Tag Archives: przedsiębiorca

Będą inwigilować konta! Każdy jest podejrzany

Wizja George'a Orwella zbliża się wielkimi krokami. Wielki Brat już patrzy i wiele widzi, a widział będzie jeszcze więcej.

500+ dla młodych przedsiębiorców. Czy będą zachwyceni?

Problem ZUS-u jak widać mocno spędza sen z powiek polskiemu rządowi. Bo jak tu wypełnić tego finansowego trupa, którego podtrzymuje się przy życiu przy pomocy coraz bardziej kosztownej aparatury, a który to powoli, ale nieuchronnie zmierza ku całkowitej zapaści? Ponieważ jednak wszystko co robią nasi politycy musi mieć przykrywkę, żeby nie dać odczuć obywatelom, że są coraz bardzie "rżnięci na kasie", należy sprawę przedstawić tak, żeby poczciwy naród odczuł to jako dobrodziejstwo.

Światowy Dzień Ubóstwa

Papież Franciszek ustanowił ostatnią niedzielę (19 listopada 2017) przed Uroczystością Chrystusa Króla Światowym Dniem Ubogich. Papież pragnie zwrócić uwagę, że miłość wobec bliźniego w potrzebie musi wyrażać się w konkretnych czynach. Papież emeryt Benedykt XVI w swojej encyklice o miłości "Deus caritas est" napisał, że „zawsze będą sytuacje materialnej potrzeby, w których konieczna jest pomoc w duchu konkretnej miłości bliźniego”.

Liderzy jedzą na końcu

„Bycie przywódcą jest jak bycie rodzicem, a firma to jak nowa rodzina, do której dołączamy. Rodzina, która zadba o nas zarówno w zdrowiu, jak i chorobie” - pisze Simon Sinek w książce „Liderzy jedzą na końcu. Dlaczego niektóre drużyny potrafią świetnie współpracować, a inne nie”.

Faktoring – korzyści dla przedsiębiorcy

Decydując się na skorzystanie z faktoringu przedsiębiorca może stosować wobec swoich kontrahentów wydłużone terminy płatności, zachowując jednocześnie płynność finansową i regulując swoje zobowiązania w terminie. Jak działa faktoring?

Potrzeba edukacji, nie indoktrynacji

Tuż przed Dniem Dziecka widziałem pochód dzieci w wieku szkoły podstawowej. Na czele szedł chłopiec z flagą Unii Europejskiej, za nim zaś setki innych dzieci niosących flagi poszczególnych unijnych państw. Dzieci, jak to dzieci, dobrze się bawiły, nie wiedząc nawet, że stają się ofiarami indoktrynacji. Już od najmłodszych lat wbija im się do głów, że maszerować trzeba jedynie pod unijnym sztandarem, tak jak niegdyś pod sztandarem Związku Sowieckiego, o którym pewnie w ogóle nic nie wiedzą.

„W trosce o konsumenta”

