Tag Archives: Solidarność

Zmarł Andrzej Kralczyński – legenda podziemia z Podbeskidzia

Urodzony w 29.07.1943 roku w Warszawie zmarł w Bielsku-Białej w dniu 21 sierpnia 2016 roku po ciężkiej chorobie niezłomny Związkowiec NSZZ "Solidarność" Andrzej Kralczyński syn żołnierza Armii Krajowej, Powstańca Warszawskiego. Andrzej Kralczyński stał się ikoną NSZZ "Solidarność" Fabryki Samochodów Małolitrażowych.

Nie wprowadzajmy za szybko wolnej niedzieli

Do końca sierpnia trwa zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Idea ta cieszy się poparciem wielu środowisk, w tym Kościoła oraz rządu. Wprowadzenie w życie niektórych zapisów ustawy w brzmieniu zaproponowanym przez inicjatorów – „Solidarność” – może mieć jednak szereg negatywnych konsekwencji. Ponadto Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, ostrzega, że wprowadzenie ograniczeń już od początku 2017 roku może okazać się niemożliwe.

Dlaczego prof. Rzepliński nie chwali się swoją przynależnością do PZPR?

Mam taki charakter, że nie potrafię być obojętny na ludzką krzywdę, ani na kłamstwa medialne. Zatem gdy przez wszystkie telewizje zarówno publiczne jak i prywatne przetoczyła się kampania lamentu i histerii nad rzekomym zamachem na nieskazitelność i kryształową osobowość Prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego, to postanowiłem też coś zrobić dla poznania całej prawdy.

Angela nieugięta czy Angela marionetka?

Strefa Schengen sypie się na naszych oczach. Wystarczyło tylko kilkaset tysięcy ludzi przekraczających nielegalnie granice, aby obrócić w perzynę odmienianą przez wszystkie przypadki europejską solidarność i ukazać, że była ona jedynie domkiem z kart i „owocem pychy lewicowych intelektualistów”.

Apokalipsa według Pawła czyli tow. Gierek wiecznie żywy

Wydawnictwo WEKTORY przyzwyczaiło już do tego, że zaskakuje swoimi kolejnymi publikacjami. Zawsze są to książki unikatowe, takie, od których inne wydawnictwa raczej stronią, bądź nie są zainteresowane z uwagi na niedopasowanie do obowiązujących oficjalnie trendów. WEKTORY zaskoczyły i tym razem.

