Tag Archives: Radek Sikorski

Stanisław Michalkiewicz: Żona Radka Sikorskiego jest mądrzejsza od niego

"Anna Applebaum należy do wpływowego żydowskiego rodu. To mądra, inteligentna kobieta. Wolałbym, żeby ona zajmowała stanowiska, bo jest mądrzejsza od swojego męża. Więcej załatwiłaby dla Polski" - twierdzi Stanisław Michalkiewicz.

Radek Sikorski już dawno rozważał możliwość ataku Rosji na Polskę, przez Ukrainę

Mówi o tym między innymi w zamieszczonym niżej wywiadzie "NATO to wielki mit, do zaistnienia którego ja się – niestety – przyczyniłem”. Jak widać wykluczał również możliwość wejścia Polski do NATO.

Radek Sikorski: Zachód stracił wiarę we własne wartości

W cyklu „Z archiwum III RP” publikujemy wywiad z Radkiem Sikorskim, dzisiejszym ministrem spraw zagranicznych, jaki przeprowadziłem 22 kwietnia 1996 roku dla miesięcznika "Czas Piotrkowski". Wywiad przygotowany jest w wersji dźwiękowej (MP3) i tekstowej.

Min. Sikorski i strefa zdekomunizowana

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oburzył się słowami o. Tadeusza Rydzyka o tym, że Polską nie rządzą Polacy i że Polska to kraj totalitarny. Tak bardzo się oburzył, że wystosował notę dyplomatyczną do Watykanu, by w sprawie o. Rydzyka zainterweniował. Uderz w stół a nożyce się odezwą – można by stwierdzić... Ojciec Rydzyk wygłosił swoją opinię w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli. O Polsce i Polakach, zdaniem ministra Sikorskiego, należy za granicą mówić dobrze i tylko dobrze... Już sobie wyobrażam jaką minister Sikorski musiał mieć minę, gdy podejmował decyzję (jeśli to jego decyzja a nie podsunięta przez jakieś inne organy) o nocie do Watykanu. Nie wiem, co miał na myśli o. Rydzyk mówiąc o tym, że nie rządzą nami Polacy, ale biorąc pod uwagę skalę golenia obywateli z ich dochodów (np. niedawna podwyżka VAT-u), trudno czasem uwierzyć, że mogą takie rzeczy Polacy robić Polakom. Czasem wydaje się, że to istotnie jacyś obcy okupanci, traktujący nas jak niewolników i chcący nas wydoić do cna... Ale wracając do meritum... Ponieważ minister Sikorski jest człowiekiem wrażliwym i czułym na to, co mówi się o Polsce za granicą, polecam, by wyciągał dalsze konsekwencje. Ot, np. w 1995 roku pan Władysław Bartoszewski, zwany dalej „autorytetem”, powiedział w Izraelu: „Dzisiejsi studenci będą za dziesięć czy piętnaście lat posłami, ministrami, dyrektorami i oni będą określać życie polskie, a nie ta ciemnota, gdzieś tam na zapadłej prowincji, która opowiada jakieś głupstwa, a która dobrze czytać i pisać nie umie. Ci nie będą odgrywać roli bezpośredniej w życiu politycznym, a studenci będą odgrywali tę rolę. Ja patrzę na to realistycznie”. Tenże sam Bartoszewski, zwany dalej „autorytetem”, w niedawnym wywiadzie dla Die Welt wspomina czasy wojny: „Mieszkałem przy ulicy Mickiewicza 37, na drugim piętrze, w domu pełnym inteligencji. Ale jeśli ktoś się bał, to nie Niemców. Gdy oficer mijał mnie na ulicy i nie miał rozkazu, aby mnie aresztować, wówczas nie musiałem się niczego obawiać. Ale odczuwałem strach, gdy polski sąsiad zauważył, że kupiłem więcej chleba niż zazwyczaj”. Ach ci polscy sąsiedzi, nie tylko Żydom dawali się we znaki, ale również Władysławowi Bartoszewskiemu... Panie ministrze Sikorski. Czy powyższe cytaty, ich analiza, to nie jest robota dla Pana? Czy wypowiedzi ministra Bartoszewskiego, chyba nawet kolegi z Pańskiego rządu, to nie jest szkalowanie Polski i Polaków za granicą? No, i jeszcze jedno... Słynny komiks wydany przez MSZ w Niemczech mający przybliżyć Niemcom Polskę i muzykę Chopina. Cytat z prasy: „Komiks >>Chopin New Romantic<<, który miał promować Polskę i muzykę Chopina wśród niemieckich uczniów okazał się wydawnictwem pełnym... wulgaryzmów! Po ujawnieniu tego skandalu, cały nakład wydawnictwa pośpiesznie ukryto w magazynie. Kontrowersyjna publikacja kosztowała 30 tysięcy Euro i była sfinansowana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz ambasadę polską w Berlinie. Radosław Sikorski, szef MSZ, wypowiedział się więcej niż powściągliwie: >>Nie znam sprawy, nie będę jej komentował<<”... A oto fragmenty z dymków: - „Na ch** on tam stoi?”, - „Gdzie jest ta ci**?", - „Po ch** tu brałeś je w ogóle?”, - „J***ny cweloholokaust”, - „Efekt koniowalenia”. Jeśli nie wyciągnie Pan z tych – nieważne, że archiwalnych (choć niektóre całkiem świeże) - wypowiedzi i czynów jakichś wniosków, wówczas lepiej będzie na Pana miejscu pojechać z kałasznikowem, no i premierem Tuskiem, co tam – z całą PO!, na Białoruś obalać Łukaszenkę. Niech Państwo pokażą, jak się walczy o prawa człowieka, za wolność waszą i... Tzn. o naszą wolność lepiej nie walczcie... A jak już na tej Białorusi wygracie, zostańcie tam i uszczęśliwiajcie biednych Białorusinów swoimi standardami demokratycznego państwa prawa ucieleśniającego zasady sprawiedliwości społecznej. Polska zapewne na tym nie straci, a może nawet zyska. Powrót normalności... No i wówczas z czystym sumieniem, przy każdym wjeździe do naszego kraju postawić można będzie tabliczki z napisem „Strefa zdekomunizowana”.* Paweł Sztąberek Foto. PSz/Prokapitalizm.pl * Dla tych, którzy nie wiedzą dodam, że minister Sikorski na terenie swojej posesji poustawiał przed laty tablice z napisem "Strefa zdekomunizowana".

