Tag Archives: tolerancja

O złych manierach na współczesnych uczelniach

W czwartek 20 kwietnia w stanie Kolorado padał śnieg. Dla ludzi w Kolorado śnieg w kwietniu nie jest niezwykłym zjawiskiem, jeżeli „śnieżynki” są na zewnątrz. Ale w tym przypadku „śnieżynki” (ang. snowflakes, w tym kontekście: osoby skrajnie radykalne, nietolerancyjne) pojawiły się na uniwersyteckiej auli, co — jak się okazuje — także nie jest niezwykłym zjawiskiem.

Marek Chodakiewicz: Trwa czwarta faza rewolucji – atak na rodzinę

Marek Chodakiewicz mówi o rozgrywającej się na naszych oczach czwartej fazie rewolucji. Tyrania "wesołków", "tolerancyjnych" oraz innego - jak twierdzi - "bydła i małpiarni", dąży do zniszczenia rodziny. Uwaga MOCNE!

Eksperyment zwany Polską

Czasem wydaje nam się, że jesteśmy jedynie małymi marionetkami w wielkim teatrze, którym ktoś misternie, choć z ukrycia, steruje. A czy nie wydaje się wam jednocześnie, iż Polska jest jednym wielkim eksperymentem? Że Polacy są poddawani rozmaitym próbom, badającym ich siłę, cierpliwość, błyskotliwość, czujność itd.? Bo mi się coś wydaje, że tak właśnie jest.
EKSPERYMENT NUMER 1 Przed laty Polacy twardo stawiali opór wszelkiej germanizacji i rusyfikacji narodu, wykazali się więc nie lada wytrwałością i odpornością na urzędnicze zarządzenia i państwowy przymus. Cechę tę skutecznie testują dzisiaj rządy rzekomo polskie. Coraz większy ucisk, tym razem podatkowy, a nie narodowy, doskonale sprawdza jak bardzo wytrwali są Polacy, ile są w stanie wytrzymać, ile wezmą na swoje barki. I udowadniają, że potrafią wziąć dużo, bardzo dużo. Inne narody już dawno by pękły, a swoją złość i frustrację najpewniej by wylały na ulice poprzez protesty obalające rząd (jak to się stało w Bułgarii czy na Islandii). A Polak? Napina pierś i z dumą krzyczy: „dawaj więcej! Jeszcze więcej! Co, że niby ja nie dam rady?”. I tak oto Minister Finansów dokłada kolejne podatki, zaciska pętle fiskalną na szyi Polaka, opracowuje coraz to nowsze pomysły mające skutecznie wyciągać z kieszeni obywateli ciężko zarobione pieniądze. Eksperyment „Odporny Polak”: efekty więcej niż zadowalające. EKSPERYMENT NUMER 2 Wracając do kwestii germanizacji, czy rusyfikacji – ostatecznie nie udało się dawnym zaborcom narzucić swojej kultury Polakom. Okazuje się, że Polacy nie lubią, jeśli wchodzi się do ich domów na siłę i mówi co mają robić, czy jak mają myśleć. Więc jeśli nie na siłę to może sprawić jakoś, aby Polacy dobrowolnie przyjęli inną kulturę, niż ta, w której trwają? W końcu ideę sarmatyzmu narzucili sobie sami i przyjęli ją chętnie. W końcu zamiłowanie do francuszczyzny w dawnych wiekach również nastąpiło dobrowolnie. Pojawił się więc pomysł, aby nieustannie bombardować Polaków informacjami o tym, że ich kultura jest zła, staroświecka, wręcz ciemnogrodzka, należy więc ją zmienić („a my – eksperymentatorzy – wiemy jaka kultura jest najlepsza i wam ją pokażemy!”). I tak oto Polak uczony jest tego, iż tolerancja mówi jednoznacznie: kochaj homoseksualistów, nienawidź Kościoła. Myślałeś Polaczku, że tolerancja tyczy się wszystkich? Nie! Tolerancja tyczy się elementów Nowej Kultury Polski, a nie jej starych tradycyjnych elementów, które należy bezwzględnie zniszczyć! Eksperyment ten nie jest nowy, drogi czytelniku, gdyż jak pamiętamy Mao Zedong tradycyjną kulturę w Chinach niszczył, a wprowadzał nową – komunistyczną. A wszystko to i tak skończyło się tym, że Chiny musiały wpuścić w granice swojego kraju wielkie korporacje i uwolnić nieco rynek (choć wciąż kontrolowany przez komunistyczny rząd w Pekinie), żeby nie stać się światowym zaściankiem klepiącym biedę. Eksperyment „Nowa Kultura Polski”: widoczne postępy. EKSPERYMENT NUMER 3: Niemcy od zarania dziejów próbowali całkowicie wymazać Polskę i Polaków z mapy świata. Zresztą nie tylko oni, choć właśnie