Tag Archives: telewizja

Czego uczą polskie seriale

Większości z nas wydaje się, że jesteśmy odporni na reklamę. Nie jest to niestety prawda. Wszyscy podlegamy jakiejś propagandzie, nie mając pojęcia o tym jak jesteśmy manipulowani.

Tomasz Lis na jałowo

Zamiast programu "na żywo" mieliśmy przed Wigilią nudnawy wywiad Tomasza Lisa nagrany znacznie wcześniej, a fragmenty tej indoktrynacji obywateli w duchu PO, były prezentowane w telewizji publicznej jak reklamy.

Janusz Korwin Mikke – najlepsze wypowiedzi (masakry:)

Janusz Korwin-Mikke w akcji. "Brzydzę się panem, pan ma krew na rękach, krew tych, którzy zostali zamordowani dlatego, że zniesiono karę śmierci" - powiedział Janusz Korwin-Mikke do Andrzeja Celińskiego. Zbiór różnych telewizyjnych wypowiedzi z ostatnich lat. Polecamy.  
 

Wolność mediów w Polsce

W demokratycznym państwie prawa realizującym zasady sprawiedliwości społecznej władza zwierzchnia należy do Narodu, który sprawuje ją przez przedstawicieli lub bezpośrednio. Tak przynajmniej stanowi Konstytucja RP, która wszelako nie wymienia o który Naród konkretnie chodzi, co może budzić pewne podejrzenia. Załóżmy jednak na chwilę, że z tą demokracją i Konstytucją, to wszystko na poważnie.
Na co dzień Naród, jako suweren, zajęty jest zdobywaniem środków na życie i spożycie, więc nie ma czasu na bezpośrednie sprawowanie władzy, jak również kontrolowanie radosnej twórczości swych przedstawicieli. Obowiązek kontroli poczynań władzy spoczywa zatem na barkach dziennikarzy, którzy winni informować Naród o działaniach władzy zagrażających wolności. Teoretycznie. Władza też jest tego świadoma, dlatego usilnie dąży do spacyfikowania / zblatowania mediów w duchu jedności frontu przekazu, zgodnie z leninowską dewizą o organizatorskiej roli prasy. Widać to chociażby w konstytucyjnych zapisach dotyczących wolności prasy. Art. 54 każdemu zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Z kolei art. 14 zapewnia wolność prasy i środków społecznego przekazu. I tu, jak mawiał pułkownik Wieniawa – Długoszowski, kończą się żarty, a zaczynają schody. Albowiem drugi ustęp przywołanego art. 54 stanowi, co następuje: Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. W ewidentnej zatem sprzeczności z postanowieniami Konstytucji stoją podejmowane przez władzę działania na froncie walki z „mową nienawiści” czy wymierzone w niezależność internetu porozumienia typu ACTA, zresztą nie pierwsze i niewątpliwie nie ostatnie. Niemniej ciekawe jest  poznanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego koncesjonowanie prasy jest passe, ale radia i telewizji już nie? Czyżby dlatego, że zdecydowana większość Narodu swą wiedzę o otaczającej rzeczywistości czerpie jednak z radia i telewizji, a nie gazet? Konsekwencją tego stanu prawnego jest łatwo zauważalny fakt, że o ile prasa drukowana czy internet mają zróżnicowane komentarze, to tyle radio i telewizje, zarówno komercyjne jak i publiczne, są zadziwiająco zbieżne w ocenach. A ponieważ władza, która „może” koncesjonować radio i telewizję skwapliwie korzysta z tej możliwości, gdy już nie ma innego wyjścia – podnosi ad absurdum stawki opłat koncesyjnych tak, by uciszyć niepokornych, np. Radio Maryja i TV Trwam. Jeśli ktoś z Państwa miał okazję porównać serwis informacyjny „zaprzyjaźnionych z władzą mediów” z serwisami informacyjnymi mediów toruńskiego redemptorysty, to zapewne poczuł się jak w innej rzeczywistości. Jeśli nie – to zachęcam, chociażby do odwiedzenia stron internetowych Radia Maryja czy TV Trwam i porównania treści z innymi portalami opiniotwórczymi. Swoją drogą, to ciekawe co by się stało, gdyby blisko 2,5 miliona osób, które podpisały petycję w obronie TV Trwam wystąpiło z inicjatywą ustawodawczą znoszącą koncesjonowanie radia i telewizji? Z tą wolnością prasy, to po prawdzie też pic na wodę. Bo wprawdzie Konstytucja zabrania prewencyjnej cenzury, ale nie zabrania zamieszczania reklam. I tak zaprzyjaźnione z władzą media mogą liczyć na dopływ „państwowej” (czytaj: podatników) gotówki poprzez reklamy, a pozostali mogą co najwyżej pomarzyć. Kuriozalnym przykładem jest to, że „największy opiniotwórczy dziennik w Polsce” jednego dnia zamieszcza 5 reklam prywatnych oraz 30 publicznych . Jak wpływa to na finanse konkretnych tytułów prasowych, chyba nie trzeba tłumaczyć.  A przecież ta sama władza wydaje biuletyny informacyjne oraz zamieszcza ogłoszenia w internecie na rządowych stronach. Wszystko finansowane z podatków. Albert Einstein twierdził, że wolność nauczania i wyrażania opinii w książkach i prasie stanowi podstawę zdrowego i naturalnego rozwoju każdego społeczeństwa, zatem każda forma cenzury (oficjalnej bądź ekonomicznej) prowadzi do degeneracji społeczeństwa. Otwarta pozostaje kwestia, czy w takiej sytuacji elity degenerują na obraz i podobieństwo społeczeństwa, czy też jest dokładnie odwrotnie? Michał Nawrocki