Radek Sikorski: Z tą Rosją, z tą armią, można dziś wygrać

"NATO to wielki mit, do zaistnienia którego ja się - niestety - przyczyniłem" - twierdzi Radek Sikorski w wywiadzie przeprowadzonym przez Pawła Sztąberka i Włodzimierza Olczyka... A właściwie twierdził ... w listopadzie 1995 roku, gdy tego wywiadu udzielał.

Rafał Ziemkiewicz wkurza nie tylko salon

Wywiady rzeki zawsze kojarzyły mi się z rozmową z człowiekiem, który już stoi na progu życia i śmierci, starszym jegomościem, który uznał za stosowne wyspowiadać się ze swojego życia, bądź też poproszono go o to. Na przykład wywiad rzeka z Lechem Kaczyńskim przeprowadzony przez Łukasza Warzechę okazał się modelowym przypadkiem takiej spowiedzi. Choć, co oczywiste, niezamierzonym...
Ale już np. wywiad tegoż samego Łukasza Warzechy z młodym wciąż Radosławem Sikorskim pt. "Strefa zdekomunizowana", opublikowany w 2007 roku, uznać można za całkowity niewypał, zwłaszcza w kontekście późniejszej, prowadzonej już po publikacji wywiadu, działalności obecnego ministra spraw zagranicznych. "Dożynanie watahy", katastrofa smoleńska... Oj, p. Sikorski teraz to by dopiero miał co poopowiadać... Choć, z drugiej strony, może chłopina po prostu wiedział co robi? Nie wiem dlaczego Rafał Ziemkiewicz zdecydował się już teraz na udzielenie wywiadu rzeki, wszak to wciąż młody człowiek, którego pewnie jeszcze sporo w życiu czeka, no ale stało się... A skoro już się stało, to ... stało się dobrze, bo „Wkurzam salon” czyta się bez mała jednym tchem. Zwłaszcza dla tych, którzy od dawna byli sympatykami wszelakiej twórczości Ziemkiewicza, od science-fiction, działalności w UPR, publicystyki politycznej i wreszcie dzisiejszego pisarstwa, lektura tej książki powinna być satysfakcjonująca. Rafał Ziemkiewicz przechodzi w wywiadzie przez każdy z dotychczasowych etapów swojego życia. Lata szkolne, relacje rodzinne, a także nieznane chyba dotychczas szerzej zwierzenia dotyczące pierwszego, nieudanego małżeństwa RAZ-a, mają chyba stanowić zachętę do sięgnięcia po książkę dla tej części czytelników, która lubuje się w zaglądaniu do cudzych łóżek. Czytelników PROKAPA, jak przypuszczam, znacznie bardziej zainteresują wątki z UPR-owskiego okresu życia bohatera książki, bądź jego opinie na temat wieloletniego prezesa UPR, Janusza Korwin-Mikkego. O JKM Ziemkiewicz wypowiada się – jak można wyczuć - z lubością. Opinie RAZ-a o Korwinie jako polityku są niestety miażdżące dla niego. Ziemkiewicz wspomina, że mnóstwo młodych ludzi garnęło się do UPR, ale jednocześnie dość szybko się zniechęcało: „Nie dziwię się zresztą, że się zniechęcali, bo Korwin prowadził, jak wszyscy nasi prezesi, rabunkową gospodarkę zasobami ludzkimi. Jego nie interesowało, by ludzie w tym ruchu spełniali swoje aspiracje; jego interesowało żeby miał mu kto kleić plakaty, organizować spotkania po Polsce i robić całą techniczną pracę. A jak się komuś nie podobała linia partii albo jej władze, to droga wolna. Każdy może sobie założyć własną partię, a ta jest jego i każdy ma zasuwać na lidera” - twierdzi Ziemkiewicz i dodaje: „Ja bym się z tym nie spierał, gdyby lider rzeczywiście na poważnie walczył o zwycięstwo. Ale Korwin, jaki jest, to wszyscy wiedzą, więc co gadać – zawsze musi szokować, zaskakiwać, zawsze być o krok przed tym, co szersza publiczność zdolna jest traktować poważnie. (...) I tak było właściwie za każdym razem: ilekroć UPR była blisko wyjścia z niszy, Korwin walił coś takiego jak ostatnio o tych dzieciach niepełnosprawnych...”