Tag Archives: równość

Co może rząd?

Czy możliwy jest świat bez podatków? Zapewne tak, jednak "(...) opodatkowanie, w takiej czy innej formie, było cechą cywilizowanego życia przez 5000 lat lub dłużej i nie wykazuje oznak zaniku".

W USA zmarła Phyllis Schlafl – konserwatystka znienawidzona przez feministki

Miała 92 lata. Była pisarką, publicystką, działaczką społeczną. Zasłynęła z radykalnych poglądów antyfeministycznych, domagała się niskich podatków i działań na rzecz trwałości małżeństwa. Jej zdaniem - zrównanie płac kobiet i mężczyzn takiej trwałości nie sprzyjało.

Sparta – państwo narodowych socjalistów?

Likurg, półlegendarny ustawodawca Sparty, chyba nigdy nie był zestawiany na równi z Hitlerem, Stalinem czy Marksem. Mimo że dzieli ich od siebie przeszło dwa i pół tysiąca lat, nie różnili się zasadniczo od siebie. Porównanie to może się wydać zbyt śmiałe, jednak po bliższym przyjrzeniu się prawom funkcjonującym w państwie Lacedemończyków, musimy zauważyć jak wiele ich łączyło.

„Nowoczesna edókacja” – koniecznie obejrzyj to wideo!

Nie wiemy jak będzie za PiS-u, ale gdyby rządziła dalej Platforma Obywatelska, edukacja w III RP wyglądałaby już wkrótce zapewne tak jak na poniższym filmie.

Debatując o nierównościach

W Warszawie odbyło się seminarium zorganizowane przez Polsko-Amerykańską Fundację Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego i Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, a poświęcone nierównościom społecznym i wykluczeniu.

Wyrównać uczniom stopnie!

Niedawno nauczyciel uczący podstaw ekonomii w jednym z liceów oświadczył, że choć wcześniej nie “oblał” żadnego ze swych uczniów, to ostatnio uczynił to całej swej klasie. Otóż uczniowie tej klasy upierali się, iż wprowadzone przez rząd socjalistyczne rozwiązania zadziałają i że odtąd nie będzie już ani biednych ani bogatych - nastąpi prawdziwa urawniłowka.

Parytety a demokracja

Od wielu miesięcy z mediów płynie do nas apel o konieczności włączenia kobiet do polityki. Pod sztandarem równouprawnienia niemalże na siłę wprowadzamy płeć piękną do sejmu i senatu. 31 stycznia prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę dotyczącą parytetów. Zakłada ona konieczność umieszczenia na listach wyborczych w wyborach do parlamentu minimum 35% kobiet i tyle samo mężczyzn. Natomiast w przypadku gdy lista składa się z trzech osób jedna z nich musi być odmiennej płci niż dwie pozostałe (z racji niemożności zachowania danego procentu).
Feministki walczą o równe traktowanie kobiet i mężczyzn i mają do tego prawo zagwarantowane konstytucyjnie. Trzymanie kobiet z dala od polityki byłoby zupełnie niezrozumiałym absurdem, jednak czy ustawa w obecnej formie jest wolna od  tychże? Czyż określając przepisami dokładną liczbę osób danej płci w partii nie dyskryminujemy osób tylko i wyłącznie ze względu na płeć? Wyobraźmy sobie sytuację, w której doświadczona w polityce, wykształcona i obyta w etyce przykładowa pani Hania stara się o miejsce na liście wyborczej jednak ilość kobiet na niej jest już ustawowo zbyt duża więc szefostwo partii zamiast pani Hani przyjmie pana Krzysia, elektryka po zawodówce, który zajął się polityką działając w jednym ze związków zawodowych. Kompetencje Hani są dużo większe niż Krzysia jednak to on dostaje miejsce na liście. Tylko i wyłącznie dlatego, że jest mężczyzną. Czy to uczciwe? Oczywiście to tylko przykład. Kobiet w polityce jest na razie zbyt mało aby zdominować w takim stopniu listy wyborcze i być może dlatego Kongres Kobiet zgłaszający projekt ustawy o parytetach do sejmu nie brał pod uwagę takiej ewentualności. Czy jednak taki podział gwarantuje równość szans? Wydaje się, że nie. Tym bardziej, że partie mają spore problemy z wyszukaniem odpowiednich kandydatek na swoje listy. Nie należy się więc dziwić, kiedy na kartach wyborczych zobaczymy „upchane” na siłę kobiety tylko po to aby zapełnić te 35%. Inny przykład. Wszyscy z pewnością słyszeliśmy o Partii Kobiet, której liderką jest Iwona Piątek. Jak wyglądać będą teraz listy wyborcze tej partii skoro znaczną część członków stanowić mają mężczyźni? Może partia zmieni nazwę na Partię Kobiet i 35% Mężczyzn? Czy aby gwarantowana w demokracji równość wszystkich obywateli nie jest często pojmowana zbyt dosłownie? Między kobietą i mężczyzną są różnice zarówno w budowie fizycznej jak i psychicznej. Czy w ramach równouprawnienia mamy wysyłać nasze kobiety do pracy w kopalni lub walk bokserskich, gdzie w drugim narożniku ringu stanie dwumetrowy facet? Demokracja gwarantuje równy dostęp do sejmu obydwu płciom. To, że ludzie częściej głosują na mężczyzn jest wynikiem ich wolnej woli. Teraz wprowadzając przymus ta wola jest ograniczona. Czy potrzebujemy kobiet w polityce? Nie! Potrzebujemy dobrych fachowców w sejmie i senacie, a także w samorządach i parlamencie europejskim. Niezależnie od płci. Dobry polityk to taki, który dba o interesy swojego państwa i w swoich czynach kieruje się interesem swoich wyborców, którzy oddając na niego głos, pokładają w nim nadzieje. A czy jest to kobieta czy mężczyzna? Nie powinno nam to robić różnicy i to jest przejaw prawdziwego równouprawnienia, a nie procenty gwarantowane ustawą. Michał Bednarski