Związki zawodowe – ofiary własnych metod

A miało być tak pięknie... Długi rosną, gospodarka się wali, na socjał brak kasy, więc związki zawodowe umyśliły sobie ponownie wystąpić w roli męża opatrznościowego. I poszły na wojnę z rządem domagając się jego dymisji. Ba, na wrzesień zapowiedziały zablokowanie Warszawy, chociaż nie bardzo wiadomo, co im to miasto i jego mieszkańcy złego zrobili?
Nadto, logicznie rzecz biorąc, Tusk jest z Pomorza, a HGW zablokowała poruszanie się po stolicy lepiej, niż wszystkie związki zawodowe razem do kupy. Zatem – gdzie tu sens, gdzie logika? No i się szanowni związkowcy przeliczyli. Premierowi Tuskowi najwyraźniej donieśli w porę, że w policji i straży miejskiej też są związki zawodowe, więc nie poszedł za radą Lecha Wałęsy, by związkowców tradycyjnie pałować. Premier wykorzystał przeciwko związkom dokładnie ten sam mechanizm, który stosują one od lat: władzę ustawodawczą. W efekcie pojawił się projekt nowelizacji ustawy o związkach zawodowych, likwidujący różnorakie przywileje związkowców, takie jak: prawo do płatnego zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy na czas pełnienia funkcji związkowych, pozbawienie związków prawa do korzystania z pomieszczeń i urządzeń technicznych na terenie zakładu oraz zwolnienie pracodawców z obowiązku przekazywania składek związkowych na konta organizacji. Projektu zmian rząd nie raczył skonsultować ze związkami. Na takie dictum związkowcy zareagowali nerwowo. Piotr Duda stwierdził, że spowoduje to gwałtowne zahamowanie rozwoju ruchu związkowego i grozi jego likwidacją. Problem w tym, czego najwyraźniej nie rozumie Piotr Duda, że tak właśnie działa państwo – kto ustanowił, ten może zmienić, a nawet znieść. Skoro związki zawodowe wymuszały na rządzie porozumienia dotyczące sposobu zatrudniania, płacy minimalnej czy przywilejów związkowych (np. tych, które rząd chce zlikwidować) itp. dzieląc cudze, czyli ponad głowami pracodawców, to nie powinny się teraz dziwić, że rząd chce im to odebrać. I nie robi tego w imię interesu przedsiębiorców, tylko dla własnej korzyści. Tak po prostu działa „demokratyczne państwo prawa realizujące zasady sprawiedliwości społecznej”, gdzie urzędnicy decydują o wszystkim - wedle własnego uznania i aktualnych potrzeb konstruując takie czy inne rozwiązania prawne. Jedynym sposobem, by spełnić marzenie przewodniczącego Dudy o „związkach zawodowych niezależnych od pracodawców i partii politycznych” jest wprowadzenie zasady, że państwo nie miesza się w sprawy prywatne obywateli; nie miesza się do tego co, za ile i na podstawie jakich umów robią, również na wniosek związków zawodowych. Inaczej przedsiębiorcy, pracownicy i związki zawodowe zawsze będą w pełni zależni od partii politycznych. Z widocznym skutkiem. Michał Nawrocki Fot.: internet  

