Tag Archives: WSI

Michalkiewicz o ekstradycji Przywieczerskiego: Nawet jeśli zrobimy z niego kotlety to się nie pożywimy

Jeśli ekstradycja do Polski pana Przywieczerskiego ma być nagrodą Stanów Zjednoczonych za milczenie polskich władz w sprawie Ustawy 447, to jest to chyba raczej "nagroda pocieszenia<<" - powiedział red. Stanisław Michalkiewicz podczas spotkania z mieszkańcami Bełchatowa w dniu 7 września br. Znany publicysta mówił także o pracach komisji sejmowych, a także o żydowskich roszczeniach wobec Polski.

Sumliński krytycznie o rządach PiS

Wojciech Sumliński mówi o niespełnionych obietnicach PiS: aneks do raportu ds. WSI - nie ujawniony; zbiór zastrzeżony - nie ujawniony; sprawa śmierci ks. Popiełuszki - nie ruszona...

Stanisław Michalkiewicz: Czy Moskowia się rozpadnie?

Zapraszamy do obejrzenia bardzo ciekawego wystąpienia Stanisława Michalkiewicza w Klubie Ronina. Nie tylko o agentach...

Dorota Kania dla PROKAPA: Lepper zagrażał Palikotowi

Rozmowa portalu Prokapitalizm.pl z red. Dorotą Kanią, autorką książki „Cień tajnych służ”, opisującą kilkanaście przypadków niewyjaśnionych do dziś zgonów znanych postaci z życia publicznego III RP. Książka wydana została przez Wydawnictwo M (Kraków 2013)

Czego red. Wybranowski nie napisał w tygodniku „Do Rzeczy”?

W najnowszym numerze tygodnika "Do Rzeczy" (nr 11/2013) ukazał się artykuł Wojciecha Wybranowskiego poświęcony sylwetce posła Antoniego Macierewicza "Desperado w pojedynku z III RP". A konkretnie jego zasługom na niwie wyrywania Polski z PRL-owskich łańcuchów, które pod nazwą III RP oplotły ją ze wszystkich stron.
Pan Wybranowski skupił się, niestety, tylko na najbardziej medialnych aspektach działalności polityka PiS, tj. lustracja, likwidacja WSI oraz badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej (co oznacza, że dziennikarze z mainstreamowych mediów są raczej leniwi i zbytnio nie chce im się szperać - choćby w internecie), umknął mu natomiast epizod z działalności posła Macierewicza, który, na upartego, też można by uznać za jego sporą zasługę. A mianowicie jako jedyny poseł (podobny wniosek złożył jeszcze senator Piotr Andrzejewski) miał on odwagę, ale i samozaparcie, by zaskarżyć w Trybunale Konstytucyjnym Traktat lizboński, pozbawiający nasz kraj wielu aspektów państwowej suwerenności. Poseł Macierewicz uczynił to co prawda pod silną presją środowiska związanego z naszym portalem, a także licznych apeli płynących do niego ze strony wyborców okręgu piotrkowskiego, z którego został on wybrany parlamentarzystą, niemniej uczynił to. Gdyby tak red. Wybranowski wspomniał o tym wątku, jego tekst zyskałby zapewne na oryginalności i czymś przynajmniej różniłby się od wielu artykułów, które na temat posła Macierewicza powstawały w przeszłości. Co prawda sprawa z zaskarżeniem Traktatu skończyła się niepowodzeniem, przy niemałej zresztą zasłudze samego wnioskodawcy czyli posła Antoniego Macierewicza, jednak coś próbował on zrobić, w odróżnieniu od całej gromady leni zasiadających w parlamencie, w tym również w jego ugrupowaniu. Gdyby red. Wybranowski odnalazł materiały na ten temat w internecie, artykuł na pewno byłby ciekawszy, a tak - wyszła jedynie laurka na temat jednego z posłów. Jest jeszcze jeden wątek z artykułu red. Wojciecha Wybranowskiego, na który chciałbym tu zwrócić uwagę, który pokazuje, że dystans do tego, co się czyta, nawet w tzw. prawicowej prasie, jest bardziej niż wskazany. Chodzi o historię z ujawnieniem zasobów archiwalnych UB i SB w 1992 roku. Antoni Macierewicz, ówczesny minister spraw wewnętrznych, zobligowany został do