Absurd egalitaryzmu

Powrót do wspólnoty pierwotnej, czyli absolutna równość wszystkich ludzi. Od początku dziejów historycznych na świecie występują niezmiennie 3 warstwy społeczne, które tworzą 3-stopniową hierarchie: 1. tych, którzy są na szczycie i rządzą nami 2. tych, którzy są niżej, stanowią warstwę średnią i próbują obalić rządzących; 3. oraz tych, którzy stanowią najniższy szczebel przynależności społecznej, nie mający większego wpływu na bieg wydarzeń.
Cele tych poszczególnych grup są absolutnie nie do pogodzenia ponieważ każda z nich dąży do zrealizowania swoich partykularnych interesów. Celem, tych którzy nami rządzą jest utrzymanie swojej pozycji za wszelką cenę, celem klasy średniej jest obalenie klasy wyższej, a celem klasy najuboższej stworzenie społeczeństwa, w którym wszyscy obywatele będą równi względem siebie (z założenia będą mieli podobny status majątkowy, intelekt, umiejętności). Oczywiście cel kasty najniższej jest zręcznie wykreowany przez populistów, którzy obiecują gruszki na wierzbie np. obiecując obniżenie podatków, a podwyższając je po wygranej w wyborach. Żeby lepiej zobrazować to, co mam na myśli twierdząc, że zlikwidowanie różnić między ludźmi i ich absolutne zrównanie jest czymś nieosiągalnym pozwolę sobie przytoczyć fragment z książki „Rok 1984″ Georga Orwella, który wyjaśnia na czym polega nonsens głównego założenia socjalizmu, „że wszyscy są równi”: „Na przestrzeni dziejów wciąż toczą się boje, w ogólnych zarysach przebiegają identycznie. Przez długie okresy warstwa górna pewnie dzierży władzę, lecz prędzej czy później następuje moment, kiedy traci wiarę albo we własne siły, albo swoje umiejętności sprawnego rządzenia; czasami dzieje się to równocześnie. Wówczas obala ją warstwa średnia, która kaptuje do pomocy dolną, wmawiając jej, iż walczy o wolność i sprawiedliwość. Zaledwie osiąga cel, spycha warstwę dolną na jej dawną, podrzędną pozycję, a sama przeistacza się w górną. Po pewnym czasie z jednej lub obu tych warstw wykluwa się nowa grupa średnia i bój zaczyna się od początku. Z trzech warstw tylko dolnej nigdy nie udaję się choćby na krótko zrealizować upragnionych celów. Twierdzenie, iż w ciągu wieków nie dokonał się się żaden postęp materialny, byłoby przesadą. Nawet w obecnych czasach, mimo panującego zacofania, warunki bytowe przeciętnego obywatela są lepsze niż przed kilkuset laty. Lecz ani dostatek, ani wzrost kultury obyczajów, ani reformy i rewolucje nie przybliżyły choćby o milimetr realizacji ideału powszechnej równości”. Mimo, że powyższy cytat dotyczył końcówki pierwszej połowy XX wieku jest nadal aktualny. Tzw. egalitaryzm jest niczym innym jak ułudą! Tak samo jak nigdy nie uda nam się zrównać szans bytowych młodego obywatela Gabonu z dzieckiem Billa Gatesa, tak samo nie zlikwidujemy podziału klasowego. W prosty sposób udowodnił to amerykański anarchokapitalista p. Maurycy Rothbard twierdząc, że choćby istniała światowa waluta, obowiązywały jednakowe dla wszystkich ceny i każdy otrzymywałby identyczne wynagrodzenie, poziom życia mieszkańca, powiedzmy Polski i mieszkańca Kamczatki, byłby inny. Ilość dóbr dostępnych w Polsce, przychylne warunki atmosferyczne i poziom rozwoju jest nieporównywalnie odmienny od tego na Kamczatce. Wykwintny obiad w jednym z lokali popularnej restauratorki różniłby się od obiadu w ogrzewanej, nieco wysprzątanej chałupie na dalekim krańcu Rosji. Egalitaryzm jest absurdalny również z innego powodu. Ludzie są inni, każdy posiada niepowtarzalny zestaw genów, który czyni go wyjątkowym. Jedni są głupi, drudzy mądrzy, atutem niektórych jest matematyka, a innych nauki humanistyczne. Różnorodność czyni nas człowiekiem i odróżnia od powiedzmy - komarów. Egalitaryzm byłby możliwy gdyby wszyscy ludzie na świecie byli w tym samym stopniu piękni, wyjątkowo okiełznani intelektualnie i utalentowani lub gdyby w tym samym stopniu byli brzydkimi, nieutalentowanymi idiotami. Istnieje również możlliwość uśredniająca: przeciętnie ładni, inteligentni i utalentowani. W każdej z tych wersji mielibyśmy doczynienia z wyrównaniem szans! Szkoda jednak, że akcja toczy się w 2011 roku na planecie Ziemia, a nie w futurystycznej powieści Huxleya "Nowy Wspaniały Świat", chociaż nawet tam istniał podział klasowy! Wychodząc z tej ponurej zadumy nad głupotą mitologii dla mas, kończąc, jak mówił śp. Stefan Kisielewski „socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!”. Pan Stefan był niewątpliwie jedynym w swoim rodzaju mistrzem trafnego oceniania dziwnego zjawiska jakim jest socjalizm. Daniel Król

Ratujmy nasze Panie!