Następny ostry atak ministerstwa na małych i średnich przedsiębiorców został ogłoszony w najmniej spodziewanym momencie. Przez jakiś czas już było spokojnie i nagle jak grom z jasnego nieba: Musicie wymienić kasy fiskalne na nowe, bo ministerstwo doszło do wniosku, że obecnie taśma papieru jest zbyt wąska. Swoją drogą czekam, kiedy urzędasy zarządzą zmianę szerokości zupełnie innych rolek papieru.
Najbardziej ciekawa jest argumentacja. Mianowicie urzędasy wykombinowały w swoich przestrzeniach międzykomórkowych, że to dla dobra klienta, bo ten, nie jest w stanie odczytać na kwitku co kupił. Argumentacja mocno naciągana z dwóch powodów: Po pierwsze. Robiąc zakupy w zwykłym małym sklepiku zazwyczaj kupujemy kilka artykułów i bardzo łatwo możemy zorientować się, która pozycja co oznacza. Ponadto jesteśmy w bezpośrednim kontakcie ze sprzedającym i możemy dopytać się co ile kosztuje, co zresztą czasami czynimy. Inna sytuacja jest w wielkich marketach, gdzie jesteśmy obsługiwani taśmowo i robimy o wiele większe zakupy. Pozycji na takim rachunku może być i trzydzieści, wtedy pojawiają się problemy. Dlatego projekt ten mógłby odnosić się do takich właśnie sklepów. Po drugie. Czy zmuszanie sprzedawcy do wydania kilku tysięcy złotych (koszt kasy, fiskalizacji, czyli urzędowego uruchomienia kasy, i koszt zaprogramowania, do tego stracony czas) jest działaniem na rzecz klienta? Przecież sprzedawca będzie musiał podnieść ceny albo po prostu zamknie sklepik. I jedno i drugie rozwiązanie godzi w interesy klienta. Co jest przyczyną tak kuriozalnie głupich działań? Chęć wykazania się przed przełożonymi połączona z zapalczywością? Nieznajomość tematu? Głupota? Biorąc pod uwagę to, że na całej tej akcji zarobi kilka firm produkujących i sprzedających kasy, a wszyscy inni stracą, pytania można by mnożyć. Zastanawiam się nawet, czy zmiana kas nie jest pomysłem na urzędniczo rozbójnicze wymuszenie opłat mających podreperować budżet? Koszt wymiany kasy to w potężnej części ukryty podatek. Podwyżka cen to podwyżka wpływów z podatków… itd. Pomysł wydaje się tak głupi, że całkiem realny. Przypomnijmy sobie akcję z fotoradarami. Znowu wszyscy na tym stracimy. Wiele sklepów padnie, a handel przejmą wielkie markety i sieciówki wyspecjalizowane w niepłaceniu podatków i transferowaniu zysków za granicę. Wzrostu wpływów z podatków nie będzie! I wreszcie najważniejsze pytanie: Czy można inaczej, tak normalnie, po ludzku? Oczywiście, że można. Przepis powinien dotyczyć tylko nowo sprzedawanych kas fiskalnych. Każda kasa i tak ma ograniczony czas działania i ilość operacji. Po kilku latach trzeba ją wymienić. W przeciągu paru lat sama dokona się wymiana na lepsze, bez szkodliwych skutków urzędniczej nadgorliwości. A odczuwana poprawa będzie już w ciągu roku, dwóch, bowiem w ciągu roku wymienia się ok. 15% kas, do tego dochodzą te nowo kupowane. Na koniec prośba do ministerialnych wybździbąków (poza tymi nielicznymi normalnymi ludźmi w urzędach). Nie zachowujcie się jak słoń w składzie porcelany. Wystarczy tylko trochę pomyśleć. Jeżeli macie z tym kłopot, zawsze służę pomocą. Dyplomowany Technik Budowlany: Konrad Osmycki Ruch Wolności

Trzeba nosić na rękach polskich przedsiębiorców

Tak w każdym razie uważa znany reżyser, Grzegorz Braun. A powiedział to podczas spotkania z mieszkańcami Koluszek w październiku 2012 roku. Zapraszamy do obejrzenia tej krótkiej, acz trafiającej w sedno, wypowiedzi.

Co trapi polskich przedsiębiorców?

