Tag Archives: Traktat Lizboński

Jak Prokapitalizm.pl walczył z Traktatem Lizbońskim

13 grudnia 2014 roku mija 7 rocznica podpisania w Lizbonie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawia Polskę wielu atrybutów państwowej suwerenności. To znamienne wydarzenie miało miejsce dokładnie w 26 rocznicę wprowadzenia przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego. Zbieżność smutnych w naszej historii dat. Przypominamy nasze skromne portalowe boje o to, by Traktat ten został przez Polskę odrzucony. Starsi Czytelnicy pewnie pamiętają. Młodsi niech czytają i słuchają.

13 grudnia 2012 – PiSowski marsz hipokryzji

Na wielu portalach patriotycznych wiszą reklamy zachęcające do udziału w organizowanym przez PIS marszu Wolności, Solidarności i Niepodległości. Marsz ten może być odbierany jako bezczelna hucpa, jako chęć pasożytowania na niezdolności części Polaków do myślenia w kategoriach związku przyczyn i skutków.
13 grudnia 2007 przyjęty został Traktat Lizboński. Był to kolejny dokument na drodze likwidacji niepodległości i suwerenności Polski. Między innymi na jego podstawie głupie i szkodliwe przepisy Unii Europejskiej stały się ważniejsze od prawa polskiego. Polacy utracili możliwość decydowania o swoim losie. Przyjęcie Traktatu Lizbońskiego było jednym z elementów procesu likwidowania demokracji w Polsce. W klasycznym modelu demokracji o Polsce powinni móc decydować Polacy za pośrednictwem wyborów czy referendów. Dziś Polacy nie mają realnej możliwości skutecznego wypowiadania się o swoim losie i losie swojego kraju. Cała władza na Polską i Polakami leży w rękach Unii Europejskiej. Zamiast pełni decydowania, mamy możliwość współdecydowania w niewielkim stopniu. Tak jakbyśmy z prywatnego domu, który jest naszą własnością przenieśli się do kibucu. Unia Europejska już od dziesięcioleci była i jest konkretnym lewicowym tworem. Lewicową anty utopią. Kolektorem dla socjalizmu, fiskalizmu, ingerencji biurokracji we wszystkie dziedziny życia, walki z tradycją, antyklerykalizmu, promocji dewiacji seksualnych, akceptacji komunizmu, upowszechniania mordowania nienarodzonych dzieci. Innej Unii Europejskiej nie było, nie ma, i nie będzie. Kto popierał integrację, to albo nie miał pojęcia co robi, albo świadomie popierał Unie Europejską jako formą pełzającej rewolucji bolszewickiej. Jak zawsze w wypadku lewicowych pomysłów, skutkiem integracji Polski z Unią Europejską, stała się masowa pauperyzacja, kryzys, deficyt budżetowy, bezrobocie, gigantyczne zadłużenie, i marnowanie gigantycznych pieniędzy na nikomu nie potrzebne, generujące gigantyczne zadłużenie i straty, inwestycje. Prezydent Polski Lech Kaczyński zhańbił się podpisując Traktat Lizboński i stając się tym samym jednym z wielkich architektów likwidacji niepodległości i suwerenności Polski, budowy Unii Europejskiej. Jego partia ten haniebny czyn uznała za swój największy sukces polityczny. I dziś partia ta idzie w marszu wolności i niepodległości. Maszeruje w imię wartości które sama odrzuciła wspierając integrację z Unią Europejską. Zapewne zwolennicy PiS swoje hucpiarstwo potrafią zgrabnie zracjonalizować. Zapewne bardzo przekonująco mogą głosić że współcześnie zmieniły się definicja wolności i niepodległości. Że w ramach Unii Europejskiej można najlepiej realizować wolność, suwerenność i niepodległość. Że kto nie z nimi ten pachołek PO i ruski agent, pomimo że w kwestii integracji z Unią Europejską, czyli w kwestii w 90% warunkującej rzeczywistość III RP, PiS ma identyczne z PO poglądy. I pewnie mnóstwo ludzi posiadających krótką pamięć tą argumentacje kupi. Mi trudno przełknąć propagandę traktującą mnie jak sklerotyka lub idiotę. Ta argumentacja nie jest dla mnie nowa. Doskonale pamiętam ją z końca PRL. Wówczas to działacze PZPR identycznie uzasadniali podporządkowanie PRL ZSRR. Też padały argumenty o konieczności dziejowej, realizmie politycznym, gwarancjach bezpieczeństwa, interesie gospodarczym, pomocy Wielkiego Brata. I nawet kostium patriotyczny był podobny. Jaruzelski może nie machał krzyżem, ale za to epatował biało-czerwoną flagą, mazurkiem Dąbrowskiego i wojskową oficerską rogatywką. I jak dzisiaj, te symbole były używane wbrew temu co rzeczywiście symbolizują. Podporządkowanie Polski ZSRR czy UE wbrew deklaracjom osób popierających taką sytuacje nie było ani nie jest wyrazem patriotyzmu ani odpowiedzialności. Takie przekonanie było i jest przeszkodą dla niepodległości i suwerenności. Dla budowy dobrobytu w Polsce. Opierało się na kłamstwie i przemocy. Jan Bodakowski

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Polska albo postawi na region albo będzie klientem Niemiec

Rozmowa portalu Prokapitalizm.pl z dr Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim, politologiem z Uniwersytetu Łódzkiego. Rozmówca naszego portalu mówi m.in. o ewolucji Unii Europejskiej, o tym, czy Polacy mogą czuć się oszukani, o kulisach podpisania Traktatu lizbońskiego i o tym czy Vaclav Klaus może czuć się zdradzony przez Lecha Kaczyńskiego.

