drugiej strony – ponoć najlepszym lekarstwem na miłość od pierwszego wejrzenia jest spojrzeć uważnie po raz drugi, bynajmniej nie jak proponuje premier – z góry. Wygląda na to, że Polacy właśnie przerabiają ten etap. Wygląda też na to, że jedynym konsumentem miłości Polaków do PO będą OFE. Dłuższy okres składkowy, krótszy okres pobierania świadczeń... A przecież, nawet gdy nasz system emerytalny szlag trafi, to przecież nikt się nie odżegnuje od wykupu Obligacji Skarbu Państwa, w które przecież OFE zgodnie z ustawą „inwestują” większość składek. To by było niehonorowe, prawda? Michał Nawrocki Fot.: internet