Ruch Narodowy nie dopuści do uczczenia Jaruzelskiego w sejmie

Tysiące internautów zapowiada, że poprze akcje „Zablokuj komucha”. Organizatorem akcji jest Ruch Narodowy oburzony tym, że Sojusz Lewicy Demokratycznej ma zamiar sprofanować budynek polskiego parlamentu urządzając fetę ku czci zbrodniarza Jaruzelskiego.
SLD, której przywódca był członkiem przestępczej PZPR zapowiadało, że 6 lipca w dniu urodzin zamierza w budynku sejmu urządzić uroczyste urodziny zbrodniarza Jaruzelskiego. W odpowiedzi na tą plugawą prowokacje jeden z liderów Ruchu, Robert Winnicki zapowiedział na kongresie Ruchu Narodowego, że działacze RN zablokują wejścia do sejmu by nie dopuścić do gloryfikowania zbrodniarza. Deklaracja Winnickiego, która wywołała entuzjastyczne owacje młodzieży narodowej umknęła lojalnemu wobec PiS portalowi Niezależna.pl. Za to czujny niczym harcownik z Czerskiej dziennikarz Niezależnej.pl napisał, że „Wysoki aparatczyk PZPR gościem na zjeździe Ruchu Narodowego”, i że „na kongres Ruchu Narodowego zaproszeni zostali byli działacze komunistyczni wysokiego szczebla”. Portal Niezależna.pl nie wymienia z nazwisk owych „działaczy komunistycznych wysokiego szczebla”. Ogranicza się do jednej osoby, Bohdan Poręba, sędziwego emerytowanego reżysera, który w czasie prezentacji organizacji tworzących Ruch Narodowy został nieopatrznie dopuszczony do mikrofonu – nie da się ukryć, że młodzi ludzie nie muszą kojarzyć nazwisk wszystkich artystów z czasów PRL. Raz zdobytego mikrofonu Bohdan Poręba postanowił wbrew prośbom organizatorów nie oddawać. Przez kilkanaście minut usypiał zebranych swoim pomysłem na film. Najbardziej istotne w wystąpieniu były wąsy Bohdana Poręby, które skutecznie czyniły go niepodobnym do siebie. Zbrodniarz Jaruzelski, co doskonale ukazał w swojej najnowszej książce wydanej przez Zysk „Najnowsze kłopoty z historią” Piotr Gontarczyk, jedyne na co zasługuje, to z racji braku kary śmierci, dożywotni pobyt w celi więzienia. Gontarczyk opisał niezwykle dokładnie udział Jaruzelskiego w zagładzie Żołnierzy Wyklętych i terrorze komunistów wobec działaczy PSL. Inwigilacje i wyszukiwanie do prześladowań, a często do eksterminacji, niekomunistycznych polskich żołnierzy w Wojsku Polskim na zlecenie Informacji Wojskowej przez Jaruzelskiego. Nie dopuszczanie do awansu wojskowych nie będących fanatycznymi komunistami i szerzenie stalinizmu przez Jaruzelskiego, w ramach działalności w Dowództwie Wojska Polskiego. Autor „Najnowszych kłopotów z historią” przybliżył też sukcesy Jaruzelskiego w zwalczaniu katolicyzmu w wojsku. Szybką karierę Jaruzelskiego wynikającą z lojalności i służalczości wobec sowietów. Odpowiedzialność Jaruzelskiego za karne wcielanie do wojska studentów aktywnych podczas antykomunistycznych i patriotycznych protestów 1968 roku. Odpowiedzialność pełniącego obowiązki Ministra Obrony Narodowej Jaruzelskiego za agresję na Czechosłowację w sierpniu 1968, zabicie 100 Czechów, kilkumiesięczną okupację Czechosłowacji. Wymordowanie kilkudziesięciu robotników i spacyfikowanie, przez 60.000 żołnierzy i 3.500 czołgów oraz wozów opancerzonych, podległych MON Jaruzelskiemu, Trójmiasta w grudniu 1970 roku. To właśnie klika Jaruzelskiego wraz z całą sowiecką agenturą zwaną PZPR odpowiadały za: permanentny kryzys, niemożność normalnego funkcjonowania wszystkiego, powszechne marnotrawstwo, nędzę Polaków pozbawionych niezbędnych do życia artykułów, zapaść cywilizacyjną Polski, zniszczenie środowiska naturalnego, a przede wszystkim za cierpienia mordowanych i torturowanych ofiar komunistycznej bezpieki. 13 grudnia 1981 roku Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Celem stanu wojennego było zdławienie reaktywującego się społeczeństwa obywatelskiego, zniszczenie Solidarności, którą zdominowali robotnicy o narodowych i katolickich poglądach wbrew interesom KOR. Jaruzelski polecił, by wojsko i milicja używając broni palnej i czołgów miażdżyło protesty robotników – na Jaruzelskim spoczywa osobista odpowiedzialność za zamordowanie działaczy Solidarności. W 1982 roku na plenum KC PZPR Jaruzelski deklarował swoją wierność dla: komunizmu, Lenina, rewolucji październikowej. Solidarność uznawał za faszystowską ekstremę. Jeszcze w 1981 wojskowa propaganda podległa Jaruzelskiemu wciskała kit o niemieckiej odpowiedzialności za Katyń. By ukryć swoje brudy z czasów rządów w PRL, Jaruzelski nakazał niszczenie stenogramów PZPR. Jan Bodakowski