Zwycięstwo Białej Flagi

Środowiska narodowe i nacjonalistyczne, zwłaszcza te, które organizowały Marsz Niepodległości, kwestionują moralne i polityczne prawo Jarosława Kaczyńskiego i PISu do organizowania 13 grudnia Marszu Niepodległości i Solidarności. Swój sprzeciw motywują poparciem PISu dla ratyfikacji tego traktatu i osobistym udziałem Jarosława Kaczyńskiego w jego wynegocjowaniu. Traktat ten, nie tylko w ich wypowiedziach urasta do rangi symbolu polityki degradacji Polski.Został on oficjalnie został podpisany 13 grudnia 2007 roku w Lizbonie. Natomiast Jarosław Kaczyński, podobnie jak i ostatnio wiceprezes PISu Mariusz Kamiński bronią tego traktatu uważając go za pomnik prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Czym zatem jest ten traktat i jak doszło do jego ratyfikacji?
Po upadku ratyfikacji traktatu konstytucyjnego, któremu PIS się zdecydowanie sprzeciwiał, czego wyrazem jest opracowanie programowe "Silna Polska w chrześcijańskiej Europie", Niemcy i Francja zabiegały o przygotowanie nowego, nieznacznie zmienionego traktatu. Bez zgody wszystkich członków Unii niemożliwe było  rozpoczęcie formalnych negocjacji. Prezydent Lech Kaczyński wyraził na to zgodę w czasie wizyty Angeli Merkel na Helu w kwietniu 2007. Zaś na czerwcowym szczycie w Brukseli został on wynegocjowany z udziałem polskiego prezydenta. Jak donosiły media, także Jarosław Kaczyński telefonicznie brał udział w negocjacjach. Prezydent Kaczyński wielokrotnie podkreślał, że w tym traktacie osiągnął "wszystko" o co zabiegał, w tym wyłączenie Polski spod obligu stosowania Karty Praw Podstawowych. Uważał go za swój sukces i ostatecznie go ratyfikował. Jakie zmiany wprowadza ten traktat? Przede wszystkim w preambule definiuje tożsamość Europy. Pomimo wielu protestów, w tym traktacie nie znalazło się żadne odniesienie do chrześcijaństwa. W ten sposób formalnie, dziedzictwo chrześcijańskiej Europy zostało zanegowane jako współtworzące tożsamość europejską. Wartości chrześcijańskie zostały wyrugowane z  unijnego porządku prawnego. W traktacie w katalogu wartości nie znalazły się także  prawa  rodziny, natomiast znalazł się koncept "orientacji seksualnych", jako  instrument umożliwiający ingerencję w politykę wewnętrzną państw członkowskich. Wbrew oficjalnym stwierdzeniom ten koncept znajdował się nie tylko w Karcie Praw Podstawowych, ale w samym tekście traktatu. Największe zmiany traktat lizboński wprowadzał w funkcjonowaniu Rady Europejskiej - najważniejszego decyzyjnego organu Unii. W traktacie nicejskim Polska, podobnie, jak Hiszpania posiadała 27 głosów, gdy Niemcy, Francja Włochy i Wlk. Brytania 29 głosów. Wartość polskiego głosu wynosiła 93% wartości głosu niemieckiego. Traktat lizboński uzależnił siłę głosu od ludności poszczególnych państw. W ten sposób wartość polskiego głosu w stosunku do niemieckiego spadła do poziomu 48%. Ale nie to jeszcze było najważniejsze. W systemie nicejskim, praktycznie nie można było podejmować decyzji bez zgody Polski, to w systemie lizbońskim przy niemiecko-francuskiej zgodzie , polski głos był zbędny przy podejmowaniu decyzji. System podejmowania decyzji, wraz z ograniczeniem możliwości stosowania veta , stwarzał formalne podstawy niemiecko-francuskiej hegemoni w Unii. Ponadto traktat ustanawiał wspólną, wiążącą dla państw członkowskich, politykę zagraniczną Unii, bez wcześniejszego określenia jej charakteru. Ten zapis powodował, że Niemcy i Francja praktycznie byli w stanie podporządkować sobie politykę zagraniczną Unii, bez względu na interesy innych państw. Ten traktat prowadził do ubezwłasnowolnienia naszego państwa w strukturach unijnych i radykalnego ograniczenia naszej suwerenności. Nie ulega wątpliwości, że ten traktat był największą klęska polskiej polityki zagranicznej od czasu upadku komunizmu i odzyskania niepodległości. Żaden traktat, ani żaden polityk polski od czasu rozbiorów nie zgodził się na przyznanie Niemcom tak wielkiej władzy i to kosztem międzynarodowej pozycji Rzeczpospolitej. Rzeczywiste znaczenie tego traktatu nie dotarło do opinii publicznej, ponieważ zarówno PIS, jak i PO oraz SLD i PSL nie były zainteresowane w debacie na jego temat i ujawnieniu jego prawdziwego charakteru. Prezydent Kaczyński i PIS ogłosiły go "sukcesem", a pozostałe partie akceptowały jego "europejski"  charakter.  W ten sposób praktycznie zablokowano publiczną debatę na jego temat. Dopiero obecnie wraz z kryzysem europejskim i ubezwłasnowolnieniem  Grecji czy Włoch, do opinii publicznej powoli dociera świadomość rzeczywistego charakteru tego traktatu. Jedynym środowiskiem, które starało się publicznie występować przeciwko traktatowi lizbońskiemu była Prawica Rzeczpospolitej. Już na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych na początku lipca 2007 roku Marek Jurek publicznie pytał minister Fotygę, czy ze strony polskiej delegacji były podejmowane wysiłki w celu wpisania wartości chrześcijańskich do preambuły określającej  aksjologię europejskiej tożsamości. Minister stwierdziła, że żadne tego typu inicjatywy nie były podejmowane. Autor tego tekstu skoncentrował się na tym posiedzeniu Komisji na degradacji pozycji Polski w strukturach unijnych i stwierdził, że jedynym "sukcesem' tego traktatu było przejęcie przez braci Kaczyńskich przewodnictwa w partii Białe Flagi, terminu ukutego przez Jarosława Kaczyńskiego dla określenia  polityki rezygnacji  z walki o polskie interesy na płaszczyźnie międzynarodowej.. Afera gruntowa i rozwiązanie Sejmu zepchnęły sprawę traktatu na plan dalszy. Dopiero po wyborach Donald Tusk zadeklarował w swej gorliwości, że pragnie aby Polska pierwsza ratyfikowała ten układ. W tej sytuacji 11 grudnia Prawica Rzeczpospolitej wystąpiła z Deklaracją  W Sprawie Nowego Traktatu Unii Europejskiej. W Deklaracji tej sformułowano najważniejsze zarzuty  i wezwano do jego odrzucenia. Deklaracja też ustanawiała zasadę,"tyle wspólnych instytucji i kompetencji, ile wspólnych wartości i interesów', jako wytyczną dla polskiej polityki europejskiej.  Natomiast w artykule opublikowanym w Rzeczpospolitej w dniu 9 stycznia 2008 roku, Marek Jurek , uznając, że traktat ten należy odrzucić, zwrócił się do sił politycznych o odroczenie wszczynania procedury ratyfikującej do czasu ratyfikacji w Czechach, Wlk. Brytanii i Irlandii, najbardziej krytycznych państw wobec tego układu. Autor wskazywał, iż to wstrzymanie się z rozpoczęciem procedury ratyfikacyjnej ułatwi Polsce formułowanie własnych postulatów dotyczących polityki europejskiej. Jednocześnie wskazywał, że PIS ma wystarczającą ilość głosów ( ponad 154) uniemożliwiających zablokowanie tej ratyfikacji.To wystąpienie, podobnie jak i wcześniejsza Deklaracja zapoczątkowała kampanię Prawicy Rzeczpospolitej na rzecz zablokowania tego traktatu. Prawica Rzeczpospolitej nie ograniczyła się do zajęcia stanowiska w tej kwestii, ale na miarę własnych możliwości, samotnie,  prowadziła intensywną ,kampanię przeciwko ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Na łamach Naszego Dziennika ukazało się szereg artykułów i wypowiedzi Marka Jurka i niżej podpisanego, ukazujących szkodliwy dla Polski charakter tego traktatu. Także w  wystąpieniach w radio "Maryja", Telewizji "Trwam" i sporadycznie w innych mediach  (na przykład w Dzienniku  Polskim) przedstawiciele Prawicy Rzeczpospolitej walczyli o zablokowanie tego traktatu. Intensywnie wykorzystywany był także internet. Samych wpisów dotyczących Lizbony, na blogu Marka Jurka jest 41.Sejmowa akceptacja  traktatu w maju tego roku nie zakończyła naszej batalii, choć nasze możliwości w wymienionych wcześniej mediach uległy radykalnemu ograniczeniu.Ta kampania, niezauważona przez wielu obserwatorów, nie korzystających z  Naszego Dziennika i związanych z nim mediów, wywołała jednak duży niepokój w PISie, który, głównie ze wyglądów wyborczych obawiał się utraty poparcia wyborców tradycyjnych Dlatego Jarosław Kaczyński  zgodził się, aby część  posłów jego partii głosowała przeciwko ustawie upoważniającej prezydenta do ratyfikacji. W ten sposób chciał doprowadzić  i do ratyfikacji traktatu,  i do zachowania wyborców tradycyjnych. Bez głosów PISu niemożliwa była bowiem ratyfikacja tego traktatu. PIS posiadał wystarczającą ilość posłów, aby go zablokować. Jednak Jarosław Kaczyński zdecydował, wbrew apelom Marka Jurka, zgodził się na przyśpieszoną ratyfikacji traktatu. Jednak debata , przede wszystkim na łamach Naszym Dziennika spowodowała, ze prezydent, aby nie stracić poparcia tradycyjnych wyborców,  zaczął grać traktatem  zwlekając  z jego ratyfikacją. W czerwcu 2008 roku,  w referendum, Irlandia odrzuciła traktat.  W sensie formalnym, akt ten powinien zakończyć procedury ratyfikacyjne, ponieważ prawo unijne wymagało jednomyślności wszystkich  państw do przyjęcia nowych traktatów. Tak było w przypadku traktatu konstytucyjnego, gdy referenda we Francji i Holandii odrzuciły traktat konstytucyjny. Natomiast w przypadku Irlandii, Niemcy i Francja, wbrew unijnej zasadzie równości wszystkich państw członkowskich, podjęły działania wymuszające na Irlandii powtórne referendum. Prezydent Kaczyński nie tylko nie stanął w obronie Irlandii, ale stwierdził w tej sytuacji, że ze strony Polski nie będzie problemów z rektyfikacją, jeżeli Irlandia w powtórnym referendum zgodzi się na ten traktat. W ten sposób polski prezydent wziął udział w kampanii moralnego szantażu, zmuszającego to państwo do przeprowadzenia powtórnego, upokarzającego go referendum. Ten precedens wymuszania powtórnego referendum, w praktyce pokazywał nowy charakter Unii, po wprowadzeniu traktatu lizbońskiego, w której nie będzie miejsca na równość państw, ani na solidarność europejską. Ten precedens , groźny dla przyszłej pozycji mniejszych państw w Unii, nie zniechęcił prezydenta, który, po irlandzkiej akceptacji traktatu lizbońskiego, podpisał jego ratyfikację.Ta ratyfikacja stworzyła nową architekturę Unii Europejskiej. Przede wszystkim ustanowiła niemiecko-francuską hegemonię i radykalnie ograniczyła możliwości decyzyjne mniejszych państw. Zmniejszyła ilość decyzji podejmowanych jednomyślnie, a w przypadku sprzeciwu, Unia przetestowała  wystarczające,  pozaprawne możliwości dyscyplinowania jej członków, radykalnie ograniczając ich podmiotowość. Ustanowienie hegemoni niemiecko-francuskiej, złamało dotychczas obowiązującą zasadę solidarności europejskiej.Narzucanie decyzji rządowych Grecji czy Włochom możliwe jest tylko dzięki zapisom lizbońskim. Postępująca germanizacje Unii zawdzięczamy właśnie decyzjom wówczas podjętym.Ustanowiono prezydenta Unii i jej 'ministra spraw zagranicznych' oswajając obywateli państw unijnych ze strukturami, którym w przyszłości nada się bardziej państwowe kompetencję. Odrzucając wartości chrześcijańskie i prawa rodziny z katalogu unijnych wartości i wprowadzając koncept "orientacji seksualnych' uderzono w podstawy europejskiej tożsamości jakim jest Chrześcijaństwo. W ten sposób traktat pogłębił kryzys aksjologiczny naszego kontynentu. I  poprzez stworzenie instrumentów prawnych umożliwiających ingerowanie w wewnętrzną politykę państw członkowskich przez rozstrzygnięcia unijnych trybunałów,  tym samym umożliwił narzucanie narodom europejskim  rozwiązań ustrojowych  sprzecznych z ich przekonaniami.Traktat  w znacznej mierze ubezwłasnowolnił Polskę w strukturach unijnych, radykalnie ograniczając jej podmiotowość. Polska straciła prawie połowę siły swego głosu w porównaniu z siłą głosu niemieckiego, ale najistotniejsze, że straciła możliwość realnego wpływu na unijne decyzje. Ograniczenie podmiotowości państw członkowskich należy widzieć w perspektywie  budowy europejskiego superpaństwa rządzonego, za parawanem Komisji Europejskiej, z Berlina i Paryża. Obecny kryzys ujawnił także słabość Francji, która musi się godzić na dyktat Niemiec, a ustanowiony duumvirat niemiecko-francuski staje się fasadą hegemoni wyłącznie niemieckiej. Ten traktat jest wielkim zagrożeniem naszej wolności i podmiotowości i nic nie usprawiedliwia jego akceptacji. To wielka klęska naszego narodu, niestety w znacznej mierze, tak, jak w pierwszej połowie XVIII wieku stopniowa utrata niepodległości, niezauważona przez przeważającą część polskiej opinii publicznej. Dziś w sytuacji kryzysu  europejskiego stajemy przed wyzwaniem dalszej stopniowej utraty niepodległości i możliwości  zaprzepaszczenia szans gospodarczego rozwoju. Zaproponowany międzyrządowy traktat na szczycie w Marsylii zagraża tzw. harmonizacją podatkową, ograniczeniem wolności europejskiego rynku, kontrolą naszego budżetu, a w przyszłości najprawdopodobniej także "wspólną" polityką obronną, socjalną i przemysłową. Tym bardziej, że już dziś niektórzy politycy polscy (Jarosław Kaczyński) proponują podważenie systemu NATO, poprzez stworzenie armii europejskiej.To wszystko prowadzi do likwidacji suwerenności państw europejskich. Zadeklarowany przez Donalda Tuska udział Polski w tym "międzyrządowym" układzie musi być zdecydowanie odrzucony. Chrześcijańska koncepcja polityki zdecydowanie odrzuca zapominanie i rozmywanie odpowiedzialności za podejmowane w przeszłości decyzje. Jednak za najważniejsze uznaje współpracę różnych środowisk w przeciwdziałaniu obecnym i przyszłym zagrożeniom. Dlatego  dziś najważniejszym zadaniem jest współpraca wszystkich środowisk opowiadających się przeciwko postępującej likwidacji naszej suwerenności, bez względu na podejmowane w przeszłości decyzje i zachowania.Porozumienie w tej sprawie jest wymogiem racji stanu, a każde partyjne rozgrywanie  obecnego zagrożenia jest przejawem niedojrzałości i nieodpowiedzialności.Jesteśmy w stanie powstrzymać ten marsz ku samounicestwieniu naszej suwerenności we wspólnym solidarnym działaniu. I dlatego parlamentarne partie sprzeciwiając się degradacji Polski, powinny zapoczątkować konsolidacje na rzecz odrzucenia  tego zagrożenia. Czas polityki Białej Flagi powinien dobiec kresu. Marian Piłka