KRRiTV do dymisji!

Ostatnio TVP1 i TVP2 raczą nas histeryczną kampanią dotyczącą płacenia, a właściwie nie płacenia abonamentu. Nie wystarczyły już krajowe „autorytety” wzywające obywateli do płacenia. Na nic poszły moralizatorskie pogadanki o „misji” telewizji publicznej, bo każdy obywatel widzi jakimi brykami jeżdżą „misjonarze” z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Zdesperowani decydenci z TVP1 i TVP2 sięgnęli zatem po pomoc za granicę i wynajęli jedną Francuzkę i jednego Niemca, aby połajali Polaków! Przy okazji wyszło na jaw, że 65% dorosłych Polaków nie płaci abonamentu RTV. Polska ma pierwsze miejsce w Europie i to właśnie martwi bonzów radia i telewizji. Ciekawe, że te proporcje zupełnie nie dotarły do wszelakich firm sondażowych, które z uporem godnym lepszej sprawy, (oczywiście na zamówienie TVP), publikują wyniki...” badań opinii publicznej”, wedle których ponad 90% Polaków ufa telewizji publicznej, a radiu to nawet ponad 95%. Przypomina to jak żywo czasy PRL-u, kiedy ludzie wszędzie mówili, że telewizja kłamie, a telewizja wpadała w samo-zachwyt i... kłamała jeszcze bardziej. Obecnie TVP1 ciągle twierdzi, że mamy sukcesy na arenie międzynarodowej, że gospodarka nasza ma się lepiej niż w innych krajach, że ludzie wydali na święta więcej niż w innych krajach, a szarego obywatela, który musi płacić coraz wyższy czynsz i widzi jak co dzień ceny żywności szybują omal krew nie zalewa, gdy widzi na ekranie telewizorni zadowolonego premiera, uśmiechniętego ministra finansów i dumnego z siebie ministra spraw zagranicznych. Reakcja Polaków jest bardzo zdrowa, bo po obejrzeniu kolejnych „Wiadomości” lub kolejnej „Panoramy” postanawiają, że już więcej za takie bzdury nie będą płacić abonamentu. Wracając natomiast do sondaży, to telewizja kłamie, bo Polaków, którzy ufają TVP1 jest mniej niż 35%, gdyż spośród tych 35%, którzy jeszcze płacą za abonament jest wielu takich, którzy w tym miesiącu zapłacili po raz ostatni. Prawdziwe zaufanie to ludzie mają do Radia Maryja i Telewizji Trwam, bo tam płacą dobrowolnie, bez abonamentu. KRRiT swą zemstę skierowała właśnie do telewizji „Trwam” odmawiając jej koncesji, gdyż TVP1 i TVP2 mają mieć monopol na rację jak...za komuny. Panie i panowie decydenci TVP1 i TVP2 powinniście wreszcie zrozumieć, że fakt, iż Polska jest na pierwszym miejscu w nie płaceniu abonamentu, to jest równoznaczne z plajtą zaufania do waszej telewizji!!! Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna zatem ogłosić w „Wiadomościach” i „Panoramie” oraz w programie „Bogdan Lis na żywo”, że w związku z utratą zaufania społecznego podaje się do dymisji. Rajmund Pollak  

