Tag Archives: sowieci

Zdrajcy

Historia Polski zarejestrowała pokaźną ilość zdrajców. Najczęstszymi beneficjantami ich działań byli i są nasi odwieczni wrogowie - Niemcy i Rosjanie, czyhający konsekwentnie od wieków na naszą suwerenność.

Oczywista strategia

Kogo wybralibyście na partnera do interesów, człowieka mądrego czy przygłupa? Oczywiście mądrego. A kogo wybiera oszust na swoją ofiarę? Tu też nie może być wątpliwości co do tego, że głupiego znacznie łatwiej oszukać.

Polska nie może się godzić na zagładę Kresów! (cześć 11)

Kontynuujemy cykl artykułów Rajmunda Pollaka poświęcony historii Kresów pt.: "Polska nie może się godzić na zagładę Kresów". Czytaj część 1; część 2część 3 ; część 4 ; część 5 ; część 6 ; część 7 ; część 8 ; część 9 ; część 10 .

Polska nie może się godzić na zagładę Kresów! (część 10)

Kontynuujemy cykl artykułów Rajmunda Pollaka poświęcony historii Kresów pt.: "Polska nie może się godzić na zagładę Kresów". Czytaj część 1; część 2część 3 ; część 4 ; część 5 ; część 6 ; część 7 ; część 8 ; część 9.

Polska nie może się godzić na zagładę Kresów! (część 9)

Kontynuujemy cykl artykułów Rajmunda Pollaka poświęcony historii Kresów pt.: "Polska nie może się godzić na zagładę Kresów". Czytaj część 1; część 2część 3 ; część 4 ; część 5 ; część 6 ; część 7 ; część 8 .

Czerwona apokalipsa

Publikujemy fragment książki Piotra Szubarczyka "Czerwona Apokalipsa" wydanej na okoliczność 75 rocznicy wprowadzenia w życie Paktu Ribbentrop - Mołotow i IV rozbioru Polski. Książka ukazała się nakładem krakowskiego Wydawnictwa M. Zachęcamy do bliższego zapoznania się z ta pozycją.