. Zdaniem Ziemkiewicza Korwin-Mikkego zawiodła logika, matematyka. RAZ wspomina, że JKM zwykle wyliczał ile osób na niego zagłosuje. A podstawą do wyliczeń była frekwencja na spotkaniach z nim. Ziemkiewicz zauważa: „Nie rozumiał, że ludzie przychodzili na >>człowieka z telewizji<<, bo to była dla nich atrakcja, trochę jak kabaret, a nawet jeśli uznawali po takim występie, że miał facet w sumie rację, to od tego jeszcze szmat drogi do decyzji, żeby na niego zagłosować”. Ten przykład podany przez Rafała Ziemkiewicza jest chyba symptomatyczny, bo dowodzi, że od rzeczywistości można oderwać się nie tylko, gdy jest się u władzy, zamkniętym w eleganckich gabinetach, bez kontaktu z ludźmi, ale również wówczas, gdy jest się w tzw. terenie, blisko ludzi, gdy się z nimi rozmawia i słucha o ich problemach. Sale podczas spotkań z JKM bywały zazwyczaj pełne. Sam pamiętam, że gdy przed laty Korwin-Mikke gościł w moim mieście, po spotkaniu pozwoliłem sobie na uwagę, iż nie spodziewałem się, że będzie taka duża frekwencja. On wówczas odpowiedział krótko: „Nie wyczuwacie nastrojów społecznych”. Było to przed którymiś wyborami prezydenckimi, w których JKM miał – jak zwykle – przejść do drugiej tury, a w drugiej bez problemu wygrać... Nie trzeba chyba dodawać jak było w rzeczywistości... Powyższe fragmenty dowodzą, że Rafał Ziemkiewicz wkurza chyba nie tylko salon... Ale i do samego RAZ-a można mieć pewne pretensje... Dzięki działalności w UPR, RAZ w połowie lat 90-tych wyjechał, o czym wspomina w książce, na stypendium do USA, by szkolić się na polityka. Sam pamiętam, że ja jak i wielu moich kolegów widzieliśmy w tym pewną nadzieję na to, że po powrocie pojawi się wreszcie ktoś, kto będzie w stanie pchnąć partię do przodu. Tymczasem, po powrocie ze Stanów, Ziemkiewicz... skończył z polityką. Oczywiście, podaje powody takiej decyzji, jednak działalność w partii stała się – jak sam przyznaje, choć nie używa tego słowa – odskocznią do dalszej kariery, tym razem jako dziennikarza, głównie telewizyjnego. Zresztą – z tego, co mi wiadomo – to nie jedyny były polityk UPR, który w jakiejś mierze dzięki partii odbył stypendium w USA, po czym po powrocie zrezygnował, z różnych powodów, z działalności w niej. Można Ziemkiewicza lubić bądź nie, można go lubić od któregoś momentu, a od któregoś nie (ja wciąż mam do niego żal, że popierał wejście Polski do UE, czy wychwalał Balcerowicza – uważałem że to postawa koniunkturalna, cena jaką musiał zapłacić, by być w głównym nurcie medialnym), można go szanować albo poniewierać, niemniej warto przeczytać „Wkurzam salon”. Nie wykluczam, że niektórzy czytelnicy odnajdą we wspomnieniach RAZ-a trochę siebie samych, trochę swoje własne losy... Poza tym to w końcu miłe, że komuś z „naszych” udało się w III RP zrobić karierę, napsuć nieco krwi Michnikowi, a – kto wie – może jeszcze niejedno w życiu osiągnąć, nie tylko dla siebie, ale i dla tak zwanej SPRAWY. Bo jak na wstępie napisałem, RAZ to względnie młody gość i – kto wie – co jeszcze przed nim. I choć mój, nieprzepadający od pewnego momentu za Ziemkiewiczem, znajomy złośliwie mówi o nim "człowiek renesansu" - na wszystkim się zna, o wszystkim pisze - to w moim przekonaniu jest to akurat zaleta. Bo jeśli zwykle pisze z sensem to cóż w tym złego? Paweł Sztąberek Rafał Ziemkiewicz – „Wkurzam salon” (rozmawia Rafał Geremek), Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2011. Książkę zamówić można w księgarni internetowej Multibook.pl...