Tag Archives: przemysł

Rumunia – przejście od komunizmu do … czego?

Tezie o dynamicznym rozwoju gospodarczym Rumunii przeczy nieco artykuł opublikowany na stronie zacnego Instytutu Actona. Jego autor, konserwatywny rumuński publicysta i pisarz, Mihail Neamţu opisuje ciemną stronę kraju Drakuli.

Czy Chińczycy zmienią Afrykę?

Chińscy przedsiębiorcy, ryzykanci w XIX-wiecznym stylu, stawiają fabryki w Afryce, przyczyniając się walnie do reindustrializacji Czarnego Lądu. Tę fascynującą historię opisuje Irene Yuan Sun na kartach książki „The Next Factory of the World: How Chinese Investment Is Reshaping Africa”.

Koniec ery mas

Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy rewolucję technologiczną, której symbolami są mikroinformatyka i mikrobiologia, to znaczy połączenie tego, co nieskończenie małe z tym, co nieskończenie potężne. Konsekwencją tego jest odmasowienie społeczeństwa. Kończy się era mas, która dla wytworzenia jak najwyższej ilości bogactw wymagała coraz to większej koncentracji jednostek w wyznaczonym miejscu.

Powrót generała Ludda

Na tegorocznym Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii tematem przewodnim było opanowywanie tzw. IV rewolucji przemysłowej i konsekwencji z nią związanych. Zdaniem organizatorów ludzkość weszła w nowy etap rozwoju cywilizacyjnego i niezbędne jest podjęcie działań mających na celu sprostanie wymogom wobec nadchodzącego przewrotu.

Kto ma finansować wielkie inwestycje?

Prezes partii, która objęła niedawno rządy w III RP, podczas swojego sejmowego wystąpienia, odniósł się do jednego z punktów programu nowego rządu tj. wielkiego programu inwestycji obliczonego na ponad bilion złotych. Stwierdził on – chcąc rozwiać wątpliwości sceptyków – że to żaden socjalizm, że pieniądze, które obiecuje rząd, trafią w znacznej mierze do prywatnego biznesu i służyć będą całej gospodarce.

Kwestia Przemyśla czyli krótko o marzeniach

Dziś rząd okradł Polaków na 150 mld zł, przeflancowując nasze składki (niestety przymusowe!) z OFE do ZUS. Na ulice nie wyszły tysiące protestujących podatników. Nikt nie byduje barykad, nie słychać strzałów na ulicach naszych miast. Śpimy...