Pod czerwoną okupacją

"Pod czerwona okupacją" to niezwykły wywiad-rzeka! Pasjonująca opowieść o życiu niezwykłego człowieka, całe życie walczącego o prawdę, wolność i niepodległość Polski, założyciela Instytutu Katyńskiego, artysty plastyka, pieśniarza, poety.
To także opowieść o naszej najnowszej historii, począwszy od Sowieckiej okupacji Lwowa i Kresów, poprzez okupację hitlerowską, ponowne wejście Sowietów, komunistyczną niewolę, walkę o wolność i prawdę, aż po Smoleńską katastrofę z kwietnia 2010 r. *  *  * Z Adamem Macedońskim, rozmawiał Krzysztof Wojdowski. KW: Podczas lektury  „Pod czerwoną okupacją”, miałem wrażenie że czytam scenariusz na... gotowy film sensacyjny. Historie, które przywołuje Pan na kartach książki, momentami wydają się być zaczerpnięte rodem z opowieści o Jamesie Bondzie. Adam Macedoński: To nie tylko moje historie, moje pokolenie po prostu dużo przeżyło, bo była wojna, po wojnie, podziemie itd. Kto był aktywny w jakikolwiek sposób, to przeżywał po tej i po tamtej stronie, czasy były okrutne, szczególne, skomplikowane. Z drugiej strony mówi się: „obyś żył w ciekawych czasach”, w Pana przypadku to powiedzenie, paradoksalnie, sprawdziło się w stu procentach. Rzeczywiście, to były ciekawe czasy (śmiech) ale lepiej żeby się nie powtórzyły. Tego typu przeżycia wiązały się z powszechną opresją. Natomiast dawały pewną korzyść. Można się było sprawdzić. Tytułowa czerwona okupacja – kiedy dla pana zaczęła się tak naprawdę? Kiedy weszli do Lwowa sowieci, Armia Czerwona. Ten pierwszy okres, wejście Armii Czerwonej do Lwowa... Wspomina Pan na kartach książki o tym, że z tą armią we Lwowie pojawił się potworny smród. Dla młodych ludzi to szczególnie ciekawa informacja, bo w podręcznikach rzadko się o tym pisze. Armia Czerwona miała bardziej charakter hordy biednych żebraków. Tak wyglądali. Niejeden nie miał butów, tylko jakieś owijacze na nogach. A Lwów był miastem ogrodów, parków, zawsze był tam zapach kwiatów i roślinności. To był szok dla Lwowian. Po wojnie, już w Krakowie, Pana losy ściśle związane były z Nową Huta. Jako młody człowiek budował Pan kombinat. Później uczestniczył Pan we wszystkich ważnych dla tego miejsca wydarzeniach. Dlaczego tak bardzo chciał Pan być w Nowej Hucie kiedy mieszkańcy bronili tam krzyża. Widać wielką determinację w Pana pragnieniu dotarcia na to miejsce. Ciekawa jest też historia z powrotem do Krakowa – ukrył się Pan pod tylnymi fotelami samochodu. Byłem związany z Nową Hutą, bo budowałem Nową Hutę. Widziałem tam ludzi różnych, wielu alkoholików, kryminalistów. Spotkałem się tam też w czasie pracy z ludźmi porządnymi, z kresów. Wiedziałem że jak coś się dzieje, to ta ludność ma rację. Więc chciałem to po prostu zobaczyć, to, co się tam dzieje.  I ta droga powrotna... No właśnie. Nikt nie chciał nas zabrać z powrotem, żaden taksówkarz. Większość była mieszkańcami Nowej Huty. Na szczęście znalazł się ten jeden odważny, szlachetny który powiedział: „zaryzykujemy, ja jestem zameldowany w Krakowie, mam prawo wrócić, ale musicie się schować, tak żeby was nikt nie widział”. No i nie miał nas czym przykryć, a miał Warszawę,  taki duży samochód, miał tę tylną część dosyć pakowną, no i jak dojechaliśmy do Czyżyn, to reflektory wojskowe oświetliły nas i jakiś kapitan mówi: „Gdzie  jedziesz?” Taksówkarz się wylegitymował, powiedział że jest z Krakowa i wraca do domu. Na to wojskowy: „Co tam masz w środku? Otwieraj drzwi”, a on mówi: „może okno wystarczy” no i otworzył okno, przekręcił na korbkę a myśmy leżeli na podłodze. Żołnierz włożył głowę i popatrzył na mnie, to były czerwone berety, powiedział: „nikogo nie ma, pusty – to odjazd”. I w ten sposób żołnierz nas uratował, uczciwy, bo widział co się dzieje. Liczył Pan ile razy wychodził Pan albo wchodził do domu, ale nie tak jak normalny człowiek, przez klatkę schodową, tylko piwnicami, zapleczami sklepów, dachami? Nie liczyłem ale wiele razy. Ja w zasadzie nauczony tego zostałem za okupacji. Ale nie Niemcy, tylko chuligani krakowscy mnie bili... Kiedy jeszcze mieszkał Pan z rodzicami na Kazimierzu... Tak jest. Tam o dziewczyny też chodziło. Córkę dozorcy, która rozgrywała między mną, a swoimi tamtejszymi amantami. Często matka wysyłała mnie na zakupy. Wiedziałem że czekają tylko na mnie pod bramą, żeby mnie pobić, no to przez płot skakałem na Trynitarską, potem Krakowską szedłem, albo jak ktoś gruby wychodził z bramy na ulicy przy Mostowej 3 no to zanim szedłem, jak oni mnie zauważyli, to puszczałem się biegiem, a szybko biegam, potem przecież zdobyłem wicemistrzostwo Krakowa juniorów w biegach krótkich. Później, już ze swoją rodziną mieszkaliśmy na Królewskiej 92. Tam jest osiem klatek. I te klatki łączą się nie górą, tak jak w tym bloku, gdzie mam pracownię, tylko przez piwnicę. Ja wiedziałem o tym i wchodziłem. Zanim tajniacy z UB się zorientowali, przez parę miesięcy wchodziłem przez piwnicę, z ostatniej klatki przechodziłem do mojej pierwszej piwnicami, potem na górę windą, a Ubecy stali pod bramą i mnie nie widzieli. Jak się zorientowali, to postawili dwa samochody, które pilnowały wejść. No to wiedziałem który sklep ma zaplecze otwarte i wchodziłem przez zaplecze sklepów do tych klatek schodowych i do piwnicy. Potem, kiedy i w tym się zorientowali, to dachami przechodziłem. No ale w końcu już się tak wycwanili że samochody z Ubekami stały z tej strony bloku od dzisiejszej ulicy Królewskiej, na tyłach stał też jeden samochód. Tak że już potem było trudno. To znowu szedłem – jak w młodości na Kazimierzu, za jakąś grupą ludzi, tak żeby mnie zasłaniali od ubeckich aut. Na szczęście przy mojej bramie był sklep mięsny a za komuny zawsze stał tam tłum ludzi. Można było się jakoś między tych ludzi wmieszać. I ta sytuacja komunistyczna pomagała też w takich sprawach że ten tum ludzi w kolejce do sklepu maskował mnie czasami. Miałem po prostu praktykę. A urząd bezpieczeństwa przynajmniej od lat siedemdziesiątych miał powody żeby się Panem mocno interesować, bo powołaliście do życia pierwszą, nieformalną oczywiście jeszcze instytucję, która zajmowała się dokumentowaniem tej potwornej zbrodni na polskich oficerach w Katyniu. Za taką działalność w latach siedemdziesiątych można było iść na długie lata do więzienia. Tak po ludzku, nie bał się Pan? To znaczy, wiedziałem, że prędzej czy później mnie wsadzą. Bałem się bardziej o swoje dziecko i matkę tego dziecka. Jak bym tego nie zrobił – ja się ciągle zastanawiam,  ponieważ się bałem, taki przestraszony mieszczanin – to byłbym do końca życia czuł się winny, że miałem pomysł, żeby coś zrobić dla ujawnienia sprawy Katynia.. A córka moja też będzie się mnie wstydzić kiedyś, że byłem tchórzem. A jak będę odważny, jak zrobię coś szlachetnego, to będzie dumna. Mimo że przeżyjemy może trudne chwile – i tak było, to jednak będzie dumna, że ojciec nie był tchórzem, tylko był odważny, zrobił coś dobrego dla Polski czy w ogóle dla świata, dla sprawiedliwości. Jednak najważniejsze, że rozpowszechniłem tę madonnę katyńską. Ten wizerunek zrobił, moim zdaniem, więcej dla sprawy niż teksty w biuletynach katyńskich. Podroż z Warszawy do Krakowa z linorytem, też z przygodami… Też. Jakby mnie wtedy aresztowali, miałem ten linoryt pod kurtką, on by znikną, po prostu by go zamknęli. A Pana pewnie razem z nim… Tak jest. Razem z nim. Ale tu muszę powiedzieć ciekawą rzecz. Generał Kiszczak oddał po zmianie systemu zbiory dokumentów katyńskich, które w latach pięćdziesiątych znaleziono w czasie procesu w kurii krakowskiej. Ktoś je schował, pewnie jakiś Ubek, w którym się sumienie odezwało. Bo jakby to Rosjanie dostali, to by te dokumenty i pamiątki zniknęły w Moskwie. I w zasadzie jest to wielka tajemnica, do dzisiaj nie odkryta, kto to wtedy schował. Panu w tamtych czasach bardziej zależało na tym żeby np. wieźć z Łodzi biuletyny katyńskie do Krakowa, rozprowadzać je i zdobywać pieniądze raczej na to, niż, na przykład, na malucha? Tak, to prawda. Moi najbliżsi żyli w wielkiej biedzie. Czuje się Pan świadkiem historii? Tak, siłą rzeczy. Nie robiłem tego, żeby być świadkiem, dostać za to medal czy nagrody. Robiłem to z potrzeby rozumu i serca. Widocznie takie przeżycia zrobiły ze mnie świadka historii, to po prostu zasługa historii i tego, że tu mieszkam – to właśnie przeżyłem, to pamiętam i chętnie się dzielę tą pamięcią – no to jestem tym świadkiem. Rozmawiał Krzysztof Wojdowski

Bezpieka w Warszawie 1944-1954

Nakładem warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej „Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)”. Na 656 stronach czytelnicy znajdą opis działań bezpieki w pierwszej dekadzie po II wojnie światowej i setki dokumentów wytworzonych przez aparat terroru (dokumenty stanowią 2/3 publikacji).
Pracę rozpoczyna rys historyczny ukazujący powołanie podczas wojny przez sowietów chcących mieć polskojęzyczne kadry do okupowania terenów Polski po wyparciu Niemców polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru. Na kartach „Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)” ukazane zostały kolejne formy polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru i komunistycznej administracji, główni uczestnicy komunistycznego zbrodniczego organu. W wyniku wojny ludność Warszawy zmalała z 1.300.000 do 400.000. W trakcie walk powstańczych zginęło 150.000 cywili i 16.000 powstańców. Po powstaniu Niemcy wyburzyli 65% (84% lewobrzeżnej) Warszawy. Już podczas Powstania Warszawskiego na Pradze sowieci wyłapywali polskich patriotów. Część z nich była mordowana, wszyscy wiezieni i torturowani. W praskich budynkach działały katownie bezpieki i sowietów. Polaków wyłapywały sowieckie i polskojęzyczne grupy operacyjne. Terrorowi politycznemu towarzyszył ze strony sowietów i bezpieki terror kryminalni. Warszawiaków komuniści okradali i wypędzali z mieszkań. Czerwonoarmiejcy którzy zajmowali Warszawę dokonywali masowo kradzieży, mordów i gwałtów. Byli całkowicie bezkarni. W swej książce autorki dokładnie opisują strukturę i kadry bezpieki, zmiany organizacji i zadania poszczególnych wydziałów aparatu terroru, życiorysy komunistycznych oprawców (niezwykle często lumpenproletariuszy, kryminalistów i prymitywów). Bezpieka swoje działania skupiała na eksterminacji polskich patriotów - żołnierzy AK, NSZ i NZW-NOW. Walce z młodzieżowymi organizacjami antykomunistycznymi, legalnie działającym PSL i niepodległościowcami w PPS. Fałszowaniu wyników referendum i wyborów. Infiltracji środowisk robotniczych. Wszelkie działania bezpieki zostały przez autorki książki bardzo dokładnie opisane. Komuniści szczególnie zaciekle walczyli z Kościołem katolickim. Inwigilowali katolików (duchownych i świeckich). Prześladowali: więzieniem, aresztowaniami, przeszukaniami, profanowaniem kościołów, podpalaniem budynków kościelnych, inspirowaniem konfliktów między duchownymi (tworzeniem środowiska księży patriotów pozostającego w konflikcie z Episkopatem), inwigilacją, cenzurą, zakazem budowy mieszkań, rekwizycjami. Komuniści w ramach walki z kościołem: uwięzili prymasa Wyszyńskiego, konfiskowali zakazane książki z bibliotek parafialnych, zwalczali katechizację, konfiskowali należące do parafii filmy i projektory filmowe, w trakcie nieustannych przeszukiwań budynków kościelnych konfiskowali przedwojenne gazety i książki, zakazali duchownym i zakonnicom pracy w szpitalach, upaństwowili bursy i internaty katolickie, prześladowali organizacje katolickie. Praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej zawiera gigantyczna ilość przypisów, ilustracje, bogatą bibliografie. W części zawierającej dokumenty znalazły się raporty UB opisujące prace aparatu terroru, charakterystyki funkcjonariuszy. Informacje o sytuacji gospodarczej, niepokojach i nastrojach społecznych. Raporty z inwigilacji: Żydów, PSL, PPS, Stronnictwa Pracy, byłych żołnierzy AK, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, UPA, antykomunistycznych formacji rosyjskich i białoruskich, harcerzy, seminarzystów, duchownych, zakonników, prymasa, katolickich instytucji socjalnych, internatów katolickich, miejsc katechizacji, duszpasterstwach i organizacji katolickich. UB zbierał też informacje o działaniach AK podczas II wojny światowej. Inwigilował: polskich narodowców, rosyjskich antykomunistów, syjonistów. Zajmował się też ochroną kontrwywiadowczą zakładów pracy. Jan Bodakowski

