Tag Archives: radio

Marcin Wolski udzielił właśnie rozgrzeszenia…

Można by tę kwestię w gruncie rzeczy pominąć, ale jakoś chodzi to za mną od kilku dni. Bo to właśnie kilka dni temu, w programie w TVP Info "W tyle wizji", red. Marcin Wolski dokonał rozgrzeszenia...

Grecki rząd zlikwidował państwowe media. „Nie stać nas na takie marnotrawstwo” – twierdzi rzecznik rządu

Nikt się tego ponoć nie spodziewał. W nocy z wtorku na środę po kolei wyłączono sygnał nadawania wszystkich państwowych kanałów telewizyjnych i radiowych. Minister finansów Grecji oświadczyć miał, że to definitywny koniec tych państwowych mediów w dotychczasowym kształcie. Oburzeni dziennikarze zapowiadają strajk.
Zdaniem rządu greckiego greckie media państwowe były źle zorganizowane, zatrudniały znacznie więcej ludzi niż potrzeba i kosztowały budżet państwa 300 mln euro rocznie. Według związkowców pracę może przez to stracić około 3 tysięcy osób. Tymczasem rząd twierdzi, że ma pomysł na państwowe media, tyle że w innym kształcie. Mają one zatrudniać w sumie 1000 pracowników i znacznie mniej obciążać budżet państwa. Zdaniem rządu, dotychczas zatrudnienie było o siedem razy za duże. Rzecznik rządu, podkreślił, że w kryzysie Grecji nie stać na takie "marnotrawstwo". Jak podaje dziennik "Rzeczpospolita", zlikwidowano w sumie 3 ogólnokrajowe stacje telewizyjne, program nadawany przez satelitę, 7 ogólnokrajowych kanałów radiowych oraz 19 regionalnych rozgłośni radiowych. Decyzją rządu zaskoczeni są ponoć wszyscy, włącznie z biskupem Aten, a pod gmachami telewizji i radia odbywają się pikiety. P

Wolność mediów w Polsce

W demokratycznym państwie prawa realizującym zasady sprawiedliwości społecznej władza zwierzchnia należy do Narodu, który sprawuje ją przez przedstawicieli lub bezpośrednio. Tak przynajmniej stanowi Konstytucja RP, która wszelako nie wymienia o który Naród konkretnie chodzi, co może budzić pewne podejrzenia. Załóżmy jednak na chwilę, że z tą demokracją i Konstytucją, to wszystko na poważnie.
Na co dzień Naród, jako suweren, zajęty jest zdobywaniem środków na życie i spożycie, więc nie ma czasu na bezpośrednie sprawowanie władzy, jak również kontrolowanie radosnej twórczości swych przedstawicieli. Obowiązek kontroli poczynań władzy spoczywa zatem na barkach dziennikarzy, którzy winni informować Naród o działaniach władzy zagrażających wolności. Teoretycznie. Władza też jest tego świadoma, dlatego usilnie dąży do spacyfikowania / zblatowania mediów w duchu jedności frontu przekazu, zgodnie z leninowską dewizą o organizatorskiej roli prasy. Widać to chociażby w konstytucyjnych zapisach dotyczących wolności prasy. Art. 54 każdemu zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Z kolei art. 14 zapewnia wolność prasy i środków społecznego przekazu. I tu, jak mawiał pułkownik Wieniawa – Długoszowski, kończą się żarty, a zaczynają schody. Albowiem drugi ustęp przywołanego art. 54 stanowi, co następuje: Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. W ewidentnej zatem sprzeczności z postanowieniami Konstytucji stoją podejmowane przez władzę działania na froncie walki z „mową nienawiści” czy wymierzone w niezależność internetu porozumienia typu ACTA, zresztą nie pierwsze i niewątpliwie nie ostatnie. Niemniej ciekawe jest  poznanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego koncesjonowanie prasy jest passe, ale radia i telewizji już nie? Czyżby dlatego, że zdecydowana większość Narodu swą wiedzę o otaczającej rzeczywistości czerpie jednak z radia i telewizji, a nie gazet? Konsekwencją tego stanu prawnego jest łatwo zauważalny fakt, że o ile prasa drukowana czy internet mają zróżnicowane komentarze, to tyle radio i telewizje, zarówno komercyjne jak i publiczne, są zadziwiająco zbieżne w ocenach. A ponieważ władza, która „może” koncesjonować radio i telewizję skwapliwie korzysta z tej możliwości, gdy już nie ma innego wyjścia – podnosi ad absurdum stawki opłat koncesyjnych tak, by uciszyć niepokornych, np. Radio Maryja i TV Trwam. Jeśli ktoś z Państwa miał okazję porównać serwis informacyjny „zaprzyjaźnionych z władzą mediów” z serwisami informacyjnymi mediów toruńskiego redemptorysty, to zapewne poczuł się jak w innej rzeczywistości. Jeśli nie – to zachęcam, chociażby do odwiedzenia stron internetowych Radia Maryja czy TV Trwam i porównania treści z innymi portalami opiniotwórczymi. Swoją drogą, to ciekawe co by się stało, gdyby blisko 2,5 miliona osób, które podpisały petycję w obronie TV Trwam wystąpiło z inicjatywą ustawodawczą znoszącą koncesjonowanie radia i telewizji? Z tą wolnością prasy, to po prawdzie też pic na wodę. Bo wprawdzie Konstytucja zabrania prewencyjnej cenzury, ale nie zabrania zamieszczania reklam. I tak zaprzyjaźnione z władzą media mogą liczyć na dopływ „państwowej” (czytaj: podatników) gotówki poprzez reklamy, a pozostali mogą co najwyżej pomarzyć. Kuriozalnym przykładem jest to, że „największy opiniotwórczy dziennik w Polsce” jednego dnia zamieszcza 5 reklam prywatnych oraz 30 publicznych . Jak wpływa to na finanse konkretnych tytułów prasowych, chyba nie trzeba tłumaczyć.  A przecież ta sama władza wydaje biuletyny informacyjne oraz zamieszcza ogłoszenia w internecie na rządowych stronach. Wszystko finansowane z podatków. Albert Einstein twierdził, że wolność nauczania i wyrażania opinii w książkach i prasie stanowi podstawę zdrowego i naturalnego rozwoju każdego społeczeństwa, zatem każda forma cenzury (oficjalnej bądź ekonomicznej) prowadzi do degeneracji społeczeństwa. Otwarta pozostaje kwestia, czy w takiej sytuacji elity degenerują na obraz i podobieństwo społeczeństwa, czy też jest dokładnie odwrotnie? Michał Nawrocki

