Tag Archives: ubezpieczenie

Skuteczne dochodzenie odszkodowania – sprawdź, jak uzyskać rekompensatę z różnych rodzajów ubezpieczeń

Towarzystwa Ubezpieczeniowe oferują swoim klientom wiele rodzajów ubezpieczeń, które mają za zadanie zapewnić im ochronę na wypadek różnego rodzaju feralnych zdarzeń. Bardzo istotną kwestią jest dochodzenie świadczeń odszkodowawczych z tytułu wypadku. W poniższym artykule wyjaśnimy, jak uzyskać należną rekompensatę z różnych polis ubezpieczeniowych.

Gdyby rząd nie zabierał aż tyle…

Jakie są różnice w prowadzeniu biznesu pomiędzy Polską a Wielką Brytanią? Jakie koszta ponosi przedsiębiorca działający w III RP, a jakie ponosi przedsiębiorca prowadzący swoją działalność na Wyspach?

Ubezpieczenia samochodu online – jak wybrać najlepszą ofertę

Wybór towarzystwa ubezpieczeniowego oferującego najkorzystniejszą dla nas polisę wbrew pozorom nie jest procesem prostym i oczywistym. Spora konkurencja w branży i brak znajomości zasad, rządzących rynkiem ubezpieczeń powodują, że zamiast klarownych wniosków, mamy w głowie coraz większy chaos.

Warto ubezpieczać domy i mieszkania

Nikt nie jest w stanie przewidzieć niekorzystnego wydarzenia, które może spowodować ogromne straty i doprowadzić do utraty życiowego majątku. Wystarczy jeden ludzki błąd, mała awaria, niefrasobliwość albo celowe działanie chuligana. Dlatego warto się ubezpieczać, albowiem dzięki odszkodowaniu można odzyskać sporą część majątku.

Przezorności nigdy za wiele

Żeby mieć pewność, że nasze inwestycje nie są narażone na poważne zagrożenia prowadzące do problemów finansowych, możemy podjąć kroki, dzięki którym będziemy mogli spać spokojnie. Aby chronić to, na co pracowaliśmy przez długie lata, warto zapoznać się z różnymi opcjami pomagającymi nam chronić nasze mienie. Pamiętajmy, że, by idealnie dobrać ofertę do naszych potrzeb i oczekiwań, musimy jednak dokładnie wiedzieć, co chcemy osiągnąć i jakim kosztem.

Profile z lajkiem i bez lajka

W pośredniakach profile, niemal jak na facebooku. Nie masz profilu w pośredniaku – nie pracujesz. Masz profil w pośredniaku – też nie pracujesz. To po co ten profil?