W drugą rocznicę utraty niepodległości

Kiedy 1 grudnia 2009 r. wszedł w życie traktat lizboński, mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że państwo polskie przestało być suwerenne. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Nadal funkcjonowała władza wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza. Nadal istniały polskie instytucje państwowe. Powołanie na nowe urzędy Unii Europejskiej mało znanego Hermana van Rompuya i Catherine Ashton sprawiły, że mało kto w Polsce spostrzegł, że Unia zwiększyła swoje kompetencje względem państw członkowskich.
Mijały kolejne miesiące, aż w końcu pojawiły się poważne problemy z zadłużonymi państwami UE. Kryzys w strefie Euro postawił na nogi najważniejsze elity polityczne starego kontynentu. Nikt oczywiście nie chciał dopuścić do bankructwa państw Unii Europejskiej, bowiem wiązałoby się to z poważnymi konsekwencjami gospodarczymi dla niemal całej Europy, jak i z porażką polityczną, upadkiem wielkiej idei silnej Europy, mogącej konkurować ze Stanami Zjednoczonymi, czy z Chinami. Ostatnimi czasy wszyscy mówią o kryzysie. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że nadchodzą ciężkie czasy. Niektórzy się buntują, okupując Wall Street, inni na mniejszą skalę organizują swoje akcje protestacyjne w Europie, a politycy robią dobrą minę do złej gry. Niestety politycy europejscy nie mają pomysłu na wyciągnięcie zadłużonych państw z kryzysu. Posuwają się jedynie do dodrukowywania kolejnych pieniędzy, doprowadzając do jeszcze większego zadłużenia państw, za co zapłacą oczywiście ich obywatele. Tego typu strategia czasowego rozwiązania sprawy szalejącego kryzysu nie zlikwiduje go w żaden sposób. Kryzys w strefie Euro i w całej Unii doprowadził już do zmian politycznych w niektórych państwach, takich jak Grecja, Włochy, czy Hiszpania. Niebawem w wielu krajach Unii Europejskiej zaczną powstawać tzw. rządy jedności lub zgody narodowej, które będą miały za zadanie doprowadzić do wyjścia z kryzysu. Niestety żaden rząd zgody narodowej nie będzie w stanie zmienić sytuacji ekonomicznej, jeśli zostanie przyduszony coraz większymi restrykcjami ze strony UE. Przywódcy europejscy dochodzą do wniosku, że w obliczu kryzysu należy jeszcze bardziej zacieśnić współpracę państw członkowskich z Unią Europejską. Do tego pomysłu przychylnie odniósł się także polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Stwierdził on, że rozpad strefy Euro byłby najgorszą rzeczą, jaka mogłaby spotkać Polskę i dlatego Niemcy, jako najsilniejsze państwo Unii powinno poważnie zastanowić się nad tym rozwiązaniem. [caption id="attachment_11884" align="aligncenter" width="550" caption="Pikieta przed Trybunałem Konstytucyjnym 10 XI 2010. Foto. Michał Nawrocki/ Prokapitalizm.pl"][/caption] Niedawno obchodziliśmy 93. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Był to czas zadumy nad tym, jak bardzo ważne jest dla nas istnienie suwerennego państwa polskiego. W 1918 r. po wielu dramatycznych powstaniach, różnego rodzaju inicjatywach i odrobinie szczęścia udało się wskrzesić Rzeczpospolitą. Dziś polscy politycy nie potrafili obronić suwerenności Polski. Co gorsza, po dwóch latach od wejścia w życie traktatu lizbońskiego, nasi przywódcy uznali, że Niemcy powinni wziąć sprawy w swoje ręce i jeszcze bardziej zacieśnić współpracę państw członkowskich UE, by uratować strefę Euro. Tego typu wypowiedzi jasno dają do zrozumienia, że rządząca Polską ekipa nie ma ambicji umacniania swego państwa, ale sprzedania go dla jakichś wyższych idei - Unii Europejskiej. Ta ekipa w niczym nie różni się od tej, która rządziła w PRL-u. Wtedy także nasza polska elita polityczna nie miała nic innego do zaproponowania, jak tylko podlizywanie się Związkowi Radzieckiemu. Taka taktyka jest dobra w czasach prosperity, ale kiedy wszystko zaczyna się sypać, ta elita polityczna nie ma racji bytu, bowiem nie potrafi przeprowadzić żadnej ważnej inicjatywy bez pomocy metropolii. Niestety nasi przywódcy, których sami wybraliśmy, uznali, że polską racją stanu jest wspieranie Unii Europejskiej na dobre i na złe. Polski rząd nie potrafi prowadzić swojej, polskiej polityki zagranicznej. Potrafi tylko podlizywać się silniejszym i cieszy się z każdego „ochłapu”, jaki oni im dadzą np. prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Trudno się dziwić, że polski minister spraw zagranicznych chce większego zaangażowania Niemiec w zwalczaniu kryzysu strefy Euro. Trudno się dziwić niemal całej polskiej elicie politycznej, skoro wcześniej zgadzała się na wejście do tej Unii Europejskiej. Dotychczas jednak próbowali oni udawać, że mimo sympatii do UE potrafią też być polskimi patriotami. Teraz jednak w obliczu kryzysu, w jakim znalazła się ich wspaniała instytucja, wszystko wyszło na jaw. Przedstawiciele polskiego rządu dopuścili się jawnej zdrady stanu, zdradzili swoją ojczyznę, której ślubowali wierność. Jest to smutne, ale niestety prawdziwe. Mateusz Teska Foto. Michał Nawrocki/Prokapitalizm.pl