Zgodnie z teorią Karola Marksa zasadniczym celem współczesnej demokracji jest mutacja w socjalizm, który jako ustrój, jak zauważył Stefan Kisielewski, bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju (zwłaszcza normalnym). A że niewydolność gospodarcza jest trwale wpisana w socjalistyczną teorię, więc orędownikom jedynie słusznego ustroju nie pozostaje nic innego, jak zająć się ostatecznym rozwiązywaniem różnych kwestii „społecznych”. Jest to zresztą również wpisane w socjalistyczną teorię, która zakłada przekształcenie świadomości społecznej do poziomu permanentnej bezmyślności, niezbędnej do zaakceptowania stanu niewolniczego. W konwencję doskonale się wpisują żądania wszelkiej maści „parytetów”, uzasadnianych – jakże by inaczej – mityczną równością. Kolejna odsłona w tym teatrzyku, to „niewiążąca rezolucja” PE (konia z bajpasami temu, kto wyjaśni po kiego takie rezolucje są podejmowane?) zakładająca, że „Kobiety powinny obejmować 30% najwyższych stanowisk w największych europejskich firmach do 2015 roku i 40% do 2020. Jeśli dobrowolne rozwiązania nie przyniosą postępu w tej kwestii, sprawa powinna zostać uregulowana przez wprowadzenie odpowiedniego prawa na poziomie UE”. Innymi słowy wszystkie deklaracje o „rozwijaniu konkurencyjności” i „wolności” zapisywane w różnych unijnych dokumentach między bajki można włożyć. Jak to mówią: papier zniesie wszystko. Możliwe zresztą, że europosłowie piszą szybciej niż czytają, czytają bez zrozumienia i na dodatek nie myślą wiązać się tym, co sami napisali. W sumie to i tak na jedno wychodzi. Jak obrazowo uzasadnia  wiceprzewodnicząca PE, posłanka – sprawozdawczyni Rodi Kratsa – Tsagaropoluou „Europy nie stać na marnowanie talentów. Wzmocnienie pozycji kobiet w zarządzaniu przedsiębiorstwami to nie tylko kwestia etyki i równości, ale także sprawa wzrostu gospodarczego i konkurencyjnego rynku wewnętrznego”.  Konkluzja: „Zdaniem posłów, Komisja Europejska i państwa członkowskie powinny stworzyć programy przygotowujące kobiety do zarządzania przedsiębiorstwami, sieć specjalistycznego doradztwa, organizować ustawiczne szkolenia. Jednocześnie państwa członkowskie powinny wprowadzić system dostępnych usług w zakresie opieki nad dziećmi, osobami starszymi oraz zachęty podatkowe dla firm, aby umożliwić kobietom i mężczyznom zatrudnionym w przedsiębiorstwach godzenie życia rodzinnego i zawodowego”. Cóż, widać te „talenty” to takie jakieś „specjalnej troski (super)”, skoro „doskonały” program edukacji wymaga uzupełniania innymi „specjalnymi programami”. Warto też, aby europosłowie poważnie rozważyli kryzys „dostępnych usług w zakresie opieki nad dziećmi, osobami starszymi” o którym piszą we wnioskach. Na to, że „zachęty podatkowe dla firm” aby politykę zatrudnienia uzależniły od przyrodzenia, potraktowali jako ewidentną dyskryminację, liczyć raczej nie ma co. Z powodów opisanych w dwu pierwszych akapitach. Jedyna nadzieja w Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, która „niezobowiązującą rezolucję”, zanim ta stanie się obowiązującym prawem, rozpatrzy pod kątem felietonu Rafała A. Ziemkiewicza, który w sierpniu 2009 r. pisał: „W ogłoszonych właśnie badaniach na temat alkoholizmu w Polsce uwagę zwraca przede wszystkim rosnąca liczba dotkniętych tą chorobą kobiet [...] Wśród kobiet upijają się nałogowo głównie te z najwyższej półki. Komentujący stan rzeczy naukowcy twierdzą wręcz: uzależnienie od rozładowującej stresy i napięcia gorzały to u kobiet „cena za sukces”. Upraszczając – mężczyzna chla, kiedy nie potrafi odnieść sukcesu w życiu zawodowym, kobieta wtedy, gdy jej się to uda”. Ratujmy nasze panie! Jeśli nie z miłości, to z cynicznego pragmatyzmu - NFZ może kolejnego zwycięstwa świetlanego postępu nie wytrzymać. PS. Serdecznie pozdrawiam te wszystkie wspaniałe Panie, którym żadna protekcja  potrzebna nie jest, by osiągnąć sukces zawodowy, gdyż są świadome swojej wartości i bez tego. I nieważne, czy macie dyplom inżyniera, lekarza, historyka, czy też stoicie za ladą w sklepie – kocham Was, dziewczyny. Bez Was ten świat byłby nie do zniesienia. Bądźcie sobą, please! Michał Nawrocki