W listopadzie zeszłego roku CBOS opublikował bardzo ciekawy komunikat z badań zatytułowanych "Polacy o prowadzeniu biznesu". Oprócz określenia ogólnych warunków rozwoju przedsiębiorczości w naszym kraju, respondentów zapytano także m.in. o przeszkody, z którymi musi liczyć się osoba chcąca prowadzić swój własny biznes. Przy okazji badania obaliły także mit strachu przed rzekomym widmem nieuczciwej konkurencji ze strony dużych przedsiębiorstw, który jest lansowany w dyskursie publicznym. Na wstępie trzeba powiedzieć, że 44% respondentów ocenia obecne warunki rozwoju przedsiębiorczości w Polsce jako raczej dobre lub zdecydowanie dobre. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że drugi z tych wariantów wybrało jedynie 1% przebadanych osób. Złą lub zdecydowanie złą ocenę wystawiło 37% ankietowanych. Jak można przeczytać w komunikacie, odsetek osób niezadowolonych z warunków rozwoju przedsiębiorczości zmalał dosyć znacząco na przestrzeni ostatnich 7 lat. Biorąc jednak pod uwagę, że na ich przestrzeni nie dokonano żadnego kroku milowego na drodze ułatwień dla osób prowadzących własny biznes, genezy tej różnicy należy poszukiwać w innym miejscu niż w realnych działaniach rządu. Do jasnego określenia tej przyczyny, trzeba byłoby przeprowadzić oddzielne badania. Najciekawszymi informacjami, które dostarcza raport, są te przedstawiające najczęstsze trudności, z jakimi borykają się według respondentów przedsiębiorcy w naszym kraju. Niechlubne pierwsze miejsce zajęły zbyt duże koszty pracy wskazane przez 52% przebadanych. Terminem tym określa się głównie podatki na ZUS (podatek emerytalny, podatek rentowy i podatek wypadkowy), Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W przypadku umowy o pracę tylko te wymienione elementy stanowią prawie 20% ogólnego kosztu zatrudnienia pracownika (http://g.infor.pl/obrazki/i26/2010/001/i26.2010.001.000.0049.101.jpg). W uproszczeniu można więc powiedzieć, że zamiast zatrudnić dziesięciu pracowników, przedsiębiorca może w obecnych warunkach zatrudnić jedynie ośmiu, oczywiście zakładając utrzymanie płac na tym samym poziomie. Jedynym logicznym wyjściem w tej sytuacji wydaje się całkowite wyeliminowanie tej części kosztów pracy, które narzuca państwo. Pełne oddanie kosztów pracy pod jurysdykcję rynkową sprawi, że jedyną częścią składową występującą w każdym przedsiębiorstwie, stałaby się wyłącznie pensja pracownika. Pozostałe kwestie powinny podlegać indywidualnym negocjacjom pomiędzy zainteresowanymi podmiotami prywatnymi. Na drugim niechlubnym miejscu plasują się zbyt wysokie podatki od dochodów dla firm, czyli CIT (47% respondentów wskazało na ten problem). W Polsce wynosi on aktualnie 19%. Kwota ta trafia do skarbu państwa. Urzędnik obracający tymi pieniędzmi rozporządza nie swoim majątkiem i wydaje go nie na swoje potrzeby. To książkowy przykład sytuacji, w której nie ma absolutnie żadnej motywacji do oszczędnego gospodarowania tym kapitałem. Nikt nie przekona mnie, że urzędnik państwowy lepiej zna potrzeby przedsiębiorcy od samego przedsiębiorcy. Poza tym przedsiębiorca rozporządza swoim własnym majątkiem i wydaje go na swoje potrzeby. To rodzi odpowiedzialność i automatycznie zmusza do oszczędnego dysponowania środkami. Ponadto, jak powszechnie wiadomo, urzędnik musi sobie wziąć prowizję od kwoty, którą operuje. I nie chodzi tu wcale o kradzież pieniędzy (choć i takie przypadki często się zdarzają). Prowizją jest pensja. Trzeba więc opłacić co najmniej tego urzędnika, który zmusi przedsiębiorcę do oddania swoich pieniędzy oraz urzędnika, który ewentualnie przekaże te pieniądze na jakiś inny cel. Do tego naturalnie dochodzi wszelkie wyposażenie, a także budynki, w których ci urzędnicy przebywają. Identycznie sytuacja ma się oczywiście w przypadku pracownika i podatków, które on musi oddać państwu, ale ten tekst dotyczy przede wszystkim przedsiębiorców. Receptą jest całkowite usunięcie wszelkiego opodatkowania firm. Nie ma żadnych wątpliwości, że doprowadziłoby to do rozkwitu gospodarczego Polski. Któż nie chciałby inwestować w kraju, w którym firma nie musi płacić żadnych podatków, a jedynym powszechnym