Przymusowe OC dla rowerzystów – są już plany

Na razie to tylko luźny projekt, jednak w momencie, gdy w jego realizację zaczynają angażować się posłowie partii rządzącej, PO, można zacząć czuć się zaniepokojonym. Dotąd bowiem jedynie pewna radna z Wrocławia domagała się wprowadzenia go w życie.
O co chodzi? Na wp.pl czytamy: "Niedawno w sejmie grupa posłów PO złożyła interpelację "w sprawie opracowania i wprowadzenia w życie przepisów zawierających uregulowania dotyczące zasad odpowiedzialności rowerzystów za wyrządzone szkody". Wcześniej, radna z Wrocławia Katarzyna Obara stwierdziła, że rowerzyści powinni być objęci obowiązkowym ubezpieczeniem od odpowiedzialności cywilnej OC. Tym, co skłoniło polityków lokalnych oraz niektórych parlamentarzystów do snucia planów nałożenia kolejnego haraczu, tym razem na rowerzystów, jest raport Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) dotyczący statystyk wypadkowych. Z raportu tego wynika, że rośnie liczba wypadków drogowych z udziałem rowerzystów. Jednak, co ciekawe, raport nie stawia pod pręgierz rowerzystów, a jedynie zaznacza, że wzrost wypadków spowodowany jest nie małą świadomością właścicieli rowerów, a wzrostem liczby rowerzystów. Jednym słowem winna jest ... pogoda. Mało opadów i słoneczne dni spowodowały, że na drogi wyjechało więcej rowerzystów. Co należy podkreślić, autorzy raportu stwierdzają, że rowerzyści ogólnie radzą sobie z bezpiecznym zachowaniem na drogach publicznych coraz lepiej - a wręcz lepiej niż kierowcy, od których wymagane jest prawo jazdy. To, jak widać nie przekonuje części parlamentarzystów. Widać jednocześnie, jak jednostronny jest ich sposób myślenia. Żaden nie pomyśli, że może warto by stopniowo zdejmować z ludzi dotychczas obowiązujące państwowe przymusy, zamiast wprowadzać kolejny, tym razem dla rowerzystów. Nie wszyscy, jak się okazuje są entuzjastami wprowadzenia OC dla rowerzystów. O dziwo, tym razem niechętne temu jest chociażby ... Ministerstwo Finansów. Uważa ono, że "rowerzyści odpowiadają za wyrządzoną szkodę na zasadach ogólnych prawa cywilnego - całym swoim majątkiem. Ale jednocześnie ewentualne szkody spowodowane przez cyklistów są bagatelne, ich wartość kształtuje się poniżej kosztów dochodzenia odszkodowania". Okazuje się poza tym, że nawet w krajach unijnych rowerzyści nie są objęci przymusowym ubezpieczeniem, na co powołują się posłowie PO, autorzy projektu. Nieprawdą jest również, że we wszystkich krajach UE rowerzysta ma obowiązek jeżdżenia w kasku. Z państw wymienionych przez Marcina Hyłę, prezesa ogólnopolskiej sieci organizacji rowerowych "Miasta dla rowerów", tylko Australia i Nowa Zelandia nakazują poruszanie się na rowerze w kasku. Czas pokaże, czy pomysł radnej z Wrocławia oraz grupy posłów z PO doczeka się kiedykolwiek realizacji. Historia III RP nie raz już pokazała, że znacznie gorsze pomysły stawały się częścią obowiązującego prawa. Wielu z nas nie zdziwi zatem, jeśli za jakiś czas każdy rowerzysta będzie musiał mieć na głowie kask oraz książeczkę OC, gdy będzie wybierał się na rowerze na krótką przejażdżkę na zakupy. No i jak potraktowani zostaną rowerzyści, którzy jednocześnie są kierowcami samochodów? Czy oni zmuszeni będą płacić OC podwójnie? PS Za pafere.org