Paragraf na każdego

W państwie opiekuńczym, takiej współczesnej mutacji faszyzmu wykształconej w ramach pamiętnej transformacji ustrojowej, jeszcze wolno mieć własne poglądy, co gwarantują różne zapisy prawne. Ale niech nas ręka boska broni przed postępowaniem w zgodzie z własnym światopoglądem, bo wtedy dosięgnie nas karząca ręka „sprawiedliwości społecznej”, która czuwa i kontroluje wszystko. By żyło się lepiej. Taki wniosek nasuwa się po lekturze tekstu Marka Adama Grabowskiego „Nadchodzi tolerancja – ratuj się kto może!” , opisującego kolejną odsłonę totalitarnych zapędów władzy. Oto bowiem pod płaszczykiem walki o „równość i tolerancję” otrzymujemy tak skonstruowaną definicję dyskryminacji, że w praktyce każdy może zostać w majestacie prawa oskarżony i skazany. „Dajcie mi człowieka, a paragraf sam się znajdzie”, jak mawiał prokurator Wyszynski. Na marginesie warto zauważyć, że jest to broń obosieczna. W końcu czyż podział rencistów na grupy w zależności od stopnia niepełnosprawności i wynikające z tego zróżnicowanie wysokości świadczeń w świetle ustawy nie może zostać potraktowane jako forma dyskryminacji? Ale to wszystko najwyraźniej ciągle za mało. Tym razem w sukurs przyszła opozycja, uprzedzając działania partii rządzącej. PiS wystąpił z propozycją „zakazu noszenia noży z ostrzem o długości powyżej 8 cm”. Skąd im wyszło owe 8 cm nie wiadomo. Ważne jest, że dzięki takim przepisom służby zyskują podstawę prawną do rewidowania każdego. W końcu logicznym kryterium sprawdzenia, czy ktoś „w miejscu publicznym” ma przy sobie scyzoryk o nieprzepisowym ostrzu będzie ubranie z kieszeniami, w których owo niebezpieczne narzędzie może zostać ukryte. Rzecz jasna na wyposażeniu stróżów prawa pojawią się homologowane i atestowane miarki, produkowane przez firmę w żaden sposób z nikim ważnym nie powiązaną. Kolejne nowelizacje ustawy zapewne dotyczyć będą młotków, śrubokrętów, kluczy nastawnych (tzw. francuskich), nożyczek i pilniczków do paznokci itd. aż do likwidacji siłowni i szkół karate. Elektrycy i hydraulicy staną się funkcjonariuszami państwowymi. Nie jest wykluczone, że powstanie urząd regulujący handel nożami, widelcami i wszystkim, co akurat urzędnik uzna za „niebezpieczne narzędzie”. Złóż podanie o zgodę na zakup noża do chleba, uzasadnij, wnieś opłatę skarbową... Warto zwrócić uwagę, że w obu przypadkach ignorowana jest zasada domniemania niewinności, w jej miejsce wprowadzane jest domniemanie winy. Zachowania patologiczne i marginalne w społeczeństwie stają się argumentem do ograniczenia wolności. Jest przy tym szczytem cynizmu, że rozbrajając potencjalne ofiary, pacyfistyczni „humanitaryści” z taką troską pochylają się nad losem przestępców, którzy z definicji mają prawo gdzieś. Michał Nawrocki