wykonania uchwały lustracyjnej autorstwa Janusza Korwin-Mikkego. Na tzw. liście Macierewicza, wśród agentów UB i SB znalazł się ówczesny marszałek sejmu, polityk ZChN, nieżyjący już Wiesław Chrzanowski. Red. Wybranowski wspomina ten wątek w swoim tekście. Ale znów, pojawia się wątpliwość, która artykuł publicysty "Do Rzeczy" czyni trochę jakby niedopracowanym. Autor tekstu cytuje posła PO Konstantego Miodowicza: "Działanie lustracyjne Macierewicza, które było ukoronowaniem jego pracy jako szefa MSW zakończyło się w sposób źle świadczący o jego przygotowaniu. Lista Macierewicza była przygotowana zbyt szybko, znalazły się na niej osoby, które agentami nie były". Po wypowiedzi Miodowicza pojawia się podsumowanie red. Wybranowskiego: "Rzeczywiście, wpisanie na listę Wiesława Chrzanowskiego było błędem". Z kontekstu wynikałoby, że nie było to błędem politycznym, lecz merytorycznym, tzn. że Wiesław Chrzanowski nigdy żadnym agentem nie był... Zobaczmy tymczasem, co o całej historii powiedział w październiku 2012 roku naszemu portalowi poseł Piotr Naimski, szef Urzędu Ochrony Państwa za rządów Jana Olszewskiego, bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. W wywiadzie pt. "Wciąż płacimy wysoką cenę za kłamstwo roku 1992" (wersja dźwiękowa - MP3), na moje pytanie o słynną "nocną zmianę": "(...) czy spodziewali się Państwo wówczas takiej reakcji Lecha Wałęsy, że zmobilizuje wokół siebie te środowiska?", Naimski odpowiedział: "Ja powiem inaczej. Ja liczyłem na inną reakcję ówczesnego marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Gdyby ówczesny marszałek sejmu zareagował". Na mój wtręt: "A dziwi to Pana, że jego reakcja była taka, jaka była?", szef UOP z 1992 roku stwierdził: "Tak, byłem zdziwiony, dlatego, że … A właściwie może nie zdziwiony, ale rozgoryczony, dlatego że byłem jedną z osób, które mu ufały i uważałem go za bardzo przyzwoitego człowieka. Kiedy dowiedziałem się o jego uwikłaniach liczyłem na to, że zachowa się jak mężczyzna i patriota tzn. po prostu opowie o tym. A my Polacy jako zbiorowość jesteśmy bardzo miłosierni. Myślę, że gdyby Wiesław Chrzanowski wyszedł wtedy na mównicę sejmową i opowiedział swój życiorys w całości i wyjaśnił te wszystkie problemy, to prawdopodobnie byłby prezydentem Polski i my żylibyśmy dziś w innej Polsce. Ale on postanowił inaczej, on poszedł do Wałęsy i po dwóch godzinach, czy też po półtorej, rozmowy z Wałęsą obydwaj postanowili, że będą kłamać." Można powiedzieć, że to już historia, niemniej dobrze jednak byłoby wiedzieć (skoro wciąż się o tym pisze), jaka była prawda. Czy to jest prawdą, co o marszałku Wiesławie Chrzanowskim pisze red. Wybranowski czy też prawdą jest to, co mówi poseł Naimski, człowiek, który miał dostęp do materiałów UB i SB i którego uznać można za jednego z lepiej poinformowanych o zasobach archiwalnych PRL-owskiej bezpieki. Być może red. Wybranowski, również opisując ten wątek, tylko prześlizgnął się przez temat (mógł w końcu o marszałku Chrzanowskim w swoim artykule nie wspominać). Cóż, nie chciało się poszperać w internecie, a już zwłaszcza poszperać po jakichś tam niszowych portalach? Czytanie PROKAPA nie jest oczywiście żadnym obowiązkiem, niemniej prawda jest taka, że na niszowych serwisach czy blogach można niekiedy trafić na interesujące informacje, z których też coś można wyczytać . Trzeba tylko chcieć zrobić nieco więcej niż tylko odwalić kolejny artykuł do poczytnego tygodnika... Chełpienie się sloganem "dziennikarz niezależny", "niepokorny", czy jaki tam jeszcze, to zbyt mało. Potrzebna jest jeszcze przynajmniej solidność. Paweł Sztąberek