kosztem pracy jest pensja pracowników? Ostatnie miejsce na tym niechlubnym podium zajął nadmiar biurokracji i regulacji gospodarczych, czyli np. uzyskiwania koncesji i zezwoleń (41% wskazań). Ta kwestia bywa prawdziwym utrapieniem krępującym dynamizm procesów, które są jednym z motorów napędowych gospodarki. Koncesje, zezwolenia oraz wszelkie inne pozwolenia są hamulcem bezużytecznie trwoniącym energię sektora biznesowego. Poza oczywistymi patologiami, jakie rodzi taki układ (np. korupcja na styku biznesu i polityki), w sposób niebagatelny krępuje on wolność gospodarczą, pozostającą w ścisłym związku z zamożnością społeczeństwa zamieszkującego dany kraj, co doskonale ilustrują poniższe wykresy (kraje są uszeregowane rosnąco pod względem współczynnika wolności gospodarczej): - zależność pomiędzy wolnością gospodarczą, a PKB na jednego mieszkańca: http://www.econlib.org/library/Enc/art/lfHendersonCEE2_figure_010.jpg, - zależność pomiędzy wolnością gospodarczą, a wzrostem gospodarczym: http://www.econlib.org/library/Enc/art/lfHendersonCEE2_figure_011.jpg, - zależność pomiędzy wolnością gospodarczą, a długością życia: http://www.econlib.org/library/Enc/art/lfHendersonCEE2_figure_012.jpg, - zależność pomiędzy wolnością ekonomiczną, a zarobkami osób najbiedniejszych (podkreślam najbiedniejszych!!!): http://www.econlib.org/library/Enc/art/lfHendersonCEE2_figure_013.jpg. Stosunkowo wysokie miejsce w rankingu problemów, z którymi muszą mierzyć się przedsiębiorcy, zajęły także niestabilne i często zmieniające się przepisy prawa (26% respondentów wskazało ten problem). Ta kwestia wiąże się po części z poprzednią. Regulacje i restrykcje, które stosuje państwo wobec mechanizmów rynkowych powinny zostać zredukowane do minimum. Często w dyskursie publicznym dominuje stanowisko, że obywatele Polski drżą ze strachu przed konkurencją ze strony dużych, międzynarodowych firm. Okazało się, że jako przeszkodę w prowadzeniu biznesu uważa tę kwestię 22% respondentów. Na liście problemów jest to dopiero piąte miejsce! Warto więc podkreślić z całą stanowczością: przeszkodą w rozwoju biznesu nie jest rynek, a państwo i politycy! Według komunikatu CBOS aż 40% respondentów chciałoby prowadzić własną firmę. To niebywały, ukryty potencjał, który jest nieustannie marnowany przez rządzących od 20 lat. To właśnie przedsiębiorcy prywatni są filarem gospodarki, niezależnie od tego, co wmawiano społeczeństwu w okresie PRL. Wysokie poparcie dla Platformy Obywatelskiej jest w dużej mierze zbudowane właśnie na rzekomej przyjazności tej partii dla osób prowadzących swój własny biznes. W rzeczywistości PO jest partią wrogą przedsiębiorcom. Swoją prawdziwą maskę skrywa pod hasłami wolności gospodarczej, podczas gdy jej polityka jest całkowitym zaprzeczeniem tej idei! Przyjazna to ona jest, ale dla swojej własnej kliki. Żadna partia zasiadająca obecnie w parlamencie nie jest przyjazna przedsiębiorcom. W rankingach wolności gospodarczej plasujemy się za takimi krajami jak Malta, Litwa czy Botswana (http://www.heritage.org/index/Ranking). Warto więc wyciągnąć wnioski i swoje poszukiwania rozszerzyć poza bandę sejmową. Odpowiedzią na problemy polskich przedsiębiorców jest prawdziwy wolny rynek, który wyeliminuje problem wysokich kosztów pracy wynikających z podatków na tzw. "cele społeczne", problem podatku CIT, problem biurokracji i regulacji, problem niestabilności przepisów prawnych, problem kosztów związanych z dostosowaniem się do przepisów obowiązujących w UE oraz znaczną część problemów wynikających z korupcji. Wolnego rynku nie trzeba się bać. Strach przed nieznanym jest częstym czynnikiem, który motywuje do podjęcia jakichś działań lub ich zaniechania. Jest czymś naturalnym. Przełamanie w świadomości społecznej strachu przed wolnym rynkiem jest kluczowe, mainstream tego niestety nie ułatwia. Przyszłość jednak stoi otworem dla zmian, które muszą zostać przeprowadzone. Komunikat CBOS "Polacy o prowadzeniu biznesu": http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2010/K_158_10.PDF. Łukasz Stefaniak Tekst ukazał się również na Salon24.pl Foto. fragment ulotki Unii Polityki Realnej

