Tag Archives: technologia

Technologia światłowodowa – dlaczego warto jest w nią inwestować pieniądze?

Nie da się ukryć, że jeśli chodzi o technologię światłowodową, to w ostatnich latach bardzo mocno pomogła ona rozwinąć cały świat. Jak podają eksperci z interlab.pl obecnie wykorzystuje się ją m.in. w telekomunikacji, czy chociażby technice laserowej. Dlaczego światłowód jest takim fenomenem? 

W Afryce Chiny zdetronizowały USA

Pekin już dawno przestał postrzegać Afrykę wyłącznie jako źródło bogactw naturalnych, a współpraca wykracza poza handel i inwestycje. Świadczą o tym chociażby kwietniowe konsultacje z Unią Afrykańską na temat ochrony praw człowieka czy rozpoczęcie budowy chińskiej bazy wojskowej w Dżibuti.

Powrót generała Ludda

Na tegorocznym Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii tematem przewodnim było opanowywanie tzw. IV rewolucji przemysłowej i konsekwencji z nią związanych. Zdaniem organizatorów ludzkość weszła w nowy etap rozwoju cywilizacyjnego i niezbędne jest podjęcie działań mających na celu sprostanie wymogom wobec nadchodzącego przewrotu.

Pracy nigdy nie zabraknie

W swojej książce o dość prowokacyjnym tytule "Koniec pracy", Jeremy Rifkin dołącza do gromady socjalistycznych pesymistów, którzy twierdzą, że zaawansowana technologia prowadzi do koncentracji bogactwa w rękach "elit", a co za tym idzie, powoduje bezrobocie wśród mas. Niektórzy krytycy utrzymują, że jeśli dalej tak będzie to w niedalekiej przyszłości dosłownie zabraknie pracy.
Ci techno-pesymiści są w błędzie. Praca raczej ciągle się rozwija, a nie kończy. Nowe technologie zmieniają wymagania co do umiejętności pracowników, ale nie czynią ich bezużytecznymi. Technokratyczny chochoł skonstruowany przez krytyków technologii jest komiczny w swej prostocie. Technologia sama w sobie nie niszczy miejsc pracy. Mimo to wciąż jesteśmy zalewani łamiącymi serce historyjkami o nikczemnikach, którzy stosując nowe technologie wykluczają z rynku pracy coraz to większe rzesze ludzi. Jednym z takich oskarżeń była seria artykułów autorstwa Donalda Barletta i Jamesa Steele'a zatytułowana: "Ameryka: Kto skradł sen?". Ukazywała się ona w amerykańskich gazetach latem 1969 roku. Ta 10-częściowa seria to humorystyczne historyjki opowiadające o tym, jak to w wyniku wprowadzania nowych technologii usuwano pracowników z pracy. Właściwie w każdym przypadku Barlett i Steel posługiwali się przykładem zwolnionego pracownika, aby udowodnić swoją nie popartą żadnymi faktami regułę. Te historyjki o osobistej tragedii przypominają wydarzenia sprzed wieku, kiedy to Amerykanie opuścili swoje farmy i zamienili je na pracę w fabrykach. Nie brakowało takich, którzy usiłowali zachować rolniczy styl życia opierając się nadchodzącej industrializacji. Ich próba została zakończona fiaskiem. W 1790 roku rolnicy stanowili 90% populacji, a w 1900 już tylko 38%. Obecnie zaś niewiele ponad 2% Amerykanów to rolnicy. Jednak spadek ten nie oznacza "końca pracy". Choć wielu farmerów odczuło boleśnie utratę pracy, nowe możliwości związane z nadchodzącą erą przemysłową mocno zrekompensowały te krótkoterminowe zaburzenia. Dziś uderza nas podobieństwo między farmerami z przełomu XIX-XX wieku i pozbawionymi pracy robotnikami u progu XXI wieku. W obu przypadkach mamy do czynienia z nagłym, lecz krótkoterminowym dyskomfortem siły roboczej, w czasie, gdy wielu robotników dostosowywało się do nowych, korzystniejszych warunków zaistniałych na skutek zmian technologicznych. Wielu teoretyków społecznych usiłuje opisać tę zmianę nazywając ją "erą przemysłową", "erą informacyjną", a nawet "erą postmodernistyczną". W dzisiejszym społeczeństwie znajomość oraz umiejętność przetwarzania informacji stały się rzeczami kluczowymi dla sukcesu ekonomicznego. Pracownicy, którzy nie spełniają tego wymagania mogą doświadczyć cierpień i niepokojów. Pomimo tego materiał dowodowy przeciwstawia się apokaliptycznemu gadaniu bez ładu i składu Rifkina i jego towarzyszy, którzy obawiają się, że zaawansowane technologie zniszczą wszystkie miejsca pracy. Fatalistyczne wizje przyszłych możliwości pracy w Ameryce roztaczane są już od 200 lat. Technologia (wraz ze swym "zbrodniczym" partnerem - globalizacją) jest obwiniana o niszczenie rynku pracy. Jednak jak dowodzi