Tag Archives: SLD

Retoryczny stan wojenny

Zaczynający się polityczny sezon nie będzie okresem rozstrzygających wyborów – parlamentarnych, prezydenckich czy choćby samorządowych. Mimo to może przynieść istotne w dłuższej perspektywie zmiany na scenie politycznej. W najbliższych tygodniach przekonamy się, jak silna będzie dekompozycja obozu rządzącego, a także jaka będzie dynamika zmian w opozycji, wywołana lekcją lipcowych protestów. Jeżeli zarysowane latem zmiany nabiorą cech tendencji, mogą w istotny sposób wpłynąć także na wynik kluczowego sporu między PiS a resztą politycznego świata.

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Pasek TVP Info nie pozostawia wątpliwości- dzisiaj skończyliśmy z postkomunizmem. Tylko że to nieprawda. Postkomunistyczny kapitalizm polityczny był prawdziwym problemem polskiego państwa, ale 25 lat temu. Nie dotyczył w pierwszej kolejności sądownictwa, lecz uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury oraz patologicznego zrostu biznesu z państwem. Dzisiaj to już tylko walka z widmami. Prawdziwe problemy wciąż pozostaną nierozwiązane.

Czeka nas podwyżka cen energii o minimum 40%

Zgoda na ograniczenie emisji CO2 aż o 40% do 2030 roku oznacza wzrost cen energii elektrycznej w Polsce co najmniej o 40%, bo ktoś za tę amatorszczyznę negocjacyjną aktualnej premier koalicji PO-PSL będzie musiał zapłacić!

Kosztowna wizyta wicepremier Bieńkowskiej i tajny sojusz PO z SLD

Dygnitarze PO traktują obecnie szarych obywateli tak,  jak sekretarze PZPR traktowali ludzi bezpartyjnych w czasach komuny. Takiej obstawy jaką miała Elżbieta Bieńkowska z domu Moycho  w dniu 24.03.2014r w Ratuszu stolicy Podbeskidzia nie powstydziłby się nawet sam Władimir Putin.

Kwestia procentów

Wbrew tytułowi i oczywistym skojarzeniom nie będzie to tekst o walorach trunków wyskokowych, ale o sondażach. Przyznam szczerze, że śmieszą mnie te wszystkie sondaże, szczególnie dotyczące polityki. Oto pojawił się kolejny: PiS – 31%, PO – 20%, SLD – 15%, Twój Ruch – 6%, KNP – 4%, PSL – 4%, SP – 3%.
Gdy zapytałem ostatnio Stanisława Michalkiewicza, czy doczekamy normalnych czasów, odparł, że owszem, tylko trzeba bardzo długo żyć. Ów sondaż w pełni potwierdza jego diagnozę. Bo jakby nie patrzeć w Sejmie obowiązuje arytmetyka, dzięki której koalicja PO – SLD nawet bez Palikota może swobodnie utworzyć rząd, w którym skręcająca w lewo PO stanie się zakładnikiem lewicowego SLD. Nihil novi sub sole. Pojawia się jednak inna kwestia – zliczając podane w wynikach procenty trudno nie zauważyć, że otrzymujemy wszystkiego 83%, a całość jak dotąd równała się zawsze 100%. Czyżby więc tym razem uwzględniono tych, którzy na wybory nie chodzą? Nie sądzę. Obserwacja podpowiada bowiem, że na wybory regularnie nie chodzi przeszło 50% uprawnionych, a to znacznie więcej niż – wynikające z działania matematycznego zwanego różnicą – 17% w wynikach badania sondażowego. Od dawna zastanawia mnie, że w takich badaniach nie uwzględniani są ci, którzy regularnie olewają wybory? Czyżby dlatego, że wtedy wyniki sondaży wyglądały by dramatycznie inaczej i w takim układzie trudno byłoby mówić o demokratycznej legitymacji władzy? A może wtedy trzeba by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przeszło połowa uprawnionych nie głosuje? Twierdzenie, że to idioci w greckim tego słowa znaczeniu, nie potrafiący dostrzec związku pomiędzy tym, jak żyją a działaniami władz, raczej trudno by udowodnić. No i nie przynosiłoby chluby władzy, bo z niego wynika wprost, że rządzi nie w wyniku świadomych, przemyślanych wyborów społeczeństwa, tylko zwykłej jego głupoty. Z kolei zaś powiedzenie prawdy – że większość olewa wybory bo nie wierzy, że przyniosą jakieś zmiany, prowadzi do banalnego wniosku – że nie ma na kogo głosować. A to również nie wygląda dobrze dla tak przewrażliwionych na punkcie swej demokratycznej legitymacji polityków. No cóż, media i politycy jednak nadal będą się bawić sondażami ekscytując opinię publiczną i unikając odpowiedzi na zasadnicze pytania. Michał Nawrocki

Przywróćcie w Polsce tradycyjną edukację!

