Tag Archives: ustawa

Czy weta prezydenta to ustawka? I Salomon by się tego nie powstydził!

Im dłużej słucham wszelkiej maści polityków i publicystów rozwodzących się nad decyzją Prezydenta Andrzeja Dudy wetującą ustawy sądowe, tym bardziej zaczynam dochodzić do przekonania, że sprawa prezydenckiego veta wcale nie jest taka jak starają się nam wcisnąć gadające głowy w przeróżnych stacjach mainstreamu. I z każdą chwilą zaczynam dostrzegać w tym posunięciu pewną ukrytą dla ogółu myśl. Powiem więcej, genialną myśl. Wiem, może to brzmieć jak jakaś herezja, jednak spróbuję się z tej "herezji" wytłumaczyć.

Zdrada panowie, ale stójcie cicho

A więc pan prezydent Andrzej Duda wkroczył na drogę przetartą przez Kazimierza Marcinkiewicza i wypowiedział posłuszeństwo swojemu wynalazcy – bo taką rolę odegrał prezes Kaczyński przy wyniesieniu go do godności prezydenta. Najwyraźniej Andrzej Duda musiał mu się zaprezentować jako osobnik pozbawiony własnego zdania, bezbarwny i bez inicjatywy - i dlatego go wynalazł.

Niebezpieczne uprawnienia policji drogowej w Polsce

W odróżnieniu od innych formacji naszej Policji, to tzw. „Drogówka” w Polsce nie cieszy się zbyt dobrą opinią. Panie i panowie w czapkach z białymi otokami słyną z marnowania paliwa poprzez nie wyłączanie silników w stojących godzinami na poboczach radiowozach, urządzania łapanek radarowych z ukrycia, karania mandatami za byle co, tamowania ruchu, zamiast jego usprawniania oraz nudnego  pouczania  kierowców poprzez media.

„Książka to takie samo dobro jak telewizor, torebka czy bombonierka” – list otwarty do wicepremiera Glińskiego

Jako niezależny, tzw. mały wydawca (ale wydający książki wyłącznie za własne środki, a nie np. za uzyskane z dotacji przyznawanych przez MKiDN), właściciel Wydawnictwa Prohibita i księgarni zarówno internetowej Multibook.pl, jak i stacjonarnej na warszawskim Żoliborzu przy ul. Dymińskiej 4, jestem stanowczo PRZECIWNY pomysłowi, jakim jest projekt ustawy o tzw. stałej cenie książek.

Michalkiewicz: Żydowskie lobby farmaceutyczne w Polsce a sprawa roszczeń

Stanisław Michalkiewicz mówi na temat roszczeń żydowskich w kontekście pewnej ustawy, która prawdopodobnie została zablokowana przez wpływowe lobby farmaceutyczne w Polsce.

Upamiętnią ukraińskie ludobójstwo na Polakach

W czwartek 7 lipca od godz. 13.00 środowiska kresowe, narodowe i patriotyczne demonstrują w Warszawie na ul. Wiejskiej pod Sejmem poparcie dla USTAWY o ustanowieniu dnia 11 Lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar ukraińskiego LUDOBÓJSTWA 1939-47 na Polakach w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu.

Polscy rolnicy dyskryminowani przez … polski rząd

Od Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi - ICPPC otrzymaliśmy poniższy komunikat. Publikujemy go w całości: "Trwają konsultacje rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników, która ma wejść w życie DOPIERO 1 STYCZNIA 2017. Tymczasem propozycja ustawy "o sprzedaży żywności przez rolników" napisana przez rolników-praktyków leży już kilka miesięcy w sejmowej "zamrażarce".

Michalkiewicz: Furtka dla żydowskich roszczeń otwarta

Na początku maja 2016 roku weszła w życie ustawa o tzw. ustroju rolnym, potocznie zwana - ustawą o handlu ziemią. Wprowadza ona znaczne ograniczenia w obrocie ziemią rolną. Jednak czy dla wszystkich?

Jakie zmiany wejdą w życie po nowej ustawie dla parabanków?

Nowa ustawa dla parabanków, czego można oczekiwać? Wprowadzenie w życie nowego projektu ustawy kierowanej dla firm pożyczkowych, na pewno w niedługim czasie zacznie przynosić kolejne skutki. Jakich zmian możemy spodziewać się po wdrożeniu w życie nowych zasad udzielania chwilówek? Do nich zaliczać się na pewno będą spore ograniczenia finansowe, redukcja kosztów, a także poszukiwanie nowych rozwiązań na zdobycie większych dochodów.

Polskim winiarzom ma być łatwiej. Ale czy to w ogóle możliwe?

To, co dzieje się z polskim winiarstwem bardzo dobitnie pokazuje, jak olbrzymia jest ingerencja biurokracji w działalność biznesową. Winiarze ogłosili właśnie, że rząd łagodzi przepisy dotyczące wyrobu i sprzedaży wina w Polsce.
Portal farmer.pl obwieszcza: "Winiarzom będzie łatwiej". Być może. Znaczy to, że do tej pory było trudno. Nie należy w to wątpić, jeśli przeczyta się notkę z portalu. Oto ona: "Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku wina, przedłożony przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Projektowana nowelizacja: - umożliwia producentom win owocowych markowych, cydru (napój winiarski z jabłek), perry (napój winiarski z gruszek) i miodów pitnych markowych uzyskanych z surowców z własnego gospodarstwa zlecanie rozlewu wyrobionych wyrobów innym przedsiębiorcom; - wdraża przepisy Unii Europejskiej, które określają dokumenty towarzyszące transportowi wyrobów winiarskich objętych wspólną organizacją rynków rolnych (zmiana dotyczy przewozu wyrobów wyprodukowanych przez podmioty zwolnione z obowiązku posiadania składu podatkowego; w tym przypadku podatek akcyzowy jest zapłacony przez producenta przed dokonaniem wysyłki; wówczas, zgodnie z prawem Unii Europejskiej można stosować uproszczone dokumenty towarzyszące); - zmniejsza zakres informacji podawanych we wniosku o przeprowadzenie certyfikacji wina (zgodnie z przepisami UE taka certyfikacja jest wymagana w przypadku, gdy na etykiecie wina, które nie jest winem regionalnym, producent chce podać rocznik i odmianę winorośli); - zmniejsza zakres kontroli prowadzonej w ramach certyfikacji wina (kontrola zostanie ograniczona do oceny sposobu wyrobu i rozlewu, opakowania, oznakowania oraz warunków przechowywania certyfikowanego wina oraz weryfikacji dokumentów, których obowiązek sporządzania wynika z przepisów UE); - wydłuża termin składania wniosku o wpis do ewidencji producentów i przedsiębiorców wyrabiających wino z winogron pozyskanych z upraw winorośli położonych w Polsce - z 30 czerwca na 15 lipca (zmianę tę wprowadzono w wyniku uwag zgłoszonych podczas konsultacji społecznych); - określa tryb uzyskania przez przedsiębiorcę ponownego wpisu do rejestru przedsiębiorców wykonujących działalność dotyczącą wyrobu lub rozlewu wyrobów winiarskich (dotyczy to przypadku wydania decyzji zakazującej wykonywania działalności gospodarczej w zakresie wyrobu lub rozlewu wyrobów winiarskich, w konsekwencji uprzedniego cofnięcia składu podatkowego przez naczelnika urzędu celnego; obecnie przedsiębiorca nie ma możliwości uzyskania ponownego wpisu, gdyż ww. decyzja jest bezterminowa; zmiana ta zapewni jednakowe zasady traktowania przedsiębiorców, którym zakazano prowadzenia działalności gospodarczej, dotyczącej wyrobu lub rozlewu wyrobów winiarskich, niezależnie od tego, czy decyzję taką wydano w przypadkach określonych w ustawie z 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, czy ustawie z 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym); - doprecyzowuje przepisy wdrażające przepisy unijne dotyczące obowiązków statystycznych nakładanych na podmioty uczestniczące w produkcji i handlu winem". Tyle farmer.pl. Co do mnie to, czytając tę notkę, powątpiewam czy aby na pewno polskim winiarzom będzie łatwiej zważywszy na rozmiar ingerencji urzędników w proces produkcji napojów umilających nam życie. Bardzo wątpię. Przykład polskiej branży winiarskiej pokazuje, jak potwornie państwo osaczyło przedsiębiorczość i jak bardzo stara się ono utrudniać ludziom normalne życie. Trudno się zatem dziwić, że wina europejskie powoli wypierane są przez produkty z tzw. Nowego Świata, czyli z USA, Chile, RPA, Argentyny, Australii czy Nowej Zelandii (wkrótce pewnie będą to również Chiny). Tam rządy w produkcję wina aż tak bardzo się nie wtrącają, co ma również przełożenie na ceny. Tymczasem naprawdę chciałbym się napić dobrego polskiego wina za przyzwoitą cenę. Póki co raczę się najnowszą, nowoświatową ofertą win z portugalskiej Biedronki. A naprawdę jest w czym wybierać i to za ludzkie pieniądze... Paweł Sztąberek

