Tag Archives: telewizja państwowa

W Danii zniknie abonament RTV

Na początku marca 2018 roku Szwajcarzy mieli możliwość wypowiedzenia się w referendum, czy chcą nadal płacić przymusowy abonament na państwową telewizję. Wynik referendum wypadł po myśli tych, którzy abonament chcieli zachować.

Nowy abonament

Zauważyliście, że po klęsce rządowego profilu na fejsbuku promującego płacenie abonamentu reklamy tej szczytnej idei nieco przycichły? Owszem, coś tam czasem w telewizorze pomęczą, ale generalnie cisza. Dali sobie spokój?
Nie. Teraz abonament płacą za nas ministrowie. Niezbyt często, ale oglądam telewizor, także ten państwowy. Co jakiś czas w państwowym pokazują mi planszę, że taki a taki program zasponsorował minister czegoś tam. Większość widzów pewnie nie zastanawia się ani nad tym napisem, ani nad jego znaczeniem. A szkoda. Bo warto. Co to właściwie oznacza, że minister sponsoruje program? Zacznijmy od tego, co to oznacza w tzw. sektorze prywatnym. Normalnie jest tak, że jak firma chce się zareklamować w miękki sposób (czyli nie kupując czasu antenowego czy miejsca na billboardzie), to może stać się sponsorem jakiegoś wydarzenia. Im bardziej lokalne wydarzenie, tym chętniej znajdzie się lokalny przedsiębiorca, który zapłaci organizatorom za to, że logo firmy pokaże się podczas imprezy. Proste jak budowa łopaty. W świecie wielkiego biznesu działa to dokładnie tak samo – np. Coca-Cola jest od prawie 90 lat jednym z głównym sponsorów Olimpiady, także tej z 1936r. otwieranej uroczyście przez nie mniej znanego bruneta z wąsikiem. A jak to się ma do sponsorowania programu w państwowej telewizji przez państwowego ministra? Co minister chce zareklamować? Siebie? Ale przecież na planszy jest tylko smutny napis – ani nazwiska, ani gęby ministra nie oglądamy. Działalność ministerstwa? Ale znowu – z informacji, że minister od tego i owego wydał kasę na program o niczym, nic nie wynika na temat aktywności resortu. Czyli pudło. Najwidoczniej chodzi o to, żebym ja, widz, wiedział, że jakiś minister istnieje. Więcej nawet – nie tylko istnieje, ale forsę wydaje. Dwie informacje za jednym zamachem – a to gratka! Okay, przejdźmy do aspektu finansowego. Prywatna firma, kiedy sponsoruje jakieś wydarzenie, wydaje własną forsę, licząc na to, że dzięki temu zabiegowi stanie się bardziej rozpoznawalna, poprawi wizerunek, umocni pozycję na lokalnym rynku itp. Wiadomo. Ministrowi zależy wyłącznie na tym, żebyśmy wiedzieli, że istnieje. Tyle że za promocją ministra nie stoi jego własny szmal, ale wyłącznie szmal państwa… Zaraz, stop! Państwa? Właśnie, Państwa. Tego Państwa przed telewizorami. Minister od finansów (Najlepszy Minister w Europie Środkowo-Wschodniej, ho ho!) zabiera nam forsę po to, żeby jego kolega, minister od czegoś tam, mógł zapłacić właścicielowi telewizora państwowego. A tym właścicielem jest państwo (to państwo pisane bardzo małą literą), które z kolei reprezentuje minister skarbu państwa. Czyli inny kolega z tego samego rządu. Zatem minister płaci ministrowi, żeby ten zapłacił następnemu. Drobna poprawka - to płacimy my, obywatele. To my wspieramy biedny państwowy telewizorek. Bo panowie ministrowie przerzucają się kasą, którą nam zabrali. Pseudo-sponsoring ministra to po prostu nowy abonament. Skoro już robią mnie na szaro za moje własne pieniądze, to chociaż oczekiwałbym jakiegoś minimum uczciwości. Niech piszą "za ten program zapłacili obywatele, i to co najmniej dwa razy". Ale znając życie, chłopaki wcześniej wpadną na pomysł, że wygodniej jest rozliczyć się przy rządowym stole. Przynajmniej co bardziej dociekli widzowie nie będą się denerwować. Nie ma co – władza dba o mnie. Paweł Budrewicz Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl