Tag Archives: prywatyzacja

Czapka na złodzieju

Tak zwana „prywatyzacja nieruchomości” wykazała niezbicie, że kiedy złodzieje dochodzą do władzy, robią wszystko, żeby zatrzeć ślady między uczciwymi i nieuczciwymi. W ten sposób czapki przestają na nich goreć.

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Pasek TVP Info nie pozostawia wątpliwości- dzisiaj skończyliśmy z postkomunizmem. Tylko że to nieprawda. Postkomunistyczny kapitalizm polityczny był prawdziwym problemem polskiego państwa, ale 25 lat temu. Nie dotyczył w pierwszej kolejności sądownictwa, lecz uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury oraz patologicznego zrostu biznesu z państwem. Dzisiaj to już tylko walka z widmami. Prawdziwe problemy wciąż pozostaną nierozwiązane.

Białoruska nomenklatura chce prywatyzować gospodarkę w swoim interesie

Na Białorusi państwowe firmy wytwarzają ok. 70 proc. PKB. Władze zapowiedziały ostatnio prywatyzację 500 przedsiębiorstw, w tym kilku flagowych. Zdaniem białoruskiego ekonomisty Jarosława Romańczuka nie ma się co spodziewać szybkiej i otwartej prywatyzacji, gdyż nie jest to w interesie rządzących.

Gwiazdowski: Przejęcie reszty środków z OFE to tylko kwestia czasu

"Demografia będzie miała wpływ na wszystko (...) Bogactwo narodów bierze się z pracy – z tego, ile osób pracuje i z jaką wydajnością." - mówi Robert Gwiazdowski w rozmowie z portalem Bankier.pl.

Balcerowicz jako listek figowy w starciu: Poroszenko kontra Saakaszwili

Ukraińscy komentatorzy dość sceptycznie oceniają szanse byłych wicepremierów - Leszka Balcerowicza i i Iwana Miklosa - którzy mają pomagać w reformowaniu ukraińskiej gospodarki. Biorąc pod uwagę ekstremalnie trudne, wojenne we wschodniej i południowej części kraju warunki, najlepsze nawet reformatorskie koncepcje trudno będzie realizować.

Senator Piotr Ł. Andrzejewski: III RP oparta jest na oszustwie i propagandzie

Portal Prokapitalizm.pl rozmawia z byłym senatorem, mecenasem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim. Świadek historii III RP, jej współuczestnik mówi między innymi o zatrutych korzeniach III RP, o polskiej przedsiębiorczości, Traktacie Lizbońskim, przeciwko któremu występował do TK i życiu w IV RP.

Podmioty strategiczne, ale dla kogo?

Gdyby państwo samo z siebie potrafiło stworzyć dobrobyt i sprawić, że całe narody mogłyby się cieszyć spokojnym i dostatnim życiem, Związek Sowiecki ze swoim najwspanialszym z ustrojów, oraz wszystkie jego przybudówki, nigdy by nie upadł. Socjalizm kwitłby w najlepsze, a ludziom nie w głowach byłoby podważanie jego podstaw i obalanie go.

Liberalizm, OC i szlachetne zdrowie

O rozwoju rynku ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce oraz relacji sektora publicznego z niepublicznym napisano wiele. Temat właściwie stał się nudny i ciężkostrawny. Proponuję zatem odświeżyć nieco dyskusję i spojrzeć na system ochrony zdrowia okiem liberałki, która zawsze broni i popiera zasadę: mniej protekcjonizmu – więcej wolności w każdej dziedzinie życia.

Manowce polskiej prywatyzacji

Wpadła mi ostatnio w ręce książka z 2001 roku, która w całości poświęcona jest prywatyzacji w Polsce. Osobliwy tytuł „Manowce polskiej prywatyzacji” wyjaśnia chyba wszystko.
Autorzy, których prace znalazły się studium pod redakcją Marii Jarosz wyjaśniają i przybliżają czytelnikom kulisy przesuwania państwowych przedsiębiorstw w stronę prywatnego kapitału, gdzie bardzo często dochodziło do zagadkowych i tajemniczych ustaleń. W książce znajdziemy również dokładny opis powstawania rad nadzorczych, którym bardzo często wcale nie zależało na sprzedaży majątku Skarbu Państwa, a do tego były głównie upoważnione. Polityczny klientelizm brał górę nad rozwojem ekonomicznym i gospodarczym danych przedsiębiorstw. Nie muszę przy okazji tłumaczyć, że najciekawsze rzeczy miały miejsce  w latach 90’, kiedy u władzy pozostawali będący dziś wielbieni eksperci spraw finansowych, jak i politycy niedorajdy znajdujący teraz podziękowanie za swoją (bez)robotność w gmachach europejskich instytucji. Zależności między wielką polityką i wielkimi pieniędzmi w wydaniu krajowym stanowią pasjonującą lekturę, którą serdecznie polecam. Norbert Gałązka