Perry Pascarella "Technologia została stworzona przez ludzi celem wspomagania nas w pracy ... Technologia nie daje nam obietnic poprawy życia. Daje nam jednak siłę ekonomiczną, którą możemy wykorzystać do poprawy naszego życia w wymiarach ekonomicznych". Historia ludzkości była niejednokrotnie świadkiem wprowadzania nowych technologii, które drastycznie zmieniły nasz sposób pracy. Rozważmy krótkie przykłady cytowane przez Michaela Rotschilda w "Ekologii": 1. Ruchoma prasa drukarska Gutenberga w roku 1440 została entuzjastycznie przyjęta za udostępnienie szerokim warstwom społecznym informacji i rozprzestrzenianie religii wśród mas. Jednak z techno-pesymistycznego punktu widzenia, wynalazek Gutenberga stał się przekleństwem biznesu skrybiarskiego, który zaledwie w ciągu kilku lat zredukowany został o 98%. Jednak ten postęp otworzył możliwości pracy, o których wcześniej nie można było nawet marzyć. 2. Wynalezienie w Brytanii na początku XIX wieku "krosna z napędem", pozwoliło, dzięki maszynom parowym, na masową produkcję tkanin. Operatorzy ręcznych krosien zostali usunięci poprzez wprowadzenie tej nowej technologii. Pełni obaw o swoje dalsze życie usiłowali powstrzymać postęp technologiczny niszcząc nowe maszyny. Ludyci - jak ich nazywano - gdyby im się powiodło, powstrzymując wejście nowych krosien do produkcji, uniemożliwiliby poprawę wydajności brytyjskiego przemysłu tekstylnego, obniżenie cen i otworzenie nowych rynków. 3. Na początku XX wieku, podczas tworzenia tysięcy nowych miejsc pracy w przemyśle samochodowym, rodzący się silnik zasilany paliwem spalanym wewnętrznie spowodował spustoszenie w przemyśle produkującym pojazdy bezsilnikowe: pomiędzy 1909 a 1919 rokiem zatrudnienie w tym przemyśle spadło z 70 do 26 tys. zatrudnionych. Jednak zatrudnienie w nowym przemyśle samochodowym wzrosło z 85 do 394 tys. Znacznie przewyższyło to liczbę utraconych miejsc pracy w obumarłym przemyśle powozowym. 4. Zatrudnienie w przemyśle telegraficznym osiągnęło 87 tys. pracowników w 1929 roku. W latach 70-tych nastąpił jednak gwałtowny spadek do 24 tys. Lecz należy tutaj rzucić okiem na przemysł telefoniczny, za sprawą którego do 1970 roku powstało 536 tys. miejsc pracy. W tym miejscu pomocnym będzie nieco bliższe przeanalizowanie rozumowania współczesnych technologicznych pesymistów. Tak więc rozważmy: 1. Kłamstwo: Jeremy Rifkin twierdzi, że ogół bezrobotnych, którzy utracili nagle pracę, w Ameryce Płn. wzrasta z dnia na dzień. Rzeczywistość: Jest to nieprawda. Alan Reynolds informuje, że od 1991 roku w Stanach zlikwidowano co prawda 14 mln miejsc pracy, jednak powstało 15 mln. nowych. 2. Kłamstwo: Rifkin utrzymuje również, że "Choć tworzy się nowe miejsca pracy w Stanach, pozostają one w sektorach nisko opłacanych i dają tylko tymczasowe zatrudnienie. Rzeczywistość: W ciągu ostatnich lat, wzrost ilości miejsc pracy w sektorze usługowym objął wysoce opłacane zawody menadżerskie, jak i zawody profesjonalnych specjalności. 3. Kłamstwo: W swej książce z 1997 roku "Zmiana w pracy" Peter Capelli twierdzi, że od połowy lat 80-tych "Bardzo trudno jest zwolnionym pracownikom znaleźć nową pracę". Rzeczywistość: Według ostatnich statystyk większość zwolnionych pracowników, bardzo szybko zaczyna zarabiać o wiele większe pieniądze niż przedtem. Badanie z sierpnia 1996 roku wykazało, że zwolnieni menadżerowie i pracownicy stanowisk kierowniczych znajdowali pracę z takimi samymi, a nawet wyższymi zarobkami w ciągu bardzo krótkiego czasu (przeciętnie ok. 3 miesięcy). 4. Kłamstwo: Barlet i Steel twierdzą, że po amerykańskim pracowniku największym przegranym jest właściciel małego biznesu. W przeciwieństwie do wielonarodowych korporacji, które zamykają fabryki i przenoszą produkcję za granicę, by zyskać na taniej sile roboczej, małe firmy rzadko posiadają tę możliwość. Rzeczywistość: Małe interesy są głównym źródłem zatrudnienia w amerykańskiej gospodarce ery informatycznej. Administracja Drobnej Przedsiębiorczości odnotowuje, że biznesy zatrudniające mniej niż 500 pracowników, stanowią 54% wszystkich miejsc pracy w USA. Jedna z firm zajmujących się badaniem rynku - Cognetics - szacuje, że istnieje ok. 300 tys. firm amerykańskich zatrudniających mniej niż 50 osób. 5. Kłamstwo: Rifkin mówi: "Faktem