Tag Archives: reprywatyzacja

PiS bierze się za reprywatyzację. Dawni właściciele znów zostaną okradzeni

Rząd PiS nosi się z zamiarem uregulowania sprawy reprywatyzacji raz na zawsze. Jest to zaniechanie III RP, które wydawać by się mogło, że, kto jak to - ale odwołujący się do nauki Kościoła PiS, wreszcie załatwi.

Poseł Artur Górski w sprawie reprywatyzacji

Interpelacja w sprawie przeprowadzenia w Polsce ustawowej reprywatyzacji. Na podstawie art. 192 Regulaminu Sejmu przedkładam Panu Premierowi interpelację w sprawie przeprowadzenia w Polsce ustawowej reprywatyzacji. Otrzymałem pismo z dnia 1.10.2012 r., w którym Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego zwrócił się do mnie z prośbą, abym wystąpił do Pana Premiera w sprawie publicznie złożonej przez Pana w 2010 r. obietnicy dotyczącej uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej. Miała ona zapewnić zadośćuczynienie za mienie bezprawnie znacjonalizowane przez komunistów. Niestety, do dnia dzisiejszego projekt takiej ustawy nawet nie wpłynął do Sejmu.
Autorzy pisma przypominają, że w programie PO z 2007 r. „Polska zasługuje na cud gospodarczy” znalazł się rozdział pt. „Reprywatyzacja”, a w nim następujące zdanie: „Rozwiązanie problemu reprywatyzacji to nie tylko moralny obowiązek, ale również niezbędny krok do zapewnienia poczucia stabilności obecnych właścicieli, usprawnienie procesów gospodarczych i oddalenie niebezpieczeństwa dla budżetu, jakie stanowią nieustające procesy przed polskim i międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości”. Zatem z powyższego zdania wynika, że reprywatyzacja przyniesie korzyści dla budżetu państwa i ze względu na potrzebę rozwoju gospodarczego powinna zostać jak najszybciej przeprowadzona. Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego przypomina w swoim piśmie, że w 2008 r. w Ministerstwie Skarbu Państwa został przygotowany projekt ustawy o świadczeniach pieniężnych przyznawanych niektórym osobom, których dotyczyły procesy nacjonalizacji. W 2010 r. projekt ten został przedłożony na Komitecie Stałym Rady Ministrów. Niestety, projekt ten został zarzucony z powodów finansowych. „Tym samym Polska wciąż pozostaje jedynym krajem w Europie środkowo-wschodniej, który tego problemu nie uregulował” – piszą ziemianie. Byli właściciele i ich spadkobiercy biją z niepokojem na alarm. Pomimo zastrzeżeń reprywatyzacyjnych do ok. 350 tys. ha zrabowanej ziemi, pozostającej w dyspozycji Agencji Nieruchomości Rolnych, „ziemia ta podlega ciągłej wyprzedaży”. W związku z powyższym mam następujące pytania: - Czy obecnie w rządzie trwają prace nad projektem ustawy reprywatyzacyjnej lub regulującej kwestię rekompensaty finansowej za własność zabraną przez państwo komunistyczne? Jeśli nie trwają, czy rząd w planach legislacyjnych ma przygotowanie takiego projektu? - Dlaczego nie są zwracane byłym właścicielom i ich spadkobiercom grunty pozostające w gestii ANR? Czemu część z tych gruntów, mimo zgłoszonych roszczeń, jest sprzedawana? - Czy rząd rozważał możliwość uregulowania kwestii restytucji mienia bez konsekwencji finansowych dla budżetu państwa przez redystrybucję gruntów zamiennych, skoro ANR posiada 2 mln. ha ziemi? Mam nadzieję, że uzyskam od Pana Premiera odpowiedź na powyższe pytania i informację o stanowisku rządu w kwestii reprywatyzacji, do której gorąco zachęcam, gdyż domaga się tego sprawiedliwość. Artur Górski, poseł na Sejm RP

Lech Pruchno-Wróblewski o zwrocie zagrabionych majątków, lustracji, JKM i UPR

Zapraszamy do wysłuchania archiwalnego wywiadu z Lechem Pruchno-Wróblewskim, byłym członkiem sygnatariuszem Unii Polityki Realnej, posłem na Sejm w latach 1991-1993. Lech Pruchno-Wróblewski udzielił mi tego wywiadu 26 kwietnia 1996 roku. Mówi w nim między innymi na temat reprywatyzacyjnej drogi przez mękę, opowiada o swojej pracy w tzw. komisji Ciemniewskiego powołanej w sejmie zaraz po tzw. nocy długich teczek. Wyraża również swoje poglądy na temat Janusza Korwin-Mikkego, byłego prezesa UPR oraz samej Unii, której wówczas był aktywnym członkiem. Wywiad publikowaliśmy już na naszym portalu w formacie MP3. Teraz, dzięki Marcinowi Janowskiemu mamy go na naszym kanale PROKAP TV. Lech Prucho-Wróblewski zmarł w 2005 roku. Paweł Sztąberek

Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Własność prywatna jest podstawą wolności

31 maja 2012 roku w Muzeum Niepodległości w Warszawie gościł z wykładem amerykański historyk polskiego pochodzenia - prof. Marek Jan Chodakiewicz. Spotkanie odbyło się w ramach warszawskiego klubu tygodnika "Najwyższy Czas!". Zapraszamy do obejrzenia relacji z tego spotkania, przygotowanej przez naszego reportera, Marcina Janowskiego.  

Lech Pruchno-Wróblewski o reprywatyzacji, lustracji, JKM i UPR

Zapraszamy do wysłuchania archiwalnego wywiadu ze śp. Lechem Pruchno-Wróblewskim, byłym członkiem sygnatariuszem Unii Polityki Realnej, posłem na sejm w latach 1991-1993. Lech Pruchno-Wróblewski udzielił mi tego wywiadu 26 kwietnia 1996 roku. Mówi w nim między innymi na temat reprywatyzacyjnej drogi przez mękę, opowiada o swojej pracy w tzw. komisji Ciemniewskiego powołanej w sejmie zaraz po tzw. nocy długich teczek. Wyraża również swoje poglądy na temat Janusza Korwin-Mikkego, byłego prezesa UPR oraz samej Unii, której wówczas był aktywnym członkiem. Lech Prucho-Wróblewski zmarł w 2005 roku. P.Sz.

Pobierz wywiad...  (MP3, 4 MB)

Czy Polsce grozi inflacja?

Zapraszamy do obejrzenia dwóch prelekcji wygłoszonych podczas konferencji PAFERE Liberty Weekend, która odbyła się w dniach 21-23 października 2011 roku w Czeszowie w hotelu Niezły Młyn. Pierwsza prelekcja nosi tytuł "Reprywatyzacja - grzech pierworodny III RP" a wygłoszona została przez Pawła Tobołę-Pertkiewicza z PAFERE. Druga nosi tytuł "Czy Polsce grozi inflacja?". Wygłosił ją Bogdan Dąbrowski z TV Biznes.

