Tag Archives: VAT

Rząd wyciśnie podatników!

Wygórowane założenia rządu odnośnie wpływów do budżetu już skutkują rozmaitymi pomysłami na ich realizację. Nie będzie to proste zwłaszcza, że rząd bynajmniej nie zamierza drastycznie zredukować wydatków. Co więcej istnieją przesłanki, że wydatki będą się raczej zwiększać. Trzeba więc przykręcić śrubę.

Gwiazdowski: Przejęcie reszty środków z OFE to tylko kwestia czasu

"Demografia będzie miała wpływ na wszystko (...) Bogactwo narodów bierze się z pracy – z tego, ile osób pracuje i z jaką wydajnością." - mówi Robert Gwiazdowski w rozmowie z portalem Bankier.pl.

Młot na podatnika zamiast uszczelnienia systemu podatkowego?

Ministerstwo Finansów zapowiada uszczelnienie systemu podatkowego poprzez walkę z agresywną optymalizacją podatkową i nierynkowymi cenami transakcyjnymi. Kierunek działań jest jak najbardziej słuszny. Niestety, praktyka działań organów podatkowych budzi wątpliwości. Coraz częściej sięgają one bowiem po instrumenty, które mają na celu złupienie podatników, pozbawiając ich pośrednio prawa do obrony.

Czy minister Szałamacha przegra zakład?

Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu minister finansów Paweł Szałamacha przyjął zakład, że rząd zrealizuje w 100% zaplanowane na 2016 rok dochody państwa. Zebranie przez rząd ponad 310 miliardów złotych, kluczowe dla realizacji zobowiązań z kampanii, wydaje się jednak mało realne. Zbyt optymistyczne szacunki dotyczące wzrostu przychodów podatkowych, wskaźnika inflacji, wzrostu gospodarczego czy akcji kredytowej mogą sprawić, że minister Szałamacha przegra 10 tysięcy złotych, a wielkość deficytu przekroczy zakładane 3% PKB.

Nad Dunajem Orban planuje drastyczne obniżenie VAT w budownictwie! A nad Wisłą?

Rząd Prawa i Sprawiedliwości często nawiązuje do stylu rządów Victora Orbana na Węgrzech. Orban stał się wręcz swoistym punktem odniesienia w kwestii stanowczości i oporu wobec Unii Europejskiej.

Podatki płacimy, aby żyć w cywilizowanym kraju

Wczoraj pan prezydent RP Andrzej Duda powołał mnie na ministra finansów w rządzie pani premier Beaty Szydło. Od Ministra Finansów zależy zdolność państwa do wypełniania swoich zadań: obrony kraju, szkół, ścigania przestępców, budowy kolei i dróg, kultury. Aby je sfinansować parlament uchwala podatki.

Ważne zmiany w VAT od 1 lipca 2015

Ważne zmiany czekają przedsiębiorców – podatników VAT już niedługo. Przepisy zmieniają się dokładnie 1 lipca 2015. Poniżej omawiamy dwie grupy zmian w przepisach, które będą dotyczyć niemalże wszystkich firm.

Ministerstwo Finansów pisze jadłospis

Opinię publiczną III RP zelektryzowała niedawno straszna wiadomość! Otóż Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że zlikwiduje ... dotacje dla barów mlecznych. Jako powód podano, iż  serwują one potrawy zawierające więcej przypraw aniżeli tylko sól i pieprz. A za takie ponoć należą się dotacje.

Janusz Korwin-Mikke kontra publiczność: Kłótnia o podatki

Janusz Korwin-Mikke w ogniu pytań o podatki! Co ważniejsze: likwidacja podatku dochodowego czy obniżenie VAT? Sam zobacz!

„Solidarność” za obniżką podatków!

Postulat uproszczenia systemu podatkowego i obniżenia danin jakie musimy odprowadzać na państwo podnoszony jest od lat. Do tej pory stanowił on domenę ugrupowań politycznych zabiegających o głosy wyborców. Zazwyczaj jednak działo się tak, że gdy tylko ugrupowania te zdobyły władzę, ów postulat, w kampaniach wyborczych lansowany jako najpilniejszy, spychany był na dalszy plan, bo nagle okazywało się, że jest tysiąc ważniejszych spraw, a podatki mogą poczekać.