Red. Michalkiewicz kontra prof. Zybertowicz

Zapraszamy do obejrzenia relacji wideo z interesującej dyskusji, która odbyła się podczas ubiegłorocznej konferencji PAFERE Liberty Weekend 2011 w Czeszowie na Dolnym Śląsku. W panelu udział wzięli prof. Andrzej Zybertowicz, red. Stanisław Michalkiewicz, dr Rafał Wójcikowski oraz prywatny przedsiębiorca, Jan Kubań. Prelegenci dyskutowali m.in. na temat wpływów służb specjalnych na przedsiębiorczość III RP. Podczas dyskusji doszło do różnicy zdań pomiędzy panami Michalkiewiczem a Zybertowiczem, co do obecnego wpływu WSI na biznes w III RP. Zapraszamy do obejrzenia relacji...

Dukaczewski: Cenckiewicz kłamie!

W Walentynki w Centrum Edukacyjnym IPN miała miejsce impreza integracyjna dla żołnierzy wywiadu wojskowego PRL i zwolenników dekomunizacji. Pretekstem była prezentacja książek o wywiadzie PRL. Sławomira Cenckiewicza „Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1990” wydanej przez wydawnictwo Zysk, oraz Zbigniewa Siemiątkowskiego „Wywiad a władza. Wywiad cywilny w systemie sprawowania władzy politycznej PRL”.
Licznie zgromadzonej publiczności książki przedstawiło dwu pracowników IPN: Witold Bagieński i doktor Władysław Bułhak. Zdaniem Witolda Bagińskiego temat służ specjalnych PRL nie był dotychczas poruszany. Prace autorów są więc pionierskie. Siemiątkowski w swojej książce domagał utajnienia akt komunistycznych i twierdził że wywiad nieustanie poszerzał swoją niezależność wobec ZSRR. Przytoczył wiele zebrane przez siebie relacji funkcjonariuszy wywiadu cywilnego, dając im jednak zbytnią ufność (funkcjonariusze czasami wciskali Siemiątkowskiemu kit, a on to bezkrytycznie powtarzał). Poważnym zarzutem wobec autora książki o wywiadzie cywilnym była bardzo mała ilość wykorzystanych przez niego archiwaliów (autor korzystał tylko z dokumentów IPN, i nie wykorzystał niezwykle ciekawych dokumentów IPN). Cenckiewicz zaś wykorzystał dostępne archiwalia, skorzystał z obcojęzycznej literatury (w tym niepopularnej wśród historyków literatury rosyjskiej). Zdaniem Cenckiewicza wywiad PRL był narzędziem sowietów. Władysław Bułhak zarzucił Siemiątkowskiemu powielanie błędów z anglojęzycznej literatury przedmiotu, zbytnie zaufanie do relacji funkcjonariuszy wywiadu PRL. Siemiątkowski w swej pracy docenił też sukcesy wywiadu PRL i przekształcenie go w wywiad III RP. Doktor habilitowany Sławomir Cenckiewicz (urodzony w 1971 roku historyk i autor prawie stu publikacji naukowych) zgodził się z recenzentami. W swojej wypowiedzi stwierdził że: Rosjanie nie piszą o relacjach z wywiadem PRL od lat sześćdziesiątych, w krajach postkomunistycznych nie ma syntez opisujących pracę wywiadów w krajach bloku, było bardzo ciężko dotrzeć do materiałów wywiadu w archiwach IPN. Zdaniem Cenckiewicza dopiero w początkach III RP sowieci wygaszali oficjalne kontakty i nadzór nad wywiadem PZPR (temu wygaszaniu przeciwni byli żołnierze wywiadu wojskowego PRL). Najciekawszym stwierdzeniem Cenckiewicza był to że USA wymusiło na III RP przekształcenie służb PRL w służby III RP polegające na zmianie szyldu a nie na czystce. W trakcie swoich badań nad wywiadem wojskowym Cenckiewicz był zaszokowany nieprofesjonalizmem wywiadu wojskowego PRL i brakiem jakichkolwiek jego sukcesów. Wywiad LWP nie potrafił korzystać nawet z źródeł białego wywiadu. Na tle wywiadu wojskowego wywiad cywilny PRL był bardziej profesjonalny i osiągał większe sukcesy. Doktor habilitowany Zbigniew Siemiątkowski (urodzony w 1957 roku były czterokrotny poseł na sejm, były rzecznik kampanii prezydenckiej Kwaśniewskiego, były podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP, były zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, były minister spraw wewnętrznych w rządzie Cimoszewicza, były koordynator służb specjalnych w randze ministra), stwierdził że wywiad PRL stawał się z czasem coraz bardziej niezależny od ZSRR (służby cywilne miały się polonizować – dzięki Moczarowi i Szlachcicowi, nie było sowieckich szkoleń dla cywilnego wywiadu PRL, a PRL był jedyną Polską jaka była możliwa w ówczesnym świecie). Siemiątkowski w swej wypowiedzi stwierdził że (jako politologa) bardziej interesowały go mechanizmy władzy i ludzie władzy. Irracjonalność zachowań ludzi władzy, zjawisko że najważniejsze decyzje zapadają w kuluarach (dla tego tak ważne są relacje). Były szef wywiadu III RP zadeklarował że bardzo lubił swoich podwładnych. Siemiątkowski stwierdził że wywiad PRL był elitarny na miarę PRL, bankructwo PRL w latach osiemdziesiątych sprawiło że wywiad nie miał nic do zaoferowania potencjalnym szpiegom ludowej „Polski” w dekadzie Jaruzelskiego (dodatkowo w ostatniej dekadzie bloku ani ZSRR ani PRL nie mogła skorzystać z zdobytych informacji bo były tak zapóźnione cywilizacyjnie). Zdaniem Siemiątkowskiego: wywiady zachodnie też nie odnosiły sukcesów, władze PRL były całkowicie zależne od informacji dostarczanych przez wywiad. Autor książki o wywiadzie cywilnym zadeklarował że bał się pisać o tym jak służby specjalne PRL inspirowały niepokoje społeczne w PRL (bo służby działały bez pozostawiania papierowej dokumentacji). Największą reakcje emocjonalną uczestników spotkania wywołały pytania i opinie wyrażone przez będących na widowni żołnierzy wywiadu wojskowego PRL (taka drobna ciekawostka – żołnierze wywiadu wojskowego PRL wymawiali GRU jako gru). Marek Dukaczewski (prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Sowa zrzeszającego kombatantów wywiadu wojskowego PRL, według Wikipedii: generał brygady, były oficer wywiadu wojskowego PRL i III RP, szpiegował USA i Izraelu, były podsekretarz stanu w Kancelarii Kwaśniewskiego, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych) zarzucił Cenckiewiczowi kłamstwa (co ciekawe co do szczegółów pracy, a nie głównych też o braku sukcesów i zależności od sowietów), korzystanie z publicystyki nie z dokumentów, nie posiadanie tak pięknej biografii jak Onyszkiewicz i Komorowski. Cezary Lipert (Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Sowa) zarzucił Cenckiewiczowi powielanie błędów. Stwierdził że kursy GRU stały na wysokim poziomie. Krzysztof Polkowski (członek zarządu Stowarzyszenia Sowa) zaprzeczył informacjom o zbieraniu danych biometrycznych żołnierzy wywiadu PRL przez GRU podczas kursów organizowanych przez Armie Czerwoną. Cenckiewiczowi zarzucił wiele błędów w jego pracy i błędne uogólnienia. Lech Kowalski (biograf Jaruzelskiego) zarzucił wywiadowi wojskowemu PRL niekompetencje, oszukiwanie Jaruzelskiego, i doprowadzenie do upadku PRL. Po prezentacji, w kuluarach miało miejsce wiele ciekawych dyskusji. Jan Bodakowski Foto.: Jan Bodakowski