Wszystkie drogi do katastrofy

No i proszę, „oszołomy” znów miały rację. A przynajmniej te, które twierdziły, że futrowanie banksterów pieniędzmi podatników jest raz, że demoralizujące, dwa, że wierzytelności należy spłacać, niezależnie od tego, kto jest dłużnikiem. Jeszcze wczoraj wyśmiewane teorie, że to tylko odroczenie egzekucji, dziś nagle stają się normą. Jak donosi Wirtualna Polska według tzw. ekspertów nadciąga kryzys numer dwa, wywołany kryzysem numer jeden z 2007 roku, gdyż „wtedy kryzys wywołały długi banków i instytucji finansowych, a teraz odzywają się te same długi, tyle że przerzucone na państwa”. Nic, tylko zapytać, gdzieście byli w 2007 r., geniusze? Dla III RP Ludowej jest to w dwójnasób niekorzystne. Prognozy gospodarcze na nadchodzący rok są wyjątkowo niekorzystne, a to dlatego, że „słabe ciągle inwestycje prywatne i ograniczenie inwestycji publicznych spowoduje, że zabraknie głównej siły napędowej dla gospodarki”, do tego dokłada się RPP ze swoimi stopami procentowymi. Cóż, skoro szwankują  „inwestycje prywatne”, dzięki którym rośnie konsumpcja, to i nie ma się co spodziewać wzrostu „inwestycji publicznych”, z zasady przepłacanych, jak chociażby te związane z Euro 2012. W tym kontekście nie bez znaczenia pozostaje pytanie o sens ładowania polskich podatników w różnego rodzaju wątpliwe pakiety typu Euro+. Należy jednakże w tym momencie odnotować pozytywny kierunek zmian - „zniknie 220 rozmaitych urzędowych zaświadczeń [100 aktów prawnych]. Będzie też można, nie ruszając się z domu, zarejestrować działalność gospodarczą i załatwić przez internet sprawy ZUS-owskie i podatkowe [...] Urzędowe zaświadczenia zastąpią oświadczenia – czytamy w gazecie. Tak będzie w 220 przypadkach, np. przy: ubieganiu się o świadczenia rodzinne, wpisie do ewidencji działalności gospodarczej i do Krajowego Rejestru Sądowego. Urzędnicy będą musieli się zadowolić deklaracją danej osoby, że spełnia określone wymagania. To znacznie skróci czas załatwiania spraw. Więcej też zostanie w kieszeni interesantów, którzy za część urzędowych zaświadczeń musieli dotąd płacić nawet 33 zł. Poseł Adam Szejnfeld szacuje, że dzięki tej zmianie Polacy będą mogli zaoszczędzić nawet 10 mld zł". Super, od lat komputery i internet nie są ekskluzywną nowalijką technologiczną w III RP Ludowej, ale jak dotąd ich wykorzystanie praktyczne było piętą achillesową polskiej biurwokracji. Zresztą, choć urzędnicy „będą musieli zadowolić się deklaracją”, to zawsze mogą zażądać kwitów na potwierdzenie, które sami wystawią, ale to już szczegół. A tak w ogóle – zniknie 220 biurokratycznych zaświadczeń” (i te 100 „aktów”), co winno stanowić przyczynek do dyskusji o wolności gospodarczej we współczesnej Polsce. No i pytanie zasadnicze – cztery lata dla sejmowej komisji, a różnego rodzaju think - tanki to po co istnieją? Dla jaj? Najwyraźniej tak, skoro Sejm 1 – ego lipca uchwalił ustawkę, która wprowadza „monopolizację rynku”, poprzez szereg zamian dotyczących gospodarki odpadami. „m.in. deleguje obowiązek podpisywania umów na odbiór śmieci na władze gmin i zmienia system opłat za wywóz śmieci (wprowadza „podatek śmieciowy”, obowiązkową opłatę dla mieszkańców, której wysokość nie zależy od ilości wytwarzanych śmieci)”. Innymi słowy – nowy podatek plus „nadmierna państwowa regulacja rynku”. Z kolei z drugiej strony pojawia się prywatyzacja warszawskiego SPEC – u, czyli zamiana państwowego monopolisty na prywatnego oligarchę, prowadzona w sposób rzecz jasna „kryształowo mętny/mentny”. Na tym tle tzw. reprywatyzacja, czyli wątpliwy zwrot gruntów w stolicy (nomen omen sprawa dla spec – minister Pitery) to tzw. małe piwo.  I jak tu nie wierzyć S. Kisielewskiemu, że „z konfrontacji socjalizmu z kapitalizmem” w III RP Ludowej „zwycięsko wyszedł feudalizm”? Z „ludzką twarzą” PO. Michał Nawrocki