1 i 3 maja w stanie wojennym: walki uliczne w Warszawie

W czasie obchodów 1 i 3 maja, należy pamiętać o tych działaczach antykomunistycznej opozycji, których boje uliczne z komunistyczną dyktaturą Jaruzelskiego obligują do dalszej wytężonej walki o dobrobyt dla Polaków i niepodległość dla Polski. O tych, którzy za wierność wolnej Polsce zapłacili swoim życiem i zdrowiem.
Zagadnienie oporu społecznego na ulicach Warszawy w latach stanu wojennego przybliżył czytelnikom historyk Instytutu Pamięci Narodowej Robert Spałek w książce „Warszawska ulica w stanie wojennym”. Pierwsza w stanie wojennym duża konfrontacja uliczna społeczeństwa polskiego z władzami komunistycznymi miała miejsce 1 mają 1982 roku. Do konfrontacji przygotowywała się i nielegalna "Solidarność" i służby Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. PZPR za publiczne pieniądze zorganizował 170.000 pochód (w całej Polsce na pochody PZPR spędzono 4.300.000 osób). Nielegalny pochód "Solidarności" prześladowanej przez komunistyczną dyktaturę zgromadził 12.000 osób (w całej Polsce w wiecach "Solidarności" wzięło udział 31.000 osób) i około 10.000 sympatyzujących gapiów. Demonstrantami byli ludzie młodzi albo bardzo młodzi. Obok pierwszego pochodu, który wyruszył ze Starego Miasta, spod Uniwersytetu Warszawskiego wyruszył drugi nielegalny pochód liczący 2000 demonstrantów. Trzecim widocznym znakiem nieustającego oporu społecznego był krzyż z kwiatów na placu Zwycięstwa – non stop niszczony przez milicjantów.

Zupełnie inny miała przebieg miały niezależne obchody 3 mają 1982. Milicja Obywatelska nie musiała już ochraniać oficjalnego pochodu i mogła się skupić na pacyfikowaniu polskich patriotów. Tajniacy z Służby Bezpieczeństwa wraz z nieumundurowanym aktywem z ORMO wmieszani w tłum manifestantów "Solidarności" rozsiewali dezinformacje, wszczynali bójki, pomagali milicjantom wyłapywać manifestantów. Był to jednak dopiero początek terroru. Brutalny atak MO na liczniejszych niż dwa dni wcześniej manifestantów zaowocował zamordowaniem przez milicjantów 3 osób. Milicjanci wbrew zakazom strzelali z granatników (przeznaczonych do wystrzeliwania granatów z gazem) do demonstrantów drobnymi kamieniami i potłuczonym szkłem co dotkliwie kaleczyło ostrzeliwanych opozycjonistów. Walki między Polakami a milicjantami trwały od Ronda Waszyngtona do Starego Miasta, od Powiśla do Woli. Podczas walk demonstranci zbudowali liczne barykady. Na 20.000 demonstrantów milicja zatrzymała 271 osób. Odziały ZOMO biły, ostrzeliwały granatami gazowymi i płonącymi racami. Do pacyfikacji używano działek wodnych (umieszczonych na wozach Hydromil 2 zbudowanych na podwoziu Jelcza i zabierających do 10.000 litrów wody). Zomowcy wstrzeliwali granaty gazowe do klatek mieszkań i przez okna do samych mieszkań. Przez wiele godzin po zakończeniu walk warszawskie Stare Miasto było zagazowane. Płonąca rakietnica wystrzelona przez zomowca podpaliła Muzeum Historyczne na Starym Mieście. 3 maja milicja zatrzymała 290 osób (271 demonstrantów oraz 19 przygodnych osób). Zatrzymani podczas przesłuchań byli bici. Zaniepokojone licznym udziałem warszawiaków w protestach władze, wprowadziły do 30 czerwca godzinę milicyjną i ponownie odcięły łączność telefoniczną.