Andrzej Barański: Przedsiębiorca kontra biurokracja

Zapraszamy do wysłuchania interesującego wykładu p. Andrzeja Barańskiego, przedsiębiorcy, prezesa krakowskiej firmy Herbewo International, członka Rady Programowej Fundacji PAFERE i współzałożyciela Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego - "Przejście w kierunku wolnego i prosperującego społeczeństwa z perspektywy przedsiębiorcy". Wykład miał miejsce w dniu 19 maja 2010 roku w Krakowie, podczas wspólnej konferencji Fundacji PAFERE i amerykańskiego Instytutu Actona. mp3_logoPobierz plik... (MP3, 6,5MB) Nagranie i foto. PSz Pana Andrzeja Barańskiego można będzie wysłuchać ponownie, tym razem "na żywo", podczas PAFERE LIBERTY WEEKEND, który odbędzie się w dniach 23-24 października 2010 w Krakowie. O szczegółach dotyczących planowanej konferencji przeczytać można na stronie Fundacji PAFERE. plw2_2010

Trzeba produkować jak najwięcej zasobów

Prokapitalizm.pl rozmawia z p. Wojciechem Kubaniem, prywatnym przedsiębiorcą, członkiem Rady Programowej Fundacji PAFERE.

Wywiad w dwóch wersjach: dźwiękowej (MP3) i tekstowej...

Polska 2010. Raj przedsiębiorcy

Z dedykacją dla podejmujących działalność gospodarczą Tomkowi żyło się dobrze. Dbał o niego każdego dnia rząd, sądy w mig rozstrzygały spory jego firmy, a sejmowa komisja „Przyjazne Państwo” robiła co mogła aby mu przychylić nieba. A to „jedno okienko” w pięć tygodni, a to inne małmazyje... Tak było i tym razem. Banki dobijały się właśnie aby udzielić mu kredytu, potrzebował więc tylko pilnie przedstawić kilka niezbędnych zaświadczeń z urzędów. Wypis z KRS był pestką. Co prawda koło sądu nie było miejsca do zaparkowania, a istniejący parking na kilkadziesiąt aut był odgrodzony od petentów, ale widocznie taka była ważna przyczyna społeczna. Zresztą – powiedział sam do siebie – skoro władze wychodzą z siebie i z kieszeni podatników aby dobrze funkcjonował „transport publiczny”, po co pchałem się samochodem? A i kondycję bym poprawił… Wewnątrz okazało się, że nie można kupić jakichś „znaczków opłaty”, zapewne po to, by nie narażać petentów na noszenie gotówki, ale nauczony doświadczeniem zrobił wcześniej przelew na wskazany rachunek. Oświadczył więc na piśmie, że 30 zł z przelewu nie użył już nigdzie indziej, narażając tym samym państwo polskie na straty i po odsiedzeniu – luksus się przedsiębiorcy należy! – kilkunastu minut w kolejce, był już posiadaczem pierwszego dokumentu. ZUS to prawdziwa pestka. Nie dość, że druk można sobie samemu wydrukować z internetu to jeszcze można go wysłać faksem nie pchając się w miejskie korki, a za siedem dni odebrać gotowy dokument „o niezaleganiu”. I wszystko to darmo, tj w ramach płaconych składek i podatków. Co prawda okazało się, że ZUS nie widzi ostatnich wpłat, choć minęło kilka dni od terminu ich realizacji, ale Tomek wiedział, że nic tak nie uspokaja człowieka jak dodatkowe przesłanie na podany numer faksu deklaracji zusowskiej i kopii trzech przelewów 51,52 i 53. W końcu nie po to była informatyzacja w ZUS żeby takie rzeczy biedne kobiety tam zatrudnione widziały niemal on-line. Jak nieśmiało poinformowała go miła pani, widzą je czasem i po dwóch tygodniach. To co, miał nie pomóc sobie i kobiecie gdy jeszcze w powietrzu unosił się zapach ósmego marca? Na deser pozostała skarbówka. Okazało się, że w dziesiątym roku dwudziestego pierwszego wieku nie można, jak do ZUS, wysłać wniosku faksem. Można za to podziwiać budzącą się wiosnę jadąc przez miasto, szukając miejsca w imponującej kałuży na chodniku, pełniącym funkcję parkingu. Targany wyrzutami sumienia, że znów nie skorzystał z autobusu „komunikacji miejskiej” złożył stosowny wniosek i udokumentował roztropnie dokonaną przez internet opłatę 21 złotych za każdy z oczekiwanych egzemplarzy pisma „o niezaleganiu”. Ku swemu ukrywanemu zdziwieniu stwierdził zresztą, że beneficjentem tej kwoty okazał się urząd miasta... Co ma piernik do wiatraka? – zapytał się dyletancko w duchu. A wystarczyło być na bieżąco z tysiącami stron ustaw i  rozporządzeń stosownych ministerstw i głupich pytań by nie było. Termin siedmiu dni wydał mu się pestką. Wracając uświadomił sobie jak wiele robi dla niego władza i jakie poczucie szczęścia funduje mu za darmo. Po kilku dniach zadzwonił telefon. Pani ze skarbówki poinformowała, że brakuje deklaracji VAT i CIT 7, 8 i 9. Nie poznał siebie, gdy zgorszony zapytał jakim cudem, skoro pół roku wcześniej skarbówka wydała mu papier „o niezaleganiu” za ostatnie pięć lat i nie było żadnych uwag. Doprowadziło to panią do irytacji graniczącej z rozważaniem sensu prowadzenia dalszej rozmowy. Dlatego właśnie zawsze sprawdzamy pięć lat do tyłu, by wykryć takie rzeczy – odparła między innymi zdaniami… Bo też i nie potrafił się zachować nasz bohater w tej sytuacji. W swoim małym rozumku nie potrafił zrozumieć jak instytucja, do której wpłacał rocznie dziesiątki tysięcy złotych może po pół roku od wydania poprzedniego zaświadczenia robić problemy za okres sprzed… dwóch, trzech lat. Narastało w nim to pytanie w czasie krótkiej rozmowy, więc gdy urzędniczka powiedziała o procedurach, które powodują, że mu przekazuje informacje - do kogo ma się zgłosić i wyjaśnić - nie wytrzymał po raz drugi. Skoro pracuje pani w aparacie ucisku więc oczywiście ma pani procedury. Zawsze są takie tłumaczenia. – dodał, przypominając sobie zupełnie niewspółmierne do jego drobnej sprawy, tłumaczenia narodowo-socjalistycznych oprawców przed trybunałami. I tylko temu, że pani przeszła szkolenie jak postępować z takimi trudnymi typami zawdzięczał, że nie został na razie wtrącony za kraty za bezczelne uwagi i myślozbrodnię