Apel  Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy do polityków i środowisk katolickich w sprawie tzw. Lewicowego Dekalogu Edukacyjnego proponowanego przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Na początku września 2012 roku SLD rozpoczęło kampanię na rzecz zmian w systemie oświaty.
W związku z tym KSD dostrzegając potrzebę publicznej debaty w sprawie edukacji, potrzebę zmian w systemie oświaty oraz potrzebę konieczności przywrócenia właściwego ducha nauki, wzywa polityków katolickich do podjęcia prac nad przywróceniem w Polsce tradycyjnej edukacji, która kształtuje ludzi prawdziwie wolnych ku dobru i poszukujących prawdy rozumianej jako zgodność sądów z rzeczywistością, prawdy czynionej w miłości. KSD wzywa polityków katolickich i środowiska katolickie do zmobilizowania  wszelkich możliwych sił, powołania katolickich ekspertów w sprawie edukacji  oraz do przeprowadzenia zmian uwzględniających koncepcję człowieka  rozumianego jako osoba oraz uwzględniających katolicką koncepcję dobra wspólnego i państwa. Wyrażamy przekonanie, że edukacja nie powinna być podporządkowana zmiennej ofercie rynku pracy, co sugerują politycy lewicowi, lecz powinna zmierzać do ukierunkowania rozumu każdej osoby ludzkiej ku prawdzie klasycznie rozumianej a woli ku dobru w sensie klasycznym tych pojęć. Taką edukację postrzegamy jako suwerenną wobec jakiejkolwiek ideologii czy to socjalistyczno komunistycznej czy liberalistycznej czy socjalistyczno nazistowskiej  a właśnie te ideologie decydowały o kształcie antyedukacji. Ponadto KSD sprzeciwia się zawłaszczaniu przez środowiska lewicowe terminologii jednoznacznie związanej z wartościami chrześcijańskimi tj. Dekalog  ponieważ doświadczenie wskazuje, że stara i nowa lewica podszywając się pod pojęcia tradycyjne w rzeczywistości walczy z tym co tradycyjne i katolickie. Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy

Stanisław Michalkiewicz dla PROKAPA: Kryzys w strefie euro jest sterowany

Rozmowa portalu Prokapitalizm.pl ze Stanisławem Michalkiewiczem na temat bieżącej sytuacji w kraju, pozycji premiera Donalda Tuska oraz kryzysu w Unii Europejskiej (dźwiękowa wersja wywiadu, MP3 ) PROKAP: Czy tzw. afera Amber Gold jest w stanie wywalić rząd Donalda Tuska? Stanisław Michalkiewicz: Ona może posłużyć za pretekst do przetasowania na scenie politycznej. Niewątpliwie uderza prestiżowo i politycznie w samego Donalda Tuska, również ze względów na powiązania rodzinne, których już nie da się wyeliminować mimo procesów jakie pan Roman Giertych będzie prowadził. Co się stało to się nie odstanie. To może służyć jako pretekst do dokonania podmiany, tzn. do przeprowadzenie takich zmian na politycznej scenie, aby wiele zmieniając wszystko zostało po staremu. Bo cóż może się stać w wyniku takiego przetasowania? Po ewentualnym zdymisjonowaniu pana Donalda Tuska, Platforma może nie wytrzymać tego eksperymentu w tym sensie, że wydzieli z siebie skrzydło konserwatywne, które albo rozpłynie się w niebycie, albo gdzieś tam powiększy stronnictwa kanapowe. Z kolei postępowe skrzydło Platformy Obywatelskiej utworzy koalicję z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i Polskim Stronnictwem Ludowym. No i to właśnie będzie ta podmianka.
Czy nie sądzi Pan jednak, że Donald Tusk ma mocną ochronę? Już niejednokrotnie wydawało się, że poda się do dymisji, że jego rząd padnie, mówiło się nawet o „przestawieniu wajchy”. Wówczas Pan także przewidywał, że dni Donalda Tuska są policzone, a tymczasem on trwa i trwa... Donalda Tuska na stanowisku premiera chroniła przede wszystkim ogólna sytuacja gospodarcza. Jednak w tej chwili, niezależnie od afery Amber Gold, która zjawia się we właściwym momencie gospodarka spowalnia. Pojawiły się zatory płatnicze, które są zapowiedzią bankructw różnych firm, również zapowiedzią wzrostu bezrobocia. Moi znajomi działający w biznesie mówią mi, że ich zachodni kontrahenci, którzy mają tutaj umowy z eksporterami z Polski, na początku października będą negocjować nowe kontrakty, na poziomie połowy dotychczasowych. To oznacza gwałtowny spadek zatrudnienia w tych przedsiębiorstwach, które eksportują. Jeśli te prognozy się ziszczą oznaczać to będzie bardzo poważne wyhamowanie, gdyż pójdzie za tym spadek popytu wewnętrznego, który dotąd windował wskaźniki ekonomiczne. Ale w tej sytuacji Siły Wyższe nie będą miały innego wyjścia jak wskazać winowajcę tego wszystkiego i Donald Tusk nadaje się tu do tej roli – jako premier rządu – jak rzadko kto. Są już zresztą pewne zwiastuny tego, co może być.... Jeżeli w „Gazecie Wyborczej” Monika Olejnik pisze, że Rzeczpospolita Donalda Tuska się nie sprawdza co cóż chcieć więcej. Czy jednak Donald Tusk nie jest w stanie wygrać sytuacji kryzysowej? Już teraz, obserwując zachowania rządu, jego samego i ministra Rostowskiego, widać, że oni przygotowują strategię marketingową pod kryzys. Będzie, tak jak to kiedyś powiedział Churchill, „pot i łzy”, ale „musimy walczyć”. Widać to zresztą nawet po reakcji premiera Tuska na propozycje gospodarcze Jarosława Kaczyńskiego. Widać było, że Donald Tusk czekał na to wystąpienie jak kot na mysz. Jak tylko Kaczyński powiedział, co powiedział, Tusk chyba już tego samego dnia wystąpił z kontrą ośmieszającą go, a minister Rostowski błyskawicznie wyliczył, ile kosztowałby projekt Jarosława Kaczyńskiego. Propozycja Jarosława Kaczyńskiego była o tyle ambitna, że to wszystko miało się dokonać bez pieniędzy. Bertold Brecht w „Operze za trzy grosze” ironizował kiedyś, że „raj na ziemi stworzyć każdy chce, ale czy forsę ma – niestety nie”. Tu też wszystko też tak miało się odbyć. Ja bym zwrócił uwagę, jeśli chodzi o propozycję Jarosława Kaczyńskiego, nie na to co w niej jest zawarte, ale na to czego w niej nie ma. Proszę zwrócić uwagę, że nie ma w niej ani słowa o IV Rzeczypospolitej, nie ma w niej ani słowa o wysadzeniu w powietrze układu. Co zatem jest? Ano propozycja dalszego „doskonalenia” ale w ramach układu. Podejrzewam, że propozycja Jarosława Kaczyńskiego została wysunięta tak naprawdę po to, żeby przekonać inne partie, że Prawo i Sprawiedliwość ma zdolność koalicyjną, że PiS nie jest partią demoniczną, tylko taką samą jak pozostałe, że dobrze chce, chce tego samego co inni czyli dalszego „doskonalenia”. Na ile to jest przekonujące to się zapewne wkrótce okaże... Wracając do głównego wątku pytania... Czy Donald Tusk nie może jednak wygrać na kryzysie? No oczywiście że może... Ale skoro nawet ja wiem, jaka jest sytuacja to Donald Tusk tym bardziej to wie i będzie próbował się ratować n wszelkie sposoby. Ale czy to