Pierwsze dni stanu wojennego

Przez cały rok 1981 Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowywało w najdrobniejszych szczegółach (od ilości niezbędnych miejsc w izbach dziecka dla dzieci internowanych opozycjonistów, do rozkład pomieszczeń budynków przeznaczonych do pacyfikacji) wprowadzenie Stanu Wojennego. Władze planowały powołanie do życia nowej Solidarności całkowicie kontrolowanej przez Tajnych Współpracowników, TW mieli do władz wybrać innych TW.
Równoległe cały aparat propagandowy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej szkalował Solidarność. Już w październik w mniejszych miejscowościach działały Terenowe Grupy Operacyjne, a od listopada w części zakładów Wojskowe Grupy Operacyjno Kontrolne i Miejskie Grupy Operacyjne. Działania grup operacyjnych służyły przygotowaniu Stanu Wojennego. Kadra ludowego wojska polskiego i aktyw PZPR parły do konfrontacji z Solidarnością. Aktyw PZPR tworzył paramilitarne bojówki, MSW rozdało aktywistom PZPR broń palną. Wprowadzenie Stanu Wojennego poprzedziła 2 grudnia 1981 roku pacyfikacja strajku w Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarnictwa. O północy 12 grudnia wojsko zajęło w Warszawie: centra telekomunikacyjne, radiostacje, telewizje, Pałac Kultury. W koszarach na Żwirki i Wigury powstało studio radiowo-telewizyjne, w nim nagrano przemówienie Jaruzelskiego. O 3 rano 13 grudnia 1981 wojsko zablokowało drogi, o 6.30 Okęcie. Warszawę pacyfikowało 18.500 żołnierzy, 340 czołgów i 470 transporterów opancerzonych. Zakłady przemysłowe przeszły pod zarząd wojskowych, część zakładów zmilitaryzowano. Ulicami Warszawy demonstracyjnie przejeżdżały kolumny wojska i milicji. Dopiero 7 stycznia wojsko wróciło do koszar. Wojsko prócz demonstracji siły zaangażowane było w wiele innych działań: tworzyło Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego, weryfikowało dziennikarzy, indoktrynowało dzieci i młodzież. Wojskowi przeprowadzali inspekcje w zakładach pracy, placówkach handlowych, administracji publicznej i instytucjach publiczne, w miastach i na wsiach. Wojskowi zarządcy zakładów pracy odebrali faktyczną władzę działaczom PZPR. Funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa zostali wykorzystani w akcji blokowania miast i legitymowania, do zadań tych skierowano też funkcjonariuszy zwalczających przestępstwa kryminalne. Działania MO wspierała Ochotnicza Rezerwa MO. Z powodu odcięcia telefonów komendy MO przyjmowały zgłoszenia o potrzebie karetek pogotowia. Siedzibę regionu mazowieckiego NSZZ Solidarność zajął oddział Wydziału Zabezpieczania Komendy Stołecznej MO dowodzony przez kapitana Edwarda Misztala. W siedzibie Niezależnego Zrzeszenia Studentów milicja zarekwirowała 3 tony publikacji, 21.596 złotych, 5 dolarów i 3 centy. Z milicyjnego transportu rzeczy zarekwirowanych w NZS zniknęły dwie koszulki NZS i 48 paczek budyniu. W Warszawie oficjalnie internowano 384 osoby, według działaczy Solidarności 425. Z tymi których nie internowano przeprowadzano rozmowy profilaktyczne które kończyły się propozycją podpisania lojalki. SB pracowała nad stworzeniem nowej Solidarności. Owocem starań SB był wzrost liczy TW do 2545 w Warszawie. MO i SB tropiła okrywających się działaczy Solidarności, zwalczała produkcje i dystrybucje nielegalnych druków, drukowała fałszywe druki rzekomo opozycji mające na cele rozbijanie jedności opozycji. W fałszywych drukach szkalowano uczciwych działaczy i zniechęcano do konspiracji. MO i SB wiele energii i czasu przeznaczały na tuszowanie swoich zbrodni. Do końca 1982 roku SB zlikwidowała 52 grupy liczące w sumie 534 osoby i rozpracowała 65 grup liczących 550 osób. Z kościołem komuniści nie walczyli jawnie, zamiast metod jawnych infiltrowali, rozbijali środowiska katolickie i kompromitowali osoby inwigilowane. Za szczególnie groźnych SB uznawała księdza Jerzego Popiełuszkę i księdza Stanisława Małkowskiego. MO i SB przeciwdziałała strajkom i manifestacjom, rozbijała i pacyfikowała nielegalne pochody podczas manifestacji milicjanci zamordowali kilku opozycjonistów. Jan Bodakowski