Prezydent Alzheimer

Zadzwoniła do mnie dziennikarka z jednej z gazet z pytaniem jak oceniam pierwszy rok prezydentury Bronisława Komorowskiego. Odparłem, że nie będę oceniał kogoś, kto nie powinien był w ogóle zostać prezydentem Polski. Odniosłem się do moich słów wypowiedzianych jeszcze w kampanii prezydenckiej, kiedy oceniając kandydatów PO min. Sikorskiego i marszałka Komorowskiego wskazałem, że ten ostatni nie ma moralnych kwalifikacji na urząd głowy państwa. Z wywiadu Komorowskiego udzielonego zaprzyjaźnionej z nim Marii Wągrowskiej dowiedziałem się („Prawa strona życia”, Warszawa 2005), że w 2000 r. obejmując stanowisko ministra obrony chciał się mnie z MON pozbyć. Byłem wówczas sekretarzem stanu, pierwszym zastępcą ministra. Premier Jerzy Buzek miał mu wyjaśniać, że usunięcie mnie jest niemożliwe bowiem murem stoi za mną przemysł obronny. Trochę inaczej pamiętałem tamten okres. Po objęciu stanowiska przez Komorowskiego myślałem o dymisji. Wtedy on o tym dowiedział się. Przekonywał, że moje odejście opozycja wykorzysta by zaszkodzić wizerunkowi rządu. Zapewniał, że chce ze mną współpracować. Wspominał o naszej działalności niepodległościowej – „jesteśmy Romek z tego samego obozu, a teraz wspólnie możemy reformować wojsko.” Zastanawiam się czy Komorowski mówił prawdę w rozmowie ze mną w 2000 r., czy odpowiadając na pytania Wągrowskiej w publikacji z 2005 r.? Jeśli rzeczywiście nie chciał ze mną współpracować, to powinien był zgodzić się na moją dymisję. A gdybym sam jej nie złożył, to mógł wystąpić do premiera o odwołanie mnie. Sądzę, że premier zaakceptowałby jego wniosek. Tymczasem Komorowski deklarował wolę współdziałania i wiarołomnie starał się ograniczać moje kompetencje, np. odebrać podporządkowane mi departamenty. A kiedy to się nie udawało wziął do pomocy WSI. I doprowadził do odwołania mnie w taki sposób, aby mnie zniszczyć. Po wybuchu afery pytany na konferencji prasowej o efekty działań WSI powiedział: „mam wiedzę, nie mam dowodów”. Pamiętam, że zadzwonił wtedy do mnie red. Paweł Wroński z wiadomością, że Komorowski przyznał, że nie ma żadnych dowodów i dodał – teraz powinien podać się do dymisji. Dziennikarze zapytali Komorowskiego co zrobi, gdy okaże się, że jestem niewinny. Odparł, że będzie to oznaczało kres jego politycznej kariery. Podkreślił, iż zdaje sobie sprawę, że jeśli oskarżył niewinnego człowieka, to poczucie honoru nie pozwoli mu na sprawowanie urzędów państwowych. Po tej konferencji w „Gazecie Wyborczej”, którą trudno podejrzewać o niechęć do Komorowskiego ukazał się znamienny tekst –  Ryszard Holzer . „Chora obrona”. (GW 19.07.2001):
„Ostatnie wydarzenia w Ministerstwie Obrony świadczą, że sytuacja w tym resorcie jest chora. Oto przebieg choroby: najpierw minister nie jest w stanie odwołać wiceministra; rozpoczyna więc jego inwigilację: „Rzeczpospolita” oskarża wiceministra i jego asystenta o korupcję; w spektakularnej akcji z użyciem śmigłowca na płynącym do Szwecji promie UOP aresztuje asystenta wiceministra; wreszcie sam wiceminister zostaje odwołany. A na koniec tego cyrku okazuje się nie ma żadnych dowodów, które świadczyłyby o przestępstwach popełnionych w pionie Szeremietiewa. Po co więc była cała zabawa? Tylko po to, żeby minister pozbył się wiceministra? Bronisław Komorowski twierdzi, że decyzję podjął świadomie i gotów jest ponieść konsekwencje.Normalniew takiej sytuacji jedyna możliwa konsekwencja to dymisja.”
Po kilku latach śledztw i procesów karnych zostałem uniewinniony z wszystkich zarzutów. Marszałek sejmu Komorowski zapytany przez dziennikarkę „Tygodnika Solidarność” kiedy spełni obietnicę usunięcia się ze stanowiska odparł, że niczego takiego nie obiecywał, a w mojej sprawie „nie ma sobie nic do zarzucenia”. Twierdził też, że nie nakazywał WSI rozpracowywania mnie. Zapomniał o tym, co powiedział dla „Życia Warszawy” („Przypadki ministra Szeremietiewa”. ŻW 07.05.2004.)
„O korupcji w departamencie zakupów MON podległym Romualdowi Szeremietiewowi wiedzieli kolejni ministrowie. Pracownicy, którzy protestowali przeciwko “ustawianiu przetargów”, zostali odsunięci. Prokuratura, przekazując sprawę byłego wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa do sądu, nie ujawniła szczegółów. Nam udało się dotrzeć do uzasadnienia aktu oskarżenia. Wynika z niego, że wiedza o nieprawidłowościach w pionie zakupów podległym wiceministrowi była publiczną tajemnicą w Ministerstwie Obrony. – Docierały do mnie niepokojące sygnały – potwierdza szef MON w latach 1997–2000 Janusz Onyszkiewicz. – Nigdy nie miały charakteru dowodu. Nie miałem możliwości uruchomienia wymiaru sprawiedliwości – dodaje. Onyszkiewicz przyznał, że chciał zrezygnować ze współpracy z zastępcą, ale nie udało mu się, bo Szeremietiew miał silne poparcie u szefa AWS Mariana Krzaklewskiego. Kolejny minister, Bronisław Komorowski, twierdzi, że opinie o sprawie odziedziczył po Onyszkiewiczu. – Zleciłem WSI objęcie działaniami Zbigniewa F. (asystenta wiceministra) i Romualda Sz. - mówi były szef MON. Sprawa wyszła na jaw po publikacji “Rzeczpospolitej”.
Jak widać Komorowski nie tylko przyznał się do wysłania na mnie WSI („zlecił objęcie działaniami”), ale ujawnił, że robił to w stosunku do mnie jego poprzednik Onyszkiewicz, a on „sprawę” niejako odziedziczył.
Zaniki pamięci wykazuje Komorowski nie tylko w takich przypadkach. Na początku 2001 r. ukazała się księga pod tytułem „Dziesięciolecie Polski Nieodległej 1989-1999”. Byłem autorem jednego z tekstów zamieszczonych w księdze i dostałem jej egzemplarz. Okazało się, że jednym z redaktorów „merytorycznych” księgi był Komorowski. W biogramach autorów przeczytałem:
„Bronisław Komorowski, dr nauk humanistycznych, minister obrony narodowej; poseł na sejm w latach:1990-1993 – podsekretarz stanu w MON, członek Unii Demokratycznej, 1994-97 – członek prezydium Rady Krajowej Unii Wolności, 1997-1998 sekretarz generalny Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, od 1998 r. członek Zarządu Krajowego SKL.” Komorowski jest magistrem historii. Razem ze mną zapisał się na seminarium doktoranckie w Akademii Obrony Narodowej, ale pracy nie napisał i po ośmiu latach został skreślony. Kiedy Sikorski, konkurent Komorowskiego do platformianej nominacji na kandydata w wyborach prezydenckich zarzucił mu, że nie zna języków obcych ten odparował, że Sikorski będąc za granicą mógł nauczyć się angielskiego, gdy on siedząc za kratami w PRL takiej szansy nie miał. W wątpliwość trzeba podać to tłumaczenie Komorowskiego. W PRL siedział bowiem za kratami aż miesiąc. Następnie został internowany w obozie w Jaworzu (od grudnia 1981 do czerwca 1982) , ale tam miał wyśmienite warunki do nauki. „Ośrodek w Jaworzu był jednym z kilku zaledwie obozów internowania stanu wojennego, który umieszczono nie w więzieniu, lecz w wojskowym domu wczasowym podległym dowództwu wojsk lotniczych. (…) Był to obóz niewielki, liczba internowanych rzadko przekraczała 60 osób. (…) Cechą najbardziej charakterystyczną, odbiegającą od przeciętnej innych obozów był skład osobowy Jaworza: przebywali w nim intelektualiści – pisarze, artyści, naukowcy i – jak się po kilku latach okazało – przyszli politycy z pierwszych miejsc w kraju. Ośrodek odosobnienia w Jaworzu, jako jeden z bardzo niewielu w kraju, odpowiadał warunkom internowania zapowiadanym przez władze stanu wojennego: dwa pawilony spełniały standard wczasowy, w pokojach ok. 10 m2, z przedpokojem mieszczącym szafę i umywalkę, mieszkały 3 osoby. Dwa prysznice i cztery kabiny WC na piętrze przypadały na 20-30 osób. Czystość w pokojach, na korytarzu i w pomieszczeniach sanitarnych utrzymywali sami internowani. W oknach nie było krat, pokoje były otwarte, panowała swoboda poruszania się po korytarzach i wewnątrz pawilonu – ale już nie swoboda wychodzenia na zewnątrz, na teren bez muru i wieżyczek strażniczych. Spacery odbywały się pod nadzorem, w kółko po wyznaczonym terenie. Posiłki, przyrządzane smacznie, podawano do stolików w stołówce. Osobistą kontrolę nad obozem sprawował adiutant gen. Kiszczaka, pułkownik Romanowski – on eskortował transport helikopterami z Warszawy do Jaworza, on też odwiedzał regularnie obóz. Stała, SB-cka część załogi Jaworza, nie ulegała zmianie … (..) Opiekę duszpasterską nad obozem sprawował początkowo sam ordynariusz diecezji koszalińskiej, bp Ignacy Jeż; (…) W obozie istniała doskonała samooroganizacja dla zagospodarowania czasu: działała ,,wszechnica jaworzyńska?, której wykłady odbywały się początkowo codziennie – później dwa razy w tygodniu, co sobotę odbywały się wieczory PEN-Clubu, a także wieczory poezji, seminaria historyczne i filozoficzne, spotkania okolicznościowe, działały lektoraty językowe. W Jaworzu – i tylko w nim – pojawił się poważny problem, którego nie znały inne obozy. Była w nim świadomość wyraźnego uprzywilejowania w stosunku do innych miejsc odosobnienia…” Jednak najzabawniejsze jest to, że przed laty Komorowski chwalił się znajomością francuskiego, rosyjskiego i angielskiego (1993 r.). W 1996 r. przyznawał się tylko do znajomości rosyjskiego i francuskiego. Zaś od 2001 r. nie wykazywał już znajomości żadnego języka obcego, nawet rosyjskiego. Sądząc natomiast po jego wpisie z „bulem” w ambasadzie Japonii mógł też zapomnieć języka polskiego. Komorowski zawsze szczycił się ziemiańskim pochodzeniem. Tygodnik „Newsweek” pisał (19.03.2010), że „Bronisław Maria Karol hrabia Komorowski z Komorowa herbu Korczak nie musi się tłoczyć w snobistycznej kolejce do polskiego tronu. Bo i po co? Przecież bliżej ma prezydenturę.” Tygodnik „Polityka” (15.06.2010) ogłosił hagiograficzny tekst: „Drzewo genealogiczne Bronisława Komorowskiego, Kandydat herbu Korczak”. [link] Redakcja zamieściła wizerunek Komorowskiego, fotomontaż na podstawie przedwojennego portretu prezydenta Ignacego Mościckiego.Autorem artykułu ociekającego wazeliną był Andrzej Hennel „fizyk z zawodu i historyk z zamiłowania”. Wkrótce okazało się, że byłoby lepiej, gdyby autor „Polityki” zajmował się raczej fizyką niż historią. Eksperci wykazali (m.in.dr Marek Minakowski), że używanie tytułu hrabiowskiego przez Komorowskiego było mocno wątpliwe. Jego przodkowie zdaniem znawców tematu mieli zacząć posługiwać się tytułem z trudnych do wyjaśnienia przyczyn bądź wyłudzili go od zaborców na podstawie sfałszowanych dokumentów. „Super Express” informował (26.06.2010): „Ze strony internetowej Bronisława Komorowskiego (58 l.), kandydata PO na prezydenta, usunięto po cichu informację o hrabiowskim tytule jego rodu (herb Korczak). Co ciekawe, informacja zniknęła, choć na początku kampanii marszałek bardzo się swoim pochodzeniem szczycił. Dlaczego?” Dziadek pyta wnuczka – jak się nazywa ten Niemiec, który mi ciągłe spodnie chowa? -  Alzheimer dziadku! Wszystko wskazuje, że ten Niemiec nęka też Bronisława Komorowskiego, a nie wykluczone, że za niego sprawuje urząd prezydenta RP. Romuald Szeremietiew Foto. PSz/Prokapitalizm.pl Artykuł ukazał się na portalu Nowy Ekran...

W trosce o wiarygodność posła Antoniego Macierewicza

Antoni Macierewicz to jeden z tych polityków, który posiada dużą wiedzę na temat tego, kto jest kim w polskiej polityce. Bez problemu zapewne mógłby wskazać, kto z obecnych rządzących był agentem PRL-owskiej bezpieki, a może nawet, kto wciąż jest na usługach różnych służb. Niedawna wypowiedź w sejmie o „zaprzańcach” też pewnie nie była rzucona bezpodstawnie. Czy wiedza pana posła ma wartość procesową czy też jest raczej ulotna, i to na tyle, że pan poseł woli pewnych spraw nie ujawniać, aby nie narażać się na problemy karne? A może woli trzymać tę „wiedzę tajemną” tylko dla siebie, by zawsze, w odpowiednim momencie móc ją wykorzystywać dla jakichś politycznych celów? Jest jeszcze oczywiście tajemnica państwowa, która wciąż pana posła obowiązuje... Jako dowód na pewną niemoc w wykorzystywaniu tego typu wiedzy przywołam przykład zdarzenia, o którym ktoś mi kiedyś opowiadał... Otóż, pan poseł Macierewicz siedział w studio telewizyjnym przepytywany przez pewną bardzo znaną dziennikarkę. Ironia tej sytuacji polegała na tym, że pan poseł wiedział, że ona „była”, a ona wiedziała, że on o tym wie... Dziennikarka ta do dziś hula sobie w najlepsze, wieszając psy na panu pośle, on zaś nic ze swoją wiedzą zrobić nie może. Pan poseł Macierewicz, poza swoją wiedzą, której ujawnienie mogłoby być może wywalić III RP w kosmos, ma jeszcze inną cechę, która wyróżnia go od innych polityków, mianowicie mocno angażuje się w daną sprawę. Swego czasu, jako minister spraw wewnętrznych, zaangażował się w lustrację. Co prawda, cała akcja zakończyła się obaleniem rządu Olszewskiego w pamiętną „noc długich teczek” 4 czerwca 1992 roku, niemniej dzięki tej akcji poznaliśmy choć częściowo prawdę o budowniczych III RP. Janusz Korwin-Mikke, autor pamiętnej uchwały lustracyjnej, do dziś twierdzi, że Antoni Macierewicz nie wykonał jej wówczas w takim kształcie jak nakazał mu to sejm, co już znamionuje, że były szef MSW ma skłonność do zaczynania czegoś, ale już nie do dokończania jak należy. Oczywiście rozumiem kontekst historyczny tamtych wydarzeń, pewne ograniczenia oraz niedocenienie siły przeciwników... Trzeba tu dostrzec zaangażowanie posła Macierewicza w likwidację WSI. Co prawda, służby tej dziś już nie ma – przynajmniej oficjalnie – co pan poseł może sobie przypisać jako sukces, ale czy poznaliśmy znaczące postaci życia politycznego czy gospodarczego, które w jakiś sposób umoczone by były w działalność WSI? Różne nazwiska oczywiście się przewinęły, zapewne też gdzieś na różnych stanowiskach nastąpiły jakieś ciche przetasowania. Ale czy wpłynęło to znacząco na zmianę atmosfery polityczno-gospodarczej w III RP? Chyba nie bardzo... Obłuda, zakłamanie i cwaniactwo wciąż nadają ton naszej polityce... Poza tym, śp. prezydent Lech Kaczyński nigdy nie zdecydował się na upublicznienie aneksu do raportu WSI. Przyczyny dla których tego nie zrobił nie są tak naprawdę do dziś znane. Gdy w 2009 roku spytałem o to posła Macierewicza odesłał mnie z tym pytaniem do prezydenta Kaczyńskiego... A teraz? Teraz aneks jest już w „bezpiecznych” rękach „właściwych” ludzi, więc chyba już „po ptokach”... No, ma go jeszcze zapewne poseł Macierewicz (a na pewno posiada wiedzę w nim zawartą), jednak jaki z tego pożytek dla potencjalnej zmiany atmosfery polityczno-gospodarczej w III RP, skoro posłowi PiS wiedzą zawartą w aneksie do raportu nie wolno się z nikim podzielić? Poseł Macierewicz zaangażował się następnie – i też chwała mu za to, przynajmniej do pewnego momentu – w akcję skierowania do Trybunału Konstytucyjnego skargi na Traktat lizboński. Akcja zainicjowana m.in. przez czytelników portalu Prokapitalizm.pl, a podjęta przez pana posła, dawała nikłą bo nikłą, ale zawsze jakąś nadzieję na podstawienie nogi idei unijnego superzbiurokratyzowanego superpaństwa. Pan poseł brnął dzielnie aż do samej rozprawy przed Trybunałem, po to, by w jej trakcie ... opuścić salę, grzebiąc na tę chwilę całą sprawę... Do dziś trudno wytłumaczyć to zachowanie, choć zapewne pan poseł znalazłby tysiące powodów, dla których - jak by zapewne stwierdził - musiał tak akurat postąpić. Teraz pan poseł Macierewicz pilotuję sprawę niezwykle istotną, a mianowicie sprawę katastrofy smoleńskiej. Za podjęcie się tego trudnego tematu dochodzenia do prawdy również należy mu się uznanie. Już dziś wiadomo, że działalność takich gazet jak np. „Nasz Dziennik”, czy takich osób jak poseł Antoni Macierewicz poszerzyła dość znacząco nasze spojrzenie na katastrofę i przyczyniła się do ujawnienia faktów, których obecnie rządzący na pewno nigdy sami z siebie by nie ujawnili. Jedyne, czego można się obawiać to to, czy panu posłowi wystarczy konsekwencji i zapału. Ale niedawno, podczas spotkania z wyborcami w Piotrkowie Trybunalskim poseł Macierewicz podkreślił, że to sprawa jego życia, bo „(...) cóż może być ważniejszego, niż śmierć Leszka Kaczyńskiego czy Ani Walentynowicz...”. Zatem jest jakaś nadzieja, płynąca - jak widać – również z pobudek osobistych, że tej sprawy nie odpuści... Dlaczego w ogóle o tym piszę? Otóż, w ostatnią niedzielę obejrzałem w TVP Info program „Młodzież kontra”, którego gościem był właśnie poseł Antoni Macierewicz. Niestety, ale w pewnym momencie, przy odpowiedzi na jedno z pytań, poseł Macierewicz minął się – mówiąc delikatnie – z prawdą. Pytanie dotyczyło zarzutu względem PiS-u, że partia ta tak dużo mówi dziś o suwerenności, podczas gdy w głosowaniu nad ratyfikacją Traktatu lizbońskiego większość posłów tej partii głosowała „za” traktatem. Pan poseł robił wszystko, by na pytanie nie odpowiedzieć (metoda zakrzyczenia pytającego mówieniem nie na temat), ale w końcu, przyciśnięty do ściany stwierdził, że tak nie było, bo większość PiS-u była przeciwko traktatowi. Od razu coś mi się nie zgadzało, dlatego czym prędzej w internecie postanowiłem sprawdzić, jak było w rzeczywistości. No i okazuje się, że było tak, iż 56 posłów PiS głosowało przeciwko, 12 wstrzymało się od głosu, natomiast 89 głosowało za ratyfikacją, łącznie z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Nieco inaczej wyglądała sprawa w senacie, gdzie przeciw ratyfikacji lub tych którzy się wstrzymali było – łącznie - 23 senatorów PiS, za ratyfikacją natomiast – 14. Nawet jeśli zsumujemy liczbę tych parlamentarzystów, którzy byli przeciw ratyfikacji lub się wstrzymali w sejmie i w senacie, to i tak liczba parlamentarzystów PiS, którzy głosowali za ratyfikacją Traktatu lizbońskiego jest większa. Niniejszy tekst to w zasadzie prośba skierowana do posła Antoniego Macierewicza, by w przyszłości starał się być bardziej konsekwentny w tym co robi, a przede wszystkim precyzyjniejszy w wypowiadanych sądach. Od tego przecież m.in. zależy wiarygodność pana posła. Wiarygodność, która na obecnym etapie jego działalności, jako parlamentarzysty i jako polskiego patrioty, dążącego do wyjaśnienia prawdy o katastrofie smoleńskiej, jest mu niezmiernie potrzebna. Paweł Sztąberek Foto. ISz/Prokapitalizm.pl

Pytania do kandydata Komorowskiego, cz. 1

Szanowni Państwo! Kampania wyborcza nabiera tempa, żeby nie powiedzieć, że staje się „tępa”. Kandydaci na urząd Prezydenta RP i persony, które z nimi skojarzone być mogą wydeptują wały przeciwpowodziowe i „mądrym okiem władzy” wszystkiego doglądają zapewne w wierze, że „pańskie oko konia tuczy”. W internecie krążą różne informacje, w tym pytania, stawiane kandydatom. Redakcja portalu Prokapitalizm.pl również otrzymała taki zestaw pytań skierowanych do Bronisława Komorowskiego, niestety nie podpisanych przez Autora. Nie wiemy, kim On jest, niemniej gwoli zadośćuczynienia jawności życia publicznego jak również organicznie ignorując (żeby nie napisać dosadniej) wszelkiej maści polityczny PR (dawniej propagandę) zdecydowaliśmy się na upublicznienie otrzymanego listu. Przedstawiamy go Państwu w wersji niemal oryginalnej, z niewielkimi poprawkami technicznymi i stylistycznymi. Ocenę tekstu pozostawiamy, jak zwykle, Czytelnikom. Pytania do kandydata Bronisława Komorowskiego, cz. 1: 1. W jakich okolicznościach podczas internowania w roku 1982 poznał [Pan] późniejszego współpracownika WSI o pseudonimie „Tomaszewski” ([ówcześnie] stomatolog leczący internowanych) i jak długo trwała ta znajomość? 2. Czy prawdą jest, że w latach 1991-92, gdy był [Pan] wiceministrem ON  powierzył WS „Tomaszewski” dużą kwotę pieniędzy (260 tys.DM), aby ten wpłacił je do tzw. „Banku Palucha” za pośrednictwem płk. Janusza Rudzińskiego i skąd pochodziły środki przeznaczone na tę lokatę? 3. Czy odzyskaniem tych pieniędzy, za pośrednictwem WS „Tomaszewski” zajmował się Kontrwywiad WSI? (Raport w Weryfikacji WSI str.77 i nast.) 4. Czy prawdą jest, że będąc wiceministrem ON, po pierwszej turze wyborów prezydenckich w roku 1990 informował [Pan] Krzysztofa Wyszkowskiego, że otrzymał od WSW szczegółowe informacje w sprawie zawartości tzw. „czarnej teczki” Stana Tymińskiego - czyli dokumentów potwierdzających współpracę Lecha Wałęsy z SB? Jakiego rodzaju informacje otrzymał wówczas od służb wojskowych? 5. Na czyją prośbę lub polecenie działał [Pan] w roku 1992, gdy zwrócił się do dr. Andrzeja Grajewskiego (późniejszego szefa Kolegium IPN) z propozycją, by ten podjął się opracowywania na rzecz WSI analiz na temat zewnętrznych zagrożeń państwa? Jak wynika z Raportu z Weryfikacji WSI, oficerowie tej służby zamierzali wykorzystać Grajewskiego także do typowania i werbunku dziennikarzy. 6. Z jakich powodów na początku lat 90. zdecydowano o wynajęciu przez Departament Wychowania MON (podległy [ówczesnemu] wiceministrowi Komorowskiemu) budynku przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie na salon sprzedaży mercedesów firmy Sobiesława Zasady oraz o zakupie samochodów tej marki na potrzeby armii? Transakcję nadzorował gen. Adam Tylus, który po otrzymaniu szlifów generalskich odszedł z wojska i został dyrektorem biura obsługi zamówień publicznych i specjalnych w firmie Sobiesław Zasada Centrum S.A.. Firma ta współpracowała z Fundacją Pro Civili. W dokumentach informacyjnych Fundacji Pro Civili z 1998 roku, podpisanych przez Krzysztofa Werelicha wymienia się wśród dostawców różnych towarów firmy Sobiesław Zasada Centrum SA., Volvo Poland i Pati Soft sp. z o.o., a wśród „odbiorców strategicznych” Ministerstwo Obrony Narodowej. Następnie Tylus został zastępcą prezesa firmy Ster-Projekt i Ster – Projekt Technologie C4I, zajmującej się projektowaniem i wdrażaniem systemów dowodzenia i kierowania, przeznaczonych dla wojska. Jednocześnie  był stałym doradcą sejmowej Komisji Obrony Narodowej, której przewodniczył Bronisław Komorowski. Jak informowała prasa zdaniem Bronisława Komorowskiego, przewodniczącego komisji, regulamin Sejmu nie zabrania być doradcą osobie, która zasiada w zarządzie firmy, oferującej wojsku sprzęt i usługi. 7.  Co zdecydowało o zatrudnieniu gen. Adama Tylusa jako doradcy w gabinecie politycznym ministra MON Komorowskiego oraz powierzeniu mu roli stałego doradcy sejmowej Komisji Obrony Narodowej, której przewodniczył Bronisław Komorowski? 8.  Co zdecydowało, że w roku 1991 awansował [Pan] byłego szefa Zarządu WSW WOPK płk. Lucjana Jaworskiego na stanowisko szefa Kontrwywiadu Wojskowego? W latach 80. płk. Jaworski, odznaczał się szczególną gorliwością w zwalczaniu opozycji, niszczył prasę podziemną, ścigał współpracujących z opozycją filmowców, tropił „obce pochodzenie” członków opozycji, zakładał podsłuchy, werbował agenturę. To na skutek jego działań w więzieniu znalazła się min. Hanna Rozwadowska, kierująca logistyką „Wiadomości”. Po nominacji na szefa KW, płk. Jaworski w latach 1991-93 prowadził działania operacyjne, skierowane przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej oraz przeciwko rządowi Jana Olszewskiego. Nadzorował również SOR „Szpak”, dotyczącą rozpracowania Radosława Sikorskiego. 