Mistyfikacja telewizji publicznej na „Wielkim Teście z Historii” w Katowicach

Telewizja publiczna szeroko reklamowała konkurs, określając go tematem : „Polska droga do wolności”. Przybyłem 12 grudnia 2011 r pod Centrum Kultury im. Krystyny Bochenek piętnaście minut przed jedenastą i ujrzałem prymitywną mistyfikację, w postaci robienia sztucznego tłumu przed wejściem.
Sytuacja była wręcz kabaretowa, bo przed jednym, zamkniętym  wejściem czekało ok. 150 osób i dla potrzeb spektaklu zorganizowano „komitet kolejkowy” , a w tym samym czasie tuż obok  były drzwi otwarte do Centrum Kultury, przed którymi nikt nie stał. Szybko się zorientowałem co jest grane, bo na zamknięte drzwi była skierowana kamera, a na otwarte nie, a zatem pomyślałem sobie:...” Czy to będzie konkurs, czy może tylko...widowisko telewizyjne”? Wkrótce się przekonałem, że telewizja publiczna zaplanowała takie... dwa w jednym. Nie lubię być manipulowany przez dziennikarzy, a zatem punktualnie o 11 wszedłem przez otwarte drzwi, obszedłem jakiś płot ustawiony dla dodania dramaturgii spektaklu i poszedłem się zarejestrować do konkursu, bo była już jedenasta. Jednak panowie z ochrony TVP1 zapytali mnie czy jestem z komitetu kolejkowego, bo kamera ma filmować dopiero jak członkowie komitetu odczytują po kolei nazwiska i musi być cały tłum, a nie jeden wchodzący?! Dyskryminacja Podbeskidzia Gdy odpowiedziałem, że to już nie te czasy i ja żadnych komitetów nie uznaję, to pozwolono mi podejść do wolontariuszek, które zapytały mnie jakiemu klubowi piłkarskiemu z województwa śląskiego kibicuję ? Odpowiedziałem, że jestem kibicem „Podbeskidzia” Bielsko-Biała i ... naraziłem się od razu pani redaktor TVP1 z Warszawy, która nie wiedziała, że Bielsko-Biała leży w województwie śląskim! Wytłumaczyłem pani redaktor, że to wcale nie jest taka stara historia, kiedy ówczesny premier Buzek zlikwidował województwo bielskie. Prowadzący wielki test z historii Przemysław Babiarz nie wiedział natomiast, że „Podbeskidzie” jest już w ekstraklasie, dlatego w ogóle nie umieścił nazwy tego klubu wśród drużyn piłkarskich jakim mogli kibicować uczestnicy konkursu w Katowicach. Gdy już się zarejestrowałem, to powiedziano, że  mam się zgłosić o godz 16 po... „terminal” do głosowania. Pomyślałem wtedy : ...”Po co TVP zachęcała ludzi do rejestracji o 11.00, skoro dopiero po 5 godzinach mają się ponownie zgłosić do tej samej rejestracji”? Odpowiedź uzyskałem od jednego z operatorów telewizyjnych, który wytłumaczył mi, że potrzeba tyle czasu na montaż  materiału filmowego, który będzie emitowany na początku konkursu na temat tłumu i komitetu kolejkowego. Potem zobaczyłem jak to się w TVP1 robi programy ...”na żywo”. Komitet kolejkowy miał być jak za dawnych lat i tłum miał być jak za dawnych lat no i... był. Reżyseria była tak doskonała, że ludzie stojący w kolejce do rejestracji w większości nie wiedzieli, że wcale nie musieli stać od wczesnego poranka, bo gdyby przyszli o 14.00 to już nie było nikogo w kolejce, a wolontariusze wręcz zachęcali ludzi postronnych do wzięcia udziału w teście, gdyż frekwencja nie dopisała. Jednak na to też znaleźli rozwiązanie spece TVP1 od „programów na żywo”... Na 18.30 przewidziano próbę generalną przed konkursem. Ludzi porozsadzano po olbrzymiej sali tak, aby wyglądało, że  sala jest pełna, czyli każdy miał obok siebie dwa miejsca wolne, jedno z prawej, a drugie z lewej strony. Ochraniarze pilnowali, aby nie było możliwości siadania zbyt blisko, tylko co drugie krzesło.  Gdy już wszyscy usiedli, to nastąpiła próba świateł, to znaczy oświetlono te rzędy, które były zapełnione, a  rzędów pustych już kamera nie obejmowała. Początek programu był przewidziany na 20.20, ale już o 18.40 zarządzono próbę oklasków, żeby potem, gdy program już będzie „na żywo” był odpowiedni aplauz. Jeden z ochraniarzy zwrócił mi uwagę, że naruszam porządek, bo nie klaszczę, gdy pan redaktor zachęcał. Brak Homologacji urządzeń do zdalnego głosowania Gdy dokonano próby urządzeń głosujących zapytałem, czy urządzenia elektroniczne do zdalnego głosowania posiadają homologację? Przybiegł jeden pan z drugiego końca sceny i autorytatywnie stwierdził, że żadnej homologacja, ani autoryzacja tych urządzeń elektronicznych nie jest wymagana! Gdy wyraziłem wątpliwość, bo przecież nawet względy BHP wymagają aby każde urządzenie elektroniczne posiadało odpowiedni atest bezpieczeństwa, to na scenie pojawiła się pani redaktor z Warszawy i zagroziła, że ochrona wyrzuci mnie z sali konkursu, gdyż zakłócam spokój takim pytaniem. Dyskryminacja osób niewidomych w trakcie testu Potem wątpliwości co do regulaminu konkursu wyraził opiekun osoby niewidomej, który stwierdził, że czas na odpowiedź powinien być mierzony od chwili gdy będzie jakiś sygnał, a nie od momentu ukazania się pytania na ekranie. Chodziło o to, że w trakcie próby wyszło na jaw, że pytania i warianty odpowiedzi ukazywały się na ekranie zanim prowadzący przeczytał cały tekst. Komisja TVP1 nie zgodziła się na takie rozwiązanie i w trakcie testu pytania wraz z wariantami odpowiedzi ukazywały się na ekranie wcześniej aniżeli prowadzący odczytał cały tekst... Sam test był zredagowany dosyć ciekawie, choć trudno dociec jaki  związek z przebiegiem przemian w Polsce  miał serial pt.: „Niewolnica Izaura” , kto zdecydował aby uhonorować PZPR pytaniem o struktury poziome, skoro one niewiele zrobiły dla przemian i komu zależało aby upamiętnić Nikolae Caucesku i Erika Honekera  jednym z pytań skoro oni nic nie wnieśli do naszych przemian ustrojowych? Po zakończeniu testu jeszcze Pan redaktor Babiarz (już jak nie był na fonii ogólnopolskiej) zaapelował: ...” Teraz możecie sobie państwo pomachać do kamer”... i w ten sposób przekonałem się, że nawet ...”machanie na żywo” było starannie inspirowane od góry... Rajmund Pollak