Zapaść Ubezpieczeń Społecznych

Odwracając złośliwe porzekadło optymista, to też pesymista, tylko niedoinformowany. Założenie, że można zmienić ustroju gospodarczego pozostawiając rozwiązania systemu ubezpieczeń społecznych odziedziczone po PRL – u właśnie jest poddawane bezlitosnej weryfikacji. Jeden z najgorszych poziomów opieki medycznej czy niewydolność systemu emerytalnego potwierdzają wyśmiewane dotąd obiekcje różnych wolnorynkowych „oszołomów”.
Gdy w 2007 r. Donald Tusk zapowiadał „politykę miłości” najwyraźniej zapomniał o banalnej prawdzie, że miłość jest ślepa. Dzisiaj, wraz ze słabnącym blaskiem propagandy sukcesu społeczeństwo powoli odzyskuje wzrok najwyraźniej odkochując się we władzy, a nie ma nic gorszego, niż zwiedziona miłość. Do ludzi nagle dotarło, że przez lata byli oszukiwani mirażem „zielonej wyspy”, a tymczasem władza jednostronnie zmienia warunki umowy. Przy czym, w odróżnieniu od umów komercyjnych, tutaj nie ma możliwości wypowiedzenia umowy „ubezpieczenia na wypadek osiągnięcia wieku emerytalnego”. Kolejne „reformy” emerytalne rządu to nic innego jak „oszczędności”, które wszelako nie idą w parze z obniżaniem tzw. składek. Najpierw wielka batalia o wysokość składki odprowadzanej do OFE. Potem – kwotowa waloryzacja świadczeń (71 PLN minus podatek), na której miało „skorzystać” 59% beneficjentów. Wreszcie – podniesienie wieku emerytalnego. To wszystko pół biedy, gdyby choć politycy mieli odwagę powiedzieć prawdę, a nie karmić ludzi propagandowymi frazesami. Na to jednak władza opierająca swą politykę na propagandzie zdobyć się nie może, więc dalej jesteśmy karmieni bzdurami. Już to, że podniesienie wieku emerytalnego „przyczyni się do zwiększenia nowych miejsc pracy i nowych inwestycji”, choć logicznie rzecz biorąc w sytuacji zwiększenia ilości „rąk do pracy” raczej wzrośnie bezrobocie. Kolejny „koronny” argument – że „aby zrekompensować utrzymanie obecnego wieku emerytalnego […] należałoby, według partii rządzącej, podnieść podatek VAT […] do 30 proc.”. Jakby emeryci nie płacili VAT – u. Z kolei związki zawodowe sugerują likwidację tzw. umów śmieciowych, najwyraźniej ignorując wpływ klina podatkowego na stopę zatrudnienia.  W sytuacji, gdy 43,7% osób w wieku produkcyjnym jest biernych zawodowo, czyli nie płaci ZUS, zaś bezrobocie wśród młodych ludzi poniżej 25. roku życia wynosi 27% to niewątpliwie jest to odważny krok naprzód. Nawet bardzo odważny zważywszy, że stoimy nad przepaścią. A przecież wydolność systemu ubezpieczeń społecznych zależy nie tylko od dynamiki demograficznej (o czym przekonują eksperci), ale w równie dużym stopniu od kondycji gospodarki, w tym – właśnie stopy zatrudnienia. O tym, że wielkość „klina podatkowego”, który w Polsce jest stosunkowo wysoki na tle UE, ma znaczący wpływ na stopę zatrudnienia, napisano już bardzo dużo. Niestety, politycy najwyraźniej tej zależności nie rozumieją, podobnie jak protestujący przed Sejmem związkowcy, i proponują np. wprowadzenie „podatku tramwajowego”, z którego wpływy, znając życie, w takim samym stopniu zostaną przeznaczone na finansowanie transportu miejskiego, co podatek drogowy na infrastrukturę drogową. Cóż, w każdym razie w konflikcie rząd – związkowcy widać jakąś płaszczyznę porozumienia. Różowe okulary, które ponoć miłość zakłada, najwyraźniej zmatowiały. Z drugiej strony – ponoć najlepszym lekarstwem na miłość od pierwszego wejrzenia jest spojrzeć uważnie po raz drugi, bynajmniej nie jak proponuje premier – z góry. Wygląda na to, że Polacy właśnie przerabiają ten etap. Wygląda też na to, że jedynym konsumentem miłości Polaków do PO będą OFE. Dłuższy okres składkowy, krótszy okres pobierania świadczeń... A przecież, nawet gdy nasz system emerytalny szlag trafi, to przecież nikt się nie odżegnuje od wykupu Obligacji Skarbu Państwa, w które przecież OFE zgodnie z ustawą „inwestują” większość składek. To by było niehonorowe, prawda? Michał Nawrocki Fot.: internet