Tadeusz Syryjczyk: Ludzie Kiszczaka nie blokowali reform

Tadeusz Syryjczyk, minister przemysłu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989-90, oraz minister transportu i gospodarki morskiej w latach 1998-2000, działacz Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego, w wywiadzie dla Prokapitalizm.pl mówi m.in.
  - o początkach tzw. transformacji ustrojowej, - o barierach i zaniechaniach w ówczesnych działaniach reformatorskich, - o środowisku politycznym w którym przez wiele lat działał, - o tym, co dziś należałoby jeszcze zrobić dla poprawy sytuacji gospodarczej, - o największych zagrożeniach dla kapitalizmu... Wywiad dostępny jest w wersji dźwiękowej (MP3)... Pobierz plik z wywiadem z T. Syryjczykiem... (MP3, 7,5 MB) Rozmawiał: Paweł Sztąberek Foto. PSz/Prokapitalizm.pl Wywiad przeprowadzono 24 października 2010 w Krakowie podczas PAFERE Liberty Weekend *  *  * Tadeusz Syryjczyk dla Prokapitalizm.pl: Wersja tekstowa wywiadu - fragmenty... „Jeśli chodzi o otoczenie rządowe – Balcerowicz, Dąbrowski, to oni myśleli podobnie jak ja, mieliśmy wspólne intencje. Największe zderzenie idei z rzeczywistością polegało na tym, że większość ludzi dobrej woli, także zasłużonych dla opozycji nie bardzo rozumiała czym jest kapitalizm i nie zdawała sobie sprawy z tego, że niektóre rozwiązania są zbędne. Np. debata o tym, czy można znieść rozdzielnictwo papieru i wprowadzić ceny rynkowe na papier. Wielu wtedy mówiło, że „przecież kultura upadnie”. Takich spraw było mnóstwo. Widać było, że wielu ludzi nie rozpatrywało intelektualnie kwestii kapitalizmu w ogóle... Nie zdawali sobie sprawy, że rynek, zwłaszcza w takich sytuacjach, bardzo szybko doprowadza do społecznej równowagi... „ „W PZPR było jednak trochę ludzi, którzy rozumieli, że socjalizmu już nie ma... Wilczek, Jastrzębski, których ściągnął Rakowski, byli „ciałem obcym” w tym układzie, ale on im dał prawo do robienia pewnych rzeczy i w końcu jakoś to wszystko poszło... „ „Kiszczak i jego ekipa nie przeszkadzali w reformowaniu kraju. W klubie PZPR panowało przeświadczenie: „Niech ktoś wreszcie te reformy zrobi”...” „Środowiska, które teoretycznie popierały reprywatyzację, nie chciały przystać na rozwiązania będące w zasięgu ręki, bo wierzyły, że będą lepsze.... W 1992 roku nie było pewnego problemu, który wystąpił w 2000 roku, tzn. że reprywatyzujemy także dla osób, które aktualnie mieszkają za granicą, a były obywatelami polskimi w chwili utraty majątku. To jest duża część uchodźctwa żydowskiego, tj. Polonia amerykańska. Uważałem i mój rząd też, że trzeba to uszanować.... Jednak ustawa przeszła w kształcie, że ma dotyczyć tylko tych, którzy dziś są obywatelami polskimi. I prezydent Kwaśniewski z tego powodu jej nie podpisał...” „Moje wrażenie jest takie, że w środowiskach prawicowych, liberalnych panuje niesamowite sekciarstwo i w zasadzie nie udaje się nigdy uzgodnić czegoś, co by przeszło. Tym bardziej, że gdyby przeszło, to łatwiej jest potem dokonywać uzupełnień...” „Gdyby dziś doszli do władzy wolnorynkowcy z krwi i kości i gdyby mieli wolę działania i oparcie w parlamencie, to parę rzeczy da się zrobić. Górnictwo np. można sprywatyzować. Jeszcze parę rzeczy da się zrobić bez większego wysiłku ustawowego, choć przy dużej wrzawie. Np. „Bogdankę” udało się sprywatyzować. Inne kopalnie też by się dało. Tylko, że trzeba mieć odwagę  pokonać opory polityczne... Dokończenie prywatyzacji to największy problem...” „Mamy do czynienia z zagrożeniem dla kapitalizmu natury intelektualnej. Jest mianowicie nawrót myślenia, że jest kryzys kapitalizmu, a nie kryzys w kapitalizmie... Co do Polski, to widzę mniej zagrożeń dla rynku i konkurencji, choć i tu jest za dużo biurokracji, ale bardziej niepokoi mnie narastanie długu. To jest poważne zagrożenie...” Rozmawiał Paweł Sztąberek Cały wywiad w wersji dźwiękowej...