Tadeusz Syryjczyk: Ludzie Kiszczaka nie blokowali reform

Tadeusz Syryjczyk, minister przemysłu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989-90, oraz minister transportu i gospodarki morskiej w latach 1998-2000, działacz Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego, w wywiadzie dla Prokapitalizm.pl mówi m.in.
  - o początkach tzw. transformacji ustrojowej, - o barierach i zaniechaniach w ówczesnych działaniach reformatorskich, - o środowisku politycznym w którym przez wiele lat działał, - o tym, co dziś należałoby jeszcze zrobić dla poprawy sytuacji gospodarczej, - o największych zagrożeniach dla kapitalizmu... Wywiad dostępny jest w wersji dźwiękowej (MP3)... Pobierz plik z wywiadem z T. Syryjczykiem... (MP3, 7,5 MB) Rozmawiał: Paweł Sztąberek Foto. PSz/Prokapitalizm.pl Wywiad przeprowadzono 24 października 2010 w Krakowie podczas PAFERE Liberty Weekend *  *  * Tadeusz Syryjczyk dla Prokapitalizm.pl: Wersja tekstowa wywiadu - fragmenty... „Jeśli chodzi o otoczenie rządowe – Balcerowicz, Dąbrowski, to oni myśleli podobnie jak ja, mieliśmy wspólne intencje. Największe zderzenie idei z rzeczywistością polegało na tym, że większość ludzi dobrej woli, także zasłużonych dla opozycji nie bardzo rozumiała czym jest kapitalizm i nie zdawała sobie sprawy z tego, że niektóre rozwiązania są zbędne. Np. debata o tym, czy można znieść rozdzielnictwo papieru i wprowadzić ceny rynkowe na papier. Wielu wtedy mówiło, że „przecież kultura upadnie”. Takich spraw było mnóstwo. Widać było, że wielu ludzi nie rozpatrywało intelektualnie kwestii kapitalizmu w ogóle... Nie zdawali sobie sprawy, że rynek, zwłaszcza w takich sytuacjach, bardzo szybko doprowadza do społecznej równowagi... „ „W PZPR było jednak trochę ludzi, którzy rozumieli, że socjalizmu już nie ma... Wilczek, Jastrzębski, których ściągnął Rakowski, byli „ciałem obcym” w tym układzie, ale on im dał prawo do robienia pewnych rzeczy i w końcu jakoś to wszystko poszło... „ „Kiszczak i jego ekipa nie przeszkadzali w reformowaniu kraju. W klubie PZPR panowało przeświadczenie: „Niech ktoś wreszcie te reformy zrobi”...” „Środowiska, które teoretycznie popierały reprywatyzację, nie chciały przystać na rozwiązania będące w zasięgu ręki, bo wierzyły, że będą lepsze.... W 1992 roku nie było pewnego problemu, który wystąpił w 2000 roku, tzn. że reprywatyzujemy także dla osób, które aktualnie mieszkają za granicą, a były obywatelami polskimi w chwili utraty majątku. To jest duża część uchodźctwa żydowskiego, tj. Polonia amerykańska. Uważałem i mój rząd też, że trzeba to uszanować.... Jednak ustawa przeszła w kształcie, że ma dotyczyć tylko tych, którzy dziś są obywatelami polskimi. I prezydent Kwaśniewski z tego powodu jej nie podpisał...” „Moje wrażenie jest takie, że w środowiskach prawicowych, liberalnych panuje niesamowite sekciarstwo i w zasadzie nie udaje się nigdy uzgodnić czegoś, co by przeszło. Tym bardziej, że gdyby przeszło, to łatwiej jest potem dokonywać uzupełnień...” „Gdyby dziś doszli do władzy wolnorynkowcy z krwi i kości i gdyby mieli wolę działania i oparcie w parlamencie, to parę rzeczy da się zrobić. Górnictwo np. można sprywatyzować. Jeszcze parę rzeczy da się zrobić bez większego wysiłku ustawowego, choć przy dużej wrzawie. Np. „Bogdankę” udało się sprywatyzować. Inne kopalnie też by się dało. Tylko, że trzeba mieć odwagę  pokonać opory polityczne... Dokończenie prywatyzacji to największy problem...” „Mamy do czynienia z zagrożeniem dla kapitalizmu natury intelektualnej. Jest mianowicie nawrót myślenia, że jest kryzys kapitalizmu, a nie kryzys w kapitalizmie... Co do Polski, to widzę mniej zagrożeń dla rynku i konkurencji, choć i tu jest za dużo biurokracji, ale bardziej niepokoi mnie narastanie długu. To jest poważne zagrożenie...” Rozmawiał Paweł Sztąberek Cały wywiad w wersji dźwiękowej...

Jan Łopuszański: Polityczno-medialna gra zastąpiła prawdziwą debatę

Prokapitalizm.pl rozmawia z Janem Łopuszańskim, jednym z założycieli ZCh-N, posłem na Sejm III RP w latach 1989 – 2005. Wywiad publikujemy w wersji dźwiękowej (MP3) i tekstowej.