wystarczy, nie wiem, bo to nie on decyduje, co się z nim stanie tylko zdecydują „starsi i mądrzejsi”. Jeśli zatem dojdą do wniosku, że trzeba kogoś poświęcić, żeby model kapitalizmu kompradorskiego się utrzymał, żeby wszystko zostało po staremu, to poświęcą go bez wahania. Nie mówię, że od razu pójdzie do piekła, bo Nasza Złota Pani Aniela przygotuje mu w Brukseli miękkie lądowanie. Ale powiadam, że jakieś przetasowania muszą nastąpić. Kogoś trzeba będzie rzucić na pożarcie opinii publicznej. A jak Pan ocenia, w którym kierunku pójdzie rozwój sytuacji w strefie euro. Szef Europejskiego Banku Centralnego już zapowiedział luzowanie polityki pieniężnej i skup obligacji. Czy ten stan kiedyś się wreszcie skończy czy też ta zabawa może trwać wiecznie? To będzie trwało dotąd dopóki to będzie możliwe. Skup obligacji oznacza, że Europejski Bank Centralny puszcza w ruch maszynę drukarską. Przy pomocy zwiększonej emisji pieniądza obrabuje wszystkich podatników strefy euro, a częściowo również mieszkańców spoza tej strefy na użytek zachowania IV Rzeszy, która jest budowana metodami pokojowymi. Ja takiego rozwiązania się właśnie spodziewałem. Jeśli cokolwiek jest w tym wszystkim zaskakującego to to, że przy pomocy metod tak prostych, jak budowa cepa, chce się sprawę załatwić. Wydaje się, że niewielką mądrością Unia Europejska jest rządzona. Czy chciałby się Pan pobawić we wróżkę i odpowiedzieć na pytanie: czy strefa euro się rozleci, a jeśli tak to kiedy? Strefa euro się rozleci nie wcześniej, niż Niemcy na to pozwolą. Celem głównym strefy euro jest przeforsowanie pewnych rozwiązań politycznych. Wydaje mi się, że od pewnego czasu kryzys finansowy w strefie euro jest świadomie sterowany. Dla obserwatora niespecjalnie uważnego było oczywiste trzy, a nawet cztery lata temu, że Grecja, Portugalia czy Hiszpania nie są w stanie sprostać zobowiązaniom jakie już wtedy zaciągnęły. I wydawało się, że wszyscy to wiedzą z wyjątkiem zarządów największych banków europejskich. Twierdzenie, że zarządy tych banków nie wiedziały tego, co wiedzieli wszyscy byłoby niegrzeczne, więc ja nie ośmielam się takiego zarzutu wysuwać, ale jakoś to muszę sobie tłumaczyć i tłumaczę tak, że zarządy największych europejskich banków otrzymały od swoich rządów polecenie: pożyczajcie jak gdyby nigdy nic, my wiemy jaka jest sytuacja, w razie czego wybawimy was z kłopotów, zachowujcie się tak jakbyście tego nie zauważali. Jaka tu jest kalkulacja? Taka jaka objawiła się przy okazji bankructwa Grecji. Kiedy Grecja nie miała pieniędzy na wykupienie swoich obligacji z niemieckich banków to cała Unia Europejska się złożyła na to, żeby Grecji pieniądze na ten wykup dać, żeby niemieckie banki nie poniosły żadnej straty. A przy okazji pani Aniela Merkel powiedziała, że nie może być tak, że my tu Grecję wyciągamy z tarapatów, a nie mamy żadnego wpływu na to, co ona robi. Musimy mieć taki wpływ. Krótko mówiąc padła propozycja budowy IV Rzeszy metodami pokojowymi, które nie są tak kosztowne jak metody wojenne i nie obłożone takim ryzykiem jak metody wojenne. Hitlerowi udało się zjednoczyć Europę na bardzo krótko, ale jakim koszem... Cała Europa została skotłowana, całe narody znienawidziły Niemcy. Grecy niby tam się zżymają, kotłują, ale nie widzą innego wyjścia jak wcześniej czy później się poddać, zwłaszcza że żadnych drastycznych wyrzeczeń nikt się od nich nie domaga. Europejski Bank Centralny dodrukuje pieniędzy, cała Europa się na to zrzuci i można będzie żyć aż do śmierci, tak jak się żyje teraz. Kiedy zatem może się to Niemcom przestać opłacać? Czy może to być już przyszły rok kiedy to w Niemczech mają się odbyć wybory? Pani Merkel rozważy na przykład antyunijne nastroje w społeczeństwie i wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom wielu ludzi? Ja w niemieckim społeczeństwie nie obserwuję antyunijnych nastrojów. Myślę, że w Niemczech „dłużej klasztora niż przeora”. Tam jest bardzo duża ciągłość polityki zagranicznej i nawet jeśli pani Aniela Merkel przegra wybory to nowy kanclerz będzie tę politykę kontynuował. Dlatego że jest to obliczone na bardzo długi dystans. A jak na tle polityki niemieckiej jawi się polityka francuska? Czy jest między oboma państwami jakaś rywalizacja czy też wszyscy grają teraz w jednej drużynie? Francuzi muszą grać w jednej drużynie. Właśnie prezydent Hollande zaczyna spuszczać z tonu. Po wyborczej euforii zaczyna odzyskiwać poczucie rzeczywistości. Nic się nie zmieni, Francja nie ma innego wyjścia, jak jedynie galopować w niemieckim rydwanie. Rozmawiał Paweł Sztąberek Pobierz plik MP3 z dźwiękową wersją wywiadu... Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Najsłabsze ogniwa

Rafał A. Ziemkiewicz napisał kiedyś, że każda manifestacja jest tak mądra, jak najmniej inteligentny jej uczestnik. Dodał też, że owe „najsłabsze ogniwa” mają paskudny zwyczaj najgłośniej wrzeszczeć. Z kolei Stanisław Lem pisał, że człowiek to istota, która najchętniej mówi  o tym, na czym się najmniej zna. Obserwując dzisiejsze manifestacje pierwszomajowe trudno się z nimi nie zgodzić.
Wszystkie bowiem manifestacje zorganizowane zostały pod hasłami walki z tym, czego w Polsce nie ma – wolnym rynkiem i kapitalizmem. Koncesje, zezwolenia, pozwolenia, dyktatura biurokracji lokalnej i unijnej, wreszcie sposób przeprowadzenia prywatyzacji po 1989 r. (z pamiętnym uwłaszczeniem nomenklatury) oraz konstrukcja przepisów podatkowych w taki sposób, że akumulacja kapitału w klasie średniej jest niemożliwa sprawiają, że mówienie o współczesnej gospodarce jako kapitalistycznej / wolnorynkowej dowodzi niezrozumienia używanych pojęć oraz całkowitego oderwania od rzeczywistości. Przewodniczący Ruchu Poparcia Palikota (tym razem bez świńskiego ryja i sztucznego penisa) oświadcza, że „wolny rynek nie da rady” w walce z bezrobociem. Rozwiązanie – obniżka składki do ZUS, likwidacja umów „śmieciowych”. Jednak główny ciężar walki na polu „produkowania rabocia” spoczywa na „państwie”: „Dziś już wiemy, że wolny rynek i wszyscy jego kapłani z arcybiskupem Tuskiem, biskupem polowym Pawlakiem, i papieżem politycznego kapitalizmu Kaczyńskim, nie dadzą rady dalej wmawiać nam, że wolny rynek stworzy miejsca pracy. Państwo musi być w tym aktywne […] Tak, państwo będzie budować fabryki, państwo ma budować fabryki, nie ma żadnego powodu, żeby państwo nie budowało fabryk". Cóż, uznawanie Tuska, Pawlaka i Kaczyńskiego za „kapłanów” wolnego rynku można uznać za przejaw indolencji bądź zwykłą manipulację. Ale pomysł na państwowe fabryki jest najlepszy z innego powodu. Otóż Janusz Palikot uważa, że nie będzie to powrót do socjalizmu, gdyż owe państwowe fabryki... „powinny działać w ramach wolnego rynku jako spółki prawa handlowego”! Z kolei Leszek Miller, stary – nowy przywódca SLD, przekonywał swych słuchaczy, że na Kongresie RPP spotkali się „kapitaliści, aby radzić nad kolebką kapitalizmu". W ramach rozwiązania zaproponował przywrócenie trzeciego progu podatkowego na poziomie 50% „dla najbogatszych”. Żeby było śmieszniej, za prawicową koalicję uznał zestaw PO-PSL-RPP.  A co najbardziej przeszkadza mężczyźnie, którego nadal nie można poznać, bo wciąż jeszcze nie skończył? „Mamy rynkową gospodarkę, ale nie chcemy rynkowego społeczeństwa. Człowiek to nie mechanizm, to nie towar, i społeczeństwo to nie wielki hipermarket, gdzie wszystko jest tylko kwestią ceny. Nie ma na to zgody. Stoimy po stronie wszystkich, których prawicowe rządy wykluczają z powodu płci, seksualności, z powodu miejsca urodzenia, z powodów światopoglądowych i każdych innych”. Ciekawe, bo zdaje się w kapitalizmie i wolnym rynku decydują kompetencje, a nie kwestie drugoplanowe typu orientacji seksualnych. Warto też przypomnieć, że w systemie wolnorynkowym każdy, bez względu na kolor skóry, religię, seksualność itp. może swobodnie kształtować swój byt materialny, zaś w socjalizmie – wręcz przeciwnie. Licznych przykładów dostarcza historia. Leszkowi Millerowi wtórował przewodniczący OPZZ, Jan Guz: „nasz rząd, wspierany przez finansjerę i spekulantów zadbał o to, by życie było pasmem udręk […] Nasza ojczyzna, Polska, wali się w gruzy. Trwa totalna wyprzedaż majątku narodowego, odbierane są prawa pracownicze. Nasz śmieciowy kapitalizm, nasi śmieciowi politycy zafundowali nam w prezencie śmieciową pracę, śmieciowe emerytury i wzrastające bezrobocie”. Ciekawe, że nie zauważył wpływu na taki stan rzeczy „wielkiego sukcesu” lewicy, jakim było wstąpienie Polski do UE, która zamknęła stocznie i zamknie jeszcze wiele innych zakładów, a kieszenie Polaków aktualnie są drenowane właśnie na potrzeby ratowania „finansjery i spekulantów” ponoszących straty z tytułu „radosnej twórczości” eurokratów. Anarchiści odcięli się od „pozorantów z SLD i RPP” oraz „zbiurokratyzowanych związków zawodowych”. Jakub Gawlikowski stwierdził, że „Dziś mamy powrót do tego, co wydawało się zamierzchłą przeszłością, powrót do XIX-wiecznego kapitalizmu” i dlatego też organizatorzy pochodu anarchistów podkreślali, że „walczą z kapitalizmem we wszystkich jego przejawach". Widać nikt im nie powiedział, że podstawą kapitalizmu i wolnego rynku jest poszanowanie wolności, życia i własności czyli to, czego w Polsce nie ma. Manifestowali też nacjonaliści, między innymi niosąc hasło „Kapitalizm to socjalizm, trzecia droga nacjonalizm". Jest to o tyle ciekawe, że pojęcia kapitalizmu i socjalizmu odnoszą się do rozwiązań społeczno – gospodarczych, zaś nacjonalizm do społeczno – politycznych. Warto też zwrócić uwagę, że na przestrzeni lat nacjonalizm nawiązywał do różnych form rozwiązań ekonomicznych, zarówno socjalistycznych jak i kapitalistycznych, zaś główny ideolog polskiego nacjonalizmu, Roman Dmowski zaś w „Myślach nowoczesnego Polaka” bronił własności prywatnej i gospodarki kapitalistycznej. W świetle powyższego może należałoby rozważyć przesunięcie Święta Pracy na dzień 1 – ego kwietnia? Michał Nawrocki Fot:. internet