Optymistyczny pesymizm

Tradycją stycznia stało się podsumowywanie minionego i fantazjowanie o rozpoczynającym się roku – jaki będzie?. Jedni się martwią, że będzie gorzej, inni pocieszają, że gdyby być mogło to już by było. W moim subiektywnym odczuciu 2010 rok będzie naprawdę bardzo dobry. Dla publicystów na pewno. No i dla satyryków, jeśli rzecz jasna się odważą. Kryzys finansowy, który miał nas ominąć wprawdzie do nas doszedł, ale zaraz się skończył dzięki geniuszowi ekonomicznemu polskiego rządu, tylko co rusz pieniędzy brakuje, zapewne z powodu osiągniętego wzrostu gospodarczego.. Ponieważ w kieszeniach podatników coraz większe pustki, więc nie ma tam po co sięgać. Rozwiązaniem jest prywatyzacja (eufemizm na określenie sprzedaży cudzej własności), której tym razem patronuje minister Aleksander Grad. Najwyraźniej minister Boni wyleczył już u niego stoczniowy katar. Minister Grad niepomny czkawki, jaką Polsce odbijają się poprzednie masowe prywatyzacje planuje pójść na całość, sprzedając całe przedsiębiorstwa bądź pakiety kontrolne. Plany prywatyzacyjne ministra Grada zapowiadają nieliche emocje oraz gorące dyskusje. Pod przysłowiowy młotek pójść mają w całości bądź częściowo: sektor elektroenergetyczny, przemysł chemiczny, sektory finansowo – ubezpieczeniowy, wydobywczy i hutniczy, farmaceutyczny, budowlany, handlowy, uzdrowiskowy, maszynowo – metalowy, transportowy i „zbrojeniówka”, potrzebna kompanii reprezentacyjnej szumnie zwanej armią jak wrzód wiadomo gdzie. Ciekawe w tym jest to, że „liberałowie” zamiast otworzyć rynki dla inwestycji wyzbywają się tego, co mogłoby im zapewnić realną (poprzez konkurencję) kontrolę nad gospodarką. A swoją drogą to ciekawe, czy w planowanym na 2010 r. budżecie rząd uwzględnił wpływy z prywatyzacji, czy nie? Bo jeśli uwzględnił i skuteczny będzie jak zawsze... Trzeba też pamiętać, że rozpoczynający się rok przyniesie emocje w postaci wyborów prezydenckich i samorządowych. No, to się społeczeństwo nasłucha, jak to politycy dbają o wolność słowa, jakie to społeczeństwo jest ważne, dobre i kochane, jak wszyscy chcą mu zrobić dobrze i dlaczego dotąd im nie wyszło. Wszystko obliczone jest na to, że olśniony świetlanymi perspektywami lud zapomni o niespełnionych obietnicach i niewypełnianiu podstawowych powinności typu odśnieżanie chodników (a któż to wziął pieniądze za sprawdzenie?), czy sporadyczne przysypywanie udeptanym żwirkiem dziur i wystawianie rachunków za remont dróg. Może nawet znów Polacy będą kokietowani podatkiem liniowym przez to samo ugrupowanie, które w warunkach inflacji zamroziło progi podatkowe, limity ulg czy koszty uzyskania. Tylko inflacji nie zamroziło, w końcu wolny rynek. Wszystko to być może, albowiem dwadzieścia lat temu upadający komunizm twórczo transformował. W skrócie owa transformacja polegała na tym, że za PRL – u urzędnicy wszystkich szczebli (w tym obieralni) bezkarnie robili co chciała, a teraz co chcą, to robią bezkarnie. Nieważne, czy jest to jakiś lokalny urząd administracji samorządowej, czy też wyższego szczebla administracja państwowa, wypełnianie ustawowych obowiązków jest poniżej godności urzędników. Zresztą, czemu się dziwić, skoro przykład płynie z góry? W Polsce zobowiązania przedwyborcze nie mają żadnej wiążącej mocy prawnej, co w sytuacji, gdy politycy zyskują przywileje, władzę i dochody właśnie w wyniku złożenia podatnikom obietnic, bez trudu można określić jednoznacznie. Ale „strzeżonego Pan Bóg strzeże”, dzięki czemu społeczeństwo może pomarzyć o jakiejkolwiek odpowiedzialności za czyny i słowa rządzącej koalicji, zwłaszcza zaś o zwrocie niesłusznie pobranych pieniędzy z tytułu niedotrzymania zobowiązań wyborczych. Michał Nawrocki