W trosce o wiarygodność posła Antoniego Macierewicza

Antoni Macierewicz to jeden z tych polityków, który posiada dużą wiedzę na temat tego, kto jest kim w polskiej polityce. Bez problemu zapewne mógłby wskazać, kto z obecnych rządzących był agentem PRL-owskiej bezpieki, a może nawet, kto wciąż jest na usługach różnych służb. Niedawna wypowiedź w sejmie o „zaprzańcach” też pewnie nie była rzucona bezpodstawnie. Czy wiedza pana posła ma wartość procesową czy też jest raczej ulotna, i to na tyle, że pan poseł woli pewnych spraw nie ujawniać, aby nie narażać się na problemy karne? A może woli trzymać tę „wiedzę tajemną” tylko dla siebie, by zawsze, w odpowiednim momencie móc ją wykorzystywać dla jakichś politycznych celów? Jest jeszcze oczywiście tajemnica państwowa, która wciąż pana posła obowiązuje... Jako dowód na pewną niemoc w wykorzystywaniu tego typu wiedzy przywołam przykład zdarzenia, o którym ktoś mi kiedyś opowiadał... Otóż, pan poseł Macierewicz siedział w studio telewizyjnym przepytywany przez pewną bardzo znaną dziennikarkę. Ironia tej sytuacji polegała na tym, że pan poseł wiedział, że ona „była”, a ona wiedziała, że on o tym wie... Dziennikarka ta do dziś hula sobie w najlepsze, wieszając psy na panu pośle, on zaś nic ze swoją wiedzą zrobić nie może. Pan poseł Macierewicz, poza swoją wiedzą, której ujawnienie mogłoby być może wywalić III RP w kosmos, ma jeszcze inną cechę, która wyróżnia go od innych polityków, mianowicie mocno angażuje się w daną sprawę. Swego czasu, jako minister spraw wewnętrznych, zaangażował się w lustrację. Co prawda, cała akcja zakończyła się obaleniem rządu Olszewskiego w pamiętną „noc długich teczek” 4 czerwca 1992 roku, niemniej dzięki tej akcji poznaliśmy choć częściowo prawdę o budowniczych III RP. Janusz Korwin-Mikke, autor pamiętnej uchwały lustracyjnej, do dziś twierdzi, że Antoni Macierewicz nie wykonał jej wówczas w takim kształcie jak nakazał mu to sejm, co już znamionuje, że były szef MSW ma skłonność do zaczynania czegoś, ale już nie do dokończania jak należy. Oczywiście rozumiem kontekst historyczny tamtych wydarzeń, pewne ograniczenia oraz niedocenienie siły przeciwników... Trzeba tu dostrzec zaangażowanie posła Macierewicza w likwidację WSI. Co prawda, służby tej dziś już nie ma – przynajmniej oficjalnie – co pan poseł może sobie przypisać jako sukces, ale czy poznaliśmy znaczące postaci życia politycznego czy gospodarczego, które w jakiś sposób umoczone by były w działalność WSI? Różne nazwiska oczywiście się przewinęły, zapewne też gdzieś na różnych stanowiskach nastąpiły jakieś ciche przetasowania. Ale czy wpłynęło to znacząco na zmianę atmosfery polityczno-gospodarczej w III RP? Chyba nie bardzo... Obłuda, zakłamanie i cwaniactwo wciąż nadają ton naszej polityce... Poza tym, śp. prezydent Lech Kaczyński nigdy nie zdecydował się na upublicznienie aneksu do raportu WSI. Przyczyny dla których tego nie zrobił nie są tak naprawdę do dziś znane. Gdy w 2009 roku spytałem o to posła Macierewicza odesłał mnie z tym pytaniem do prezydenta Kaczyńskiego... A teraz? Teraz aneks jest już w „bezpiecznych” rękach „właściwych” ludzi, więc chyba już „po ptokach”... No, ma go jeszcze zapewne poseł Macierewicz (a na pewno posiada wiedzę w nim zawartą), jednak jaki z tego pożytek dla potencjalnej zmiany atmosfery polityczno-gospodarczej w III RP, skoro posłowi PiS wiedzą zawartą w aneksie do raportu nie wolno się z nikim podzielić? Poseł Macierewicz zaangażował się następnie – i też chwała mu za to, przynajmniej do pewnego momentu – w akcję skierowania do Trybunału Konstytucyjnego skargi na Traktat lizboński. Akcja zainicjowana m.in. przez czytelników portalu Prokapitalizm.pl, a podjęta przez pana posła, dawała nikłą bo nikłą, ale zawsze jakąś nadzieję na podstawienie nogi idei unijnego superzbiurokratyzowanego superpaństwa. Pan poseł brnął dzielnie aż do samej rozprawy przed Trybunałem, po to, by w jej trakcie ... opuścić salę, grzebiąc na tę chwilę całą sprawę... Do dziś trudno wytłumaczyć to zachowanie, choć zapewne pan poseł znalazłby tysiące powodów, dla których - jak by zapewne stwierdził - musiał tak akurat postąpić. Teraz pan poseł Macierewicz pilotuję sprawę niezwykle istotną, a mianowicie sprawę katastrofy smoleńskiej. Za podjęcie się tego trudnego tematu dochodzenia do prawdy również należy mu się uznanie. Już dziś wiadomo, że działalność takich gazet jak np. „Nasz Dziennik”, czy takich osób jak poseł Antoni Macierewicz poszerzyła dość znacząco nasze spojrzenie na katastrofę i przyczyniła się do ujawnienia faktów, których obecnie rządzący na pewno nigdy sami z siebie by nie ujawnili. Jedyne, czego można się obawiać to to, czy panu posłowi wystarczy konsekwencji i zapału. Ale niedawno, podczas spotkania z wyborcami w Piotrkowie Trybunalskim poseł Macierewicz podkreślił, że to sprawa jego życia, bo „(...) cóż może być ważniejszego, niż śmierć Leszka Kaczyńskiego czy Ani Walentynowicz...”. Zatem jest jakaś nadzieja, płynąca - jak widać – również z pobudek osobistych, że tej sprawy nie odpuści... Dlaczego w ogóle o tym piszę? Otóż, w ostatnią niedzielę obejrzałem w TVP Info program „Młodzież kontra”, którego gościem był właśnie poseł Antoni Macierewicz. Niestety, ale w pewnym momencie, przy odpowiedzi na jedno z pytań, poseł Macierewicz minął się – mówiąc delikatnie – z prawdą. Pytanie dotyczyło zarzutu względem PiS-u, że partia ta tak dużo mówi dziś o suwerenności, podczas gdy w głosowaniu nad ratyfikacją Traktatu lizbońskiego większość posłów tej partii głosowała „za” traktatem. Pan poseł robił wszystko, by na pytanie nie odpowiedzieć (metoda zakrzyczenia pytającego mówieniem nie na temat), ale w końcu, przyciśnięty do ściany stwierdził, że tak nie było, bo większość PiS-u była przeciwko traktatowi. Od razu coś mi się nie zgadzało, dlatego czym prędzej w internecie postanowiłem sprawdzić, jak było w rzeczywistości. No i okazuje się, że było tak, iż 56 posłów PiS głosowało przeciwko, 12 wstrzymało się od głosu, natomiast 89 głosowało za ratyfikacją, łącznie z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Nieco inaczej wyglądała sprawa w senacie, gdzie przeciw ratyfikacji lub tych którzy się wstrzymali było – łącznie - 23 senatorów PiS, za ratyfikacją natomiast – 14. Nawet jeśli zsumujemy liczbę tych parlamentarzystów, którzy byli przeciw ratyfikacji lub się wstrzymali w sejmie i w senacie, to i tak liczba parlamentarzystów PiS, którzy głosowali za ratyfikacją Traktatu lizbońskiego jest większa. Niniejszy tekst to w zasadzie prośba skierowana do posła Antoniego Macierewicza, by w przyszłości starał się być bardziej konsekwentny w tym co robi, a przede wszystkim precyzyjniejszy w wypowiadanych sądach. Od tego przecież m.in. zależy wiarygodność pana posła. Wiarygodność, która na obecnym etapie jego działalności, jako parlamentarzysty i jako polskiego patrioty, dążącego do wyjaśnienia prawdy o katastrofie smoleńskiej, jest mu niezmiernie potrzebna. Paweł Sztąberek Foto. ISz/Prokapitalizm.pl