Zasługi w księgach wieczystych

Na warszawskiej Woli od zmierzchu dekady gomułkowskiej stoi sobie budynek, będący integralną częścią założenia urbanistycznego, szumnie nazwanego osiedlem. W latach osiemdziesiątych władze zgodziły się na sprzedaż kilku lokali w budynku, których właścicielem uwiecznionym w księgach wieczystych był skarb państwa. Poza tym dzieje nieruchomości niczym szczególnym się nie wyróżniały spośród losów innych nieruchomości w całej PRL aż do pamiętnego roku 1989, kiedy to jak wiadomo komunizm się skończył i zaczął twórczo transformować. Okres przemian zakończył w zasadzie jako własność bezpańska – miasto go nie chciało a instytucje uprawnione drzewiej do przyznawania w nim mieszkań albo szlag trafił, albo broniły się „rękami i nogami” przed powiększeniem stanu posiadania. W końcu wyrokiem niezawisłego sądu właścicielem nieruchomości stało się państwowe przedsiębiorstwo. Mieszkańcy, w większości pracownicy rzeczonego przedsiębiorstwa rozpoczęli starania o wykupienie mieszkań, które w końcu zostały przez ośrodek storpedowane. W tak zwanym międzyczasie miała miejsce próba prywatyzacji całkiem dochodowej instytucji, będącej przede wszystkim właścicielem zabytkowych i utrzymanych w idealnym stanie kamienic w centrum miasta. Próba sprzedaży budynku wraz z lokatorami, którzy starali się o wykup mieszkań, spotkała się z silnym protestem ze strony tych ostatnich. Sprawą zainteresowana została prasa i w efekcie prywatyzacja typu „sprzedajemy za tyle, za ile ktoś zechce kupić” nie doszła do skutku, a instytucja nadal przynosiła rocznie paromilionowe zyski. Dla całej rzeszy geszefciarzy stało się jasnym, że pięknych kamienic z paroma milionami na koncie nie da się sprywatyzować, gdyż do niej przypisany jest budynek mieszkalny z paroma nader upartymi lokatorami. Zaczęły się więc boje o przejęcie nieruchomości przez miasto, które dopiero w sądzie znalazły rozstrzygnięcie. Chcąc nie chcąc właścicielem nieruchomości stało się miasto a po paru latach dalszych bojów władze miasta podjęły tak wyczekiwaną przez mieszkańców decyzję o sprzedaży reszty lokali w budynku. Trochę się to ślimaczyło wykazując urzędniczy wstręt do pracy, ale w końcu większość mieszkańców wpłaciwszy żądane kwoty otrzymała notarialne akty potwierdzające nabycie lokali. Ponieważ Polska jest tak ciekawym krajem, że właściciel płaci więcej niż najemca, więc i wszystkie koszty utrzymania nieruchomości zaczęli ponosić „właściciele”. Sielanka trwała do momentu, gdy zaczęły przychodzić pierwsze odpowiedzi z Wydziału Ksiąg Wieczystych. Otóż zdumieni „właściciele” dowiedzieli się, że ich wnioski „nie zasługują” w ocenie referentów – stażystów na rozpatrzenie, gdyż przy notarialnej sprzedaży lokali nie było przedstawiciela Skarbu Państwa. Tyle, że zgodnie z obowiązującymi przepisami przy przejmowaniu nieruchomości przez administrację samorządową powinien on zostać wykreślony na mocy ustawy! No, ale co to przeszkadza sądowym urzędnikom? Nawiasem mówiąc kryteriów „zasług” też nie podali, chociaż jeden z wniosków został rozpatrzony pozytywnie. Rzecz jasna do dziś pozostaje otwarta kwestia odpowiedzialności urzędników i notariuszy, którzy sprzedają a nie wiedzą co. No i wreszcie same rozliczenia, które jako „właściciele” ponosiły osoby nie będące w świetle prawa właścicielami. Za taką „pomyłkę” urzędy skarbowe potrafią zniszczyć człowieka, ale nie urzędnika. No ale nic to, w końcu miasto ze skarbem państwa klepnęło ugodę i Skarb Państwa zrzekł się roszczeń, do których zasadniczo już nie miał prawa. Radość mieszkańców trwała krótko, gdyż okazało się, że ... nieruchomość ma obciążoną hipotekę, którą trzeba spłacić. I znowu mamy przykład „radosnej twórczości” urzędników. Otóż organ uwłaszczający w latach 90. państwowe przedsiębiorstwo wprowadził zabezpieczenie, w myśl którego w razie dokonania sprzedaży nieruchomości jej hipoteka miała zostać automatycznie obciążona, w tym przypadku kwotą ok. 1,5 mln złotych. Tyle, że zgodnie z inną ustawą przy przejęciu takiej nieruchomości przez samorząd terytorialny wszelkie zabezpieczenia hipoteczne ulegały wykreśleniu! Mało tego, pytanie skąd się wzięły, skoro sprzedaż nieruchomości nie miała miejsca? Cóż więc robią dzisiaj, po prawie 20 latach,  zapisy hipoteczne w księgach wieczystych – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że przepis mający w zamyśle chronić prawa mieszkańców jak zwykle obrócił się przeciwko obywatelom. Zatem – „socjalizm über alles” i w ogóle – „wiecznie żywy” jest. Sprawa z aktami notarialnymi nieuznawanymi przez sądy w wyniku skutków popełnionych błędów prawnych trwa już przeszło 2 lata. Mieszkańcy, którzy „wykupili” mieszkania ponoszą koszty utrzymania nieruchomości nie mając żadnych praw. Większość z nich komentując działalność „wymiaru sprawiedliwości” narusza ustawę o ochronie języka polskiego, i trudno im się dziwić. Po co o tym piszę, skoro wszyscy piśmienni Polacy doskonale wiedzą co sądzić o aparacie urzędniczym? Po pierwsze po to, by ci... urzędnicy mieli świadomość, że wbrew swoim wyobrażeniom nie stoją ponad prawem i zawsze się znajdzie ktoś gotów upomnieć się o elementarną sprawiedliwość. Po drugie, by uświadomić tzw. politykom potrzebę i kierunek zmian działalności administracji publicznej oraz zaznaczyć, że te rozważane obecnie są, delikatnie rzecz ujmując, do dupy. Michał Nawrocki