Ludzie myślą, że mają w Polsce kapitalizm…

Ciepłe letnie wieczory to świetna okazja jak powszechnie wiadomo - żeby sobie po-grillować w gronie znajomych, a wspólne biesiadowanie żeby sobie po-politykować. I nie jest to wcale tylko nasza, polska specjalność.
Podczas jednej z takich tegorocznych "posiadówek", któryś z uczestników w pewnym momencie sformułował następującą konkluzję: "..Bo wszystko przez to, że w Polsce kapitalizm jest dziki!". A widząc moje zdziwienie, dodał ponadto: "Bo każdy robi, co chce – taka... wolna amerykanka!" Oczywiście mówca, wypowiadając określenie "wolna amerykanka",  raczej nie miał przy tym na myśli znanej odmiany walk zapaśniczych (wolnoamerykanki). Może tylko próbował stworzyć analogię. (Chociaż tak zupełnie na marginesie warto podkreślić, że ów styl walki, jakimś dziwnym trafem, akurat plasuje się bardzo blisko idei libertarianizmu, a to przez swoją kluczową zasadę "wszystkie chwyty dozwolone, z wyjątkiem tych, które zagrażają życiu". Libertarianie, najsilniej akcentujący potrzebę możliwie maksymalnej swobody jednostki w życiu społecznym, zaznaczają bowiem "wolność mojej wirującej pięści musi być ograniczona bliskością Twojego nosa moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna Twoja..."). Autor wypowiedzi o "zdziczałym kapitalizmie" i "wolnej amerykance" w Polsce, jak większość sfrustrowanych rodzimym bałaganem ogólnym, złudnie upatruje ratunku w działaniach rządu, który jego zdaniem  powinien wprowadzić jeszcze więcej uregulowań i obostrzeń zwłaszcza w gospodarce. Zatem czy w naszym "ciężko doświadczanym kraju nad Wisłą" faktycznie mamy kapitalizm i  tę "wolną amerykankę"? Mój rozgoryczony rozmówca, w słowach: "bo każdy robi, co chce", sam już sobie częściowo odpowiedział i zarazem zaprzeczył. Właśnie o to chodzi, że u nas w życiu publicznym, a w szczególności w gospodarce, tak naprawdę tylko nieliczni mogą robić, co chcą. A przecież to zakres powszechnych swobód - miara wolności w tym obszarze, stanowi główną podstawę kapitalizmu (właśnie określoną tutaj jako "wolna amerykanka"). Z definicji encyklopedycznych wynika, że cyt.: kapitalizm to system ekonomiczny oparty na prywatnej własności środków produkcji, wolnej przedsiębiorczości, wolnym obrocie towarami i usługami oraz na wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami. W każdej z nich aż roi się od "wolności" w postaci przymiotników, odmienianych niemal we wszystkich przypadkach. Kapitalizm musi być "dziki"! Kapitalizm rozpoznajemy zatem i oceniamy po dwóch atrybutach – w jakim są one stanie – własności i wolności – naturalnie ze sobą sprzężonych. Własność nie tylko jest podstawą produkcji i wymiany, ale również pomaga zabezpieczyć wolność osobistą jej posiadacza, pomaga zaznaczyć jej prywatne granice w najbliższej przestrzeni. Jeśli "coś mam", a najlepiej – "im więcej mam" – tym bardziej muszą się ze mną liczyć! Z drugiej zaś strony – sama wolność wynika z istoty własności, rozumiana jako wyłączność władztwa nad daną rzeczą – "mogę z nią zrobić, co mi się podoba". Nie mogę jedynie zagrażać własności innych, ich zdrowiu i życiu. Tylko tyle ograniczenia – "co nadto – od Złego pochodzi" i stopniowo niweczy obydwa atrybuty, w konsekwencji pozbawiając cały system sensu. Z jakimkolwiek dodatkowym ograniczeniem – kapitalizm przestaje być kapitalizmem! To już nie jest "swoboda krążenia kapitału", podlegająca indywidualnemu osądowi w ramach wolnego rynku! (Tyle