Traktat lizboński nie narusza konstytucji – uzasadnienie TK

24 listopada 2010 roku przed Trybunałem Konstytucyjnym odbyła się posiedzenie w sprawie wniosku Grupy Senatorów, reprezentowanych prze senatora Piotra Andrzejewskiego, o stwierdzenie niezgodności z konstytucją RP Traktatu z Lizbony. Przypomnijmy, że Trybunał uznał, że Traktat nie narusza polskiej konstytucji.

Senator Piotr Andrzejewski: Trybunał osobliwie pojmuje suwerenność

Senator Piotr Andrzejewski komentuje dla Prokapitalizm.pl wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 24 listopada 2010 roku w sprawie wniosku grupy senatorów o stwierdzenie niezgodności z konstytucją RP Traktatu z Lizbony...

W sprawie posła Macierewicza, TK i Lizbony – kilka wyjaśnień

Po opublikowaniu na naszym portalu, ale również m.in. na Salonie24, Oświadczenia grupy wyborców z regionu piotrkowskiego dotyczącego postawy posła Antoniego Macierewicza podczas rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym w dniu 10 listopada 2010 roku, dotyczącej zgodności, bądź nie, z konstytucją RP Traktatu z Lizbony, zobowiązany jestem, jako jeden z jego sygnatariuszy, do krótkiego wyjaśnienia. Zwłaszcza, w obliczu złośliwości części komentatorów kierowanej wobec tej inicjatywy...
Pan poseł Macierewicz został wybrany do sejmu właśnie z Ziemi Piotrkowskiej. We wniosku do TK pokładaliśmy pewne nadzieje, może niewielkie, ale jednak. Może było to naiwne, niemniej uznaliśmy, że nawet cień szansy na to, że można jeszcze ratować suwerenność Polski, godny jest wykorzystania. Długo namawialiśmy pana posła, by złożył wniosek do TK, po tym jak sam zadeklarował to (być może była to pierwsza nieroztropność posła Macierewicza) w wywiadzie dla portalu (patrz wywiad: Prokapitalizm.pl). Całej akcji patronował portal Prokapitalizm.pl, wspierany przez lokalny serwis Trybunalscy.pl... Poniżej zamieszczam kalendarium zdarzeń, które osobom mniej niezorientowanym może lepiej pozwoli zrozumieć całą sprawę: http://www.prokapitalizm.pl/na-co-pan-czeka-panie-posle-macierewicz.html http://www.prokapitalizm.pl/apel-do-posla-antoniego-macierewicza.html http://www.prokapitalizm.pl/posel-antoni-macierewicz-odpowiada-na-nasz-apel.html http://www.prokapitalizm.pl/panie-posle-co-sie-dzieje-z-wnioskiem-do-trybunalu-konstytucyjnego.html http://www.prokapitalizm.pl/asystent-posla-macierewicza-odpowiada-na-nasz-apel.html http://www.prokapitalizm.pl/czy-posel-macierewicz-gra-skarga-do-tk.html http://www.prokapitalizm.pl/antoni-macierewicz-sprawe-traktatu-doprowadze-do-konca.html No i stało się. Poseł Macierewicz, w imieniu 63 posłów, złożył wreszcie skargę do TK w dniu 27 listopada 2009 roku: http://www.prokapitalizm.pl/zaskarzam-traktat-lizbonski.html ... natomiast 7 grudnia ogłosił, że otrzymał odpowiedź z Trybunału, że skarga rozpatrzona zostanie przez TK w pełnym składzie: http://www.prokapitalizm.pl/tk-w-pelnym-skladzie-rozpatrzy-wniosek-posla-macierewicza.html Zainteresowanie mediów sprawą było niestety niewielkie... http://www.prokapitalizm.pl/piotrkow-trybunalski-podstawia-noge-traktatowi-z-lizbony.html ... dziś można się zastanawiać czy był to tylko przypadek. Zaniepokojony upływem kolejnych miesięcy i ciszą związaną z wnioskiem posła Macierewicza, wystąpiłem z zapytaniem do Trybunału Konstytucyjnego, na kiedy planowane jest posiedzenia TK w sprawie Traktatu lizbońskiego. Po jakimś czasie otrzymałem uspokajającą odpowiedź... http://www.prokapitalizm.pl/tk-odpowiada-nam-co-dalej-z-wnioskiem-w-sprawie-traktatu-z-lizbony.html W listopadzie 2010 na stronie internetowej Trybunału pojawiła się wreszcie długo oczekiwana informacja, że wniosek 10 listopada trafi na wokandę. Po roku! http://www.prokapitalizm.pl/traktat-z-lizbony-na-wokandzie-tk-10-listopada-2010.html Portal Prokapitalizm.pl obserwował rozprawę przed Trybunałem i na bieżąco ją relacjonował... http://www.prokapitalizm.pl/w-trybunale-konstytucyjnym-o-traktacie-z-lizbony.html ...Również o momencie "nieroztropnego" (są tacy, którzy