podszytą „mową nienawiści”. Policzył do dziesięciu, a później do stu. Kolejnym paniom pragnął już tylko pomóc. W końcu nie tak dawno była manifa, a miał wrażenie, że na złość kobietom, w skarbówce parytet wynosił nie 50, a całe 100 procent. Czy faceci nie powinni być tam przymusowo zatrudniani aby użerać się z takimi niewdzięcznikami jak ja? – pomyślał i nie wiadomo skąd wpadł mu do głowy pomysł na plakat z hasłem wzorowanym ma kobiecej manifie. Tamten był prosty i brzmiał bez gwiazdek, co pokazały liczne media:„Mam ci**ę”. A gdyby tak mężczyźni, w swoim wrodzonym prostactwie nie wymyślając nic nowego, szli z plakatami „Mam ch**ka – żądam parytetu męskiego w szkołach, w skarbówce i wyborach miss”?  …Dziewięćdziesiąt osiem, dziewięćdziesiąt dziewięć i sto. Brrrrrrrrr! Otrząsnął się z głupich myśli. Trzeba było załatwić sprawę, skoro nie dało się jej ani przeskoczyć, ani ominąć, ani wysadzić w powietrze. Kolejna pani nie żądała niczego nadzwyczajnego. Kopii deklaracji VAT za listopad, aby sprawdzić czy przeniesienie wynosiło tyle ile wynosiło. Czy mogę przesłać faksem czy muszę przynieść w zębach? – wypalił w recydywie. Lepiej dostarczyć – ale oddzwoni do pana koleżanka, ja nie wiem. Pani od VAT jednak nie dzwoniła. Z kolejną panią postanowił wyzbyć się poprzednich błędów. „Dzień dobry” – zaczął zniewalającym głosem, jak przystało na męską szowinistyczną świnię, którą uczono, że z urzędniczkami nigdy nie wojuj, bądź miły, cukruj, a załatwisz prawie wszystko. Okazało się, że pani nie ma deklaracji CIT za „siedem, osiem i dziewięć, a mam za trzy, cztery, pięć, sześć”. Raz jeszcze poczuł się jak idiota… A co to znaczy sześć siedem i osiem…? – zapytał.. Tym razem pani nie kryła zdumienia: Rok 2006, siódmy i ósmy! I wówczas zrozumiał. Widzi pani…, ja już przypuszczam co się stało... Wojewódzki Urząd Skarbowy przysłał mi pismo, że od stycznia podlegam pod państwa i jak się domyślam przesłał pismo do mnie, ale do państwa już nie… Zaznaczyłem to na wniosku, na marginesie po prawej, dwie trzecie od góry strony - wyjaśnił. Pani potwierdziła, że oni o niczym od urzędu wojewódzkiego, trzy miesiące po zdarzeniu, nie wiedzą. CIT był uratowany. Po chwili zadzwonił telefon. Pani z VAT była wyraźnie po rozmowie z pierwszą panią, która „miała procedury”. Był pan w wojewódzkim urzędzie skarbowym i przeszedł pan do nas – zaczęła. Jednak skądś wiedziały… - pomyślał. Nigdzie nie przeszedłem tylko mnie przeniesiono – powiedział w swej bezczelnej naiwności, choć zgodnie ze stanem faktycznym. Wystarczyło odpowiedzieć TAK! – odparowała. Powiedziała, że oczekuje kopii deklaracji VAT z jesieni roku poprzedniego ponieważ pisała w lutym do wojewódzkiego US, ale jej dotąd nie odpisali. Mogę panu pokazać pismo – dodała pojednawczo i zakończyła: Sprawa może potrwać jeszcze miesiąc. Nie musiała mu udowadniać, co ma sądzić o skarbówce. Władza zapewniała go każdego dnia, że żyje na rajskiej zielonej wyspie, czemu miał nie wierzyć premierowi? 59 procent Polaków ufa jego partii! Jedzmy g***, miliony much nie mogą się mylić – jak pisał w „Statku”, bez gwiazdek cytując popularnego powieściowego polityka, pan Waldemar Łysiak. Pozostało wynegocjować formę dostarczenia kopii deklaracji VAT. Faks właściwie nie wchodził w rachubę o ile jesienią deklaracja nie była dostarczana osobiście i jest na niej pieczątka, „chyba że dostarczy pan też dowód nadania, ale nie w książce nadawczej tylko na osobnym druku z opisem, co było wysłane, a ja sobie już tylko telefonicznie potwierdzę w tamtym urzędzie.” Zapomniawszy o obietnicy jaką złożył sam sobie, Tomek podzielił się refleksją: „Mówi pani tak, jakbym miał panią oszukać, że składałem deklarację, a tej by nie było. A przecież i tak za chwilę by się okazało, że kłamałem więc po co miałbym to robić?”. W odpowiedzi dowiedział się o organizacji pracy w urzędzie skarbowym i w tej sytuacji pozostało mu tylko skorzystać z okazji by siedzieć cicho lub rzucić wszystko i jechać z kopią deklaracji w zębach. Dokładnie tak, jak zalecał Polsce nieodżałowany prezydent Francji Chirac, gdy ta wpadła na pomysł podejmowania samodzielnych kroków w polityce zagranicznej za obowiązywania liberalnego „Traktu Nicejskiego”, który jeszcze na to zezwalał. Przesłał więc i czeka. By jakoś znieść tę nieznośną ciszę zadzwonił i opowiedział mi tę historię dodając: „Właśnie słyszałem Tuska mówiącego, że Polacy ufali państwu i dlatego nie protestowali. Myślałem że to trójkowa „powtórka z rozrywki”, a to chyba jakieś wiadomości były…” Wojciech Popiela