Prawica też potrafi wygrywać

W obliczu kolejnej wyborczej klęski polskiej prawicy, która po raz kolejny nie dostała się do parlamentu i uzyskała 1,06 % i 0,2 % poparcia, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego znów przegrała? Dlaczego i tym razem nie udało się wpłynąć na wyborców, by oddali głos właśnie na nich? Oczywiście jedno z prawicowych ugrupowań ma prawo czuć się pokrzywdzone przez Państwową Komisję Wyborczą, ale nie zmienia to faktu, że nawet przy możliwości głosowania na tę formację w całym kraju, ich partia raczej nie przekroczyłaby progu 5 %.
W czasach nam współczesnych prawica nie ma dobrej prasy. Zarówno w Polsce, jak i na świecie. Dziś coraz częściej promuje się organizacje lewicowe, które domagają się praw dla gejów, lesbijek, a prawicę bardzo często postrzega się jako bojówkarzy, kiboli, neonazistów. Mimo takiej opinii, nie należy się zniechęcać. Prawica wbrew pozorom nie musi być na straconej pozycji. Nim przejdziemy do konkretów, ustalmy czym jest prawica. Charakteryzuje się przede wszystkim poszanowaniem dla własności prywatnej. Prawica jest liberalna pod względem gospodarczym i bardzo często konserwatywna pod względem światopoglądowym. Prawica szanuje prawo. Czy w dzisiejszych czasach można spotkać państwo, które realizuje wszystkie powyższe założenia? Raczej nie, ale niektóre ze wspomnianych postulatów są realizowane teraz – w XXI wieku. A więc wbrew pozorom w czasach dominacji lewicy można realizować prawicowe programy. Jak to zrobić? Przede wszystkim należy grać według takich zasad, jakie obecnie panują. Przyjrzyjmy się zatem, jak to robiło Stronnictwo Narodowe w okresie międzywojennym, do którego obecna polska prawica tak często się odwołuje. „Każda marka dana żydowi zwróci się przeciw Polsce!” A cóż to za nietolerancyjny slogan! Proszę sobie wyobrazić, że pochodzi on z endeckiej gazety „Kurier Poznański” z 4 stycznia 1922 r. Proszę sobie także wyobrazić, że ten „Kurier” był jak na owe czasy bardzo szanowaną gazetą, którą czytało wiele osób. Nic dziwnego, w końcu przedwojenna Wielkopolska była powszechnie uważana za bastion Narodowej Demokracji – największej polskiej organizacji prawicowej. A teraz proszę sobie wyobrazić, że ten slogan nagle pojawia się w najnowszym numerze np. „Rzeczpospolitej”. Czy gdyby takie sformułowania w „Rzepie” pojawiały się częściej, to gazeta zyskałaby nowych czytelników? Możliwe, że paru by zyskała, ale automatycznie straciłaby swoich dotychczasowych wielbicieli. W konsekwencji „Rz” przestałaby istnieć, bowiem nikt by jej nie kupował. Wnioski – polska prawica w dwudziestoleciu międzywojennym potrafiła dostosować się do warunków politycznych, jakie wtedy panowały. W Europie coraz częściej do władzy dochodzili ludzie, którzy za całą złą sytuację ekonomiczną obarczali Żydów. Stąd w wielu państwach ówczesnej Europy do władzy dochodziły ruchy narodowe głoszące, że tylko prawdziwi Włosi zapewnią dobrobyt Włochom, tylko prawdziwi Niemcy wyprowadzą państwo niemieckie z kryzysu, tylko Polacy zapewnią Polsce prawdziwą niepodległość. Tego typu hasła w okresie międzywojennym padały na podatny grunt. Społeczeństwo polskie to kupiło. Dowodem na to jest fakt, że Narodowa Demokracja do 1926 r. była największym polskim ugrupowaniem, a nawet po przejęciu władzy przez sanację była najpoważniejszą partią opozycyjną. Dziś jednak żadna szanująca się partia, która realnie myśli o przejęciu władzy nie może używać takiej retoryki, jaką używali endecy przed II wojną światową, ponieważ to były zupełnie inne czasy! W XXI wieku partia polityczna, która chce zdobyć władzę nie może mówić, że „każda [złotówka] dana żydowi zwróci się przeciw Polsce”, ponieważ w ten sposób nie zapewniłaby sobie dużej liczby sympatyków. Dziś ludzie słusznie, lub niesłusznie zostali „wytresowani” na tolerancyjnych. Nikt z nas nie