twierdzą, że być może właśnie "roztropnego") opuszczenia sali TK przez posła Macierewicza, i tym samym dania pretekstu sędziom TK do umorzenia sprawy z powodu braku obecności wnioskodawcy... http://www.prokapitalizm.pl/tk-umorzyl-sprawe-dotyczaca-wniosku-posla-macierewicza.html Chyba jako jedyny portal zamieściliśmy relację dźwiękową z niemal całego posiedzenia Trybunału... http://www.prokapitalizm.pl/traktat-z-lizbony-w-tk-%E2%80%93-przebieg-wydarzen-z-10-xi-2010.html ... oraz wywiad z posłem Arturem Górskim, który - jak przyznał - był jednym z 63 posłów, którzy podpisali się pod skargą na Traktat z Lizbony, i który również nie krył rozczarowania zachowaniem posła Macierewicza... http://www.prokapitalizm.pl/artur-gorski-posel-macierewicz-przekalkulowal.html No i właściwie dobrnęliśmy do końca... Przedstawiona wyżej sprawa pokazuje, że głos i zaangażowanie zwykłego wyborcy ma czasem jakiś sens. Dzięki portalowi Prokapitalizm.pl oraz lokalnemu serwisowi Trybunalscy.pl , który zamieszczał nasze apele do posła Macierewicza, udało się skłonić go do złożenia skargi w TK. Może i bez naszych nacisków też by to zrobił, tego w 100-procentach nie wiemy, jednak wydaje nam się to mało prawdopodobne... W każdym razie uważaliśmy złożenie skargi nie tylko za sukces posła Macierewicza, ale również nasz - czyli zwykłych wyborców, zatroskanych przyszłością naszej Ojczyzny. Byliśmy też dumni z tego, że mamy wreszcie PRAWDZIWEGO, ODWAŻNEGO, NASZEGO posła. Również redakcja portalu Prokapitalizm.pl odczuwała satysfakcję, że jej zaangażowanie w sprawę dało jakiś rezultat, choć poseł Macierewicz w pewnym momencie nie krył zmęczenia nami, naszą namolnością i nie był już chętny do udzielania nam kolejnych wywiadów (nawet w dniu rozprawy w Trybunale Konstytucyjnym 10 listopada br. nasz reporter usłyszał od posła, że "był on przez nasz portal atakowany". My tymczasem zawsze mieliśmy przeświadczenie, że Panu Posłowi pomagamy, sprzyjamy w walce o ratowanie suwerenności Polski). Myślę, że ktoś, kto dokładnie zapozna się z przebiegiem zdarzeń, od września 2009 roku, do chwili obecnej, spojrzy na oświadczenie grupy wyborców bardziej życzliwym okiem. Z większym zrozumieniem. Może byliśmy zbyt naiwni... Może... W każdym razie nigdy nie zakładaliśmy i wciąż nie zakładamy u posła Macierewicza złej woli. Jedynie, za posłem Arturem Górskim, możemy powtórzyć, że Pan Poseł przekalkulował... Szkoda... Pozostaje jednak pytanie - dlaczego? Paweł Sztąberek Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Nieroztropny poseł Macierewicz – oświadczenie grupy wyborców

Z naszej poczty... Od grupy wyborców z regionu piotrkowskiego otrzymaliśmy oświadczenie na temat zachowania posła Antoniego Macierewicza podczas rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym z dnia 10 listopada 2010 roku, dotyczącej wniosku Grupy Posłów i Senatorów o stwierdzenie niezgodności z konstytucją RP Traktatu z Lizbony. Pan poseł Antoni Macierewicz w ostatnich wyborach do sejmu wybrany został właśnie z okręgu piotrkowskiego. Poniżej pełna treść oświadczenia... Oświadczenie W związku z rozpatrywaniem przez Trybunał Konstytucyjny w dniu 10 listopada 2010 roku połączonych wniosków Grupy Posłów i Grupy Senatorów o stwierdzenie niezgodności Traktatu z Lizbony z konstytucją RP, wyrażamy swoje ubolewanie z powodu NIEROZTROPNEGO OPUSZCZENIA SALI rozpraw Trybunału Konstytucyjnego przez posła wnioskodawcę Antoniego Macierewicza, w efekcie czego poseł Antoni Macierewicz dał PRETEKST sędziom Trybunału do umorzenia sprawy w części dotyczącej wniosku Grupy Posłów. Na całe szczęście polscy patrioci swoje nadzieje mogą jeszcze pokładać w senatorze Piotrze Andrzejewskim. Mamy nadzieję, że senator  będzie odpowiedzialnie trwał do końca na jednym z ostatnich szańców i nie opuści przed czasem sali rozpraw Trybunału Konstytucyjnego. Podpisali wyborcy Ziemi Piotrkowskiej: Wojciech Perczak Piotr Korzeniowski Maciej Dybowski Paweł Sztąberek Robert Szala Piotr Majcher

Bubel czy premedytacja?

Od kilku lat daje się zauważyć dość niezwykły trend. Większość satyryków i kabareciarzy jak ognia unika tematyki działań obecnej ekipy rządzącej. Najwyraźniej nie wytrzymali konkurencji z politykami. Wymiękli, jak mawiają „młodzi, wykształceni” itd. Jedynie nieliczni (np. Jan Pietrzak) trzymają fason. Z drugiej strony ciężko im się dziwić, skoro pojawiają się pomysły na miarę projektu zmian Konstytucji RP, sygnowanego podpisem aktualnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego. Wpisuje ona na przykład do ustawy zasadniczej UE i zasadę pomocniczości. A gdzie NATO, gdzie ONZ i inne organizacje, do których Polska należy? No i jeszcze zasada pomocniczości, zgodnie z którą Unia (na mocy Traktatu z Maastricht) ma prawo ingerować w sprawy, z którymi państwo członkowskie nie jest sobie w stanie samo poradzić. Na przykład bankrutujący socjal strefy euro. Aż się prosi o zestawienie z nowelizacją Konstytucji PRL z 10 lutego 1976 r., wpisującą „przyjaźń i współpracę z ZSRR” i innymi państwami „obozu socjalistycznego”. Do kategorii kuriozów należy zaliczyć zapisy o czynnym i biernym prawie wyborczym obywateli polskich w ramach Parlamentu Europejskiego, czy „prawo wychoda” z Unii. Jako że te kwestie regulują traktaty, będące podstawą funkcjonowania UE, a polskie władze nie mają nic do powiedzenia w tej kwestii, powstaje pytanie po co wprowadzać takie zapisy? W sumie równie dobrze można zapisać, że Polski nie obejmują swym działaniem kryzysy gospodarcze. Plany wprowadzenia Polski do strefy euro, choć jeszcze nie spełniono kryteriów konwergencji, już dziś dalekowzrocznych wizjonerów skłoniły do zmian konstytucyjnych zapisów o NBP, który pozostając centralnym bankiem państwa będzie odtąd należeć do Europejskiego Systemu Banków Centralnych (art. 227, ust. 1). Ciekawe to, skoro artykuł 282 ust. 1 Traktatu o Funkcjonowaniu UE jasno definiuje, że „EBC i krajowe banki centralne tworzą ESBC”. Ani słowa o „należeniu do”, czyli faktycznie własności. Jest to tym ważniejsze, że zgodnie z zapisami w proponowanej nowelizacji NBP (a więc właściwie ESBC) „zapewnia stabilność cen”. Istna reaktywacja centralnego sterowania, dzięki której społeczna gospodarka rynkowa będzie bardziej „społeczna” niż „rynkowa”. Warto też, skoro już omawiamy planowaną rolę NBP, zwrócić uwagę, że nowelizacja wykreśla z artykułu 203 ust. 1 obecnej Konstytucji (określającego zakres podmiotów kontrolowanych przez NIK) NBP, i wprowadza następujący zapis (art. 227, ust. 2) „NIK kontroluje działalność NBP z punktu widzenia legalności, gospodarności, celowości i rzetelności w zakresie, w jakim nie dotyczy to realizowania zadań i wykonywania kompetencji określonych w Traktatach stanowiących podstawę UE”. Skoro NBP będzie należeć do ESBC, „realizować zadania i wykonywać kompetencje określone w Traktatach”,  to co będzie kontrolować NIK? Unię Europejską? Szukać starych śledzi z minister Piterą? Zwłaszcza, że Prezes NBP po nowelizacji art. 198 ust. 1 nie będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu za „naruszenie Konstytucji lub ustawy, w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania”. Więc jaki sens będą miały owe kontrole NIK – u? Ale to tak na marginesie. Proponowany w nowelizacji Rozdział Xa Konstytucji RP reguluje członkostwo Polski w UE. I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Otóż artykuł 227b stwierdza, że „RP może przekazać UE kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach” w drodze sejmowych uchwał i ustaw (dalej opis jak to przekazanie ma wyglądać plus moje ulubione zastrzeżenie „ustawą lub referendum”, tak na wypadek gdyby „przypadkowe społeczeństwo” miało akurat inne zdanie niż oświecone elity). Wszystko jest fajnie, dopóki nie zapoznamy się z proponowanym w nowelizacji artykułem 227h ust. 2, który stwierdza, że „Sejm i Senat wykonują kompetencje powierzone parlamentom narodowym w Traktatach stanowiących podstawę UE w zakresach i formach określonych w tych Traktatach”. To w końcu kto komu przekazuje kompetencje, hę? Zwłaszcza, że jak czytamy w uzasadnieniu nowelizacji związanej z wejściem Traktatu z Lizbony, który „przyczynił się do radykalnego umocnienia roli parlamentów narodowych w odniesieniu do spraw UE”. W czym zatem przejawia się to „radykalne umocnienie” - w tym, że parlamentom narodowym UE „powierzyła kompetencje”, czy że mogą je z powrotem przekazać UE? A może chodzi o to, że od wejścia w życie nowelizacji „Rada Ministrów wnosi do Sejmu projekt ustawy wykonującej prawo UE” (art. 227i ust. 1), czyli pokornie wprowadza na powierzonym odcinku to, co mądrzejsi nakazali? Możliwe też, że chodzi jednak o to, iż zgodnie z art. 227h ust. 1 nowelizacji „Rada Ministrów prowadzi politykę RP w UE”, która przesyła jej zadania do wykonania? Wszystko to byłoby naprawdę śmieszne, gdyby nie fakt, że to nie żarty. I tylko jedno mnie zastanawia – to zwykły bubel (żeby nie postawić dosadniejszych zarzutów pod adresem autorów), czy działanie z premedytacją? Michał Nawrocki

Bubel czy premedytacja?

Wyrok w sprawie Lizbony 24 XI 2010

24 listopada 2010 roku o godzinie 10.00 Trybunał Konstytucyjny wyda wyrok w sprawie połączonych wniosków grupy posłów i senatorów dotyczących uznania Traktatu z Lizbony za niezgodny z konstytucją RP. Oto informacja ze strony internetowej TK: "Sygnatura: K 32/09 Termin: 24 XI 2010 roku, godz. 10:00 - ogłoszenie wyroku Miejsce: sala rozpraw Trybunału Konstytucyjnego Wnioskodawca: Grupa posłów na Sejm, Grupa senatorów 10 listopada 2010 roku Trybunał Konstytucyjny rozpoznał połączone wnioski Grupy posłów na Sejm oraz Grupy senatorów dotyczące Traktatu z Lizbony. Trybunał Konstytucyjny rozpoznał połączone wnioski w pełnym składzie. Rozprawie przewodniczył Wiceprezes TK Marek Mazurkiewicz, sędzią-sprawozdawcą był Prezes TK Bohdan Zdziennicki." P.