jest, że choć mniej niż 1% wszystkich amerykańskich firm zatrudnia 500 bądź więcej pracowników, to firmy te zatrudniły 41% wszystkich pracowników sektora prywatnego pod koniec ostatniej dekady. Ale to również te gigantyczne korporacje zasilają rzesze bezrobotnych". Rzeczywistość: Pomimo wielu publikacji na temat zwolnień w wielkich firmach takich jak AT&T, firmy te generalnie nie dokonują tylu zwolnień, o jakie posądzają je krytycy. Ostatnie badania przeprowadzone przez Amerykańskie Stowarzyszenie Kierownicze odkryły, że chociaż 2/3 z 1003 większych przebadanych firm w 1995 roku firm przeprowadziło w przeszłości przynajmniej raz redukcję etatów, to od 1989 te 2/3 tych 1003 firm zatrudniło tyle samo lub nawet więcej pracowników w czerwcu 1995 roku, ile w styczniu 1990. 6. Kłamstwo: Rifkin twierdzi, że "Mężczyźni i kobiety, którzy jeszcze kilka lat temu zarabiali powyżej 30 tys. $, obecnie mogą uważać się za szczęściarzy jeśli uda im się dostać posadę stróża czy ochroniarza za 5$ za godzinę. Dla nich i ich rodzin powojenny sen o byciu częścią klasy średniej umarł. Rzeczywistość: Cytując badania Uniwersytetu w Michigan dotyczące dynamiki przychodów, Michael Cox - ekonomista Banku Rezerw Federalnych - dowodzi, że zarobki amerykańskich robotników rosną. Odnotowuje on, że tylko 5% tych, którzy zaczynali pracę znajdując się w grupie najgorzej opłacanych, pozostało w tej grupie do 1991 roku. Co więcej, 4 na 5 Amerykanom w tej grupie udało się wejść do klasy średniej, a 30% osiągnęło górny pułap zarobków do wczesnych lat 90-tych. Prawdą jest, że zarobki ludzi z wykształceniem najwyżej średnim spadają, co oznacza, że robotnicy nisko wykwalifikowani stają twarzą w twarz z olbrzymim wyzwaniem, które może zrazić i odstraszyć. Techno-pesymistyczne interpretacje statystyki ekonomicznej są jednak jednostronne. Potworne stwierdzenie, że komputery niszczą miejsca pracy nie jest poparte żadnym materiałem dowodowym. Typowa analiza pesymistyczna ukazuje, że pracownicy amerykańscy są permanentnie pozostawiani w tyle, w miarę jak produkcja zostaje zautomatyzowana. W miarę, jak komputery będą w coraz większym stopniu integrowane z amerykańską siłą roboczą, argument o rosnącej bezużyteczności człowieka wciąż będzie żywy. Jakkolwiek zbyt wcześnie, by tego dowodzić, szczególnie w świetle historii. Być może upłyną lata zanim komputer, główne narzędzie przeobrażające, zostanie w pełni połączony z gospodarką. Paul Davis szacuje, że przyswajanie - liczącej niemal wiek - zmiany z technologii parowej na elektromechaniczną zajęło nam więcej niż 50 lat. Niektóre z najkorzystniejszych wpływów technologii elektromechanicznej, zwłaszcza w kategorii rosnących możliwości pracy, nie miały miejsca przez 2/3 czasu, który został pochłonięty na to przeobrażenie. Pracownicy przekwalifikowywali się, by znaleźć pracę w nowej rzeczywistości ekonomicznej, w taki sam sposób, w jaki robili to podczas poprzednich rewolucji ekonomicznych. Podobnie dzisiejsza rewolucja komputerowa, która ustanawia nową strukturę, nie zaś niszczy siłę roboczą. Oczywiście pesymiści wierzą, że nawet przy masowym przekwalifikowaniu i edukacji część zawodów zniknie. Perry Pascarella twierdzi jednak, że pesymizm jest grą, w którą łatwo jest grać ponieważ katastrofa technologiczna zawsze zdaje się czyhać tuż za rogiem. Krytycy społeczni od zawsze ostrzegali o zbliżającej się, technologicznej katastrofie, która miała przybrać postać nuklearnego nieszczęśliwego wypadku, katastrofy ekologicznej, czy też innego kataklizmu. Jednak wciąż żyjemy. Niewątpliwie bliska i odległa przyszłość ekonomiczna Ameryki nie będzie usłana różami. Istniejąca polityka rządu stanowi barierę dla rynkowego procesu "kreatywnej destrukcji", która stworzyłaby nowe możliwości w nowej gospodarce. Żyjemy w gwałtownie zmieniającym się, konkurencyjnym na światową skalę rynku technologicznym. Społeczeństwo znajduje się w połowie drogi wielkiej transformacji, od ery przemysłowej do ery informacyjnej. Warto "rzucić okiem" na nadchodzącą przyszłość. Jednak techno-pesymiści używają w tym celu okularów, które są zbyt stronnicze, by mogły dać obraz choćby odrobinę zbliżony do rzeczywistości. Choć nic nie jest pewne jedna przepowiednia z dużym prawdopodobieństwem spełni się: praca się nie skończy.