Radykalizm równości zagrażeniem dla wolności

Słowa bywają piękne, ale w ostatecznym rozrachunku liczą się tylko czyny. Hasło Rewolucji Francuskiej: "wolność, równość, braterstwo" było najkrótszą ideową kwintesencją doczesnych dążeń, wyrażonych słowami. Natomiast rewolucyjne czyny dokonane dla realizacji tego hasła okazały się jego całkowitym zaprzeczeniem. Przymusowy egalitaryzm okazał się sprzeczny z pojęciem wolności, a instytucjonalne braterstwo-symbolem zniewolenia wielu narodów. Ideologia skrajnej równości narusza w sposób oczywisty prawa natury i logikę matematyki. Gdyby w imię równości zniwelowano wszystkie góry i zasypano doliny, a potem przejechano walcem po całym globie, to nie byłoby strumyków ani rzek, nie byłoby skał ani wąwozów tylko... idealna równość. Gdyby wszystkie rośliny miały być równe, to trzeba by było powycinać drzewa i pozostałby tylko jałowy step. Ideałem równości jest pustynia pod tym wszakże warunkiem, że byłaby wolna od wydm i oaz. Zatem perspektywa równości w naturze byłaby niezbyt zachęcająca . W aspekcie społecznym, Rewolucja Francuska rozpoczęła walkę o równość od oddziałów paramilitarnych. Szybko jednak okazało się, że takie wojsko, w którym żolnierze i oficerowie są sobie równi, staje się w końcu motłochem, który grabi i niszczy wszystko co napotka na swojej drodze. Motłoch ten wprowadzał we Francji zasady równości mordując arystokratów i księży, gwałcąc szlachcianki i zakonnice oraz plądrując katedry i pałace. W Notre Dame de Paris porozwalano figury świętych, a na ołtarzu urządzano pijackie orgie dla chwały rewolucji, bo istnienie Pana Boga uznano za sprzeczne z ideami równości. Gdy motłoch już się znudził plądrowaniem i nie wystarczyła mu ani głowa króla, ani głowy arystokratów, to zaczęto używać gilotyny do ścinania głów przywódcom rewolucji. Cała awantura zakończyła się w końcu tym, że Napoleon Bonaparte przekonał ocalałych wodzów rewolucji, że zamiast przelewać braterską krew (w imię równości i braterstwa), to lepiej będzie skierować gniew ludu w stronę sąsiadów i dokonać eksportu rewolucji. Skończyło się to dla motłochu zamordyzmem i wprowadzeniem dyktatury cesarza Bonapartego, a w wojskach napoleońskich znowu było normalnie, co oznaczało, że szeregowy przestał być równym oficerowi. Następny wielki bój o równość rozpoczął się od wymordowania całej rodziny cara Rosji. Potem rewolucyjnych mieńszewików wytłukli na śmierć jeszcze bardziej rewolucyjni bolszewicy, którzy uderzyli na Polskę, aby zrewolucjonizować całą Europę, natomiast niemieccy dokerzy z Hamburga, w imię proletariackiego braterstwa odmówili załadowania broni