Jak Sowieci i Niemcy spustoszyli Polskę

Nakładem Instytutu Pamięci Narodowej ukazał się album Tomasza Łabuszewskiego „Rzeczpospolita utracona”. Ta niezwykle cenna, bogato ilustrowana (setkami zdjęć dokumentujących opisywaną rzeczywistość), dwujęzyczna (wydana w języku polskim i angielskim), publikacja ukazuje wszystko to co w Polsce bezpowrotnie zniszczyli okupanci.
W wyniku II wojny światowej Polska utraciła „1/6 obywateli (w tym znaczną część elity intelektualnej i politycznej), ponad 50% dotychczasowego terytorium, trzy spośród czterech największych ośrodków naukowych i kulturalnych”. W wyniku wojny Polska została okaleczona intelektualnie, duchowo i materialnie. Deportacje i wysiedlenia zniszczyły więzi społeczne. Po II wojnie światowej Polska przestała być niepodległym krajem i stała się kolonią okupowaną przez Sowietów. Powojenna komunistyczna okupacja kontynuowała proces wyniszczania Polski. Komunistyczna dyktatura odebrała Polakom: własność, sprawiedliwość, praworządność, tradycję, demokrację, pamięć o bohaterach i tożsamość. Komunistyczna władza karała za: honor, uczciwość, patriotyzm, odpowiedzialność, bohaterstwo, przywiązanie do wolności i niepodległości, ideowość, zaangażowanie społeczne. Rządzący Polską agenci Sowietów zniszczyli także: etos pracy i przedsiębiorczość Polaków. Komunistyczne młodzieżówki PZPR „dla wielu konformistycznie nastawionych młodych ludzi stanowiły przepustkę do beneficjów płynących z udziału we władzy”. Nie da się ukryć że Tomasz  Łabuszewski w swej pracy nie bawi się w obronę cnoty kolaborantów reżimu (co jest dziś postawą wymuszaną przez środowisko "Gazety Wyborczej"), lecz szczerze, z szacunkiem dla przyzwoitości, dobitnie, wskazuje amoralny i plugawy charakter kolaboracji z komunistycznym reżimem.. Dyktatura komunistyczna wbrew swoim deklaracjom eksploatowała robotników, była wyobcowana z klasy robotniczej. Terror sowieckich kolaborantów był olbrzymim ciężarem ekonomicznym dla wyniszczonego kraju. W 1946 roku budżet bezpieki był dwa razy większy niż budżet na odbudowę zniszczonej Polski. W 1947 osiem razy większy. Komuniści odebrali po wojnie Polakom własność i wolny rynek. Własność zniszczyli, a na rynku doprowadzili do braku najpotrzebniejszych towarów. Komuniści zlikwidowali w Polsce demokrację. W 1947 roku władza sfałszowała wybory. Po wojnie komuniści systematycznie torturowali, szkalowali i mordowali bohaterów walk o wolną Polskę. Tomasz Łabuszewski w swej publikacji doskonale zderzył biogramy bohaterów i oprawców (Pileckiego i Różańskiego, „Inki” i Jaruzelskiego, Karskiego i Urbana), tożsamość narodową II RP (odwołującą się tradycji insurekcyjnej) i tożsamość narodową PRL (odwołującą się do Lenina i Dzierżyńskiego), rolę Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie w walce z Niemcami, z rolą Ludowego Wojska „Polskiego” w agresji na Czechosłowację. Autor zwrócił też uwagę na to że komuniści zastąpili polską lewicę i ruch ludowy, stworzonymi przez siebie atrapami wykorzenionymi z polskości. W „Rzeczpospolitej utraconej” czytelnik znajdzie też przystępny bilans polskich strat podczas II wojny światowej. Podczas działań wojennych Niemcy zabili 123.000 polskich żołnierzy i 521.000 cywilów. W obozach, pacyfikacjach i egzekucjach Niemcy wymordowali 5.384.000 polskich cywilów. Łącznie z rąk Niemców zginęło 6.028.000 obywateli Polskich (w tym 3.150.000 polskich obywateli uznanych przez Niemców za Żydów, 50.000 uznanych przez Niemców za Cyganów). Niemcy wymordowali 28% polskich wykładowców szkół wyższych, 38% lekarzy (6500), 1794 dentystów, 8.000 nauczycieli, 576 publicystów, 503 plastyków, 382 muzyków, 322 aktorów, 355 architektów, 58% prawników. Wśród duchownych katolickich Niemcy zamordowali 1862 księży, 63 alumnów, 6 biskupów, 580 zakonników, 289 zakonnic. Niemcy wysiedlili 1.151.000 Polaków, wysłali do niewolniczej  pracy w Niemczech 2.803.000 Polaków. Niemcy prowadzili systematyczną akcje fizycznej likwidacji polskiej inteligencji, duchowieństwa i wojskowych. Ofiarami zbrodni niemieckich i sowieckich stały się dzieci, kobiety, mężczyźni, cywile i wojskowi. Skala zbrodni drugiego okupanta jest mniej znana. Ofiarami sowieckiej okupacji padło zapewne 500.000 zabitych Polaków, 1.800.000represjonowanych. 600.000 deportowano z Kresów w głąb ZSRR, 1.800.000 wypędzono na zachodnie ziemie Polski. Do 1941 sowieci aresztowali do 100.000 Polaków, po 1944 kolejne 100.000. Do Armii Czerwonej sowieci przymusowo wcieli 300.000 Polaków. Zbrodnie na Polakach autor dokumentuje licznymi fotografiami Polaków zamordowanych przez Ukraińców (ukraińscy naziści z UPA wymordowali od 1943 do 1945 roku 100.000 Polaków), Sowietów i Niemców. Zdjęciami z eksterminacji Żydów i Cyganów (wymordowanych przez Niemców), Ukraińców i Białorusinów (wymordowanych przez sowietów). Zdjęciami zniszczonej Warszawy. Dokumentacją fotograficzną zbrodni powojennych władz komunistycznych. Po wojnie władze komunistyczne zamordowały w egzekucjach 5.000 polskich patriotów, kilkanaście tysięcy podczas obław (podczas wojny Niemcy zamordowali 60.000 członków polskiej konspiracji, a sowieci kilkanaście tysięcy). Po wojnie komuniści represjonowali 250.000 członków polskiego podziemia. Ci polscy patrioci, którzy znaleźli się na emigracji też zostali pozbawieni swoich praw. „Dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie było miejsca ani w komunistycznej Polsce, ani w defiladzie w Londynie”. Polaków na sowiecką okupacje w pewnym sensie skazały USA i Wielka Brytania. W wyniku II wojny światowej, w wyniku działań Niemiec, zniszczeniu uległ majątek Polski warty 50.000.000.000 dolarów amerykańskich (według ich wartości z 1939 roku) czyli 38% majątku narodowego. Nie jest znana wartość majątku zniszczonego przez Sowietów. Okupanci zniszczyli lub ukradli polskie archiwa i zabytki. Niemcy niszczyli 43% zabudowań (w tym zabytki). Niemcy ukradli lub zniszczyli 2.800 obrazów malarzy europejskich, 11.000 obrazów malarzy polskich, 300.000 zabytkowych grafik, 25.000 zabytkowych map, 15.000.000 zabytkowych książek, 50.000 zabytkowych rękopisów. Z 21.000 dworów i pałaców przetrwało 1.700. Wojna i okupacja zniszczyła polski przemysł, rzemiosło, infrastrukturę, środki transportu, instytucje badawcze, mieszkania. Na terenie okupacji sowieckiej sowiecki zniszczyli właściwie wszystko, skala zniszczeń nie jest znana. Zbrodnie okupantów doskonale w albumie obrazują zdjęcia zabytków z II RP i ich powojennych ruin (fotografie te czytelnicy odnajdą w publikacji IPN). Jan Bodakowski

Kto wie i kto wiedział?

