Tag Archives: regulacje

W obronie Ubera

Kilka lat temu poruszaliśmy sprawę deregulacji zawodów licencjonowanych a ściślej mówiąc wpływu uwolnieniu zawodu taksówkarza na stawki i taryfy kształtujące się na uwolnionym rynku przewoźniczym.

Co by tu jeszcze wyregulować?

Socjalizm to ustrój ciągłych regulacji, rządów biurokracji, trwonienia i marnowania strasznej ilości pieniędzy podatników. To nieznany w historii ustrój prowadzący do katastrofy każde państwo. To tyko kwestia czasu i okoliczności. Oraz wytrzymałości tych, na których się ten socjalizm testuje. Katastrofa musi być, bo jest ona wpisana niejako naturalnie w tę głupotę. Każda decyzja urzędnicza ma swoje konsekwencje. Gdyby była nawet najmniejszej wagi.. Konsekwencje muszą być.

Dlaczego uchodźcy z Afryki nie uciekają do Zambii?

Od czasu do czasu chodzę na spotkania w małych wspólnotach chrześcijańskich (Small Christian Communities) w parafii w Lindzie. Poznaję wtedy bliżej problemy ludzi. Kiedyś poruszono sprawę młodych dziewczyn, które nie ukończyły jeszcze szkoły i coraz częściej zachodzą w ciążę. W czasie rozmowy ktoś zwrócił uwagę na długi czasu oczekiwania na wyniki maturalne. Czasami trwa to nawet do kilku miesięcy. Poproszony o podsumowanie dyskusji, powiedziałem: "Gdybym miał czekać na wynik końcowego egzaminu w szkole średniej rok czasu, to chyba też z nudów zaszedłbym w ciążę".

Rzeczywistość z greckiego mitu

Za sprawą ostatnich wydarzeń wewnątrz strefy euro przypomniała mi się wakacyjna podróż, a mówiąc konkretniej – pewien grecki mit z nią związany. Zwiedzając leżąca na archipelagu Dodekanez wyspę Hipokratesa wybraliśmy się na położoną niedaleko Kos wyspę wulkaniczną, Nisiros. Płynąc statkiem mijaliśmy również wysepkę Jali, będącą jedną z największych na świecie kopali pumeksu o którą przed laty Grecja toczyła spór z Włochami, a która jest dziś głównym źródłem dochodu mieszkańców osady.

Wady państwa opiekuńczego

Przystępując do omawiania wad państwa opiekuńczego, należy zacząć od opisu takiego państwa, a przynajmniej od przedstawienia charakterystycznych jego właściwości. Właściwości te bowiem, aczkolwiek w zamierzeniach inicjatorów miały być zapewne zaletami tego politycznego projektu, tzw. "zdobyczami", stały się jego wadami i to wadami nieusuwalnymi bez zasadniczej zmiany nie tylko samego modelu państwa, ale i kreowanego przez nie, a w każdym razie sprzyjającego wytwarzaniu się pewnego sposobu myślenia.