Znałem robotnika, był niepiśmienny…

…nie poznał nawet, co to A, B i C. Lecz słuchał, co mówił Lenin – i teraz wszystko już wie! Przypomniała mi się ta perełka poezji zaangażowanej, bo parę tygodni temu miałem okazję wypowiadać się w Polskim Radiu 24 na temat rajów podatkowych. Przy okazji poruszaliśmy też inne zagadnienia, m.in. bezrobocie, biedę, korupcję i inne dobrodziejstwa socjalizmu.
Pod koniec wystąpienia dodałem, że współczesnemu robotnikowi żyje się teraz znacznie gorzej niż robotnikowi w XIX wieku. Wówczas niepiśmienny robotnik pracujący w fabryce utrzymywał z pensji siebie, żonę zajmującą się domem oraz kilkoro-kilkanaścioro dzieci, z których co najmniej troje-czworo dożywało dorosłości i miało własne dzieci. Czy robotnik w XXI wieku może z jednej pensji utrzymać tyle osób? Nie, nie może. Współczesnemu specjaliście, a co dopiero mówić o robotniku, trudno byłoby utrzymać siebie i choćby jedno dziecko tylko z jednej pensji. Na to, aby mieć kilkoro dzieci i niepracującego zarobkowo partnera, stać obecnie wyłącznie wąską grupę dobrze zarabiających osób. No dobrze, a co z umieralnością niemowląt w XIX wieku, ogólną jakością życia, ciasnotą mieszkań robotników, wspólnymi sraczami na podwórku, dramatem osób kalekich, brakiem bezpieczeństwa i higieny pracy i innymi nieszczęściami? Wszystkie minusy życia w XIX wieku są prawdziwe i niepodważalne. Dodałbym jeszcze fatalną opiekę dentystyczną, czarną ospę i brak żelazek elektrycznych. I nie jest to pełna lista niedogodności. Z pewnością poziom życia kogoś, kto miał wypadek przy pracy, a nie był ubezpieczony, był nie do pozazdroszczenia. Jego bliskich również – zamiast ojca rodziny, który do tej pory ich utrzymywał, mieli teraz kalekę, który sam wymagał pomocy. Już chyba najłatwiej było sobie poradzić z sytuacją śmierci kobiety. Zaś najlepsza polisa emerytalna, czyli dzieci, mogła zginąć na wojnie – chłopcy na froncie, a dziewczynki po przesunięciu linii frontu. Nowoczesne ubezpieczenia zdrowotne pojawiły się dopiero w drugiej połowie XIX wieku – właśnie jako reakcja na rosnące problemy industrializacji, a także w odpowiedzi na częściowo związany z industrializacją rozwój medycyny i potanienie usług medycznych. Różnica pomiędzy wiekiem XIX a poprzednimi stuleciami była pod względem demograficznym różnicą ilościową. Nigdy wcześniej cywilizacja nie znała tak dużych skupisk ludności, dlatego dość szybko okazało się, że dotychczasowe rozwiązania nie przystają do nowej sytuacji i nowych problemów. Chciałbym, aby to było jasne – powstanie i rozwój ubezpieczeń, zwłaszcza zdrowotnych, to w dużej mierze zasługa tego krwiożerczego kapitalizmu przemysłowego i potrzeb, które ten kapitalizm wytworzył, m.in. ochrony zdrowia dostępnej masowo (w pewnym sensie masowo, tj. uwzględniając dobrowolność umów). Natomiast za prowadzenie wojen kapitalizmu proszę nie winić – to zawsze była, jest i będzie zabawka najbardziej zbrodniczej instytucji świata, czyli rządów państwowych. Żadna prywatna organizacja przestępcza ani nawet najbardziej maniakalny lider grupy oszołomów nie wysłali na tamten świat tylu ludzi, ilu wysłały rządy realizujące politykę pokoju światowego, przestrzeni życiowej czy obrony jedynie słusznej prawdy. Czytając większość publikacji na temat XIX wieku, można najczęściej spotkać jedną wersję historii – że dopiero rozwój związków zawodowych, planowania społecznego, prawa pacy i ubezpieczeń socjalnych oraz wprowadzenie podatku dochodowego (też końcówka XIX wieku) pozwoliło utorować drogę rozwiązaniom podnoszącym standard życia i bezpieczeństwo robotników. Jakby powiedział niejeden marksista – ograniczenie wszechwładzy burżuazyjnego aparatu ucisku otworzyło masom drogę do bezpiecznego i godnego życia bez wyzysku klasy robotniczej. Innymi słowy – gdyby nie związki zawodowe i myśl marksistowska, zwulgaryzowana i sprowadzona do czystego bełkotu przez Lenina, bylibyśmy wciąż gnębieni przez tłuste kapitalistyczne świnie. Śmiem jednak twierdzić, że właśnie te wszystkie zdobycze były gwoździem do trumny XIX-wiecznego rozwoju i przyczyną obecnej nędzy. Powód – nawiązując do Marksa i Lenina oraz wierszyka we wstępie – jest dość prosty. Największy błąd Marksa polegał na tym, że nie zrozumiał tego, co pisał Adam Smith na temat wymiany handlowej. Według Smitha dobrowolność wymiany opiera się na tym, że każdy wymienia produkt, bo ten, który posiada, ma mniejszą wartość niż ten, który otrzymuje w zamian. Tylko pod tym warunkiem transakcja jest opłacalna dla obu stron. Tymczasem Marks skupił się na "ekwiwalentności towaru", tym samym całkowicie pozbawiając produkt wartości wymiennej, a ograniczając się wyłącznie do jego wartości użytkowej. Skoro zatem praca robotnika ma wyłącznie wartość użytkową, robotnik zawsze będzie podmiotem słabszym, który wymaga instytucjonalnej ochrony. Ten błąd powtarza do dziś całe lewacko-związkowe środowisko, które tak samo jak Marks kompletnie nie rozumie istoty najważniejszego aspektu gospodarczego, czyli wolnej wymiany handlowej. Z tego błędu wynika też niezrozumienie podstawowego mechanizmu – że owa ochrona robotników (rzeczywista czy iluzoryczna) zawsze kosztuje. Ochronę miejsc pracy finansują bezpośrednio pracodawcy, a pośrednio – bezrobotni. To dlatego każde hasło "chrońmy miejsca pracy" w rzeczywistości oznacza "zwiększajmy obszar biedy i bezrobocia". Wolność została skojarzona przez lewicę jako przeciwstawienie dobrobytu, a niewolnictwo (zwane też socjalizmem) jest gloryfikowane jako największy dar. Wskutek dobrodziejstw owego daru wprowadzanego sukcesywnie od stu kilkudziesięciu lat mamy dzisiaj raj na ziemi. W efekcie w tym raju tylko nielicznych bogatych stać na to, na co było stać niepiśmiennego robotnika w XIX wieku. Zatem dzisiejsza bieda jest ceną, jaką płacimy za bliżej nieokreślony postęp i wątpliwe zdobycze socjalne. Sto pięćdziesiąt lat temu jako prosty robotnik w fabryce mógłbym utrzymać niepracującą żonę i kilkoro dzieci. Dzisiaj – jako czynnego zawodowo prawnika – nie stać mnie na taki luksus. Obecny dobrobyt uczynił mnie nędzarzem w porównaniu choćby do majstra w XIX-wiecznej fabryce, nie mówiąc już o osobach ze sfer przedsiębiorczości czy burżuazji. Nie powinno to dziwić, skoro żyjemy w systemie niewolniczym. Niewolnik, zarówno ten w czasach rzymskich, jak i w świecie nowożytnym, również miał ograniczone pole rozwoju. Z jedną różnicą – pan mógł niewolnika wyzwolić. Dzisiaj widoków na to raczej nie ma. Czy mimo to jest szansa na zastąpienie obecnego dobrobytu XIX-wiecznym wyzyskiem? Paweł Budrewicz Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