Związki zawodowe – ofiary własnych metod

A miało być tak pięknie... Długi rosną, gospodarka się wali, na socjał brak kasy, więc związki zawodowe umyśliły sobie ponownie wystąpić w roli męża opatrznościowego. I poszły na wojnę z rządem domagając się jego dymisji. Ba, na wrzesień zapowiedziały zablokowanie Warszawy, chociaż nie bardzo wiadomo, co im to miasto i jego mieszkańcy złego zrobili?
Nadto, logicznie rzecz biorąc, Tusk jest z Pomorza, a HGW zablokowała poruszanie się po stolicy lepiej, niż wszystkie związki zawodowe razem do kupy. Zatem – gdzie tu sens, gdzie logika? No i się szanowni związkowcy przeliczyli. Premierowi Tuskowi najwyraźniej donieśli w porę, że w policji i straży miejskiej też są związki zawodowe, więc nie poszedł za radą Lecha Wałęsy, by związkowców tradycyjnie pałować. Premier wykorzystał przeciwko związkom dokładnie ten sam mechanizm, który stosują one od lat: władzę ustawodawczą. W efekcie pojawił się projekt nowelizacji ustawy o związkach zawodowych, likwidujący różnorakie przywileje związkowców, takie jak: prawo do płatnego zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy na czas pełnienia funkcji związkowych, pozbawienie związków prawa do korzystania z pomieszczeń i urządzeń technicznych na terenie zakładu oraz zwolnienie pracodawców z obowiązku przekazywania składek związkowych na konta organizacji. Projektu zmian rząd nie raczył skonsultować ze związkami. Na takie dictum związkowcy zareagowali nerwowo. Piotr Duda stwierdził, że spowoduje to gwałtowne zahamowanie rozwoju ruchu związkowego i grozi jego likwidacją. Problem w tym, czego najwyraźniej nie rozumie Piotr Duda, że tak właśnie działa państwo – kto ustanowił, ten może zmienić, a nawet znieść. Skoro związki zawodowe wymuszały na rządzie porozumienia dotyczące sposobu zatrudniania, płacy minimalnej czy przywilejów związkowych (np. tych, które rząd chce zlikwidować) itp. dzieląc cudze, czyli ponad głowami pracodawców, to nie powinny się teraz dziwić, że rząd chce im to odebrać. I nie robi tego w imię interesu przedsiębiorców, tylko dla własnej korzyści. Tak po prostu działa „demokratyczne państwo prawa realizujące zasady sprawiedliwości społecznej”, gdzie urzędnicy decydują o wszystkim - wedle własnego uznania i aktualnych potrzeb konstruując takie czy inne rozwiązania prawne. Jedynym sposobem, by spełnić marzenie przewodniczącego Dudy o „związkach zawodowych niezależnych od pracodawców i partii politycznych” jest wprowadzenie zasady, że państwo nie miesza się w sprawy prywatne obywateli; nie miesza się do tego co, za ile i na podstawie jakich umów robią, również na wniosek związków zawodowych. Inaczej przedsiębiorcy, pracownicy i związki zawodowe zawsze będą w pełni zależni od partii politycznych. Z widocznym skutkiem. Michał Nawrocki Fot.: internet  