organizuje np. bojkotu oglądania programów telewizyjnych Grupy ITI, mimo że prezesem tego Holdingu jest osoba narodowości żydowskiej. Oglądalność TVP nie spadła w żaden sposób, gdy jej prezesem w latach 2006-2007 także była osoba narodowości żydowskiej, która dodatkowo kiedyś była masonem! Dziś zdecydowana większość Polaków nie widzi w tym niczego złego, a więc głoszenie haseł antyżydowskich nikomu nie przyniesie żadnych korzyści. Jak to robi obecnie prawica? Współczesna polska prawica zachowuje się, jakby wszystkie rozumy pozjadała. Członkowie polskiej prawicy uważają się za inteligentnych ludzi, którzy najlepiej wiedzą, jak wyjść z kryzysu, znają odpowiedź na każdy nurtujący Polaków problem społeczny. Polska prawica ma program, ale nie umie go przekazać szaremu zwykłemu obywatelowi, który zazwyczaj jest głupi i nie rozumie niektórych mechanizmów ekonomicznych. Jednak to, że ludzie są głupcami nie oznacza, że należy wprost ich obrażać. Jeżeli znany polityk polskiej prawicy w oficjalnych wystąpieniach zaczyna mówić, że ich partia nie ma wysokiego poparcia społecznego, ponieważ większość wyborców jest idiotami i głosuje na socjalistów, to tym samym popełnia on polityczne samobójstwo. Jeżeli ta sama osoba zaczyna jeszcze kwestionować oficjalne zasady gry, czyli demokrację, to w ten sposób dyskwalifikuje siebie samego z dalszej rozgrywki, tak jak dyskwalifikuje się piłkarza, dając mu czerwoną kartkę, gdy nie przestrzega reguł gry. Nikt nie zastanawia się nad tym, czy demokracja jest słuszna, czy niesłuszna. Skoro są takie reguły gry, to należy je szanować! Obserwując poczynania polskiej prawicy stwierdzam, że ugrupowania te nie do końca dostosowują się do wymogów współczesności. Gdyby endecja w dwudziestoleciu międzywojennym obrażała wyborców, kwestionowała wybory demokratyczne, nigdy nie osiągnęłaby żadnego sukcesu politycznego. Im jednak się udało, mimo że także uważali się za prawicę i też mieli różne zdania na temat ówczesnego ustroju, ale nie mówili o tym głośno. Sukcesy polskiej prawicy w XXI wieku To nie prawda, że w XXI wieku prawica nie ma szans na zdobycie kapitału politycznego. Weźmy taką Ligę Polskich Rodzin, która w 2001 r. pojawiła się w polskim parlamencie. Partia ta osiągnęła wielki sukces nie tylko dzięki jasnemu programowi, ale także dzięki wsparciu ze strony niektórych mediów, w tamtym przypadku Radia Maryja. Ta sama rozgłośnia radiowa wspierała LPR w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. Wówczas partia Romana Giertycha była jedyną silną partią prawicową, która sprzeciwiała się wejściu Polski do Unii Europejskiej. Dzięki temu, że Liga Polskich Rodzin nie miała wówczas praktycznie żadnej konkurencji, jeśli chodzi o elektorat uniosceptyczny, partia ta z powodzeniem dostała się do PE. Media o. Tadeusza Rydzyka były jeszcze przychylne dla LPR w 2005 r., dzięki czemu ich ugrupowanie osiągnęło lepszy wynik, niż w wyborach z 2001 r. Później jak wiadomo elektorat „radiomaryjny” przerzucił się na Prawo i Sprawiedliwość. Tym samym partia Romana Giertycha straciła na popularności i w 2007 r. ostatecznie wypadła z gry. Jednak przez 6 lat Liga była obecna w parlamencie, a nawet współrządziła państwem wraz z PiS-em i Samoobroną. Liga Polskich Rodzin dała prawdziwą lekcję dla partii wolnorynkowych. Proszę zwrócić uwagę na to, że LPR miała program, miała też zaplecze polityczne. LPR była wspierana przez media o. Rydzyka. Partia ta wykorzystała swoją sytuację – przekonała przeciwników UE. Oni to kupili i dali partii zwycięstwo. Tak, proszę państwa – właśnie tak dziś prowadzi się politykę. Trzeba znaleźć coś, co będą w stanie kupić wyborcy. Co to może być? Niemalże wszystko! Dla LPR-u była to niechęć do Unii Europejskiej. Dla partii lewicowych może to być wspieranie mniejszości seksualnych. A dla prawicy wolnorynkowej może to być kryzys