Apolityczne upolitycznienie

Za każdym razem, gdy ktoś mówi mi, że jest apolityczny, pytam go, którą konkretnie politykę ma na myśli – tak mniej więcej pisał Andrzej Sapkowski w sadze o wiedźminie. Słowa te przypominają mi się zawsze, gdy słyszę o „odpolitycznianiu mediów publicznych”, który to proces teraz wchodzi w kolejną fazę. Za każdym też razem, gdy słyszę bądź czytam ów frazes o odpolitycznianiu zastanawiam się, czy jego autor kpi sobie z odbiorców, czy też może nie wie, na jakim świecie żyje? W obu przypadkach zresztą są to zastrzeżenia raczej uprzejme. Upolitycznienie (warunek niezbędny do odpolitycznienia) zachodzi na dwa sposoby. Poprzez objęcie funkcjonowania politycznym nadzorem oraz poprzez nasycenie polityką treści. W przypadku „mediów publicznych” pierwszy warunek jest spełniony z definicji. Drugi zaś wynika z charakteru współczesnego państwa, wtykającego swój nos we wszystkie możliwe sprawy w ramach różnych „regulacji”. Tym samym każdy poruszany temat staje się tematem politycznym. Z drugiej strony nie da się pominąć paradoksu samego „odpolityczniania mediów publicznych” (prywatne w następnym etapie). Skoro bowiem wicemarszałek sejmu (osoba z definicji jak najbardziej „apolityczna”) w ramach „przywracania normalności w mediach publicznych” zapowiada, że odtąd nie będzie w nich miejsca dla dziennikarzy krytycznych wobec rządu, to może i jest to normalność, ale w nie mającym nic wspólnego z odpolitycznieniem stylu stalinowskim. Gdybyśmy jednak w jakiejś pomroczności jasnej wzięli deklaracje rugowania opozycji z mediów publicznych za dobrą monetę, to należy postawić zasadnicze pytanie – co ze zwolennikami rządu i samymi politykami? W końcu w ramach „odpolityczniania mediów publicznych” oni też nie powinni się w nich pojawiać. Jako pierwsze listy proskrypcyjne można wykorzystać członków „honorowych komitetów poparcia” kandydatów na urząd prezydenta RP (również od piątku urzędującego), którzy jak by na to nie patrzeć zaangażowali się politycznie. To rzecz jasna jest nierealne, w końcu nie po to „autoryteci” angażowali się politycznie by nie istnieć w mediach, zwłaszcza finansowanych z podatku zwodniczo zwanego abonamentem. Wszelako „odpolitycznienie mediów publicznych” jest możliwe. Należy je po prostu zlikwidować, zaś państwo powinno zająć się ochroną praw negatywnych (życie, wolność, własność) ludzi, do czego nawiasem mówiąc zostało powołane, a nie mnożeniem praw pozytywnych (ingerujących w sferę praw negatywnych). Na zakończenie mała dygresja o poziomie mediów publicznych. Oto parę dni temu, w publicznym radio prowadzący program rzucił pomysł (mam nadzieję, że to był tylko żart), od którego po prostu szczęka mi opadła. Zaproponował mianowicie wprowadzenie „regulacji prawnej”, przewidującej... ekwiwalent za nieudany urlop! Na przykład za deszcz podczas urlopu – karnet na solarium. Komentarz pomysłu redaktora, którego nazwiska nie pomnę, pozostawiam Czytelnikom. Michał Nawrocki Fot.: Wikimedia Commons

Manifest Radia Obywatelskiego

Wstęp