Tag Archives: składka

500+ dla młodych przedsiębiorców. Czy będą zachwyceni?

Problem ZUS-u jak widać mocno spędza sen z powiek polskiemu rządowi. Bo jak tu wypełnić tego finansowego trupa, którego podtrzymuje się przy życiu przy pomocy coraz bardziej kosztownej aparatury, a który to powoli, ale nieuchronnie zmierza ku całkowitej zapaści? Ponieważ jednak wszystko co robią nasi politycy musi mieć przykrywkę, żeby nie dać odczuć obywatelom, że są coraz bardzie "rżnięci na kasie", należy sprawę przedstawić tak, żeby poczciwy naród odczuł to jako dobrodziejstwo.

Gwiazdowski niczym Bastiat – czyli czego nie widzi rząd w sprawie podwyżki składek na ZUS

Portal WEI.ORG.PL publikuje felieton Roberta Gwiazdowskiego na temat działań rządu PiS zmierzających do podwyższenia tzw. składek na ZUS dla osób, które płaciły ją do wysokości 30-krotności średniego wynagrodzenia oraz ich pracodawców, którzy płacą drugą część tej składki za pracownika.

W 2016 Polska dopłaci do unijnego molocha!

Kończy się mamienie Polaków fruktami płynącymi z Brukseli. Wreszcie po raz pierwszy oficjalnie przyznano, że w 2016 roku Polska więcej wpłaci do budżetu UE niż z niego otrzyma.

Koszty pracy

Zacznę od stwierdzenia praktycznego - wszystko kosztuje. Niestety, wbrew pozorom to nie jest truizm. Istnieje bowiem olbrzymia grupa Polaków, która do dziś wierzy w "darmową" edukację i opiekę medyczną. Aby zamknąć tymczasowo ten temat, powiem krótko - nic nie ma za darmo. Nawet w gębę człowiek nie dostanie na ulicy za darmo, bo z reguły zabiorą portfel, zegarek, iPada itp. Wszystko kosztuje - praca też.
Na logikę koszt pracy i zarobek pracownika powinny być sobie równe. Przecież jeśli umawiam się z kimś na wykonanie pracy za 500zł, to nie mogę mu zapłacić 400zł, bo to złodziejstwo. Tak samo on nie może oczekiwać zapłaty 600zł, bo niby czemu? Oczywiście, nie mówię o sytuacji, kiedy zmieniono zakres pracy albo w części wykonano ją wadliwie. Tak jednak nie jest. Odkąd człowiek zszedł z drzewa, wymyślił organizację - do prowadzenia walk, do trzymania porządku, do dbania o przestrzeganie prawa. I do pobierania podatków, bo z czegoś tę organizację trzeba utrzymać. Organizację nazwał państwem. To jest w porządku. Pytanie tylko, ile to państwo kosztuje. Ile zatem oddajemy z naszej pracy państwu? Istnieje coś takiego jak płaca minimalna na umowie o pracę. Będzie temu poświęcony osobny post, na razie poprzestanę tylko na przywołaniu tego pojęcia. Minimalne wynagrodzenie to 1500zł tzw. brutto. Piszę "tzw.", bo pracodawcę kosztuje to 1800zł - dochodzi ok. 300zł różnych "składek" ZUS. To jest koszt - to jest kwota, za którą pracodawca co miesiąc kupuje pracę. Tyle wyjmuje z kieszeni, żeby pracownik dla niego pracował. A ile dostaje pracownik? Otóż pracownik musi podzielić się pieniędzmi z państwem. Jest takich trzech agentów państwowych, potocznie zwanymi rekieterami, którzy co miesiąc przychodzą po haracz. Jest to ZUS, US i NFZ. Brakuje jeszcze czwartego. Nie, nie do brydża! Żeby pasowało do czterech jeźdźców Apokalipsy. Może rekieterzy nie są tak widowiskowi, ale skuteczności nie można im odmówić. Żaden człowiek zatrudniony na umowę o pracę, jeśli nie jest prawnikiem, księgowym, doradcą podatkowym albo wariatem, nie potrafi wyliczyć, ile zarabia. Na szczęście jest Internet, więc można ściągnąć program do rozliczania PITów, przepisać do niego PIT-11 od pracodawcy, odetchnąć z ulgą, że nie trzeba dopłacać, a potem wydrukować, wysłać do US i mieć święty spokój. Kto przy zdrowych zmysłach wie, że od przychodu odejmuje zryczałtowane koszty, od dochodu odejmuje ZUS, z czego wychodzi podstawa, od której oblicza się podatek, a potem pomniejsza go o część NFZu i o kwotę wolną? Nikt normalny tego nie wie. Niestety, pracodawca wie to aż za dobrze. Co się zgadza, bo trzeba być pomylonym, żeby w Polsce chcieć prowadzić biznes i zatrudniać ludzi. Kiedy pracodawca przygotowuje co miesiąc 1800zł na wynagrodzenie dla pracownika, musi najpierw zapłacić ok. 515zł ZUSowi (to jest Głód, trzymając się analogii do Apokalipsy), potem 115zł NFZowi (Zaraza), a na końcu 65zł dla US (Wojna - wiadomo: o prawa człowieka i o zdobycze socjalizmu). Czwartego jeźdźca (Śmierć) nie potrzeba, ten zjawi się sam z siebie w odpowiednim czasie wskutek działania poprzedników. Wychodzi z tego prawie 700zł haraczu, a dla pracownika zostaje ok. 1100zł. Przejdźmy zatem do procentów. Dla pracodawcy takie operacje oznaczają, że 39% tego, co przeznaczył na zakup pracy, musi oddać rekieterom. Jak im nie odda dobrowolnie, przyjdą i zabiorą mu wszystko - stąd porównanie do panów zajmujących się wymuszeniami haraczy. Ale dla pracownika to już nie jest 39%, bo on tych 1800zł na oczy nigdy nie widzi. Dla pracownika to jest 63% - stosunek sumy haraczy (700zł) to wynagrodzenia netto, tzw. "na rękę" (1100zł). Oznacza to, że na każdą złotówkę, na jaką pracownik musi ciężko harować cały miesiąc, przypada 63 grosze dla państwa. Praca jest zatem obłożona w Polsce podatkiem, którego najniższa wysokość wynosi 63%. Paweł Budrewicz Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

Wielka debata czyli kto kogo

To się zapisze w annałach. W dniu 11 marca 2011 roku w samo południe w Kancelarii Prezydenta czterdziestomilionowego kraju w sercu Europy na początku drugiej dekady XXI wieku odbyła się Wielka Debata na temat półtora punktu procentowego składki emerytalnej. Na debatę zostali zaproszeni eksperci. Nikogo z CAS nie zaproszono bo u nas nie ma ekspertów od Wielkiej Kapitałowej Reformy Emerytalnej. My mamy ekspertów od jej  zburzenia. Dyskutowali więc ze sobą twórcy Reformy, którzy pokłócili się ostatnio o parametry: od owego półtora punktu do pięciu punktów procentowych. Kłócili się o to, czy składka do OFE powinna nadal wynosić 7,3% wynagrodzenia pracownika, czy może przejściowo powinna zostać ograniczona do 2,3%, a następnie ponownie zostać podwyższona „tylko” do 3,5%, czy co najmniej do 5%. Nikt nie postawił pytania, czy czasem nie powinna wynieść 0%! Zostałem za to zaproszony do studia TVN i to razem z Ryszardem Petru, aby skomentować na żywo debatę. Ryszard, oprócz Michała Rutkowskiego, który przebywa za granicą bo pracuje w Banku Światowym i Pani Ewy Lewickiej, która jest obecnie Prezesem Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, więc nie może być niezależnym ekspertem, gdyż jest stroną w sprawie, był chyba jedynym z twórców Reformy, który nie został zaproszony do Kancelarii Pana Prezydenta. Ryszard zaczął pierwszy, gdy ja czytałem gazetkę w pokoju dla gości – pewnie żeby miał więcej czasu na prezentację swojego stanowiska. Jak dołączyłem to niewiele mi się udało powiedzieć bo zaraz nas „zdjęli” z powodu tsunami w Japonii. Najciekawiej było „poza anteną”. Ryszard stwierdził, że pieniądze w ZUS są wirtualne a pieniądze w OFE realne. I to jest taka sama różnica, jak między seksem realnym, a seksem wirtualnym i że on woli realny. Bardzo zgrabny ten bon mot przypomniał mi stary antykomunistyczny dowcip o radzieckim kołchoźniku, który po prelekcji Sekretarza KPZR o różnych rodzajach miłości, w tym miłości narodu do partii, zapytał: „a kto kawo jebiot”? Stroną aktywną w naszym przypadku są oczywiście OFE. Druga strona jest do odbycia stosunku z OFE przymuszona przez aparat państwowy. Seks pod przymusem to jest zdaje się gwałt. A z wykorzystaniem aparatu (przymusu państwowego) to już wręcz sodomia. Pikanterii tej miłości dodaje fakt, że gwałcony musi jeszcze gwałcicielowi zapłacić: OFE pobierają bowiem wynagrodzenie. I to bynajmniej nie za wynik (czyli danie gwałconemu rozkoszy w postaci wyższej wartości świadectw udziałowych) tylko za samo „wejście w stosunek”. Do niedawna było to 7,6% (7% opłaty „dystrybucyjnej i, średnio, 0,6% wynagrodzenia za zarządzanie aktywami). Obecnie jest to 4,1% (3,5% i 0,6%). Podobno jakbyśmy wprowadzili dobrowolność OFE, to w OFE zostaliby „młodzi i bogatsi” a ZUS wybraliby „starzy i biedni”. Stary jestem bez wątpienia, według standardów zarządzających OFE może nawet i biedny (nikt pod