wolności, ile własności – tyle własności, ile wolności!) "Dziki kapitalizm", "wolna amerykanka" – rzeczywiście mogą nasuwać jakieś skojarzenia z Dzikim Zachodem, czyli okresem masowego exodusu napływowej ludności Stanów Zjednoczonych na zachodnie terytoria w XIX w., w celu ich zasiedlenia i zagospodarowania. Przeciętnemu Europejczykowi proces ten kojarzy się zwykle z typowymi obrazkami rodem z hollywoodzkich westernów, kleconych masowo niemal na jedno kopyto pod wysoką oglądalność – zawsze niepohamowana chciwość, bezhołowie z coltem i lassem w ręku, trup ścielący się pokotem i tylko jeden sprawiedliwy. Taki stereotyp latami chętnie podtrzymywała także rodzima komunistyczna propaganda, w swoim mniemaniu lepiej tym sposobem dopełniająca wizerunek "zgniłego imperialnego Zachodu". A przecież faktycznie był to okres rozkwitu wolnej przedsiębiorczości, niebywałego rozwoju ekonomicznego w historii USA, milowy krok w budowie ich potęgi. A wszystko dzięki temu, że nadzieja i ludzki zapał nie były wtedy tłumione ingerencją państwa. Rząd amerykański, ze względu na ryzyko i wysokie koszty, nie od razu wysłał swoich urzędników z kodeksami w ślad za karawanami osadników, podążającymi na zachód. Jednak wcale nie oznaczało to braku prawa i bezładu. Obywatele na miejscu świetnie radzili sobie sami, spontanicznie tworząc proste i dobrze działające rozwiązania – własne samorządy i lokalne prawo, oparte na prostych, przejrzystych umowach. Stworzyli m.in. prywatne sądy, prywatny system własności, prywatną ochronę wraz ze skuteczną instytucją "szeryfa" i łatwym sposobem jego wyłaniania. Prosperity dla tamtych terenów zaczęła przygasać dopiero z ostatecznym wkroczeniem państwa, które postanowiło „ucywilizować” życie farmerów i kopaczy złota, nie tylko budując kolej transkontynentalną, ale przede wszystkim wprowadzając jednolite "uregulowania" prawne i nowe podatki, planowo kłócąc przy tym białych z Indianami, żeby po wybiciu stad bizonów móc zamknąć tych ostatnich w rezerwatach. Nie chcąc w tym miejscu zbytnio się rozwodzić, odsyłam zainteresowanych do publikacji na ten temat – "Nie taki dziki, Dziki Zachód" T.L. Anderson’a, P.J. Hill’a oraz "Libertariański Dziki Zachód" Jakuba Wozinskiego (tygodnik Najwyższy Czas! Nr 11/2013). „Wolna amerykanka”? Wolne żarty! Kraje o silnej ingerencji państwa w praktykę ekonomiczną – czyli te z dużym udziałem wydatków publicznych w stosunku do ich PKB − z reguły mają słabszy wzrost gospodarczy i wyższe bezrobocie. Dla porównania w USA tuż przed pierwszą wojną światową stosunek ten utrzymywał się na poziomie 10%, w Niemczech i Wielkiej Brytanii nie przekraczał 15% PKB. W 2012r. w Polsce wynosił on prawie 45% - nie wiele mniej niż np. w krajach afrykańskich (zaś w Korei Północnej 100%). W dorocznych raportach wolności gospodarczej na świecie, prowadzonych przez Economic Freedom Network pod przewodnictwem Instytutu Frasera z Vancouver oraz publikowanych także przez The Wall Street Journal i Heritage Fundation (Index of Economic Freedom), Polska – na prawie 200 badanych państw – od lat pod tym względem zajmuje miejsce dopiero gdzieś w połowie listy. Radykalne odwrócenie w 1992r. zaawansowanego trendu spadkowego PKB i zapoczątkowanie wzrostu gospodarczego, postępującego do połowy lat 90-tych aż do pułapu prawie 10-krotnie wyższego niż obecny – było zasługą naprawdę dobrze napisanej ustawy o działalności gospodarczej, zwanej ustawą Wilczka. Stanowiła ona wówczas w zasadzie jedyną podstawę prawną dla działalności biznesowej i liczyła zaledwie… (jak na nasze warunki!) 