Propaganda PRL wiecznie żywa!

Media podają, iż 51 proc. respondentów TNS OBOP uznaje za uzasadnioną decyzję o wprowadzeniu 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego, natomiast 46 proc. zauważa, że udało się w ten sposób uniknąć anarchii i strajków. Czy ludzie ci wiedzą o czym mówią?
Pamiętam, jak mój znajomy (dawny opozycjonista i więzień polityczny), zawsze śmiał się z naiwności osób wierzących w treści rozgłaszane przez propagandę PRL. Wspominał, iż ówczesne "czynniki oficjalne" rozpowszechniały pogłoski, że opozycja dąży do siłowej konfrontacji z władzą, że będą porwane dzieci aparatczyków a Solidarność chce pozamykać partyjnych w kryminałach. Rozsiewanie takich informacji powodowało, że partyjniacy żyli w strachu a dopiero wprowadzenie stanu wojennego przyjęli z ulgą. Od innego działacza podziemnej Solidarności usłyszałem, że jeszcze do dziś jest pytany przez kolegów z odlewni, o to gdzie opozycja miała zorganizowany magazyn broni. Człowiek ten uśmiecha się z rozrzewnieniem, bo jego grupa nie zajmowała się niczym ponad druk i kolportaż ulotek, mimo że została skazana za próbę obalenia ustroju "za pomocą siły". Czas mija a propaganda PRL trwa nadal, jak mumia Lenina na Placu Czerwonym. A wielu ludziom trudno się przyznać, że dali się nabrać panu z odstającymi uszami. PS: Przy okazji przypominam, iż nowy stary "wódz lewicy" jakieś 10 lat temu tłumaczył, że to przez strajki w latach 80 nie było towarów w sklepach. Marcin Janowski

Stan wojenny – wyższa konieczność, czy ucieczka od odpowiedzialności?

Czy wprowadzenie stanu wojennego było mniejszym złem, czy raczej ucieczką od odpowiedzialności za losy państwa? Gdybym szczerze miał odpowiedzieć na to pytanie, to powiedziałbym, że nie wiem. Do dnia dzisiejszego wielu historyków nie potrafi jasno na to pytanie odpowiedzieć. Osobiście nie żyłem w tamtych czasach, więc nie znam prawdziwych reguł gry, jakie panowały w PRL-u. Swoją wiedzę o tamtym okresie mogę zgłębić jedynie poprzez różnego rodzaju książki historyczne, w których historycy, w zależności od opcji politycznych na swój sposób przedstawiają tamtą rzeczywistość. Spróbujmy przeanalizować ówczesną sytuację gospodarczą i polityczną tamtego okresu w miarę obiektywnie.