światowy. Rady dla prawicy wolnorynkowej Czy można wierzyć w to, że po latach klęsk prawicy wolnorynkowej da się jej jeszcze raz spróbować wejść do wielkiej polityki? Jest takie przysłowie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Skoro kiedyś Narodowej Demokracji udało się wywierać wpływ na polską politykę, skoro Liga Polskich Rodzin potrafiła wejść do polskiego i europejskiego parlamentu, to dlaczego nie mieliby tego zrobić ludzie o poglądach konserwatywno-liberalnych? Aby osiągnąć sukces wyborczy, trzeba przede wszystkim zaakceptować reguły gry, czyli demokrację. Należy mówić, że Polacy są wspaniałym i pracowitym narodem, który już nie raz wyciągał kraje Europy zachodniej z tarapatów. Prawica właśnie teraz, w obliczu kryzysu musi mówić o potrzebie uwolnienia przedsiębiorczości Polaków. Prawica musi przekonywać, że nie ma sensu angażować się w politykę Unii Europejskiej, ponieważ ona sama została zbudowana na kiepskich podstawach, o czym przekonujemy się, oglądając każdego dnia relacje telewizyjne z Grecji. Trzeba jeszcze stworzyć, lub uzyskać poparcie od ważnego, ogólnopolskiego medium, które byłoby w stanie promować idee wolnorynkowe, bo tylko dzięki silnej promocji mediów można coś osiągnąć. Narodowa Demokracja miała wiele gazet, jak choćby „Kuriera Poznańskiego”, Liga Polskich Rodzin miała media o. Tadeusza Rydzyka. Które z silnych i wpływowych mediów w Polsce byłoby w stanie poprzeć prawicę konserwatywno-liberalną? Wbrew pozorom są takie media, które mogłyby tę ideę rozpropagować. Polska prawica tyle mówi o powrocie do kapitalizmu, wolnego rynku, krytykując obecne partie władzy za to, że wprowadza socjalizm, nie zauważając tego, że ta tzw. „banda czworga” osiąga polityczne sukcesy, stosując metody kapitalizmu – partie te, podobnie jak sprzedawcy telefonów komórkowych próbują pokazać się ludziom z jak najlepszej strony, walczą o głos, konkurują ze sobą, zupełnie jak w dzikim kapitalizmie. Polska prawica, jeśli poważnie myśli o zdobyciu władzy, musi wciągnąć się w tę rywalizację. Musi po prostu się wyborcom sprzedać, pokazać z jak najlepszej strony. Przekazać swoje racje w taki sposób, aby ludzie to kupili. Nie może być tutaj mowy o żadnym lekceważeniu wyborców, czy demokracji. Tylko pokazując się z jak najlepszej strony ludziom i prezentując je we wpływowym medium można w tych warunkach, czyli w demokracji osiągnąć sukces polityczny. Nie ma innej możliwości, chyba że chce się dorwać do władzy metodami niedemokratycznymi, np. za pomocą wojska. Można próbować w ten sposób, ale będzie to bardzo ryzykowne. Jak na razie jednak demokracja w Polsce ma się dobrze, a więc trzeba zająć się zdobywaniem popularności wśród zwykłych Polaków. Mimo, że zdecydowałem się na krytykę znanych prawicowych polityków, a przede wszystkim Janusza Korwin-Mikkego, nie uważam, że jego dotychczasowa działalność miała jedynie wymiar destrukcyjny. Nie uważam także, że prezes Nowej Prawicy celowo obrażał ludzi, źle wypowiadał się na temat demokracji, by ośmieszyć ideały wolnorynkowe. Takich ludzi jak Korwina-Mikke, czy Stanisława Michalkiewicza uważam za prawdziwych prawicowych ideologów, którzy po prostu brzydzą się manipulacji, okłamywaniu ludzi w celu zdobycia władzy. Jest to oczywiście szlachetna postawa, ale raczej niedająca zwycięstwa w wyborach demokratycznych. Praca, jaką wykonali i nadal wykonują pomogła wielu ludziom, w tym także i mnie zaznajomić się z ideologią konserwatywno-liberalną. Udowodnili oni, że kapitalizm nie jest taki straszny, jak go socjaliści przedstawiają. Prawica wbrew pozorom potrafi wygrywać, nawet w demokracji. Trzeba się tylko do niej przystosować. Dlatego przy najbliższych wyborach parlamentarnych warto zmienić dotychczasową taktykę i stanąć w równej walce z innymi partiami, no chyba że za 4 lata już nie będzie demokracji. Mateusz Teska