Donald K. Jonas

Tłum. Agnieszka Łaska
(Tekst pochodzi z miesięcznika "The Freeman" i publikowany jest za zgodą The Foundation for Economic Education Po raz pierwszy polskie tłumaczenie ukazało się na Stronie Prokapitalistycznej w 2001 roku)

Sprytne Japonki przyczyną deflacji?

Połączone nowoczesną technologią panie domu zmuszają sprzedawców do ostrej konkurencji cenowej. Żyjemy w ciekawych czasach. Ostatnimi miesiącami w Japonii, jak grzyby po deszczu, powstają strony internetowe i serwisy telefonii informujące o najlepszych promocjach w mieście, dzielnicy, regionie. W większości współtworzą je same Japonki, regularnie robiące zakupy. Panie te, w trakcie codziennych wypraw po najpotrzebniejsze produkty, dzielą się ze sobą informacjami o ofertach cenowych. Robią to za pomocą telefonów komórkowych, łączących je z serwisami internetowymi. Inicjatywy są tak skuteczne i zrzeszają tak wiele osób, że danego dnia półki jednego sklepu są oczyszczane z jajek, innego z pomidorów itd. Jeśli więc sprzedawca zaproponuje konkurencyjne ceny, jest za to wyjątkowo szybko nagradzany. W efekcie, najkorzystniejsze oferty znajdują zawsze nabywców, a budżety domowe nie są nadwyrężane niepotrzebnymi wydatkami. Jak już wspomniałem, żyjemy w ciekawych czasach. Lecz nie dlatego, że zmyślne inicjatywy konsumentów poprawiają jakość rynku. Żyjemy w ciekawych czasach, bo okazuje się, że takie zachowania mogą być uważane za społecznie szkodliwe… Japońscy politycy oraz przedstawiciele sieci handlowych sądzą, że spryt konsumentów spycha ceny towarów w dół, ergo wywołuje deflację, ergo niszczy wzrost gospodarczy. Absurdalność tych wniosków wręcz przytłacza. Japończykom przyszło działać w gospodarce, w której deflacjofobia totalnie paraliżuje aktywność szarych komórek w głowach ekonomicznych władz. Zachowywać się racjonalnie w takich warunkach, to jest dopiero osiągniecie. Szymon Nowaczyk Strona Autora: http://neteor.blogspot.com Foto: http://mankai.wordpress.com/