Bałagan w śmieciach

Zgodnie z ustawą od 1. lipca 2013 r. nie będziemy już decydować to tym, kto i za ile będzie zajmować się utylizacją naszych śmieci. Ponieważ nie bardzo wiadomo dlaczego o tym, z usług której firmy korzystamy, ma decydować urzędnik, więc można spokojnie przyjąć, że chodzi o pieniądze.
Dzięki temu rząd będzie mógł pochwalić się prowadzeniem aktywnej polityki prorodzinnej – wzrośnie zatrudnienie w urzędach. Wiadomo też, że będzie dużo drożej jeżeli zdecydujemy się segregować śmieci. Jeśli nie – będzie jeszcze drożej niż dużo drożej. Poza tym można spokojnie założyć, że dzięki śmiałej decyzji Drogich Przywódców Taniego Państwa zrobi się jeszcze drożej a polskie miasta świńskim truchtem dogonią a nawet przegonią Zachód, o czym wszak marzymy od dawna. Bo dotąd jak firma nie odbierała śmieci, to traciła klientów, których przejmowało inne przedsiębiorstwo. A teraz jak śmieciowa związkokracja ogłosi strajk, to niczym Paryż czy Rzym każda pipidówa będzie EU – ropiejąco tonąć w śmieciach. Jednakże największy ubaw czeka nas w ramach urzędniczych regulacji w sprawie segregacji i gospodarowania odpadami komunalnymi. Już same kryteria naliczania budzą zachwyt nad pomysłowością urzędniczą. Wysokość opłat może zależeć od: ilości zamieszkujących osób, gospodarstwa domowego, powierzchni mieszkalnej i zużycia wody. Dzięki tej obfitości możliwości urzędnicy mogli przyjąć takie kryteria, dzięki którym wyjdzie najdrożej. Dlatego np. w Warszawie w zabudowie wielorodzinnej zastosowano kryterium ilości osób, zaś w zabudowie jednorodzinnej – gospodarstwa domowego. Jakoś nikt nie wpadł na pomysł, by zastosować kryterium zużycia wody, choć wodomierze nie należą dziś do rzadkości. No, ale dzięki temu mieszkańcy domów wielorodzinnych nie podlegaliby ustawowemu obowiązkowi niezwłocznego informowania wspólnoty / spółdzielni / zarządu nieruchomości na piśmie o każdej zaistniałej zmianie ilości osób zamieszkujących lokal. Ci rzecz jasna przy rozliczeniach będą musieli przekazywać informacje urzędnikom, dzięki czemu urząd wreszcie będzie wiedział kto i kiedy wyjeżdża lub przyjmuje gości. Za niedopełnienie obowiązku – kara. Kolejny majstersztyk, to zasady segregowania śmieci, którymi w ulotkach urząd miasta Warszawy zarzuca skrzynki mieszkańców. Papier do jednego pojemnika, szkło do drugiego, plastik do trzeciego a całą resztę do czwartego? To by było za proste no i urzędnicy nie mogliby się wykazać rewolucyjną czujnością. Dzięki ich radosnej twórczości mieszkańcy Warszawy nie będą segregować śmieci według materiałów ale..., cholera wie, jak to nazwać. Mamy więc następujące kategorie: segregowane suche (papier, plastik, opakowania po kosmetykach i środkach czystości, książki, katalogi, opakowania po żywności metal itp.), szkło opakowaniowe (no, tu się nie wysilili) i odpady zmieszane (zabrudzone opakowania plastikowe, porcelana, opakowania po dezodorancie, styropian, guma, potłuczone szyby, szkło stołowe). Dodatkowo powstaną kompostowniki (odpady zielone), gdzie trafią liście i połamane gałęzie, oraz punkty selektywnego zbierania odpadów komunalnych (elektrośmieci, tekstylia, leki, niebezpieczne odpady, odpady zielone i remontowe). No i jeszcze wymieniane są odpady wielkogabarytowe, które nie wiadomo gdzie będą zbierane. Za nieprawidłową selekcję – kary. Diabli wiedzą, gdzie w tym bałaganie wyrzucać resztki jedzenia, np. obierki po ziemniakach, czy jak zakwalifikować niedopałki papierosów czy opakowania po lekach i przeterminowane leki. Jeszcze zabawniej jest z punktami selektywnego zbierania odpadów komunalnych – w każdej dzielnicy Warszawy będzie jeden taki punkt, jedynie na Bemowie utworzone zostaną dwa. Przeglądając listę odpadów, które mają tam trafiać nietrudno dojść do wniosku, że spora grupa ludzi miast wozić się z bateriami, żarówkami, lakierami do paznokci, termometrami rtęciowymi w poszukiwaniu takiego punktu zwyczajnie zawinie śmieci w torebkę i wywali do pierwszego lepszego śmietnika w parku czy na przystanku. I na koniec wisienka na torcie radosnej twórczości urzędników. Na stronie internetowej magistratu urzędnicy  przywołują eksperckie analizy, z których wynika, że ilość wytwarzanych odpadów zależy od: rodzaju zamieszkiwanej zabudowy oraz wielkości gospodarstwa domowego. Dajmy na to. Tylko dlaczego w takim razie we wrzucanych do skrzynek pocztowych ulotkach piszą o obowiązkach zarządców nieruchomości / wspólnoty / spółdzielni, że powinni Umożliwić odbiór odpadów bez limitu ilościowego. Chyba już czas, by na drzwiach urzędów miejskich pojawiło się ostrzeżenie: „Uwaga – urząd! Tu logika nie obowiązuje, mamy za to regulacje”. Michał Nawrocki Foto.: raszyn.blox.pl