Zdaje się, że wiedza o prawdziwym filmie z amerykańskiego satelity szpiegowskiego, na którym wprost widać, jak potężny wybuch wprost rozrywa kadłub polskiego Tu-154M na strzępy (jest to seria zdjęć, a nie pojedyncza klatka), jak i o tym, że film ten jest już w Warszawie - zatacza coraz szersze kręgi... Gene Poteat Czy wiedzą Państwo Czytelnicy, kto to jest Gene Poteat? Gene, zwany Dżinem lub Ziemniakiem - to był i jest nie byle kto. I nadal pełni nie byle jaką funkcję - jest prezesem Zrzeszenia Byłych Oficerów Wywiadu. Oczywiście, amerykańskiego wywiadu - wywiadu USA. Nadto jest Dyrektorem Grupy Badań Strategicznych Zrzeszenia Wojny Elektronicznej. A to ważna organizacja... A kim był? Naprawdę nie byle kim. Był wieloletnim wysokim oficerem CIA. Doszedł do funkcji zastępcy dyrektora CIA do spraw nowych technologii. Był Dyrektorem wykonawczym Rady ds. Badania i Rozwoju Wywiadu, zarządzał globalną siecią tzw. czytników rozpoznawczych CIA. Z jego nazwiskiem wiąże się też prace konstrukcyjne i wprowadzenie do służby ultranowoczesnych bezzałogowych samolotów szpiegowskich typu U-2 i SR-71. I tak dalej... Jednym słowem - Gene Poteat to prawdziwa “ szycha” wywiadu USA - i w do datku top-klasy ekspert techniczny. I jak to bywa w tym zawodzie, oficjalnie na emeryturze. A faktycznie nadal należy do osób zdolnych wywierać znaczący wpływ na wiele spraw. Gene Poteat należy też do najwyższej klasy ekspertów światowych, którzy oficjalnie wypowiedzieli się na temat „katastrofy” Tu- 154M Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. To zacne i wybitne grono. Z tegoż grona ekspertów wspomnijmy choćby profesora Marka Strasenburg-Kleciaka, profesora Uniwersytetu Bundeswehry w Monachium, czy doktora Hansa Kogel’a. Ci ostatni, obaj niemieccy supereksperci od nawigacji satelitarnej - jednoznacznie stwierdzili, że samolot Lecha Kaczyńskiego podchodził do lądowania sterowany przez pilota automatycznego, który jednakże działał w oparciu o sfałszowane dane z satelity nawigacyjnego, sfałszowane przy pomocy urządzenia zwanego MEACON (Mekon - w polskim skrócie). Jak stwierdzili ci eksperci - nauka nie zna innego wytłumaczenia, dlaczego samolot leci torem prawidłowego tunelu powietrznego dochodzenia do pasa startowego - tylko 30 metrów niżej niż powinien... Oczywiście - każdy człowiek zapoznany z faktami i poprawnie myślący, może zadawać zadziwiająco wiele jak najbardziej poprawnych pytań związanych z "katastrofą” w dniu 10 kwietnia 2010 roku. Na przykład - co to za dwa wybuchy słyszeli świadkowie na płycie lotniska? Czy przejeżdżający w pobliżu montażysta TVP? A może to silniki wybuchły? Ale w takim wypadku - dlaczego obudowa jednego z silników widocznych na zdjęciach z miejsca katastrofy jest cała? Akurat ta jedna jest doskonale widoczna, a i druga niewiele uszkodzona? To co w takim razie wybuchło - bo po eksplozji silnika odrzutowego pozostają po nim strzępy? Albo - dlaczego wszystko leży „do góry nogami” ? Czy - dlaczego nie ma ani jednego, choćby średnich rozmiarów, szczątka kadłuba samolotu - cały kadłub jest "rozwalony" w przysłowiowy drobny mak? Albo - dlaczego wypowiedzi top-klasy światowych ekspertów ignoruje i udaje, że ich nie ma - tzw. "polska" prokuratura? Która nawet nie chce rozpatrywać hipotezy, że miał miejsce zamach z użyciem urządzenia typu Mekon? Itp, itd... I wcale nie są to wymądrzałki dyletantów, tylko jak najbardziej poprawne i zasadne pytania... Nawet udany zamach na głowę państwa w postaci wypadku lotniczego przy pomocy Me ko nu już miał miejsce. Oficjalnie przyznali to byli oficerowie spec-służb RPA, że właśnie w taki sposób "załatwili" w 1983 roku komunistycznego prezydenta Mozambiku, gdy jego samolot podchodził do lądowania w Pretorii. A potem, oficjalnie, rząd RPA "zwalał winę" na błąd pilota... I tylko władze ZSRR wówczas dosłownie "szalały", że miał miejsce zamach, sprowokowanie katastrofy przy pomocy sfałszowanych danych z satelity nawigacyjnego przy pomocy urządzenia zwanego Mekonem... Już sama ta analogia z historii wskazuje, że taką ewentualność "polska" prokuratura powinna rozpatrywać - ale właśnie odnośnie takiej hipotezy jest ona jak małpka, która zakrywa sobie oczka i zatyka uszy - i woła: nie widzę, nie słyszę, nie ma mnie! Wypowiedź dla "Charleston Mercury" Ale Gene Poteat zrobił coś wyjątkowego. Na temat "katastrofy" w dniu 10 kwietnia napisał oficjalny artykuł, opublikowany przez "Charleston Mercury" w dniu 16 czerwca br. Nie tylko wy raził w nim swoją opinię, ale także poddał miażdżącej krytyce obecną politykę USA wobec Pol ski. Ten tekst ma tak duże zna cze nie, że warto po prostu przytoczyć go w obszernych fragmentach. A oto one: "(...) O tym, co się stało, wie każdy zdrowo myślący człowiek. „Mając w pamięci masakrę w Lesie Katyńskim, zachowanie innych państw odpowiedzialnych za podobne ludobójstwa, historię KGB pełną