Bałagan w śmieciach

Zgodnie z ustawą od 1. lipca 2013 r. nie będziemy już decydować to tym, kto i za ile będzie zajmować się utylizacją naszych śmieci. Ponieważ nie bardzo wiadomo dlaczego o tym, z usług której firmy korzystamy, ma decydować urzędnik, więc można spokojnie przyjąć, że chodzi o pieniądze.
Dzięki temu rząd będzie mógł pochwalić się prowadzeniem aktywnej polityki prorodzinnej – wzrośnie zatrudnienie w urzędach. Wiadomo też, że będzie dużo drożej jeżeli zdecydujemy się segregować śmieci. Jeśli nie – będzie jeszcze drożej niż dużo drożej. Poza tym można spokojnie założyć, że dzięki śmiałej decyzji Drogich Przywódców Taniego Państwa zrobi się jeszcze drożej a polskie miasta świńskim truchtem dogonią a nawet przegonią Zachód, o czym wszak marzymy od dawna. Bo dotąd jak firma nie odbierała śmieci, to traciła klientów, których przejmowało inne przedsiębiorstwo. A teraz jak śmieciowa związkokracja ogłosi strajk, to niczym Paryż czy Rzym każda pipidówa będzie EU – ropiejąco tonąć w śmieciach. Jednakże największy ubaw czeka nas w ramach urzędniczych regulacji w sprawie segregacji i gospodarowania odpadami komunalnymi. Już same kryteria naliczania budzą zachwyt nad pomysłowością urzędniczą. Wysokość opłat może zależeć od: ilości zamieszkujących osób, gospodarstwa domowego, powierzchni mieszkalnej i zużycia wody. Dzięki tej obfitości możliwości urzędnicy mogli przyjąć takie kryteria, dzięki którym wyjdzie najdrożej. Dlatego np. w Warszawie w zabudowie wielorodzinnej zastosowano kryterium ilości osób, zaś w zabudowie jednorodzinnej – gospodarstwa domowego. Jakoś nikt nie wpadł na pomysł, by zastosować kryterium zużycia wody, choć wodomierze nie należą dziś do rzadkości. No, ale dzięki temu mieszkańcy domów wielorodzinnych nie podlegaliby ustawowemu obowiązkowi niezwłocznego informowania wspólnoty / spółdzielni / zarządu nieruchomości na piśmie o każdej zaistniałej zmianie ilości osób zamieszkujących lokal. Ci rzecz jasna przy rozliczeniach będą musieli przekazywać informacje urzędnikom, dzięki czemu urząd wreszcie będzie wiedział kto i kiedy wyjeżdża lub przyjmuje gości. Za niedopełnienie obowiązku – kara. Kolejny majstersztyk, to zasady segregowania śmieci, którymi w ulotkach urząd miasta Warszawy zarzuca skrzynki mieszkańców. Papier do jednego pojemnika, szkło do drugiego, plastik do trzeciego a całą resztę do czwartego? To by było za proste no i urzędnicy nie mogliby się wykazać rewolucyjną czujnością. Dzięki ich radosnej twórczości mieszkańcy Warszawy nie będą segregować śmieci według materiałów ale..., cholera wie, jak to nazwać. Mamy więc następujące kategorie: segregowane suche (papier, plastik, opakowania po kosmetykach i środkach czystości, książki, katalogi, opakowania po żywności metal itp.), szkło opakowaniowe (no, tu się nie wysilili) i odpady zmieszane (zabrudzone opakowania plastikowe, porcelana, opakowania po dezodorancie, styropian, guma, potłuczone szyby, szkło stołowe). Dodatkowo powstaną kompostowniki (odpady zielone), gdzie trafią liście i połamane gałęzie, oraz punkty selektywnego zbierania odpadów komunalnych (elektrośmieci, tekstylia, leki, niebezpieczne odpady, odpady zielone i remontowe). No i jeszcze wymieniane są odpady wielkogabarytowe, które nie wiadomo gdzie będą zbierane. Za nieprawidłową selekcję – kary. Diabli wiedzą, gdzie w tym bałaganie wyrzucać resztki jedzenia, np. obierki po ziemniakach, czy jak zakwalifikować niedopałki papierosów czy opakowania po lekach i przeterminowane leki. Jeszcze zabawniej jest z punktami selektywnego zbierania odpadów komunalnych – w każdej dzielnicy Warszawy będzie jeden taki punkt, jedynie na Bemowie utworzone zostaną dwa. Przeglądając listę odpadów, które mają tam trafiać nietrudno dojść do wniosku, że spora grupa ludzi miast wozić się z bateriami, żarówkami, lakierami do paznokci, termometrami rtęciowymi w poszukiwaniu takiego punktu zwyczajnie zawinie śmieci w torebkę i wywali do pierwszego lepszego śmietnika w parku czy na przystanku. I na koniec wisienka na torcie radosnej twórczości urzędników. Na stronie internetowej magistratu urzędnicy  przywołują eksperckie analizy, z których wynika, że ilość wytwarzanych odpadów zależy od: rodzaju zamieszkiwanej zabudowy oraz wielkości gospodarstwa domowego. Dajmy na to. Tylko dlaczego w takim razie we wrzucanych do skrzynek pocztowych ulotkach piszą o obowiązkach zarządców nieruchomości / wspólnoty / spółdzielni, że powinni Umożliwić odbiór odpadów bez limitu ilościowego. Chyba już czas, by na drzwiach urzędów miejskich pojawiło się ostrzeżenie: „Uwaga – urząd! Tu logika nie obowiązuje, mamy za to regulacje”. Michał Nawrocki Foto.: raszyn.blox.pl