Panie i Panowie zarządzani z Berlina mają w tym największe zasługi. Cóż, dziesiątki, a może i setki wojen nie przyniosły zamierzonego efektu, II wojna światowa i masowa eksterminacja w obozach zagłady sprawiła, że naród polski został uszczuplony o „jedyne, marne 25%”. Eksperymentatorzy wyciągnęli jednak wnioski z tej lekcji, rozumiejąc, że otwarta, brutalna walka z Polakami zbytnio przyciąga uwagę świata, należy więc zmienić taktykę. Po pierwsze, wmówmy, że to nie niemieckie obozy zagłady a polskie. Po drugie, uczyńmy dla Polaków tę uprzejmość i zaoferujmy im takie warunki życia, by wyeksterminowali się sami. Nie damy im broni, bo wojna domowa tylko przyciągnie uwagę światowych mediów (choć nie ma tu ropy, więc nikt specjalnie szybko się w to nie zaangażuje...). Damy im inne narzędzia śmierci. Doprowadźmy do tego, aby w Polsce nie dało się żyć (duże podatki, niskie zarobki, wysokie koszty życia), utrzymujmy przestępców w więzieniach, aby po wyjściu z celi byli silni i zdrowi (by mogli działać dalej), ustalmy niskie kary za morderstwa, kradzieże i defraudacje, aby nie zniechęcać bandytów, prowadźmy politykę antyrodzinną, która będzie zniechęcać Polaków do posiadania dzieci, a tym, którzy już dzieci posiadają, niech urzędnicy z błahych powodów je zabierają. I tak dalej, i tak dalej... Eksperyment „Samozagłada Polaków”: nabiera rozpędu. EKSPERYMENT NUMER 4 Kiedy za PRL-u w mediach mówiono o Polsce w superlatywach, a nie wspominano o negatywach socrealizmu, szary człowieczek przez skórę czuł, że w tych przekazach jest coś nie tak. Nawet nie tyle czuł, co wiedział, że to wszystko to mydlenie oczu i kłamstwo! W PRL`bis postanowiono zmienić taktykę. Eksperymentatorzy stwierdzili, że trzeba mówić też o rzeczach złych, lecz tylko o takich, które odwrócą uwagę ludzi od polityki i innych ważniejszych wydarzeń (np. zrobienie spektaklu medialnego ze słynną Katarzyną W. w roli głównej) lub przeinaczać fakty w ten sposób, aby ludzie myśleli o wydarzeniach, których byli świadkami, inaczej niż było w rzeczywistości. Stąd też naginanie faktów, pomijanie innych bardzo istotnych dla sprawy szczegółów... Dlaczego media wycinały fragment przemowy londyńskiego „obcinacza głów”, gdy mówił o inspiracji Koranem i islamem? Dlaczego media puszczając (nieświadomie chyba) obrazy z aresztowania pijanych meksykańskich marynarzy komentowały zachowanie... pijanych, brutalnych kiboli? Dlaczego nagłaśniając sprawę słynnego antylitewskiego transparentu, media jednocześnie wyciszyły sprawę antypolskich okrzyków na Litwie (i zniszczenie polskiego mienia) czy też pobicia (z ranami ciętymi) polskich kibiców w Hiszpanii? Mówmy tak, aby Polaków zgnębić, aby sprawić by mieli kompleksy, by uwierzyli tylko w to co mówimy MY – eksperymentatorzy! Bo tylko my mamy prawo kształtować masy... na szare masy. Chcemy kontrolować umysły, bo MY – eksperymentatorzy - najlepiej wiemy, jak powinien wyglądać świat! Eksperyment „Lemingi”: liczne sukcesy. *  *  * Tych eksperymentów można wyliczać więcej, znacznie więcej. Ja tylko cieszę się, że nie jestem uczestnikiem ich wszystkich (niestety coraz to większych i nowszych podatków nie uniknę). A wspomnianym uczestnikiem nie jestem dlatego, iż myślę samodzielnie, nie oglądam telewizji, dużo czytam, dużo dyskutuję, dużo rozmawiam z ludźmi, poznaję świat, weryfikuję rzeczywistość, do wszystkiego podchodzę ze sceptycyzmem i wątpliwościami. Wolę sam zasmakować danej sprawy nim wydam osąd, niż ferować wyroki na podstawie nierzetelnych mediów. To czy jesteśmy uczestnikami eksperymentu zwanego Polską w dużej mierze zależy od nas samych. Od tego czy potrafimy powiedzieć NIE, gdy ktoś podaje nam strzykawkę z medialną papką i mówi: „Weź to, to dla Twojego dobra”. Oleg Siewierny Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Dom rodzinny „nietolerancyjny”?

Szkoła ma „odrzucać negatywne stereotypy narodowościowe, często wyniesione z rodzinnego domu” – żądają w dezyderacie do MEN posłowie. Przyjęto go w dniu, w którym islamski ekstremista odciął żołnierzowi głowę maczetą.
Posłowie z sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych ponaglają MEN do szybszego wprowadzenia do polskich szkół „edukacji wielokulturowej”. Dezyderat w tej sprawie – przyjęty przez aklamację – trafił na biurko minister Krystyny Szumilas. Komisja wzywa resort, by „praktyka” edukacyjna i programy nauczania w szkołach pozwalały uczniom „odrzucać negatywne stereotypy narodowościowe, często wyniesione z rodzinnego domu”. W ocenie posłów, „uczniowie nie mają szansy uzyskać rzetelnej wiedzy o współmieszkańcach”, czyli przedstawicielach mniejszości narodowych zamieszkujących ich region. A Polska jako kraj „etnicznie homogeniczny” nie jest przygotowana na napływ fali imigrantów. Pod projektem podpisał się zastępca szefa komisji Ryszard Galla z mniejszości niemieckiej. – Postulaty, które pan Galla podnosi, powinien skierować pod adresem władz Republiki Federalnej Niemiec – komentuje poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS), członek komisji. I zaznacza, że mniejszość niemiecka za pośrednictwem posła Ryszarda Galli często w sposób agresywny, również podczas pobytu w Niemczech, wypowiada krzywdzące i niesprawiedliwe oceny na temat pozycji mniejszości narodowych w Polsce. W ocenie dr. Tomasza Strzałkowskiego, radnego powiatu opolskiego, problem podnoszony przez Gallę jest fikcyjny. – Uwrażliwianie Polaków na to, że mają tolerować Niemów, i sugerowanie, iż tym drugim dzieje się krzywda, jest zachowaniem niedopuszczalnym – podkreśla. Projekt komisji jest – jego zdaniem – swego rodzaju rozgrywką polityczną, którą próbują zainicjować działacze mniejszości niemieckiej. – Nie ma żadnych problemów, jeśli chodzi o codzienne funkcjonowanie osób pochodzenia niemieckiego z Polakami. Rodziny są wielokrotnie wymieszane, wspólnie pracują, żyją, chodzą do szkoły. Jeśli już coś zakłóca ten stan, to forsowanie np. dwujęzycznych tablic – dodaje radny. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że projekt dezyderatu przyjęto przez aklamację, bo na sali nie było żadnego przedstawiciela prawicowej opozycji. Wiceszef komisji Marek Ast (PiS) absencję na posiedzeniu tłumaczy obecnością na sali plenarnej, gdzie odbywała się dyskusja nad poselskim projektem ustawy o Narodowym Programie Zatrudnienia. – Przyszedłem na drugą część posiedzenia komisji, bo byłem na sali plenarnej – wyjaśnia inny poseł PiS Grzegorz Matusiak. Podobnie tłumaczy się Jarosław Rusiecki, który wyjaśnia, że projekty wnoszone wspólnie przez prezydium są przyjmowane bez głosowania. Poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk była natomiast nieobecna, bo w tym samym czasie odbywało się posiedzenie Komisji Spraw Zagranicznych, na którym dyskutowano o relacjach polsko-niemieckich. Komisja podkreśla w dezyderacie, że szkolnictwo powszechne jest jednym z najważniejszych mechanizmów kształtowania postaw otwartości i tolerancji wobec osób przynależących do mniejszości narodowych, etnicznych i wyznaniowych, pozwala kształtować postawy do zgodnego współistnienia z przedstawicielami odmiennych kultur, „odrzucać negatywne stereotypy narodowościowe, często wyniesione z rodzinnego domu”. Dlatego uczeń powinien – zdaniem posłów mniejszości, PO i lewicy – „odkrywać kulturowe bogactwo jego regionu i miejscowości”, by „dostrzec wielokulturowość małej ojczyzny oraz rozwijać dialog z członkami mniejszości kulturowych w codziennych interakcjach”. Zdaniem posłów, „kolejne zmiany podstawy programowej zakładają konieczność uwzględnienia treści dotyczących mniejszości narodowych i etnicznych oraz kulturowego i wyznaniowego zróżnicowania regionu zamieszkania ucznia. Problemem jest jednak praktyka edukacyjna. W wielu szkołach pomija się te treści. Nawet w regionach, w których zamieszkują zwarte skupiska mniejszości, uczniowie nie mają szansy uzyskać rzetelnej wiedzy o współmieszkańcach” – oceniają posłowie z Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. – Jakby się przyjrzeć tego rodzaju dezyderatom, to jest tam wiele niebezpiecznych propozycji z punktu widzenia państwa polskiego. Bardzo często umniejsza się znaczenie ustawy o mniejszościach narodowych, którą przyjęliśmy, a która może być wzorem dla wielu państw. I nagle słyszę narzekania na to, że jest czegoś za mało, że ktoś jest niedoceniony, że jest za mało wielokulturowości. Nie zgadzam się z tym, bo w porównaniu z tym, w jaki sposób Polaków się traktuje w innych państwach, stosunek naszego państwa do mniejszości jest wzorowy – mówi poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk. Poseł Ryszard Galla, wybrany z listy Mniejszości Niemieckiej, jest przeciwnego zdania. Dlatego komisja wzywa ministerstwo edukacji do podjęcia działań, które „faktycznie wprowadzą edukację wielokulturową do szkół”, by dyrektorzy i nauczyciele nie rezygnowali z przekazywania uczniom wiedzy o mniejszościach kulturowych. W ocenie posłów, „konieczne jest uwrażliwienie kuratorów oświaty, rozwój systemu doskonalenia nauczycieli w tym zakresie, dbałość o to, żeby w podręcznikach pojawiały się odpowiednie treści”. Co jednak najciekawsze, „faktyczne wprowadzenie edukacji wielokulturowej” ma być niezbędne z punktu widzenia wyzwań stojących przed Polską, ponieważ „zwiększająca się liczba imigrantów, w tym z krajów bardzo różniących się kulturowo od Polski, będzie stawiała wielu obywateli polskich, wychowanych w silnie homogenicznym środowisku, przed trudnymi problemami”. W ocenie prof. Włodzimierza Bernackiego z sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, obecna ustawa o mniejszościach narodowych daje mniejszościom lepsze możliwości edukacyjne, jeśli chodzi o naukę ich historii i języka, niż młodym Polakom. – Ciągle mam wrażenie, że wracamy do budowania społeczeństwa stanowego, gdzie mniejszości zyskują dodatkowe gwarancje i przywileje. Dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe, że fundamentem dla budowania tego modelu liberalnego stają się różne mniejszości, czy to narodowe, czy seksualne – tłumaczy poseł. Maciej Walaszczyk Foto.: Jan Bodakowski Tekst ukazał się w "Naszym Dzienniku" z 25 maja 2013 r.

Homofaszyści atakują zwykłych ludzi

Jak wygląda tolerancja w wydaniu aktywistów homoseksualnych? Portal pch24.pl pokazuje to na przykładzie zajść w jednym z brazylijskich miast. Na filmie widać, że część uczestników homoparady to półgłówki, ale cóż się dziwić skoro myślenie głową poświęcili na rzecz innej części ciała. Obrzydlistwo ale zobaczyć nie zaszkodzi. Ot, taka lekcja poglądowa na temat tęczowych rewolucjonistów...
Za pch24.pl

Paragraf na każdego

W państwie opiekuńczym, takiej współczesnej mutacji faszyzmu wykształconej w ramach pamiętnej transformacji ustrojowej, jeszcze wolno mieć własne poglądy, co gwarantują różne zapisy prawne. Ale niech nas ręka boska broni przed postępowaniem w zgodzie z własnym światopoglądem, bo wtedy dosięgnie nas karząca ręka „sprawiedliwości społecznej”, która czuwa i kontroluje wszystko. By żyło się lepiej. Taki wniosek nasuwa się po lekturze tekstu Marka Adama Grabowskiego „Nadchodzi tolerancja – ratuj się kto może!” , opisującego kolejną odsłonę totalitarnych zapędów władzy. Oto bowiem pod płaszczykiem walki o „równość i tolerancję” otrzymujemy tak skonstruowaną definicję dyskryminacji, że w praktyce każdy może zostać w majestacie prawa oskarżony i skazany. „Dajcie mi człowieka, a paragraf sam się znajdzie”, jak mawiał prokurator Wyszynski. Na marginesie warto zauważyć, że jest to broń obosieczna. W końcu czyż podział rencistów na grupy w zależności od stopnia niepełnosprawności i wynikające z tego zróżnicowanie wysokości świadczeń w świetle ustawy nie może zostać potraktowane jako forma dyskryminacji? Ale to wszystko najwyraźniej ciągle za mało. Tym razem w sukurs przyszła opozycja, uprzedzając działania partii rządzącej. PiS wystąpił z propozycją „zakazu noszenia noży z ostrzem o długości powyżej 8 cm”. Skąd im wyszło owe 8 cm nie wiadomo. Ważne jest, że dzięki takim przepisom służby zyskują podstawę prawną do rewidowania każdego. W końcu logicznym kryterium sprawdzenia, czy ktoś „w miejscu publicznym” ma przy sobie scyzoryk o nieprzepisowym ostrzu będzie ubranie z kieszeniami, w których owo niebezpieczne narzędzie może zostać ukryte. Rzecz jasna na wyposażeniu stróżów prawa pojawią się homologowane i atestowane miarki, produkowane przez firmę w żaden sposób z nikim ważnym nie powiązaną. Kolejne nowelizacje ustawy zapewne dotyczyć będą młotków, śrubokrętów, kluczy nastawnych (tzw. francuskich), nożyczek i pilniczków do paznokci itd. aż do likwidacji siłowni i szkół karate. Elektrycy i hydraulicy staną się funkcjonariuszami państwowymi. Nie jest wykluczone, że powstanie urząd regulujący handel nożami, widelcami i wszystkim, co akurat urzędnik uzna za „niebezpieczne narzędzie”. Złóż podanie o zgodę na zakup noża do chleba, uzasadnij, wnieś opłatę skarbową... Warto zwrócić uwagę, że w obu przypadkach ignorowana jest zasada domniemania niewinności, w jej miejsce wprowadzane jest domniemanie winy. Zachowania patologiczne i marginalne w społeczeństwie stają się argumentem do ograniczenia wolności. Jest przy tym szczytem cynizmu, że rozbrajając potencjalne ofiary, pacyfistyczni „humanitaryści” z taką troską pochylają się nad losem przestępców, którzy z definicji mają prawo gdzieś. Michał Nawrocki