Wskaźniki jakościowe – Paradyzja wiecznie żywa

Ciekawe czy ktoś prowadził badania na temat repertuaru kin i teatrów w okupowanej przez Niemców Polsce? Z pewnością w kinach dominowały obrazy propagandowe i przedwojenne banalne produkcje. W tetrach zaś lekkie i przyjemne przedstawienia z pogranicza pornografii i kabaretu. Tego typu „sztuka” miała dostarczyć prymitywnej rozrywki dla podludzi. Oczywiście bardzo szybko powstało podziemne życie kulturalne. Czy to legalne życie kulturalne oparte na kolaboranckich teatrzykach nie przypomina przypadkiem dzisiejszej oferty telewizji z "Tańcem z Gwiazdami" i wszelką masą durnych kabaretonów?   Oczywiście wszystko jest w porządku jeśli chodzi o telewizję komercyjną. Dostarcza się ludziom to czego chcą, a tak jak gorszy pieniądz wypiera lepszy, tak samo kultura bardziej ambitna jest wypierana przez chłam. Ale jeśli ktoś wmawia nam, że telewizja publiczna ma jakąś misję, to jest to misja podobna do tej jaką pełniły okupacyjne teatrzyki. Czy zatem istnieję pewne formy kulturalnej aktywności, które nie są zapominane i przez to w podziemiu tworzą drugi obieg. Tak. Jest to blogosfera. Pisanie jest najprostszą formą przekazu myśli. Nie potrzeba żadnych specjalnych narzędzi poza umiejętnością pisania i czytania. Tego typu kulturalna szara strefa nie jest żadnym zagrożeniem dla propagandowej  misji demów, gdyż tylko niewielka część ludzi czyta. Po cóż więc walczyć z owym marginesem, który na skutek walki przybrałby tylko bardziej finezyjne formy? Lepiej jest obserwować i monitorować niż zakazywać. Ludzie nie są przecież przygotowani na zanegowanie medialnej rzeczywistości, ułudy dobrobytu i luksusu. Jakiś czas temu spotkałem się z poglądem wyrażonym przez młodego, wykształconego człowieka, który twierdził, że polskie społeczeństwo bogaci się w tempie niespotykanym o czym świadczy ilość aut na ulicach. To, że o prawdziwym bogactwie decyduje posiadanie ziemi i środków produkcji było dla niego pewną nowością. To, że owe dobra kupowane są na kredyt nie zdziwiło go. Infrakcja o tym, że realny poziom podatków w porównaniu do średniowiecza wzrósł ośmiokrotnie rozśmieszyło go. Ale mamy do czynienia z kłamstwem strukturalnym. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych zamożność gospodarstw domowych mierzono przy pomocy wskaźnika, którym było posiadanie magnetowidu. Janusz Zajdel w "Paradyzji" opisał kiedyś sztucznego satelitę w kształcie pierścienia kręcącego się po satelicie pewnej bogatej w zasoby planety. Największym zagrożeniem była dla niej korozja oraz interwencja ziemian. To były oczywiście wyimaginowane zagrożenia mające tylko wzmocnić strach. Teraz skutecznie zastępuje się je globalnym ociepleniem. Potem okazało się, że największą tajemnicą Paradyzji było to, że nie istniała. Była obozem pracy zamkniętym w kontenerach zlokalizowanych na planecie. A prawdę od blagi dzieliła cienka ściana kontenerów. Nie było za nią kosmicznej przestrzeni, lecz piękny prawdziwy świat, w którym żyły elity wykorzystujące niewolniczą pracę zamkniętych w niby satelicie nieszczęśników. Geniusz Zajdla polega na tym, że dwadzieścia kilka lat temu sądziłem, że chodzi tu o alegorię komuny. Alegoria okazała się jednak metaforą nie tylko realnego socjalizmu, ale i współczesności. Mieszkańcy Paradyzji ciągle podsłuchiwani przez komputerowy system posługiwali się koalanigiem, który był formą poetyckiej grypsery. Być może za chwilę i ten sposób komunikacji stanie się standardem? Na obecnym etapie pozwala się jeszcze sączyć ludziom myśli. Dlatego, że w hałasie i tak ciężko jest usłyszeć cokolwiek. Ale za chwilę będzie to być może kolejny wskaźnik jak w przypadku pojawienia się nieformalnej kulturalnej aktywności? Wtedy znowu poeta będzie największym zagrożeniem dla systemu. W tej chwili wydaje się, że jednym z największych zagrożeń dla całych społeczności, obok lansowanej przez bolszewików aborcji, jest niska jakość produkowanej żywności wywołująca epidemię nowotworów. Już teraz prawdziwym luksusem zaczyna być posiadanie ogródka z czystą własną żywnością. Jak jednak tę prawdę przekazać koalangiem? Może: „Skarb twój najcenniejszy z trzewi ziemi wyrasta wbrew śmierci emisariuszom i ich hojnym darom”? Adam Kalicki Foto. Okładka pierwszego wydania książki Janusza Zajdla - "Paradyzja" (z 1984 roku)

Apolityczne upolitycznienie

Za każdym razem, gdy ktoś mówi mi, że jest apolityczny, pytam go, którą konkretnie politykę ma na myśli – tak mniej więcej pisał Andrzej Sapkowski w sadze o wiedźminie. Słowa te przypominają mi się zawsze, gdy słyszę o „odpolitycznianiu mediów publicznych”, który to proces teraz wchodzi w kolejną fazę. Za każdym też razem, gdy słyszę bądź czytam ów frazes o odpolitycznianiu zastanawiam się, czy jego autor kpi sobie z odbiorców, czy też może nie wie, na jakim świecie żyje? W obu przypadkach zresztą są to zastrzeżenia raczej uprzejme. Upolitycznienie (warunek niezbędny do odpolitycznienia) zachodzi na dwa sposoby. Poprzez objęcie funkcjonowania politycznym nadzorem oraz poprzez nasycenie polityką treści. W przypadku „mediów publicznych” pierwszy warunek jest spełniony z definicji. Drugi zaś wynika z charakteru współczesnego państwa, wtykającego swój nos we wszystkie możliwe sprawy w ramach różnych „regulacji”. Tym samym każdy poruszany temat staje się tematem politycznym. Z drugiej strony nie da się pominąć paradoksu samego „odpolityczniania mediów publicznych” (prywatne w następnym etapie). Skoro bowiem wicemarszałek sejmu (osoba z definicji jak najbardziej „apolityczna”) w ramach „przywracania normalności w mediach publicznych” zapowiada, że odtąd nie będzie w nich miejsca dla dziennikarzy krytycznych wobec rządu, to może i jest to normalność, ale w nie mającym nic wspólnego z odpolitycznieniem stylu stalinowskim. Gdybyśmy jednak w jakiejś pomroczności jasnej wzięli deklaracje rugowania opozycji z mediów publicznych za dobrą monetę, to należy postawić zasadnicze pytanie – co ze zwolennikami rządu i samymi politykami? W końcu w ramach „odpolityczniania mediów publicznych” oni też nie powinni się w nich pojawiać. Jako pierwsze listy proskrypcyjne można wykorzystać członków „honorowych komitetów poparcia” kandydatów na urząd prezydenta RP (również od piątku urzędującego), którzy jak by na to nie patrzeć zaangażowali się politycznie. To rzecz jasna jest nierealne, w końcu nie po to „autoryteci” angażowali się politycznie by nie istnieć w mediach, zwłaszcza finansowanych z podatku zwodniczo zwanego abonamentem. Wszelako „odpolitycznienie mediów publicznych” jest możliwe. Należy je po prostu zlikwidować, zaś państwo powinno zająć się ochroną praw negatywnych (życie, wolność, własność) ludzi, do czego nawiasem mówiąc zostało powołane, a nie mnożeniem praw pozytywnych (ingerujących w sferę praw negatywnych). Na zakończenie mała dygresja o poziomie mediów publicznych. Oto parę dni temu, w publicznym radio prowadzący program rzucił pomysł (mam nadzieję, że to był tylko żart), od którego po prostu szczęka mi opadła. Zaproponował mianowicie wprowadzenie „regulacji prawnej”, przewidującej... ekwiwalent za nieudany urlop! Na przykład za deszcz podczas urlopu – karnet na solarium. Komentarz pomysłu redaktora, którego nazwiska nie pomnę, pozostawiam Czytelnikom. Michał Nawrocki Fot.: Wikimedia Commons