Pracy nigdy nie zabraknie

W swojej książce o dość prowokacyjnym tytule "Koniec pracy", Jeremy Rifkin dołącza do gromady socjalistycznych pesymistów, którzy twierdzą, że zaawansowana technologia prowadzi do koncentracji bogactwa w rękach "elit", a co za tym idzie, powoduje bezrobocie wśród mas. Niektórzy krytycy utrzymują, że jeśli dalej tak będzie to w niedalekiej przyszłości dosłownie zabraknie pracy.
Ci techno-pesymiści są w błędzie. Praca raczej ciągle się rozwija, a nie kończy. Nowe technologie zmieniają wymagania co do umiejętności pracowników, ale nie czynią ich bezużytecznymi. Technokratyczny chochoł skonstruowany przez krytyków technologii jest komiczny w swej prostocie. Technologia sama w sobie nie niszczy miejsc pracy. Mimo to wciąż jesteśmy zalewani łamiącymi serce historyjkami o nikczemnikach, którzy stosując nowe technologie wykluczają z rynku pracy coraz to większe rzesze ludzi. Jednym z takich oskarżeń była seria artykułów autorstwa Donalda Barletta i Jamesa Steele'a zatytułowana: "Ameryka: Kto skradł sen?". Ukazywała się ona w amerykańskich gazetach latem 1969 roku. Ta 10-częściowa seria to humorystyczne historyjki opowiadające o tym, jak to w wyniku wprowadzania nowych technologii usuwano pracowników z pracy. Właściwie w każdym przypadku Barlett i Steel posługiwali się przykładem zwolnionego pracownika, aby udowodnić swoją nie popartą żadnymi faktami regułę. Te historyjki o osobistej tragedii przypominają wydarzenia sprzed wieku, kiedy to Amerykanie opuścili swoje farmy i zamienili je na pracę w fabrykach. Nie brakowało takich, którzy usiłowali zachować rolniczy styl życia opierając się nadchodzącej industrializacji. Ich próba została zakończona fiaskiem. W 1790 roku rolnicy stanowili 90% populacji, a w 1900 już tylko 38%. Obecnie zaś niewiele ponad 2% Amerykanów to rolnicy. Jednak spadek ten nie oznacza "końca pracy". Choć wielu farmerów odczuło boleśnie utratę pracy, nowe możliwości związane z nadchodzącą erą przemysłową mocno zrekompensowały te krótkoterminowe zaburzenia. Dziś uderza nas podobieństwo między farmerami z przełomu XIX-XX wieku i pozbawionymi pracy robotnikami u progu XXI wieku. W obu przypadkach mamy do czynienia z nagłym, lecz krótkoterminowym dyskomfortem siły roboczej, w czasie, gdy wielu robotników dostosowywało się do nowych, korzystniejszych warunków zaistniałych na skutek zmian technologicznych. Wielu teoretyków społecznych usiłuje opisać tę zmianę nazywając ją "erą przemysłową", "erą informacyjną", a nawet "erą postmodernistyczną". W dzisiejszym społeczeństwie znajomość oraz umiejętność przetwarzania informacji stały się rzeczami kluczowymi dla sukcesu ekonomicznego. Pracownicy, którzy nie spełniają tego wymagania mogą doświadczyć cierpień i niepokojów. Pomimo tego materiał dowodowy przeciwstawia się apokaliptycznemu gadaniu bez ładu i składu Rifkina i jego towarzyszy, którzy obawiają się, że zaawansowane technologie zniszczą wszystkie miejsca pracy. Fatalistyczne wizje przyszłych możliwości pracy w Ameryce roztaczane są już od 200 lat. Technologia (wraz ze swym "zbrodniczym" partnerem - globalizacją) jest obwiniana o niszczenie rynku pracy. Jednak jak dowodzi Perry Pascarella "Technologia została stworzona przez ludzi celem wspomagania nas w pracy ... Technologia nie daje nam obietnic poprawy życia. Daje nam jednak siłę ekonomiczną, którą możemy wykorzystać do poprawy naszego życia w wymiarach ekonomicznych". Historia ludzkości była niejednokrotnie świadkiem wprowadzania nowych technologii, które drastycznie zmieniły nasz sposób pracy. Rozważmy krótkie przykłady cytowane przez Michaela Rotschilda w "Ekologii": 1. Ruchoma prasa drukarska Gutenberga w roku 1440 została entuzjastycznie przyjęta za udostępnienie szerokim warstwom społecznym informacji i rozprzestrzenianie religii wśród mas. Jednak z techno-pesymistycznego punktu widzenia, wynalazek Gutenberga stał się przekleństwem biznesu skrybiarskiego, który zaledwie w ciągu kilku lat zredukowany został o 98%. Jednak ten postęp otworzył możliwości pracy, o których wcześniej nie można było nawet marzyć. 