przymusem mi nic nie płaci) więc wybrałbym ZUS. Ale statystycznie teza jest nieprawdziwa. OFE są wręcz najlepszym dowodem na potwierdzenie tezy, że jest dokładnie na odwrót. To biedni płacą bogatym!!! No bo akcjonariusze PTE, które zarządzają OFE i pobierają za to 4,1% bez względu na wyniki są z pewnością bogaci. A kto im płaci? No właśnie głównie biedni im płacą! Bogatsi są lepiej wykształceni. A więc później zaczynają pracę (studia). Lepiej się odżywiają, prowadzą modny (higieniczny) tryb życia, stać ich na prywatne usługi medyczne. Żyją więc dłużej. Biedniejsi zatem dłużej pracują (i płacą składki), a krócej pobierają emerytury (bo szybciej umierają). Średnie wynagrodzenie wynosi 3.500 zł. Składka do OFE 255,5 zł. Z tego 10,5 zł. (4,1%) to wynagrodzenie OFE. W ciągu roku – 126 zł. Nie dużo! W ciągu 40 lat aktywności zawodowej ubezpieczonego – 5.040. Też nie dużo!. Ale ubezpieczonych jest ponad 13 milionów. OFE pobiorą od jednego pokolenia ponad 65 miliardów złotych w cenach dzisiejszych. Za to tylko, że są! I o tym tak naprawdę była debata w Kancelarii Pana Prezydenta. Robert Gwiazdowski Tekst pochodzi z www.blog.gwiazdowski.pl. Przedruk za zgodą Autora.

Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie Rozpruwaczowi, złodziejowi

Lekarka „pierwszego kontaktu” opłacana przez regularnie, co do dnia płacone składki zdrowotne orzekła, że konieczna jest wizyta u specjalisty w znanym szpitalu dla dzieci. Przejęci rodzice zabrali nowonarodzone cztery kilogramy radości i pojechali na wskazane miejsce. Tam po kilku godzinach czekania dowiedzieli się, że dziecko jest za małe i w sumie nie wiadomo czy chore więc „zrolowano” im dług jaki placówka ma wobec ich składek. Otrzymali wyznaczony termin wizyty – za dziewięć miesięcy. Czas i dziecko dotrwali do tego terminu, tyle, że dzień przed chłopiec miał prawie czterdzieści stopni gorączki. Zatroskana Matka zadzwoniła z prośba o przesunięcie o kilka dni wizyty – z racji nagłej sytuacji. Jej składkowa utrzymanka na etacie w placówce zdrowotnej odparła, że za półtora miesiąca. A nie da się wcześniej? – zapytała z nadzieją matka. Niech się pani cieszy! Normalnie byłoby na marzec. Ucieszyła się. Jej mąż mniej. Napisał pismo do utrzymywanego z ich składek NFZ, że przesuwa płatność kolejnej składki o dziewięć miesięcy i żeby spodziewali się kolejnego jej „zrolowania” o półtora miesiąca. I żeby się cieszyli, bo mógłby zrolować o pół roku w normalnych warunkach. Odpisali, że grozi mu zajęcie konta i w ogóle kryminał. Wieczorem nie mógł zasnąć. Zaczęły go nachodzić natrętne myśli „terrorystyczne” pro publico bono, by żyło się lepiej, wszystkim. Rano pojechał do dwóch ambasad odległych krajów. Inżynierów informatyków i laborantki mające pojęcie o mikrobiologii przyjmowali z radością. A jednak korciło go, aby oddać Kubie. Władającemu Kubie Rozpruwaczowi, złodziejowi i oszustowi. Wojciech Popiela Foto: www.nfz-szczecin.pl

Podniesienie i zrównanie

Kobiety marzące dzień i noc o tym by „być jak mężczyźni”- pić, palić, przeklinać, nie rodzić dzieci, chodzić w spodniach i w mundurze, boksować, w ogóle i „robić co się chce” - i nie podzielające wszystkich z tych marzeń - wkrótce mogą się doczekać kolejnego etapu na drodze ku idylli. Media donoszą, że władza chce „podnieść i zrównać” wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, przy aplauzie „organizacji kobiecych”. Jeśli chce podnieść, to prawdopodobnie do 67 lat. Oznacza to, że statystyczny mężczyzna wypełniający wymogi ustawy będzie odbierał resztki zabieranych mu składek zwane emeryturą o 33 procent czasu krócej. Przelicznik będzie prosty. Mężczyzna po studiach pracuje najemnie i musi oddawać olbrzymie składki przez ponad 40 lat. Liberalna władza oddaje mu resztki przez 4 lata. A właściwie nie oddaje, tylko przekazuje z pieniędzy zabranych siłą jego dzieciom z ich wynagrodzenia. Przy czym na mieście mówią, że trumnowe też będzie zredukowane, o 50 procent. Statystyczna kobieta zaś emeryturę będzie odbierała krócej o siedem lat, tj. o 35 procent mniejszą w czasie, choć obiecują, że wyższą. Kto chce, niech wierzy. Można powiedzieć  ocierając się o pewność, że według papierów ustawowych władza odda ludziom ok. 1/3 pieniędzy mniej. To chyba największe cięcie w całym budżecie. W żadnym ministerstwie nie było aż takich redukcji. Gdyby jeszcze władza miała nieco więcej odwagi, podniosłaby wszystkim, także obecnym biorcom (konstytucyjna równość wobec prawa silniejsza niż wcześniejsze ustawowe błędy i wypaczenia), wiek emerytalny dla mężczyzn do 71 lat (to już tylko o 4 lata!), a dla kobiet do lat 80-ciu (w imię równości). To natychmiast daje olbrzymie oszczędności z racji braku wypłat i zachowaniu wpłat, można sprzedać wiele budynków po ZUS i nie trzeba opłacać tysięcy etatów tamże. Jedyne co trzeba by zrobić, to podnieść VAT do 27 pkt. procentowych dla sfinansowania odpraw pracowniczych. Ale to przecież tylko kilkaset groszy dziennie na rodzinę, jak mawia premier. Niemożliwe? W roku 1990 średnia długość życia mężczyzny wynosiła ok. 65-66 lat. Statystyczny chłopina bez przywilejów płacił całe życie i umierał po pierwszej wypłacie emerytury. Gdyby nie dostał jej wcale umarłby może z tydzień wcześniej. Dla grawerującego tabliczkę nagrobną nic trudnego. I brutalnie okradani mężczyźni w Polsce nie pisnęli słowa. Podobnie jak milczą obecnie. Oczywiście teoretycznie. W praktyce wiele osób korzysta z obowiązującego w Polsce prawa uchwalanego przez władzę i zaczyna pobierać emerytalne resztki wcześniej. Jednakże dura lex sed lex i można ograniczyć przywileje do mundurowych, by nie zastrzelili i górników, by w łeb nie dali kilofem. A jak podwyżka VAT nie doścignie globalnie uciekających na cypry CIT-ów to nierealne dziś stanie się prawem jutro. Tak jak podniesienie i zrównanie. Polacy, fantastycznie wdzięczny naród, odpłacą lekką zwyżką sondaży - do 90 procent. Co nie zmienia faktu, że cały system emerytalny w Polsce to bomba z opóźnionym zapłonem. Wyborcy nie chcą przyjąć tego do wiadomości, a władza nie chce wykładać kart na stół z racji swojej w tym roli. Przy dzietności 1,1-1,3, przy ograbieniu dwóch poprzednich pokoleń z majątku, w którym ulokowano ich składki (kasę wypłat zasilają tylko wpłaty bieżące i kredyty), przy dwóch milionach pracujących poza granicami Polski – miłych i bezbolesnych rozwiązań nie ma. Póki co widzimy przedłużanie lontu. Na kogo wypadnie bolesne „bum”? Wojciech Popiela