Akcja społeczna – ubezpiecz lokalnego urzędnika skarbówki

W dniu 14.10.2009 nie dość, że sypnął pierwszy śnieg (o deszczu nie wspomnę), to posypały się na wielu forach gromy na urzędników skarbówki żądających ubezpieczeń OC na wypadek kosztownych pomyłek w ich działalności. To co przelało czarę to renesansowy, rewolucyjny (jak kto woli, niewłaściwe skreślić) postulat aby Ministerstwo Finansów brało na swoje księgi koszt tych ubezpieczeń. Oczywistym jest, że koszt „ich” ryzyka byłby nasz, no bo niby skąd państwo czerpie dochody? Nawet w nocie Polskiej Agencji Prasowej została przytoczona wypowiedź jednej pani z branży ubezpieczeń, że niby takie ubezpieczenie kosztowałoby 500 PLN rocznie – bardzo ciekawy szacunek. Przy okazji w roli kwiatka wystąpiła dodatkowa informacja – skarbówka zatrudnia 60 tys. urzędników. I na nic pocieszająca myśl, że portiera i sprzątaczki z takiego UKS nie musielibyśmy brać pod uwagę z racji generowania raczej zerowego ryzyka w tej materii. A nawet próbując na serio potraktować pomysł takich ubezpieczeń warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy: Ubezpieczony urzędnik skarbówki będzie generował jeszcze większe ryzyko, ponieważ będzie się czuł zwolniony z odpowiedzialności – gorzej niż kierowca służbowego samochodu z pakietem wszelakich ubezpieczeń. Jak ubezpieczyć ryzyko słabo zdywersyfikowane i skrajnie specyficzne? Nie poddające się analizie statystycznej z definicji – słaba dywersyfikacja plus moralny hazard urzędników nie nadają się do modelowania nawet przy użyciu zaawansowanych metod (np. Value at Risk). Już tylko z powyższych pytań i wątpliwości można wysnuć wniosek: jeżeli komercyjny ubezpieczyciel zdecydowałby się na zaoferowanie takiego ubezpieczenia, to byłoby ono wycenione bardzo wysoko w stosunku do rzeczywistego ryzyka, tym bardziej, że z państwem jako kupującym ubezpieczenie robi się bardziej lukratywne interesy niż z ubezpieczającymi mieszkanie itp. Poza tym Ministerstwo Finansów musiałoby ogłosić  przetarg na ubezpieczenie, co też poszłoby w koszta. Na zakończenie tego krótkiego felietonu mam pozytywną, zaszyfrowaną informację, która pozwoli rozłożyć niewygodne ryzyko na innych urzędników, skarbówki oczywiście. Ta informacja to: TUW*. Damian Kot * Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych