Tag Archives: UB

Ubeckie żądania

Póki nie obowiązywała poprawność polityczna, kłamstwo było postrzegane jako coś nagannego, czego należało się wstydzić. Ale „nowoczesnemu człowiekowi” udało się już wmówić, że w kłamstwie nie ma nic zdrożnego, podobnie jak w kradzieży, czy nawet morderstwie, zwłaszcza takim „zgodnym z prawem”.

Wydudkany ciamajdan

To, co od paru dni oglądamy w mediach, rozpierducha w Sejmie i pod Sejmem, zyskało w internecie osobliwą, acz trafną nazwę – ciamajdan. Niektórzy piszą ją „CIA – majdan”, sugerując inspirację wiodącej siły demokracji. Nie wiem, ale skojarzenia z "ciamajdą" są tak czy siak tutaj jak najbardziej na miejscu.

Bohaterskie akcje Żołnierzy Wyklętych

Z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych publikujemy wstęp do najnowszej książki Joanny Wieliczki-Szarkowej - "Bohaterskie akcje Żołnierzy Wyklętych". Bardzo ładnie wydana przez Wydawnictwo AA książka na pewno zasługuje na to, by mieć ją w swojej bibliotece!

Prezydent Wrocławia zhańbił sprawowany urząd

Publikujemy treść oświadczenia pp. Jacka Bartyzela, Grzegorza Brauna, Roberta Maurera i Adriana Nikiela wydane w związku z wizytą we Wrocławiu na Uniwersytecie stalinowca Baumana. Oświadczenie opublikował serwis Legitymizm.org.
"Pan Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, po raz kolejny zhańbił sprawowany urząd, ponownie honorując w roli gospodarza miasta człowieka biorącego czynny udział w zaprowadzaniu na ziemiach polskich okupacji komunistycznej, skompromitowanego służbą w wojskach Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRS (NKWD) i w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a także działalnością agenturalną na rzecz Informacji Wojskowej. W 2013 roku, również dzięki uznaniu ze strony prezydenta Wrocławia, prof. Zygmunt Bauman, będący idealnym przykładem biografii „utrwalacza władzy ludowej”, traktowany jest jak mędrzec wyłączony spod wszelkiej krytyki. Wydarzenia, do których 22 czerwca doszło na terenie Uniwersytetu Wrocławskiego, są znakomitym, choć przygnębiającym dowodem na instytucjonalną i mentalną ciągłość między Polską Rzeczpospolitą Ludową a Rzeczpospolitą Polską. Zamiast Wolnej Polski, o którą pan Dutkiewicz podobno walczył, w takich chwilach dostrzegamy odrażające oblicze Drugiej PRL. Pan Dutkiewicz — niestroniący od wizerunku „konserwatysty” — już niejednokrotnie dawał wyraz swojej wrogości wobec tych sił politycznych, które bronią pewnej idei Polski. W ostatnich miesiącach deklarował m.in. marnowanie pieniędzy podatników na tzw. walkę z rasizmem (czyli — nazwijmy to wprost — ukryte pod pozorem „działań edukacyjnych” promowanie skrajnej lewicy), w roku 2008 podległy mu urzędnik nielegalnie rozwiązał przygotowującą się do przemarszu demonstrację ku czci ofiar Zbrodni Katyńskiej, a 11 listopada 2010 r. pan Dutkiewicz wziął udział w akcji zagłuszania setkami gwizdków marszu patriotycznego, zmierzającego w stronę pomnika króla Bolesława Chrobrego (lokalne media informowały o biernym udziale: był w grupie zagłuszających, choć sam nie gwizdał). Nie dziwi już zatem niedawny udział pana Dutkiewicza w warszawskiej debacie poświęconej całkiem poważnym rozważaniom, czy odradzanie się polskiej tożsamości narodowej w czasach, kiedy Polska jest prowincją Unii Europejskiej, jest równoznaczne z groźbą pojawienia się „faszyzmu”. Mimo wieloletniej tresury umysłów jeszcze nie wszyscy Polacy są przekonani do stwierdzenia, że poczuwanie się do obowiązków polskich jest co najmniej bliskie faszyzmowi. Dlatego mimo wszystkich różnic ideowych i programowych, jakie dzielą nas od Narodowego Odrodzenia Polski, musimy z uznaniem przyjąć protest działaczy i sympatyków tej partii. Protest, co warto podkreślić, zorganizowany bez użycia jakichkolwiek form przemocy, lecz spacyfikowany przy udziale policyjnych jednostek antyterrorystycznych, które młodych ludzi przypominających o zbrodniach komunistycznych zmusiły do opuszczenia terenu Uniwersytetu. W pamięć mieszkańców Wrocławia powinny zapaść słowa pana Dutkiewicza o tym, że żałuje, iż nie ma do dyspozycji własnych jednostek policyjnych. Słuszniej zapewne byłoby nazwać je bojówkami partyjnymi… Według relacji „Gazety Wyborczej” prezydent obrażał też wrocławian słowami: Nie będę tolerował nacjonalistycznej hołoty w moim mieście, a także — w apelu do ministra spraw wewnętrznych — zapowiedział dalsze represje wymierzone w narodową opozycję. Pan Dutkiewicz zapomniał widocznie, że jest wyłącznie urzędnikiem wynajętym przez obywateli do wypełniania określonej funkcji w lokalnym samorządzie, a nie właścicielem Wrocławia, który miałby nadzorować polityczną poprawność mieszkańców. Podnieść należy, że — nadal cytujemy „Gazetę Wyborczą” — Wydarzeniami, do jakich doszło, zaskoczony jest całkowicie Marek Bojarski, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego. O sprawie dowiedział się od nas podczas powrotu do Wrocławia z zagranicznej podróży. Kto zatem zdecydował o naruszeniu autonomii Uniwersytetu i wprowadzeniu do budynku uczelni policjantów uzbrojonych w rozpylacze gazu i broń gładkolufową, a także nieumundurowanej agentury? W artykule „Gazety Wyborczej” wspomina się o działaniach podjętych na życzenie lidera Sojuszu Lewicy Demokratycznej, pana Leszka Millera, który nalegał na odpowiednie potraktowanie wydarzenia. Kto jeszcze jest personalnie odpowiedzialny za zaistniały skandal, który przypomina najgorsze praktyki rzekomo minionego systemu? Od ponad dwóch dekad media głównego nurtu nieustannie podkreślają „narastanie brunatnego zagrożenia”. Warto dostrzec interesującą analogię — im dłużej trwa toczona na wszystkich frontach tzw. walka z faszyzmem, rasizmem, nacjonalizmem i antysemityzmem oraz wszelkimi przejawami nietolerancji, dyskryminacji, nienawiści i wykluczenia, tym „zagrożenie” staje się coraz większe, „brunatny cień” nad Polską gęstnieje. W październiku 1995 roku w imię postępu i tolerancji, bez żadnej reakcji ze strony policji, na terenie Uniwersytetu Warszawskiego reprezentanci lewicy bili słuchaczy i zniszczyli mienie Wydziału Filozofii, aby tylko nie dopuścić do wykładu francuskiego filologa i polityka, profesora Brunona Gollnischa. Wówczas był to odosobniony incydent. Obecnie dostrzegamy problem instytucjonalny: w 2013 r. osoby kojarzone z szeroko rozumianym polskim obozem narodowym rugowane są z przestrzeni akademickiej, pozbawiane prawa głosu lub nękane donosami (on myśli inaczej!). W czerwcu 1989 r. podobno skończył się w Polsce komunizm, ale poglądy i wypowiedzi antykomunistyczne wciąż stać się mogą przyczyną wielu poważnych kłopotów. Dziś to postmodernizm jest nowym opakowaniem starych komunistycznych treści, można zatem pokusić się o parafrazę najbardziej znanego chyba cytatu Filipa K. Dicka i stwierdzić: Imperium sowieckie wcale się nie rozpadło. dr hab. Jacek Bartyzel, prof. UMK przewodniczący honorowy Klubu Konserwatywnego w Łodzi Grzegorz Braun reżyser Robert Maurer członek Oddziału Wrocławskiego Kongresu Nowej Prawicy Adrian Nikiel prezes Organizacji Monarchistów Polskich

Bezpieka w Warszawie 1944-1954

Nakładem warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej „Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)”. Na 656 stronach czytelnicy znajdą opis działań bezpieki w pierwszej dekadzie po II wojnie światowej i setki dokumentów wytworzonych przez aparat terroru (dokumenty stanowią 2/3 publikacji).
Pracę rozpoczyna rys historyczny ukazujący powołanie podczas wojny przez sowietów chcących mieć polskojęzyczne kadry do okupowania terenów Polski po wyparciu Niemców polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru. Na kartach „Działalność Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na m.st. Warszawę (1944–1954)” ukazane zostały kolejne formy polskojęzycznego komunistycznego aparatu terroru i komunistycznej administracji, główni uczestnicy komunistycznego zbrodniczego organu. W wyniku wojny ludność Warszawy zmalała z 1.300.000 do 400.000. W trakcie walk powstańczych zginęło 150.000 cywili i 16.000 powstańców. Po powstaniu Niemcy wyburzyli 65% (84% lewobrzeżnej) Warszawy. Już podczas Powstania Warszawskiego na Pradze sowieci wyłapywali polskich patriotów. Część z nich była mordowana, wszyscy wiezieni i torturowani. W praskich budynkach działały katownie bezpieki i sowietów. Polaków wyłapywały sowieckie i polskojęzyczne grupy operacyjne. Terrorowi politycznemu towarzyszył ze strony sowietów i bezpieki terror kryminalni. Warszawiaków komuniści okradali i wypędzali z mieszkań. Czerwonoarmiejcy którzy zajmowali Warszawę dokonywali masowo kradzieży, mordów i gwałtów. Byli całkowicie bezkarni. W swej książce autorki dokładnie opisują strukturę i kadry bezpieki, zmiany organizacji i zadania poszczególnych wydziałów aparatu terroru, życiorysy komunistycznych oprawców (niezwykle często lumpenproletariuszy, kryminalistów i prymitywów). Bezpieka swoje działania skupiała na eksterminacji polskich patriotów - żołnierzy AK, NSZ i NZW-NOW. Walce z młodzieżowymi organizacjami antykomunistycznymi, legalnie działającym PSL i niepodległościowcami w PPS. Fałszowaniu wyników referendum i wyborów. Infiltracji środowisk robotniczych. Wszelkie działania bezpieki zostały przez autorki książki bardzo dokładnie opisane. Komuniści szczególnie zaciekle walczyli z Kościołem katolickim. Inwigilowali katolików (duchownych i świeckich). Prześladowali: więzieniem, aresztowaniami, przeszukaniami, profanowaniem kościołów, podpalaniem budynków kościelnych, inspirowaniem konfliktów między duchownymi (tworzeniem środowiska księży patriotów pozostającego w konflikcie z Episkopatem), inwigilacją, cenzurą, zakazem budowy mieszkań, rekwizycjami. Komuniści w ramach walki z kościołem: uwięzili prymasa Wyszyńskiego, konfiskowali zakazane książki z bibliotek parafialnych, zwalczali katechizację, konfiskowali należące do parafii filmy i projektory filmowe, w trakcie nieustannych przeszukiwań budynków kościelnych konfiskowali przedwojenne gazety i książki, zakazali duchownym i zakonnicom pracy w szpitalach, upaństwowili bursy i internaty katolickie, prześladowali organizacje katolickie. Praca Elżbiety Kowalczyk i Katarzyny Pawlickiej zawiera gigantyczna ilość przypisów, ilustracje, bogatą bibliografie. W części zawierającej dokumenty znalazły się raporty UB opisujące prace aparatu terroru, charakterystyki funkcjonariuszy. Informacje o sytuacji gospodarczej, niepokojach i nastrojach społecznych. Raporty z inwigilacji: Żydów, PSL, PPS, Stronnictwa Pracy, byłych żołnierzy AK, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, UPA, antykomunistycznych formacji rosyjskich i białoruskich, harcerzy, seminarzystów, duchownych, zakonników, prymasa, katolickich instytucji socjalnych, internatów katolickich, miejsc katechizacji, duszpasterstwach i organizacji katolickich. UB zbierał też informacje o działaniach AK podczas II wojny światowej. Inwigilował: polskich narodowców, rosyjskich antykomunistów, syjonistów. Zajmował się też ochroną kontrwywiadowczą zakładów pracy. Jan Bodakowski

Narodowe Siły Zbrojne

Otrzymałem niedawno od znanego historyka Tomasza Greniucha ten rozdział książki Józefa Steca pt. " Historia Buczkowic/szkice/ zwyczaje mieszkańców na przełomie XIX i XX wieku ", który dotyczy działalności Narodowych Sił Zbrojnych w regionie Podbeskidzia. Sam tytuł rozdziału jest już typowo UB-ecki, a brzmi on : "Narodowe Siły Zbrojne-banda Bartka i ślady ich działalności w Buczkowicach". Nazwanie "bandą", najbardziej bohaterskiej formacji partyzanckiej NSZ na Podbeskidziu w okresie stalinowskiego terroru , kiedy UB, PPR wraz z NKWD mordowały polskich patriotów z AK, chłopów opierających się kolektywizacji, a żołnierze Armii Czerwonej gwałcili w Bielsku kobiety i rabowali wszystko co napotkali po drodze łącznie z niektórymi zakładami przemysłowymi to doprawdy nikczemność! Oszczerstwa Józefa Steca nazwałem tchórzliwą nagonką na NSZ, bo większość z tych dzielnych żołnierzy "Bartka" zostało bestialsko i bez jakiegokolwiek osądzenia wymordowanych przez komunistycznych oprawców i nie mają teraz możliwości obrony swojej czci i godności !!! Warto również się zastanowić kim był i kim jest pan Józef Stec i co on takiego dobrego zrobił dla Polski , że ośmiela się opluwać bohaterskich partyzantów , których odwagi nie jest w stanie zrozumieć żaden oszczerca, który nie ryzykował własnego życia dla Rzeczypospolitej? Przytoczę najbardziej bulwersujące fragmenty "jadu manipulacji historycznej " Józefa Steca: ".... a inni określają całą formację NSZ mianem kolaborantów z Niemcami , terrorystów o chorobliwym nastawieniu antysowieckim, zabójców"... "... pomiędzy wojskami niemieckimi i NSZ zaistniała sformalizowana współpraca nie tylko w dziedzinie wywiadowczej i rozpoznawczej , ale i operacyjnej..." ".... Na naszych ziemiach w żaden sposób nie uczestniczyły w niszczeniu armii lub gospodarki niemieckiej. nie sposób więc mówić o wkładzie NSZ w klęskę okupanta w naszym regionie..." "... członkowie nie rekrutowali się spośród ludzi należących do wyróżniających się z punktu widzenia intelektu. Była to cecha , która odróżniała NSZ od formacji Armii Krajowej..." "... Oddział Bartka został zlikwidowany w roku 1946..." Cytaty te są nie tylko wstrząsające i oburzające dla każdego prawdziwego Polaka, ale przede wszystkim zawierają prymitywne UB-eckie fałszerstwa historyczne !!! Nigdy i nigdzie na Podbeskidziu, nawet w Buczkowicach żaden oddział NSZ nie kolaborował z okupantami niemieckimi, natomiast wielu działaczy PPR i aktywistów bezpieki rekrutowało się z byłych Volksdeutschów (których nie brakowało również w Buczkowicach). Mój śp. ojciec Tadeusz odznaczony medalem za udział w wojnie obronnej w 1939 roku i krzyżem Armii Krajowej nigdy nie ujawnił swoich powiązań z NSZ i dlatego przeżył, natomiast wiele opowiadał mi zarówno o AK jak i NSZ. Henryk Flame był dla ojca autorytetem od czasów okupacji, kiedy walczyli w tej samej Armii Krajowej. Antysowietyzm nie był "chorobą" NSZ jak kłamie Józef Stec, lecz prawdą historyczną wynikającą z agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku, wywózką milionów bezbronnych Polaków na Sybir i sowiecką zbrodnią ludobójstwa dokonaną w Katyniu , Charkowie Miednoje, Kozielsku i innych miejscach kaźni oficerów polskich. Komuniści wiele lat fałszowali historię zarówno o zbrodni w Katyniu jak i o zbrodniach UB i PPR na bohaterach z NSZ. Teoria dwóch wrogów wynikała ze współpracy Hitlera ze Stalinem od września 1939 roku do czerwca 1941 roku, kiedy oba te czerwone mocarstwa (socjalistyczne i narodowosocjalistyczne) grabiły Europę! Gestapowcy regularnie spotykali się w Zakopanem z kolegami z NKWD i wzajemnie pomagali sobie w ludobójstwie dokonywanym na Polakach na terenach okupowanych z jednej strony przez Niemcy hitlerowskie, z drugiej przez Rosję sowiecką. Dopiero w czerwcu 1941 roku zakończyła się "braterska współpraca" między SS i Armią Czerwoną! Armia Krajowa na Podbeskidziu była skuteczną formacja antyhitlerowską i przyczyniła się niewątpliwie do klęski III-ciej Rzeszy, a jednym z jej oddziałów dowodził właśnie Henryk Flame ! Po rozwiązaniu AK wielu jej członków przeszło do NSZ i weszło m.in. w skład oddziału "Bartka", dlatego oskarżanie Henryka Flame i Narodowych Sił Zbrojnych na Podbeskidziu o kolaboracje z Niemcami hitlerowskimi jest kryminalnym pomówieniem, które powinno być ścigane z urzędu jako przestępstwo przeciwko Narodowi Polskiemu! Zadaje publicznie pytanie czy w Bielsku-Białej albo w Warszawie znajdzie się taki odważny prokurator, który postawi Józefa Steca w stan oskarżenia za oszczerstwa wobec NSZ i polskich patriotów walczących przeciw SS, a potem przeciwko UB i NKWD? Intryga o animozjach między AK i NSZ została misternie opracowana przez ideologów sowieckich aby rozbić od wewnątrz NSZ, którego trzon stanowili przecież byli żołnierze Armii Krajowej!. Pan Józef Stec próbuje odebrać godność partyzantów NSZ sugerując ich "znikomy intelekt", a ja się w tych okolicznościach ośmielam stwierdzić, że było inaczej, bo intelekt żołnierzy NSZ na pewno był wyższy od intelektu Józefa Steca, gdyż w przeciwnym razie nie wodziliby za nos najpotężniejszej Armii Czerwonej i jej kolaborantów przez ponad dwa lat. Historyczna Defilada NSZ w Wiśle to był taki poziom patriotyzmu, który kompletnie przekracza poziom intelektu pana Steca. Najbardziej bezdusznym sformułowaniem Józefa Steca jest stwierdzenie: " ... Oddział Bartka został zlikwidowany...". Zastanawiam się jak można nazwać potworną, podstępną zbrodnię bestialskiego wymordowania polskich patriotów z NSZ staroubeckim epitetem- likwidacja? Bardzo istotnym w historii oddziału NSZ pod dowództwem "Bartka" jest fakt, że oddział ten nigdy nie został pokonany w boju i nigdy nie został rozpracowany do końca przez UB, a mordercę Henryka Flame spotkała zasłużona kara. Potem sługusy Moskwy spreparowali następne kłamstwo, że milicjanta, który zamordował bezbronnego już Henryka Flame zgładzili funkcjonariusze służby bezpieczeństwa, ale niektórzy koledzy "Bartka" dobrze wiedzieli, że był to ostatni wyrok NSZ, który został wykonany mimo, że bandyta z MO miał całodobową ochronę służb bezpieczeństwa PRL-u. Wielcy, Niezapomniani, Niedoceniani, Niepokonani Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych Cześć Waszej Pamięci! Rajmund Pollak

Uczcijmy Żydów ratujących Polaków!

List otwarty Marii Fieldorf-Czarskiej do dr Aliny Całej z Żydowskiego Instytutu Historycznego Obejrzałam przypadkiem telewizyjny program redaktora Tomasza Lisa z Pani udziałem. Program dotyczył podłego artykułu "Europejscy pomocnicy Hitlera w mordowaniu Żydów", opublikowanego niedawno w niemieckim "Spieglu". Ze zdumieniem stwierdziłam, że jedyna różnica między spieglowskimi specjalistami od zamazywania odpowiedzialności Niemców za zbrodnie na obywatelach Polski narodowości żydowskiej a Panią polega na tym, że Pani robi to z większą złością wobec Polaków i jeszcze bardziej niesprawiedliwie niż Niemcy. Aż trudno uwierzyć, że jest Pani obywatelką RP i pracownikiem instytutu naukowego (?), dotowanego zapewne z budżetu państwa polskiego. Sprawa jest tym bardziej bolesna, że niemieccy redaktorzy "Spiegla" zaatakowali tym razem polskich chłopów. Oni mogą o tym nie wiedzieć, ale Pani jako historyk musi wiedzieć, że aktualnie trwa w Kościele katolickim proces beatyfikacyjny, w którym jest m.in. chłopska rodzina Ulmów. To symboliczna historia, takich było wiele. A co zrobić z ponad 6 tysiącami Polaków, którzy są "sprawiedliwymi wśród narodów świata"? W Talmudzie napisano, że "kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat". Ponad 6 tysięcy razy Polacy ratowali w czasie wojny "cały świat". To przypadki znane i opisane, a ile jest jeszcze nieopisanych? Tymczasem Pani, obywatelka Polski, taki ma dla nich szacunek, że znieważa naród, który ich wydał i wygłasza Pani o tym narodzie niesprawiedliwe, uogólniające sądy. Kiedy myślę o Józefie Ulmie, polskim rolniku, zamordowanym przez Niemców 24 marca 1944 r. w Markowej razem z żoną Wiktorią w błogosławionym stanie i sześciorgiem małych dzieci oraz ośmiorgiem ukrywanych przez siebie Żydów , to zastanawiam się, co ci zamordowani Żydzi by Pani powiedzieli, gdyby dziś mogli przemówić? Co by powiedzieli na temat "przyjaźni" niemiecko - żydowskiej, obserwowanej w naszych czasach, kosztem Polaków "pomocników Hitlera"? Staram się zawsze kończyć moje spory z różnymi ludźmi propozycjami pokojowymi, pozytywnymi. Teraz także mam propozycję, by mi Pani pomogła w realizacji pewnego pomysłu. Moim zdaniem, należy podziękować wszystkim Żydom, którzy po wojnie pomagali polskim patriotom, prześladowanym i mordowanym przez sowieckie siły "bezpieczeństwa publicznego" tylko dlatego, że chcieli Polski wolnej, suwerennej. Żydzi mieli duże możliwości pomagania, ponieważ wielu z nich zajmowało wysokie stanowiska w aparacie partyjnym i policyjnym Polski sowieckiej. Co prawda, mojemu Ojcu nie pomogli, lecz uczestniczyli w mordzie sądowym. Pisali akt oskarżenia i wydali dwa razy wyrok śmierci na Ojca, wysługując się Związkowi Sowieckiemu za stanowiska i ordery. Ale ja, z powodu Auscalera, Merza, Wajsblecha czy Górowskiej, nie mogę sobie wyrabiać opinii o całym narodzie żydowskim. Zapewne zna Pani, jako historyk, liczne przykłady pomocy udzielonej Polakom przez Żydów. To jest istota mojej propozycji, którą sformułowałam w liście otwartym do Adama Michnika już w styczniu 2001 r., opublikowanym w "Naszym Dzienniku", zignorowanym przez "Gazetę Wyborczą". Niestety, do dziś nie dostałam odpowiedzi. Pora wrócić do sprawy: Zorganizujmy wspólnie Polacy oraz Żydowski Instytut Historyczny akcję upamiętniania Żydów, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków z rąk NKWD-UB i KGB-SB w latach 1939-1989, szczególnie w okresie okrutnej sowieckiej okupacji Kresów oraz w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie. Mam nadzieję, że teren niezbędny do sadzenia drzew upamiętniających szlachetne czyny zostanie udostępniony przez odpowiednie władze. Szlachetność i odwaga ludzka winny być zauważone i nagrodzone nie tylko przez Izrael, ale i przez Polskę. Pani jako Żydówka z polskim obywatelstwem na pewno to rozumie. Jeśli chodzi o motto całej akcji, to zapewniam Panią, że w Ewangelii znajdzie się wiele pięknych myśli o wymowie zbliżonej do tych o ratowaniu świata przez dobre uczynki pojedynczych ludzi. Maria Fieldorf-Czarska córka gen. bryg. Augusta Emila Fieldorfa "Nila" Gdańsk, 28 maja 2009 roku