Państwowa produkcja prezerwatyw – liberalizm, socjalizm i teoria głupoty

Dokładnie pomiędzy Gdańskiem a Warszawą leży urokliwe miasto o nazwie Gdarszawa. Od niemal zawsze słynęło z państwowej produkcji prezerwatyw. Ku rozpaczy wszystkim, którym leży na sercu los tego regionu, w ostatnich latach przedsiębiorstwo przestało być rentowne, a oferowane produkty znacznie obniżyły swoją jakość. Gdarszawskie przedsiębiorstwo w zasadzie utrzymuje cały region. Średnia płaca netto wynosi powyżej 8 tysięcy złotych. Nie ma takiego szwagra w mieście, dla którego nie znalazłby się choćby jeden etat. Jednak wszystko na to wskazuje, że wkrótce regionalna idylla zakończy swój żywot. W ramach łatania dziury w budżecie, rząd ogłosił plan prywatyzacji Polskich Prezerwatyw S.A. Wywołało to oczywiście falę krytyki z lokalnego środowiska. Także związkowcy z Października 17 nie kryją oburzenia. Już zapowiedzieli pikietę pod letnią rezydencją szefa rządu, Donalda Kła. - To skandal, że premier nie chce z nami rozmawiać. Ponadto dowiedzieliśmy się, że nie dostaniemy zgody na strajk pod domem premiera. Jesteśmy zmuszeni jechać na Wyspy Kanaryjskie. Formę protestu skrytykował prezydent, Lech Gęsiński, od dawna przecież skonfliktowany z premierem: - To niesmaczne… mieszać sprawy publiczne… z życiem rodzinnym. Jednak mimo to apeluję… by związkowcy zachowali przynajmniej ciszę nocną… Obok tej rezydencji… jest hotel mojego brata. Opozycja nie szczędzi słów krytyki odważnym planom rządu: - Musimy chronić miejsca pracy. Tysiące ludzi zostanie pozbawionych środków do życia. Nie można wyprzedawać rodowych sreber. Utracimy je wtedy na zawsze – powiedział Wojciech Podpieralski z Sojuszu Sprawiedliwości Społecznej. - Minister skarbu oraz premier po raz kolejny się kompromitują… Nie pozwolimy na taką dziką prywatyzację – dodaje Jarosław Gęsiński, prezes Pobożności i Socjalizmu. Co ciekawe, cichy głos poparcia planom rządu udziela znaczna część episkopatu i środowisk „pro life”. - Państwo nie powinno uczestniczyć w produkowaniu wszelkiej antykoncepcji. Należy cieszyć się, że dobiega końca ten wstydliwy proceder – powiedział abp gdański Sławny Leszek Łódź Głos publicystów Sprawę skomentowali publicyści. Gośćmi Moniki Olewnik w Radiu Gie byli Marek Morgalis („Zacznijmy WRESZCIE!”) oraz Sławomir Siebierut („Krytyczna Polityka”): Monika: Co panowie sądzą o propozycji rządu w sprawie prywatyzacji Polskich Prezerwatyw S.A.? Marek: Bardzo dobrze się stanie, jeśli państwo pozbędzie się swoich udziałów w tej spółce. Rachunek ekonomiczny wskazuje wyraźnie, że to jest po prostu nieopłacalne. Tamtejsze płace nie odpowiadają wartości rynkowej. Od lat notuje się przerost zatrudnienia. Sławek: Słucham tego i jestem przerażony. Trzeba chronić miejsca pracy, a nie przeliczać tylko każdą złotówkę. To niemoralne! Ci ludzie mają swoje rodziny, muszą więc posiadać źródło godnego zarobku. Polskie Prezerwatywy to ogromna tradycja, prestiż. Nie wyobrażam sobie naszej gospodarki bez tej spółki, która od zawsze tworzyła miejsca pracy. Nie można niszczyć tak pięknej historii, tylko dlatego, że wskazuje na to rachunek ekonomiczny. Marek: Ale przyjdzie prywatny przedsiębiorca, który nie musi przecież od razu ogłaszać upadłości spółki. Ten pesymizm jest niepotrzebny… Sławek: Tylko, że prywatny właściciel będzie