Wszystko po staremu, więc róbmy swoje

Według sondażu TNS OBOP dla TVN24 zwycięzcą wyborów parlamentarnych 2011 r. została Platforma Obywatelska uzyskując 39,6 %. Na drugim miejscu jest Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 30,1 %. Trzecią siłą został nieoczekiwanie Ruch Palikota, który osiągnął 10,1 % poparcia. Czwarte miejsce też jest niespodzianką, ponieważ uplasowało się na nim Polskie Stronnictwo Ludowe z wynikiem 8,2 %. Piątą pozycję zajął Sojusz Lewicy Demokratycznej, który otrzymał 7,7 % poparcia. Frekwencja wyniosła 47,7 %.
Jeśli te wyniki się potwierdzą, oznaczać to będzie, że większość polskiego społeczeństwa po raz kolejny zaufała partii Donalda Tuska. Podobnie jak 4 lata temu klęskę wyborczą poniosło Prawo i Sprawiedliwość, które po nieudolnych rządach PO-PSL nie potrafiło zachęcić wyborców do swoich racji. W takiej sytuacji najprawdopodobniej zostanie zawiązana nowa, stara koalicja Platformy z Ludowcami. Niezależnie od tego, kto zostanie premierem polskiego rządu, należy spodziewać się, że wszystko pozostanie po staremu. Należy spodziewać się, że teraz będą realizowane podobne założenia, co przed wyborami, czyli dalsze zadłużanie państwa, „dobijanie” prywatnych przedsiębiorców kolejnymi podatkami. Z wyniku tego sondażu dowiadujemy się, że w tych wyborach klęskę poniosła nie tylko partia Jarosława Kaczyńskiego, ale i Grzegorza Napieralskiego. W takiej sytuacji szef postkomunistów może stracić władzę w SLD. [caption id="attachment_14544" align="alignleft" width="550" caption="Foto. Paweł Sztąberek/Prokapitalizm.pl"][/caption] W żadnym razie nie należy twierdzić, że wejście do parlamentu Janusza Palikota w jakiś sposób rozbiło zabetonowaną scenę polityczną. Janusz Palikot to przecież były poseł PO, który odszedł z partii po to, by zbudować nową partię lewicową, która okazała się atrakcyjniejsza od starych postkomunistów z SLD. Od dziś (09.10.2011 r.) to Palikot stoi na czele polskiej lewicy i z pewnością będzie namawiać rządzącą PO do wprowadzania antyklerykalnych ustaw, zupełnie jak Zapatero w Hiszpanii. Jednym słowem prawdopodobny wynik wyborczy nie napawa optymizmem – jest wysoce prawdopodobne, że teraz Platforma dzięki wysokiemu poparciu społecznemu nie zawaha się przed kolejnymi głupimi pomysłami. Lud jak widać nie zareagował na podwyżkę podatków, nie zareagował na kradzież pieniędzy z OFE – ich pieniędzy. Dzięki skutecznej propagandzie partia Donalda Tuska nie dość że spokojnie dotrwała do końca kadencji, to jeszcze zyskała prawo do rządzenia przez następne 4 lata. Czy nasza gospodarka to wytrzyma i czy my – zwykli obywatele wytrzymamy to? Jeśli do tego dojdzie antyklerykalny głos ze strony Ruchu Palikota, to może w Polsce dojść do jeszcze większego podziału między państwem a Kościołem i do podziału w samym Kościele. Poza parlamentem tradycyjnie znalazły się partie typowo prawicowe i typowo lewicowe. Nowa Prawica wg sondażu TNS OBOP dla TVN24 uzyskała 1,1 % poparcia, a Prawica Marka Jurka, w skład której wchodzi Unia Polityki Realnej otrzymała tylko 0,2 % poparcia. Oba komitety co prawda nie startowały we wszystkich okręgach wyborczych (słusznie, lub niesłusznie), ale jest to jednak marna pociecha. Jeśli wierzyć temu sondażowi, to wynika z niego, że partia Janusza Korwina-Mikke zdobyła więcej głosów, niż Polska Partia Pracy, która została zarejestrowana we wszystkich okręgach wyborczych. Mimo to nie doczekaliśmy się tych „15 %” dla Nowej Prawicy, choć osobiście bardzo tego chciałem. Jeśli taki wynik się utrzyma, to nie należy się spodziewać tego, że Sąd Najwyższy, czy inna odpowiednia do tego instytucja państwowa unieważni wybory. Dla obecnych elit politycznych i dla samych rządzących nie opłaca się robić kolejnego święta demokracji, chyba że Platforma mogłaby liczyć na pełnię władzy. Na to raczej jednak nie pójdzie. Co więc nam pozostaje? Chyba tylko czekać na to, jak Polska zacznie powoli, stopniowo bankrutować, idąc śladem Grecji, Portugalii, czy Włoch. Jest wysoce prawdopodobne, że stanie się to w czasie trwania tej kolejnej kadencji parlamentu. Co wówczas może się stać? Nowe wybory? Na ten prawdziwy kryzys czeka wielu, łącznie z Korwinem. Jest jednak mało prawdopodobne, by to on miał stać na czele polskiej prawicy. Kryzys na pewno będzie chciał wykorzystać Jarosław Kaczyński, który zapowiedział, że kiedyś „w Warszawie będzie Budapeszt”, nawiązując w ten sposób do reform na Węgrzech. Jedno jest pewne – czekają nas ciężkie czasy. Dlatego może po prostu nie należy przejmować się zbytnio polską polityką, kolejną porażką polskiej prawicy, tylko zabrać się do pracy. Każdy z nas na pewno ma jeszcze wiele do zrobienia. Zajmijmy się tym, co najlepiej umiemy robić. Gdybyśmy mieli przejmować się tą polityką, gdybyśmy mieli tylko narzekać na polityków, nikt z nas niczego by nie osiągnął, a przecież nie o to chodzi, byśmy byli od nich w pełni zależni. My po prostu róbmy swoje. Mateusz Teska Foto. Paweł Sztąberek/Prokapitalizm.pl

Mój prywatny sondaż

Przeprowadziłem przez ostatni tydzień  miarodajny i solidny  sondaż na reprezentatywnej grupie 100 przypadkowo spotkanych osób w Bielsku-Białej, Pszczynie, Tychach, Katowicach, Czechowicach-Dziedzicach, Żywcu, Cieszynie, Wadowicach i Suchej Beskidzkiej. Wśród respondentów znalazło się: -10 górników -10 robotników z linii montażu samochodów Fiat Auto Poland -10 związkowców ( 2 z NSZZ”Solidarność”, 2 z OPZZ, 2 z WZZ „Sierpień  80”, 2 z „Solidarności im. ks. Jerzego Popiełuszki” i 2 ze ZZ Inżynierów i techników) -10 pielęgniarek -10 lekarzy ( 3 lekarzy rodzinnych, 2 dermatologów, 2 pediatrów, 1 ginekolog, 1 anestezjolog, 1kardiolog) - 10 ochraniarzy - 10 urzędników( 2 z UM Bielsko-Biała, 2 z Pszczyny, 2 z Urz. Marszałk. Woj. Śl. w Katowicach, 2 z Tych, 2 z Cieszyna) -10 inżynierów - 10 bezrobotnych - 10 studentów Badanie opinii publicznej miało charakter anonimowy, a respondentów informowano, że mają prawo odmowy odpowiedzi. Po dokonaniu analizy zebranych danych  przez niezależnego eksperta wynika, że wielce prawdopodobny wynik wyborów w dniu 9 października będzie następujący: Na Prawo i Sprawiedliwość zagłosuje 36 % ankietowanych Na Komitet Wyborczy Prawicy zagłosuje   9% ankietowanych Na Nową Prawicę zagłosuje 9% ankietowanych Na Platformę Obywatelską zagłosuje 8% ankietowanych Na Polską Partię Pracy zaglosuje 6% ankietowanych Na SLD zagłosuje 5% ankietowanych Na PSL zagłosuje 4% ankietowanych Na PJN zagłosuje 3% ankietowanych Na Ruch Palikota zagłosuje 2% ankietowanych 17% ankietowanych odpowiedziało, że zbojkotuje wybory. Sondaż może być obarczony 1% błędem w badaniach, gdyż jedna osoba na pytanie: - Na jaką partię  zamierza pani głosować w dniu9 października 2011 roku? Odpowiedziała: - A co to pana obchodzi? Warto podkreślić, że badanie to jest znacznie bardziej wiarygodne od badań komercyjnych sodażowni, gdyż zawiera wykaz grup zawodowych, które udzielały odpowiedzi na pytania niezależnego blogera. Rajmund Pollak Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Rajmund Pollak protestuje