Zielony protekcjonizm pogrąży Europę

Kryzys gospodarczy w Europie będzie się powiększał za sprawą regulacji ekologicznych – uważa Instytut Globalizacji. Regulacje unijne argumentowane ochroną środowiska, służą wybranym grupom interesu, a nie poprawie jakości środowiska naturalnego – zwraca uwagę Instytut Globalizacji w poniedziałkowym komunikacie. Tymczasem protekcjonizm gospodarczy może pogrążyć trawione kryzysem finansowym gospodarki krajów unijnych. W opinii Instytutu Globalizacji Unia Europejska idzie na wojnę gospodarczą z resztą świata, opierając się na paranaukowej hipotezie o efekcie cieplarnianym wywołanym działalnością człowieka. – Prawdopodobnie jest to reakcja na niepodpisanie globalnej umowy o redukcji emisji gazów cieplarnianych podczas ostatniej konferencji klimatycznej w Durbanie – wyjaśnia dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji. – Fiasko tego przedsięwzięcia, mającego faworyzować firmy europejskie, gdyby układ podpisały takie kraje jak USA, Chiny, Rosja, Indie czy Brazylia, wyraźnie doprowadziło do frustracji biurokratów z Brukseli – dodaje. Protekcjonizm widoczny jest na wielu rynkach np. papieru, gdzie nałożono nowe cła na import papieru, na rynku biopaliw, gdzie dyskryminuje się importerów zagranicznych, a także na rynku paliwowym i transportowym. Nowe regulacje klimatyczne wykluczają pod byle pretekstem import ekologicznych źródeł energii z zagranicy, mimo, iż spełniają one wymogi środowiskowe. Nowym konfliktem na forum międzynarodowym jest spór między UE a Kanadą w sprawie piasków i łupków roponośnych. UE utrudnia import tego surowca, powołując się na wysoką emisję gazów cieplarnianych powstałych przy produkcji paliwa. Świeży jest także spór z międzynarodowymi linia lotniczymi, zrzeszonymi w Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. Od 1 stycznia 2012 r. linie lotnicze muszą dodatkowo płacić za emisję dwutlenku węgla do atmosfery w ramach unijnej polityki klimatycznej. Paradoksalnie opłaty dotyczą także tras pozaeuropejskich. W wyniku nowego opodatkowania wzrosną ceny biletów od kilku do kilkunastu euro. Instytut Globalizacji jest zdania, że zielony protekcjonizm odbije się negatywnie na europejskiej gospodarce. Nowe podatki i niższa konkurencyjność rynków muszą odbić się wzrostem cen, za co zapłacą konsumenci. Można spodziewać się także większej ilości bankructw przedsiębiorstw, wzrostu bezrobocia i spadku PKB w Europie, przez co istniejące problemy związane z nadmiernym zadłużeniem państw będą tylko się powiększać. Informacji udziela: Dr Tomasz Teluk Fundacja Instytut Globalizacji, www.globalizacja.org instytut@globalizacja.org tel. + 48 600 023 118 + 48 32 232 65 54 O Instytucie: Instytut Globalizacji jest prywatnym wolnorynkowym instytutem spraw publicznych założonym w 2006 r. Organizacja prowadzi badania z zakresu ekonomii, energetyki, nowych technologii i globalizacji.  W 2009 r. Instytut Globalizacji otrzymał Nagrodę Wolności Templetona w Waszyngtonie w dziedzinie „etyka i wartości”. Fot.: novakeo.com