się kierował jedynie zyskiem, zapomni o ludzkich potrzebach. Obniży płace, zlikwiduje część stanowisk. Chce pan posłać ludzi na bruk? Niech pan to zrozumie, pozbawi pan ludzi środków do życia. Przy takich skrajnie liberalnych rozwiązaniach, jakie pan proponuje, większość ludzi powróci do szałasów, patrząc jak wąska grupa interesu bogaci się ich kosztem. Marek: Niewykluczone, ale na tym właśnie polega prowadzenie firmy - ona ma przynosić zyski. Nie samo stanowisko pracy jest wartością, ale sama praca i jej owoce, za które płaci się tyle, ile są warta. Jaką wartość mają gumki, które pękają? To ustali rynek, ale najwyraźniej słusznie się pan obawia, że niewielką, jeżeli za ich wykonanie pracownicy mają dostawać mniejsze płace. Przedsiębiorstwo ma podstawy ekonomiczne, by istnieć, jeśli stanowi efektywne ogniwo w łańcuchu płatniczym. To znaczy, że koszt produkcji nie może przekraczać przychodu. Pamiętajmy, że to wszyscy podatnicy muszą dopłacać do tej spółki. Utrzymujemy z podatków nierentowne przedsiębiorstwo. Sławek: Nie no naprawdę pan Morgalis żyje jeszcze w epoce kamienia łupanego. Minęły już czasy krwiożerczego kapitalizmu. Trzeba pomagać najbiedniejszym, którzy nie ze swojej winy znaleźli się w trudnej sytuacji. Wyzysk doprowadzi do kolejnego kryzysu akumulacji kapitału. Marek: Jest przecież kryzys, więc państwo musi ciąć wydatki. Sławek: Ludzie pracy nie powinni płacić za kryzys kapitalistów! Należy zwiększyć deficyt budżetowy albo podnieść podatki dla najbogatszych. A przede wszystkim wprowadzić pakiet antykryzysowy. Niech pan to wreszcie zrozumie. Tak się robi na całym świecie, korzystając z formuły Keynesa. Trzeba wspierać i chronić polską przedsiębiorczość. Monika: Jak zatem wytłumaczyć niekonkurencyjność prezerwatyw z Polski? Marek: Prawda jest taka - Polskie Prezerwatywy S.A. po prostu przegrywają rywalizację. Oferują produkty gorszej jakości, dlatego nie radzą sobie już także na naszym rynku. Sławek: Nie radzą sobie na naszym rynku, bo są wypychani przez nieuczciwą konkurencję z Chin, Korei, Japonii, Kambodży, Laosu, Wietnamu i Tajwanu. Należy narzucić wysokie cła na tamtejsze towary. Wtedy dopiero będzie sprawiedliwie. Dziewięć miesięcy później Plany okazały się niemożliwe do realizacji. Region gdarszawski stanowi ogromny elektorat, więc rząd był zmuszony wycofać koncepcje prywatyzacyjne i pozostawić produkcję prezerwatyw w rękach państwa. Początkowo opozycja nie czuła się usatysfakcjonowana, choć teoretycznie sprawa została rozwiązana po jej myśli: - Premier po raz kolejny złamał swoje obietnice – mówili jednym chórem niemal wszyscy przeciwnicy rządu Donalda Kła. Premier spróbował przekonać oponentów do swojej racji. Jak się później okazało – skutecznie. - Wspieramy w ten sposób świadomość seksualną naszych rodaków. Chcemy, by państwo wyciągało pomocną dłoń do swych obywateli w tak istotnej dziedzinie życia – komentował decyzję o zaprzestaniu prywatyzacji na spotkaniu ze środowiskami lewicowymi. Jak zatem wytłumaczył rozstrzygnięcie sprawy środowiskom katolickim? - To sposób na naszą politykę prorodzinną. Dzięki produkcji wadliwych prezerwatyw będzie rodzić się więcej dzieci. Adam Karpiński Opisana sytuacja jest owocem wyobraźni Autora. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, miejsc oraz wydarzeń - nieprzypadkowe.