Stanowczo protestuję, przeciwko wstawieniu przez administrację portalu prokapitalizm.pl w tekst mojego artykułu pt.: "Zakazane życiorysy dwóch znanych Włochów" reklamy Komitetu Wyborczego SLD! Nastąpiło to bez mojej zgody i nikt nawet nie raczył mnie powiadomić, że taką reklamę SLD zamierza wstawić pomiędzy zdania mojego tekstu ! Uważam ponadto, że to jest skandal na portalu, który w tytule ma wpisane poparcie dla wolnego rynku i kapitalizmu, że wstawia reklamy wyborcze postkomunistycznej partii jaką jest SLD, w sytuacji gdy niedawno odmówił mi publikacji innego mojego artykułu, zawierającego treści propagujące niezależność i samorządność związkową. Domagam się natychmiastowego usunięcia reklamy K.W. SLD z mojego artykułu i oficjalnych przeprosin, że administracja portalu prokapitalizm.pl dokonała tak prymitywnych manipulacji! Rajmund Pollak

Cwaniaczkowie z ul. Wiejskiej

O Polakach mówi się niekiedy, że to naród cwaniaków i specjalistów od wyszukiwania luk w prawie. Często to wyszukiwanie jest oczywiście uzasadnione, bo gdy prawo jest głupie, a z takim w III RP mamy aż nadto do czynienia, samoobrona obywatelska przed nim jest jak najbardziej wskazana. Bo w końcu szukanie luk w prawie to nie to samo co łamanie go. Przed kilkoma laty, Roman Kluska mógł się jednak przekonać, że nie każdy tak samo pojmuje tę zasadę. Ale mamy właśnie dobrą okazję, by pokazać jak cwaniakuje się na najwyższych szczeblach polityki. Jesteśmy obecnie świadkami monstrualnej hipokryzji tzw. - pożal się Boże - klasy politycznej. Ulice naszych miast zalewają billboardy, a okienka reklamowe w TV, bądź portale internetowe wypełniają spoty reklamujące partie polityczne i poszczególnych liderów. Z billboardów spoglądają uśmiechnięte twarze Jarosława Kaczyńskiego oraz liderów SLD. Spotami atakuje PiS, Platforma i inni cwaniaczkowie. Jak nazywają się te akcje? Promocja liderów i partii politycznych. Jak pamiętamy, parlament przed kilkoma miesiącami uchwalił zakaz posługiwania się spotami i billboardami w kampanii wyborczej. Dlatego nasze elity polityczne postanowiły zacwaniakować i zacząć szukać wybiegów od prawa, które sami uchwalili. W tłumaczenie, że te akcje to nie kampania wyborcza, lecz akcja informacyjna, nawet największy idiota nie uwierzy. Inna sprawa, że ludzie mają to generalnie gdzieś... Roman Kluska musiał swoje odsiedzieć zanim ostatecznie uznano, że nie złamał prawa. O posadzeniu hipokrytów z Wiejskiej nikt pewnie nawet nie myśli. Ale przykład ten tylko po raz kolejny dowodzi, jakiej jakości prawa i kodeksy uchwalają ci, którym otumaniony naród powierza co 4 lata władzę nad naszymi pieniędzmi. Prawa, od których sami potem szukają wybiegów. Dno... Paweł Sztąberek