zabójstw, eksterminacji, morderstw i zamachów na jej przeciwników, krytyków i ludzi niewygodnych Kremlowi, nie możemy się dziwić, że Polacy - i nie tylko oni - dostrzegają w katastrofie robotę Rosjan. Pamiętamy ludobójstwo w latach 30., gdy Sowieci zagłodzili prawie 20 mln Ukraińców, oraz wymordowanie milionów obywateli ZSRR przez sowiecką władzę. Co znaczy kolejna setka w katastrofie, która umożliwiła pozbycie się tych nieznośnych Polaków, mających czelność domagać się w Smoleńsku prawdy o masakrze z czasów II wojny światowej? To była także zapłata za wstąpienie Polski do NATO. Wielu z nas, ludzi wywiadu, dobrze pamięta sowiecką praktykę manipulowania sygnałami nawigacyjnymi, aby zwabić na terytorium ZSRR i zestrzelić tam - za „pogwałcenie świętej sowieckiej przestrzeni powietrznej” - amerykańskie samoloty wojskowe. Sowietom nie zadrżała ręka, gdy zniszczyli w ten sposób koreańskiego Boeinga 747, mimo iż wiedzieli, że na pokładzie znajduje się kilkuset pasażerów. (...) " W „katastrofie” polskiego samolotu zginęła elita polityków i urzędników, którzy dążyli do ujawnienia akt dawnej służby bezpieczeństwa oraz dokumentów dotyczących byłych i obecnych współpracowników polskich i sowieckich/rosyjskich spec służb. Teraz, gdy elity tej zabrakło, w najwyższych władzach RP nie ma nikogo, kto mógłby kontynuować ten wysiłek. Tego właśnie chciał Putin. Premier Tusk jest słabym, łatwym do manipulacji człowiekiem, który nienawidził zabitego prezydenta. Rosja nie mają teraz na miejscu swoją marionetkę, której nie będzie już przeszkadzał silny antykomunistyczny prezydent. Doskonale zorientowany politycznie Kreml dostrzegł, że USA postanowiły się przed nim płaszczyć (tzw. reset, wycofanie się z obiecanej Czechom i Polakom budowy tarczy antyrakietowej, nasze przyzwolenie na działania Rosji w Gruzji i na Ukrainie, nasze błagania, by nie pomagali Iranowi, itd.) - i odebrał to jako zgodę na to, co zrobili Rosjanie przy „katastrofie” polskiego samolotu. Doszli do wniosku, że nie powiemy ani słowa - i faktycznie nie powiedzieliśmy. (...) "To znaczy, że nasze oburzenie i zaniepokojenie w związku z polskim „wypadkiem” będzie musiało być równie puste i bezzębne jak rosyjskie śledztwo” mające wyjaśnić przyczyny katastrofy. Polacy postrzegają to jako drugą Jałtę, jako kolejny przypadek sprzedaży Polski Rosjanom; obamiści mogą myśleć, że to wszystko ucichnie - ale Polska i inne kraje Europy Środkowej wiedzą lepiej. Dla nich to niewyobrażalna zdrada." Z powyższego tekstu pominąłem pewne fragmenty - jak np. cytowane przez Gene’go Poteat’ a wypowiedzi eksperta mającego dostęp do rosyjskiego „śledztwa”. Natomiast jest faktem, że Gene zawsze pisze słowa „wypadek” i rosyjskie „śledztwo” - właśnie tak - w cudzysłowie! Tyle wypowiedzi top-klasy fachowca wywiadu USA. Dobitna - nieprawdaż? Kto wiedział - i w co kto gra? Oczywiście - i persona klasy Gene Poteat’a wie, że nie może powiedzieć wszystkiego. Na przykład - o znacznie bardziej "globalistycznym" zakresie odpowiedzialności. We wspomnianym zestrzeleniu koreańskiego Boeinga zginąć amerykański kongresmen, akurat nieustępliwy szef komisji śledczej badającej nadmierne wydatki konsorcjum banków FED na tzw. koszty własne. A kto mógł bardzo nie lubić Lecha Kaczyńskiego, i w jakiej sprawie nigdy nie zmienił On swoich poglądów, o tym „Kurier Codzienny” pisał uprzednio... Również Rosjanie mogli być nie tyle głównymi „zleceniodawcami” zamachu, lecz jedynie „wspólnikami” w zbrodni - to też możliwa hipoteza... Co się ty czy Rosji i Putina - to przebieg śledztwa” (piszmy to słowo w nawiasach - tak jak imć pan Poteat) jest niesłychanie dziwny. Poprawna analiza nie zna tu innego określenia, jak „gra na czas”. Jest zupełnie tak, jakby Putin nie był do końca pewien, czy rozwój wypadków przyniesie przewagę „Tuskowi i Komorowskiemu” (chociaż ci ostatni to też tylko chłopcy na posyłki byłej „polskiej” komunistycznej razwiedki, czyli osławionej Informacji Wojskowej PRL-u) - czy też może jednak Jarosławowi Kaczyńskiemu? Nawet w tej chwili Rosjanie mogą po prostu ogłosić, że znaleźli dowody na fakt, że „wypadek” (znowu właściwym jest pisać w cudzysłowie, jak elementarnie słusznie robi to cytowany amerykański ekspert) - był w rzeczywistości zamachem... I pogrążając „liderów PO” (czytaj: męty z IW), zrobią „buzi-buzi” z PiS-em... Twarze Tuska i Komorowskiego jakby w ostatnich dniach bardzo poszarzały... Zdaje się, że wiedza o prawdziwym filmie z amerykańskiego satelity szpiegowskiego, na którym wprost widać, jak potężny wybuch wprost rozrywa kadłub polskiego Tu-154M na strzępy (jest to seria zdjęć, a nie pojedyncza klatka), jak i o tym, że film ten jest już w Warszawie - zatacza coraz szersze kręgi. Być może dlatego Tusk, jakby czując niebezpieczeństwo, zaczyna twardszy kurs wobec Rosjan... Tak często bywa wśród wspólników zbrodni - gdy już wiadomo, że dokonano zbrodni, jeden szykuje się do zwalenia winy na drugiego. I vi-ce-versa. Ale jedno nie ulega wątpliwości. Bombę izowolumetryczną jak i urządzenie blokujące stery samolotu i po otwarciu klap podwozia uniemożliwiające mu wzbicie się do góry - można było zainstalować tylko w Warszawie! W tym aspekcie wydaje się, że nasz (tfu!) prezydent-elekt jest znacznie ważniejszą postacią niż myślimy. W każdym razie, musi się on cieszyć bardzo dużym zaufaniem elit dawnej Informacji Wojskowej. I być dopuszczonym do bardzo „elitarnych” tajemnic. Ponieważ internet odegrał ogromną rolę w zdemaskowaniu tego zamachu, przypomnijmy znamienny fakt. W roku 2009 wiosną Bronisław Komorowski udzielał wywiadu dziennikarzowi RFM. Nagranego i sfilmowanego w studio tej rozgłośni. Wywiad imć pana Marszałka Sejmu dotyczył, najogólniej, jego komentarzy na temat współpracy rządu Tuska z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Konkretnie rozmawiano o zablokowanej przez Tuska nominacji Anny Fotygi na ambasadora przy ONZ oraz o odmowie powołania przez Lecha Kaczyńskiego szeregu ambasadorów nominowanych przez Radusia Sikorskiego (nie mylić z generałem Sikorskim - myląca zbieżność nazwisk!). Na koniec, gdy dziennikarz pytał o dalsze perspektywy takiej „współpracy” z prezydentem, marszałka Komorowskiego zebrało na szczerość, bo rzekł do słownie tak: „No nie, nie pretenduję do roli wieszcza, czy roli proroka, ale wie pan... Przyjdą wybory prezydenckie, albo prezydent będzie gdzieś leciał - i to się wszystko zmieni...” I wyraźnie nie mówił o mianowaniu jakiegoś pojedynczego ambasadora, tylko o tym, że „wszystko się zmieni”. Albo po wyborach już nie będzie Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta, albo i ta „całościowa zmiana” nastąpi po jakimś locie prezydenckim samolotem! Aby odsłuchać czy obejrzeć ten wywiad, wystarczy wprowadzić na przeglądarce internetowej hasło: „Czyżby Komorowski coś wiedział”. Pierwsze kuszenie węża W rajskim ogrodzie, w pierwszym kuszeniu w dziejach świata, wąż starodawny namawiał prarodziców rodzaju ludzkiego, by sięgnęli ręką po owoce z drzewa samostanowienia o dobru i złu. „Będziecie jako bogowie” - obiecywał szatan. W kolejności wyliczając: Ewa, potem Adam, dali się nabrać. I poznali, że są „nadzy”, czy li nędzni i nic nie warci. Dzisiaj zbrodniarze często uważają, że są wszechmocni. Że posiedli władzę nad mediami i umysłami. I że mogą sobie robić, co chcą. A to bardzo duży błąd - bo Wszechmogący jest tylko Pan Bóg. A jak bywa z obiecankami złotych gór w wykonaniu nijakiego Lucyfera, Adam i Ewa dobitnie się przekonali. Dzisiaj hańbą nieporównywalną z niczym okrywają się organizacje Polonii opanowane przez mętów z komunistycznej razwiedki i ubecji. Petycję o powołanie komisji Kongresu USA ds „wypadku” w dniu 10 kwietnia 2010 roku składa kongresman King z Nowego Yorku, petycję wspiera 50 tysięcy podpisów - też z Nowego Yorku. W Chicago ani śladu akcji w tym temacie - za to mamy wystawę starych samochodów. Czyli to, czym się obecnie przywódca Polonii zajmuje... Dokładnie ta sama osoba, która wystąpiła do władz USA z oficjalną inicjatywą zawarcia „nowej umowy emerytalnej”... Cóż, zdaje się KPA i PNA, wobec zbrodni zabójstwa Prezydenta Polski i ultralojalnego sojusznika USA, dokładnie tak jak „polska” prokuratura, udaje małpkę, która zakrywa sobie oczy i zatyka uszy - krzycząc „Nie widzę, nie słyszę, nie ma mnie” . W tej sytuacji pozwolę sobie na trzy cytaty biblijne: Pierwszy z Księgi Mądrości: „Wszystko, co szeptane w ukryciu, będzie ogłaszane z murów miasta.” Drugi - z księgi proroka Daniela: “ Mene, tekel, fares - pisała niewidzialna ręka na ścianie sali balowej pałacu babilońskiego króla.” (Dojdźcie sami, płatni zdrajcy i zbrodniczo obojętni, co słowa te znaczą.) I trzeci, z wypowiedzi Pana Jezusa na temat Sądu Ostatecznego:” Idźcie precz w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Zaprawdę powiadam wam - nie znam was, którzy dopuszczaliście się nieprawości. Bo nie każdy, kto mi mówi „Panie, Panie” - wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Lecz tylko ten, kto czyni wolę Ojca mego, Który Jest w Niebie. I ostatni cytat, z katechizmu. Grzechy wołające o pomstę do Nieba: 1. Umyślne zabójstwo... 2. Okradanie ubogich, wdów i sierot... 3. Zatrzymywanie zapłaty pracownikom... 4. Grzechy nieczyste przeciwko naturze... 5. Używanie lub rozpowszechnianie narkotyków. (Ta ostatnia pozycja dodana do listy przez Benedykta XVI.) Na miejscu pierwszym jest jednak: UMYŚLNE ZABÓJSTWO. Filip Z. Konopiński Artykuł ukazał się w polonijnym magazynie "Kurier Chicago" z 6-12 sierpnia 2010 roku. Dziękujemy jednemu z Czytelników za nadesłanie nam tego materiału. Redakcja Prokapitalizm.pl publikuje artykuł jako głos w dyskusji na temat katastrofy smoleńskiej, co nie znaczy, że podziela wszystkie zawarte w tekście opinie.