na statki, które miały popłynąć z pomocą dla Rzeczypospolitej. Dzięki cudowi nad Wisłą 15.08.1920 roku nie doszło do zjednoczenia Europy pod sztandarem internacjonalizmu, jednak w ZSRR kontynuowano wprowadzanie komunizmu. Gdy w miastach Kraju Rad zaczął panować głód, Stalin obarczył za to winą kułaków. Zaczęto wprowadzać równość na wsi poprzez kołchozy, co skończyło się śmiercią głodową wielu milionów pozbawionych ziemi rodzin chłopskich. Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich podniósł prawo braterstwa narodów i równości mas pracujących miast i wsi do rangi konstytucyjnej, za co zyskał historyczną już nazwę największego w historii więzienia narodów. Gdy ZSRR zbankrutował, to na straży braterstwa i równości stanęła biurokracja UE . Trybunał w Strasburgu zakazał umieszczania krzyży w szkołach włoskich, bo przecież stara rewolucyjna zasada równości głosi, że istnienia Pana Boga jest niezgodne z zasadami równości. Rząd Włoch dopłaca do prywatnego koncernu samochodowego, a wszystkie rządy starej Unii dopłacają do słabnącej waluty Euro oraz do bankrutujących banków, choć to wszystko jest sprzeczne z zasadami ekonomii wolnego rynku. Jednak zasada równości w UE jest ważniejsza od wolnej konkurencji. W Unii Europejskiej wykombinowano Traktat Lizboński, aby stworzyć coś co ma stanowić konstytucję nowego pojmowania równości. Konkurencja i wolny rynek stoją w rażącej sprzeczności z ideą równości, bo ktoś kto ma inicjatywę i jest pracowity nie jest równy miernotom i leniom, ale eurokraci i na to znajdą "braterskie" rozwiązanie. W nauce też nie może być równości , bo człowiek mądry, czy wynalazca nie może być równy głupcowi lub hochsztaplerowi. Nie jest równy złodziej człowiekowi uczciwemu ani trzeźwy- alkoholikowi. Człowiek przedsiębiorczy nie może być równy bankrutowi. STARE PYTANIE NIEMIECKOJĘZYCZNEGO FILOZOFA: "FREIHEIT oder GLEICHKEIT ?" (wolność albo równość?) stanowi najbardziej zakazaną refleksję w publicystyce Unii Europejskiej i wszystkich (bez wyjątku) w historii rewolucjonistów. Rajmund Pollak

Kogo chroni konstytucja?

To pytanie przyszło mi na myśl gdy czytałem  uzasadnienie dla ogłoszonej, przez Trybunału Konstytucyjnego, zgodności z konstytucją nakazu zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodzie. Sprawa sama w sobie jest błaha, jednak TK argumentując wykazał, że państwo socjalne (w tym przypadku nieodpłatne leczenie) nie da się pogodzić z wolnością jednostki. Skoro kierując się troską o obywatela państwo nakazuje mu zapinać pasy, to czemu nie mogłoby mu nakazać ciepło się ubierać, zdrowo jeść, nie pić, nie palić, nie chorować?