54 artykuły. Dziś tę działalność reguluje u nas przeszło dwieście różnych aktów prawnych. Także w miejsce ówczesnych 19. ograniczeń koncesyjnych wobec przedsiębiorczości – teraz mamy ich również blisko 200. Mamy też ogółem ponad 100  rozmaitych podatków i para-podatków, różnie nazwanych dla niepoznaki. Kalendarzowe odniesienie proporcji między obowiązkowymi daninami do państwowej kasy a resztą dochodu, którą podatnik może już sobie zatrzymać, czyli tzw. dzień wolności podatkowej, badany rokrocznie przez Centrum Adama Smith'a – w 2013r. przypadł  dopiero na 22 czerwca. Poprzez skorumpowaną biurokrację, stanowiącą lobby sterujące produkcją ustaw oraz poprzez coraz bardziej uległe wobec niej sądownictwo – system państwowy stopniowo ruguje wolność osobistą z przestrzeni gospodarczej, krok po kroku uszczuplając tym samym wyłączność właścicieli w zarządzaniu legalnie wytworzoną przez nich własnością. Trudno się zatem dziwić, że w efekcie takiego "porządkowania", "cywilizowania" i "uszczelniania" systemu, od początku minionego dwudziestolecia mamy do chwili obecnej blisko 380 miliardów dolarów zadłużenia zagranicznego (licząc nominalnie wzrost niemal 8-krotny), dług publiczny pochodzący do biliona złotych (wzrost ok. 4-krotny), stopę zatrudnienia 54% (spadek prawie o ¼) oraz 1,5-milionową armię ekonomicznych emigrantów. Hernando de Soto w „Innym szlaku” prowokuje pytanie – jak to możliwe, że w wielu zakątkach Ziemi można spotkać społeczeństwa z równym zapałem i ofiarnością oddane pracy na rzecz swoich krajów i rodzin, ale za to egzystujące na co dzień w skrajnie odmiennych warunkach?.. A teraz − żeby ostatecznie i konkretnie odpowiedzieć na postawione wcześniej pytanie, ile mamy w Polsce kapitalizmu, czyli swobody w inwestowaniu prywatnej własności – po prostu zajrzyjcie Państwo do swoich portfeli. Wszak Wasza miesięczna wypłata to też przecież forma własności. Z wynagrodzenia brutto, po potrąceniu bezsensownych, lecz przecież przymusowych składek na „socjal” − kompletnie niewydolny już ZUS oraz na coraz mniej drożną publiczną opiekę zdrowotną i na podatek dochodowy − zostaje nam nieco ponad 70 procent. Przy zakupach i dokonywaniu opłat tracimy kolejne 23 %, czyli VAT, a niekiedy jeszcze akcyzę. Nasze wolne środki kurczą się więc już znacznie poniżej 50%, a tu jeszcze czekają podatki lokalne oraz netto przymusowych wydatków związanych z comiesięcznym utrzymaniem mieszkania i rodziny, najczęściej usztywnionych różnymi praktykami monopolistycznymi. No i co – dużo Wam zostało?.. No więc ta resztka na dnie, to właśnie jest Wasza wolność finansowa i "polski kapitalizm". Skoro jednak w czerwcu 1989 "skończył się w Polsce komunizm",  socjalizmu „z ludzką twarzą” nie zdołaliśmy sobie zbudować, a kapitalizmu widać tyle, co do portfela napłakał – to wobec tego tylko, jak nazwać ustrój ekonomiczny, jaki faktycznie teraz mamy, do cholery?!.. Tomasz J. Ulatowski Autor prowadzi bloga e-ulatowski.pl Foto.: jpgmag.com

Wysokie podatki – kradzież w majestacie prawa

Gdy Donald Tusk zaczynał swoje urzędowanie, jednym z naczelnych haseł była obniżka podatków. Sam premier mówił, że wyrzuci ze swojego rządu każdego, kto zaproponuje ich podwyższenie. Dziś już wiadomo, że nie tylko w sprawie podatków nie dotrzymał słowa, ale też nikogo nie wyrzucił. Musiałby bowiem zacząć od samego siebie.