2. Wynalezienie w Brytanii na początku XIX wieku "krosna z napędem", pozwoliło, dzięki maszynom parowym, na masową produkcję tkanin. Operatorzy ręcznych krosien zostali usunięci poprzez wprowadzenie tej nowej technologii. Pełni obaw o swoje dalsze życie usiłowali powstrzymać postęp technologiczny niszcząc nowe maszyny. Ludyci - jak ich nazywano - gdyby im się powiodło, powstrzymując wejście nowych krosien do produkcji, uniemożliwiliby poprawę wydajności brytyjskiego przemysłu tekstylnego, obniżenie cen i otworzenie nowych rynków. 3. Na początku XX wieku, podczas tworzenia tysięcy nowych miejsc pracy w przemyśle samochodowym, rodzący się silnik zasilany paliwem spalanym wewnętrznie spowodował spustoszenie w przemyśle produkującym pojazdy bezsilnikowe: pomiędzy 1909 a 1919 rokiem zatrudnienie w tym przemyśle spadło z 70 do 26 tys. zatrudnionych. Jednak zatrudnienie w nowym przemyśle samochodowym wzrosło z 85 do 394 tys. Znacznie przewyższyło to liczbę utraconych miejsc pracy w obumarłym przemyśle powozowym. 4. Zatrudnienie w przemyśle telegraficznym osiągnęło 87 tys. pracowników w 1929 roku. W latach 70-tych nastąpił jednak gwałtowny spadek do 24 tys. Lecz należy tutaj rzucić okiem na przemysł telefoniczny, za sprawą którego do 1970 roku powstało 536 tys. miejsc pracy. W tym miejscu pomocnym będzie nieco bliższe przeanalizowanie rozumowania współczesnych technologicznych pesymistów. Tak więc rozważmy: 1. Kłamstwo: Jeremy Rifkin twierdzi, że ogół bezrobotnych, którzy utracili nagle pracę, w Ameryce Płn. wzrasta z dnia na dzień. Rzeczywistość: Jest to nieprawda. Alan Reynolds informuje, że od 1991 roku w Stanach zlikwidowano co prawda 14 mln miejsc pracy, jednak powstało 15 mln. nowych. 2. Kłamstwo: Rifkin utrzymuje również, że "Choć tworzy się nowe miejsca pracy w Stanach, pozostają one w sektorach nisko opłacanych i dają tylko tymczasowe zatrudnienie. Rzeczywistość: W ciągu ostatnich lat, wzrost ilości miejsc pracy w sektorze usługowym objął wysoce opłacane zawody menadżerskie, jak i zawody profesjonalnych specjalności. 3. Kłamstwo: W swej książce z 1997 roku "Zmiana w pracy" Peter Capelli twierdzi, że od połowy lat 80-tych "Bardzo trudno jest zwolnionym pracownikom znaleźć nową pracę". Rzeczywistość: Według ostatnich statystyk większość zwolnionych pracowników, bardzo szybko zaczyna zarabiać o wiele większe pieniądze niż przedtem. Badanie z sierpnia 1996 roku wykazało, że zwolnieni menadżerowie i pracownicy stanowisk kierowniczych znajdowali pracę z takimi samymi, a nawet wyższymi zarobkami w ciągu bardzo krótkiego czasu (przeciętnie ok. 3 miesięcy). 4. Kłamstwo: Barlet i Steel twierdzą, że po amerykańskim pracowniku największym przegranym jest właściciel małego biznesu. W przeciwieństwie do wielonarodowych korporacji, które zamykają fabryki i przenoszą produkcję za granicę, by zyskać na taniej sile roboczej, małe firmy rzadko posiadają tę możliwość. Rzeczywistość: Małe interesy są głównym źródłem zatrudnienia w amerykańskiej gospodarce ery informatycznej. Administracja Drobnej Przedsiębiorczości odnotowuje, że biznesy zatrudniające mniej niż 500 pracowników, stanowią 54% wszystkich miejsc pracy w USA. Jedna z firm zajmujących się badaniem rynku - Cognetics - szacuje, że istnieje ok. 300 tys. firm amerykańskich zatrudniających mniej niż 50 osób. 5. Kłamstwo: Rifkin mówi: "Faktem jest, że choć mniej niż 1% wszystkich amerykańskich firm zatrudnia 500 bądź więcej pracowników, to firmy te zatrudniły 41% wszystkich pracowników sektora prywatnego pod koniec ostatniej dekady. Ale to również te gigantyczne korporacje zasilają rzesze bezrobotnych". Rzeczywistość: Pomimo wielu publikacji na temat zwolnień w wielkich firmach takich jak AT&T, firmy te generalnie nie dokonują tylu zwolnień, o jakie posądzają je krytycy. Ostatnie badania przeprowadzone przez Amerykańskie Stowarzyszenie Kierownicze odkryły, że chociaż 2/3 z 1003 większych przebadanych firm w 1995 roku firm przeprowadziło w przeszłości przynajmniej raz redukcję etatów, to od 1989 te 2/3 tych 1003 firm zatrudniło tyle samo lub nawet więcej pracowników w czerwcu 1995 roku, ile w styczniu 1990. 6. Kłamstwo: Rifkin twierdzi, że "Mężczyźni i kobiety, którzy jeszcze kilka lat temu zarabiali powyżej 30 tys. $, obecnie mogą uważać się za szczęściarzy jeśli uda im się dostać posadę stróża czy ochroniarza za 5$ za godzinę. Dla nich i ich rodzin powojenny sen o byciu częścią klasy średniej umarł. Rzeczywistość: Cytując badania Uniwersytetu w Michigan dotyczące dynamiki przychodów, Michael Cox - ekonomista Banku Rezerw Federalnych - dowodzi, że zarobki amerykańskich robotników rosną. Odnotowuje on, że tylko 5% tych, którzy zaczynali pracę znajdując się w grupie najgorzej opłacanych, pozostało w tej grupie do 1991 roku. Co więcej, 4 na 5 Amerykanom w tej grupie udało się wejść do klasy średniej, a 30% osiągnęło górny pułap zarobków do wczesnych lat 90-tych. Prawdą jest, że zarobki ludzi z wykształceniem najwyżej średnim spadają, co oznacza, że robotnicy nisko wykwalifikowani stają twarzą w twarz z olbrzymim wyzwaniem, które może zrazić i odstraszyć. Techno-pesymistyczne interpretacje statystyki ekonomicznej są jednak jednostronne. Potworne stwierdzenie, że komputery niszczą miejsca pracy nie jest poparte żadnym materiałem dowodowym. Typowa analiza pesymistyczna ukazuje, że pracownicy amerykańscy są permanentnie pozostawiani w tyle, w miarę jak produkcja zostaje zautomatyzowana. W miarę, jak komputery będą w coraz większym stopniu integrowane z amerykańską siłą roboczą, argument o rosnącej bezużyteczności człowieka wciąż będzie żywy. Jakkolwiek zbyt wcześnie, by tego dowodzić, szczególnie w świetle historii. Być może upłyną lata zanim komputer, główne narzędzie przeobrażające, zostanie w pełni połączony z gospodarką. Paul Davis szacuje, że przyswajanie - liczącej niemal wiek - zmiany z technologii parowej na elektromechaniczną zajęło nam więcej niż 50 lat. Niektóre z najkorzystniejszych wpływów technologii elektromechanicznej, zwłaszcza w kategorii rosnących możliwości pracy, nie miały miejsca przez 2/3 czasu, który został pochłonięty na to przeobrażenie. Pracownicy przekwalifikowywali się, by znaleźć pracę w nowej rzeczywistości ekonomicznej, w taki sam sposób, w jaki robili to podczas poprzednich rewolucji ekonomicznych. Podobnie dzisiejsza rewolucja komputerowa, która ustanawia nową strukturę, nie zaś niszczy siłę roboczą. Oczywiście pesymiści wierzą, że nawet przy masowym przekwalifikowaniu i edukacji część zawodów zniknie. Perry Pascarella twierdzi jednak, że pesymizm jest grą, w którą łatwo jest grać ponieważ katastrofa technologiczna zawsze zdaje się czyhać tuż za rogiem. Krytycy społeczni od zawsze ostrzegali o zbliżającej się, technologicznej katastrofie, która miała przybrać postać nuklearnego nieszczęśliwego wypadku, katastrofy ekologicznej, czy też innego kataklizmu. Jednak wciąż żyjemy. Niewątpliwie bliska i odległa przyszłość ekonomiczna Ameryki nie będzie usłana różami. Istniejąca polityka rządu stanowi barierę dla rynkowego procesu "kreatywnej destrukcji", która stworzyłaby nowe możliwości w nowej gospodarce. Żyjemy w gwałtownie zmieniającym się, konkurencyjnym na światową skalę rynku technologicznym. Społeczeństwo znajduje się w połowie drogi wielkiej transformacji, od ery przemysłowej do ery informacyjnej. Warto "rzucić okiem" na nadchodzącą przyszłość. Jednak techno-pesymiści używają w tym celu okularów, które są zbyt stronnicze, by mogły dać obraz choćby odrobinę zbliżony do rzeczywistości. Choć nic nie jest pewne jedna przepowiednia z dużym prawdopodobieństwem spełni się: praca się nie skończy.

Donald K. Jonas

Tłum. Agnieszka Łaska
(Tekst pochodzi z miesięcznika "The Freeman" i publikowany jest za zgodą The Foundation for Economic Education Po raz pierwszy polskie tłumaczenie ukazało się na Stronie Prokapitalistycznej w 2001 roku)

Produkcja przemysłowa spada, optymizm … rządu rośnie

Analitycy ekonomiczni to taka nacja, która co rusz musi tłumaczyć, dlaczego ich analizy są warte funta kłaków. Polega to na tym, że najpierw się dziwią, że ich prognozy się nie sprawdziły, po czym zaczynają snuć kolejne prognozy, które tym razem już na pewno mają się sprawdzić.
Właśnie GUS podał, że produkcja przemysłowa w Polsce zanurkowała ostro w dół. Spadek wynosi 10 procent w skali roku. Jest to najgorszy wynik od 2009 roku, kiedy to przemysł spadł o 12 procent. Analitycy są oczywiście zaskoczeni, gdyż oni prognozowali spadek w granicach 6,9 procent. Zastanawiające, jak w ogóle można przewidzieć stan gospodarki tak szczegółowo... Dlaczego wyszło im 6,9, a nie np. 6,8 procent? Sprawa wygląda podobnie z analitykami rynku walutowego. Oczywiste, że ci prognostycy coś muszą robić, ale na jakiej racjonalnej przesłance można wywróżyć, że cena euro na koniec roku będzie wynosiła np. 4,26 zł? Jakieś "progi wsparcia", "globalne sentymenty" itp. słowa zaklęcia robią pewnie wrażenie na wielu czytelnikach ich prognoz, jednak wydaje się, że więcej mają w sobie z szarlatanerii niż realnej analizy gospodarczej. Minister Jacek Rostowski prognozuje, że rok 2013 będzie trudny, ale nie tragiczny, że na pewno nowelizacja budżetu nie będzie konieczna, a nasza gospodarka wciąż będzie na plusie. Każdy, kto obraca się trochę wśród normalnych ludzi, obserwuje rozwój wypadków na swoim lokalnym podwórku wie, że zapewnienia ministra Rostowskiego już dziś można włożyć między bajki. Zapewne będziemy obserwować wzmożoną aktywność Inspekcji Transportu Drogowego i "drogówki", wszak z mandatów ma wpłynąć (według założeń ministra) 1,5 mld zł więcej niż w ub. roku, ale czy to uratuje budżet? W naszym otoczeniu wciąż bankrutują firmy, ludzie tracą pracę, budżety domowe kurczą się coraz bardziej, coraz gorsze są rokowania na przyszłość, nastroje ludzi też są coraz gorsze... Czy zapowiadana przez premiera Tuska ofensywa na rzecz wejścia do strefy euro nie będzie jednym z elementów kolejnej maskirowki? Czy klęski "polityki miłości" nie będzie się aby chciało przykryć euroofensywą? Jeśli nas przyjmą to oczywiście dobrze dla rządu, bo albo eurobiurokraja weźmie nas na swój garnuszek, zwalniając tubylczy rząd z jakiejkolwiek odpowiedzialności za kraj, albo też nas przyjmą ale od garnuszka odtrącą dzięki czemu rząd będzie miał na kogo zwalić swoją klęskę. Jeśli nas jednak nie przyjmą, rząd też będzie miał na kogo zwalić swoją porażkę: na tych co nas nie przyjęli, jak i na tych, którzy tu, na unijnej prowincji się temu sprzeciwiali. Póki co komunikat GUS to poważny sygnał, że coś zaczyna się sypać. Tylko patrzeć, jak za chwilę wypróbowani analitycy zaczną się prześcigać w prognozach, że nie będzie tak źle i że w tym roku uda nam się utrzymać wzrost gospodarczy na poziomie 2,56 procenta, że euro kosztować będzie w grudniu 4,1456 zł, natomiast Polacy kupią do końca roku 103 476 mieszkań. Wzorem Jana Krzysztofa Bieleckiego, który powiedział niedawno, że "nie obawia się wzrostu cen po wejściu Polski do strefy euro". No jasne, gdybym miał tak zasobne konta jak p. JKB, biznesmen z państwowego nadania, to też bym się niczego nie obawiał... Z ostatniej chwili! Ministerstwo Finansów wydało komunikat na okoliczność danych z GUS: "Wyniki te są zgodne z prognozami Ministerstwa Finansów dot. rozwoju gospodarki, które zakładają że obecny rok będzie lepszy niż 2009 r. Dzisiejsze dane GUS, jak również spadająca inflacja (2,4 proc.) zapewne będą wzięte pod uwagę przez członków Rady Polityki Pieniężnej". Czyli jednym zdaniem: przewidzieliśmy; będzie lepiej; trzeba drukować więcej forsy! Paweł Sztąberek

Andrzej Gwiazda: jak Zachód niszczył polski przemysł

20 listopada 2012 roku w Łodzi gościł Andrzej Gwiazda, jeden z byłych liderów "Solidarności". Na spotkaniu był nasz reporter, Marcin Janowski. Zapraszamy do obejrzenia fragmentu z tego spotkania. Andrzej Gwiazda mówi m.in. o planie Balcerowicza i o tym, jak z premedytacją niszczono w III RP polski przemysł.