Zachowali honor Polski bez skazy

Gdyby nie Powstanie Warszawskie , to nie powstałaby NSZZ „Solidarność”. Miesiąc sierpień w Polsce ma znaczenie ponadczasowe, bo pierwszego sierpnia 1944 roku zaczęło się Powstanie Warszawskie, natomiast ostatniego sierpnia 1980 roku powstała NSZZ „Solidarność”. KAŻDY POLITYK , który podważa sens Powstania Warszawskiego POWINIEN ZGŁOSIĆ SIĘ NA KOREPETYCJE Z HISTORII. KAŻDY HISTORYK , który twierdzi że Powstanie Warszawskie było porażką POWINIEN ZMIENIĆ ZAWÓD I ZAJĄĆ SIĘ KRYTYKANCTWEM. DLA KAŻDEGO PRAWDZIWEGO POLAKA POWSTANIE WARSZAWSKIE POZOSTANIE POWODEM DO DUMY I CHWAŁY NARODU. Gdy widzę w telewizji takich polityków, którzy nigdy w życiu niczym nie ryzykowali, tylko zmieniali poglądy jak kameleony i mają czelność stwierdzać, że 1sierpnia 1944 roku dowództwo AK popełniło błąd i ...”niepotrzebne były potem te ofiary”... to wyłączam telewizor i myślę sobie, że tak mówią tylko głupcy i tchórze. Gdy słucham w radio takich pseudo-historyków, którzy autorytatywnie mówią, że..." Powstanie Warszawskie było klęską", to przypominam sobie jak właśnie ci historycy podczas strajków w lipcu i w sierpniu 1980 roku występowali jako „autorytety” wyższości PZPR nad „wichrzycielami z Lublina, Gdańska ,Szczecina i całego Pomorza”, a w stanie wojennym głosili pogadanki o...” historycznym zwycięstwie Marksizmu-Leninizmu” nad „elementem antysocjalistycznym”. Dochodzę do smutnego wniosku, że we współczesnych mediach prywatnych dominują demagodzy i specjaliści od ośmieszania lub dyskredytacji każdego, kto uważa patriotyzm i Ojczyznę jako wartości najwyższe. W mediach prywatnych dominuje rozrywka, reklama, skandale i tania sensacja, a wszystko co dotyczy bohaterstwa, chwały, honoru i poświęcenia dla wyższych wartości jest spychane na margines. Właśnie tacy politolodzy – spycholodzy krytykują sens wszelkich powstań, a historycy - dialektycy autorytatywnie głoszą teorie o rzekomej porażce. WSZYSCY TCHÓRZE, KŁAMCY I POLITYKIERZY POWINNI WIEDZIEĆ, że NIE MA PRAWDZIWYCH ZWYCIĘSTW BEZ OFIAR! W historii całego świata powstania były źródłem późniejszych wolności i swobód obywatelskich. Gdyby nie Powstanie Spartakusa to do dziś mielibyśmy niewolnictwo. Gdyby nie powstania chłopskie, to do dziś obowiązywałaby pańszczyzna. Gdyby nie Powstanie Kościuszkowskie, Listopadowe i Styczniowe i Wielkopolskie, to Polska nie odzyskałaby niepodległości w 1918 roku po ponad 100 latach zaborów. Bez Powstań Śląskich w 1919, 1920 i 1921 roku, to Katowice, Chorzów, Gliwice i wiele innych miast byłoby dzisiaj w „Schlesierland” o które zabiega RAŚ. POWSTANIE WARSZAWSKIE W 1944roku BYŁO DUCHOWYM ZWYCIĘSTWEM POLAKÓW NAD ZDRAJCAMI Z JAŁTY I TEHERANU ORAZ POKAZAŁO JAK MOŻNA POKONAĆ NIEMOC . Przez cały okres PRL-u próbowano zdyskredytować dzielnych Powstańców i pokazywano „wyzwolenie Warszawy” jako „bohaterstwo armii radzieckiej i armii Berlinga”. Prawda była taka, że WSZYSCY ALIANCI, OD ANGLIKÓW POPRZEZ AMERYKANÓW, AŻ PO ROSJAN, ZDRADZILI POWSTAŃCÓW WARSZAWSKICH. Armia Czerwona zaprzestała ofensywy czekając aż Warszawa się wykrwawi. Anglicy i Amerykanie, którzy mieli dość bombowców dalekiego zasięgu aby prowadzić naloty dywanowe na Hamburg, Drezno itd. niewiele bombardowali hitlerowskich wojsk wokół naszej stolicy. Tłumaczenie, że Stalin nie dał zgody na lądowanie samolotów poza linią Wisły można włożyć między bajki w sytuacji, gdy Armia Czerwona była regularnie zaopatrywana w broń amerykańską i angielską i wystarczyło przerwać te dostawy aby zmusić Stalina do zmiany stanowiska. Alianci mieli możliwość zrzucenia desantu komandosów na odsiecz Powstańcom, ale NIE ZROBILI TEGO BO USTALILI WCZEŚNIEJ ZE STALINEM , że WOLNEJ POLSKI PO II-giej WOJNIE ŚWIATOWEJ NIE BĘDZIE TYLKO MIAŁ BYĆ PRL. POWSTANIE WARSZAWSKIE DAŁO DUCHA WOLNOSCI ZDRADZONYM POLAKOM, który PONOWNIE ZATRYUMFOWAŁ W 1980 roku . DZIĘKI ŻOŁNIERZOM AK i NSZ potem w1980 roku Rosjanie nie weszli do Polski, bo BALI SIĘ , ŻE MOŻE TUTAJ WYBUCHNĄĆ NOWE POWSTANIE. ZDOLNOŚCI POLAKÓW DO BOHATERSKICH POWSTAŃ ZNIECHĘCAJĄ KAŻDEGO POTENCJALNEGO WROGA DO ATAKU NA NASZĄ OJCZYZNĘ. POLSKA JEST TAKIM KRAJEM, który NAWET OKUPOWANY WALCZY Z KAŻDYM NAJEŹDŹCĄ. DZIĘKUJMY POWSTAŃCOM WARSZAWSKIM, ŻE ZACHOWALI HONOR POLSKI BEZ SKAZY! Rajmund Pollak