9. Czy w latach 1990/93, jako wiceminister ON odpowiedzialny za nadzór nad kontrwywiadem wojskowym wiedział [Pan] o działaniach płk. Jaworskiego w ramach SOR „Szpak” dotyczącej Radosława Sikorskiego oraz o działaniach operacyjnych podejmowanych przez WSI przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej? 10. Czy będąc ministrem ON w roku 2001 znał [Pan] właściciela firmy Auto - Hit Krzysztofa Strykiera, dealera Fiata z Tychów, dzierżawcę wilii położonej w miejscowości Władysławów 24 km od Janowa Lubelskiego i czy przez wiele lat bywał na polowaniach w tej miejscowości wraz z rodziną i znajomymi? 11. Czy prawdą jest, że za czasu ministrowania [Bronisława] Komorowskiego, MON zakupiło 48 samochodów Fiatów Seicento od firmy Fiat Auto Poland z przeznaczeniem dla Żandarmerii Wojskowej oraz 10 Fiatów bezpośrednio od firmy Auto-Hit? 12. Jaka była przyczyna usunięcia ze stanowiska dyrektora Departamentu  Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON Krzysztofa Borowiaka w roku 2001 i czy fakt ten ma związek z rozpoczęciem (w budynkach Wojskowej Akademii Technicznej) działalności prywatnej Szkoły Wyższej Warszawskiej, założonej przez Fundację Rozwoju Edukacji i Techniki, która okazała się biznesem kierowanym przez oficerów WSI? (Raport z Weryfikacji WSI rozdział 10. "Działalność oficerów WSI w Wojskowej Akademii Technicznej") 13. Czy prawdą jest, że w 2001 roku dyrektor Krzysztof Borowiak zwracał uwagę [ówczesnemu] ministrowi Komorowskiemu na kryminogenną prywatyzację WAT, dokonywaną rękoma członków władz tej uczelni, na co [Bronisław[ Komorowski miał nie reagować? 14. Jaki przebieg miała i czym się zakończyła reforma szkolnictwa wojskowego, dokonywana pod kierunkiem protegowanego ministra [ówczesnego] Komorowskiego, radcy w jego gabinecie gen. Bogusława Smólskiego? 15. Czy prawdą jest, że zlecił [Pan] Wojskowym Służbom Informacyjnym prowadzenie działań operacyjnych wobec R. Szeremietiewa i Z. Farmusa? (Życie Warszawy" -07.05.2004. - ”Zleciłem WSI objęcie działaniami Zbigniewa F. (asystenta wiceministra) i Romualda Sz. - mówi były szef MON Komorowski.) i jakie były racjonalne powody podjęcia tej decyzji? 16. Z jakich przyczyn, w roku 2001 po zdymisjonowaniu Romualda Szeremietiewa posadę stracił płk Janusz Zwoliński dyrektor Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON, któremu bezpośrednio podlegała kontrola nad przetargami, a na stanowisku tym zastąpił go oficer szkolony w Moskwie płk Paweł Nowak - protegowany [Bronisława] Komorowskiego? 17. Co zdecydowało że, po nominacji płk. Nowaka podjęto natychmiast procedurę przetargową na zakup transportera kołowego (KTO) i rakiety przeciwpancernej, choć wcześniej minister Komorowski nie chciał wyrazić zgody na przetarg? W roku 2004 oskarżono Nowaka i jego podwładnych o spowodowanie niemal 10 mln zł szkody, w związku z tzw. „aferą bakszyszową”. Sąd Okręgowy uniewinnił wszystkich podsądnych, nie dopatrując się w ich działaniach przestępstwa. W roku 2007 Sąd Najwyższy uchylił wyrok uniewinniający Nowaka z zarzutów w sprawie nieprawidłowości przy realizacji umowy na pociski przeciwpancerne dla polskiej armii. Gen. Nowak ma też zarzuty w śledztwie w sprawie nieprawidłowości przy zakupie kołowego transportera opancerzonego. Wojskowa Prokuratura zarzucała mu niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień. 18. W jaki sposób, podpisując w 2001 roku umowę zakupu wojskowych samolotów transportowych CASA (za 211 mln. dolarów) od hiszpańskiego koncernu EADS zabezpieczył kwestię serwisowania tych maszyn w Polsce? W zamian za zamówienie spółki EADS CASA i Avia System Group kupiły wówczas większościowy pakiet PZL Warszawa Okęcie. Miało tam powstać centrum serwisowe dla samolotów. Centrum to nigdy nie powstało, a samoloty musiały wszystkie przeglądy i naprawy przechodzić w Hiszpanii, co zwiększało koszty eksploatacji i ryzyko użytkowania maszyn. 25.02.2008 r., po katastrofie CASY (w której zginęło 20 oficerów WP) Prokuratura Wojskowa wszczęła śledztwo, w trakcie którego badano czy nie doszło do korupcji przy zakupie samolotów oraz kwestie związane z wyborem dostawcy, zawarciem umowy i jej aneksowaniem. Jak zakończyło się śledztwo w tej sprawie? 19. Dlaczego zakupu samolotów CASA dokonano bez zastosowania procedury przetargowej ? 20. Czy prawdą jest, że w roku 2001, gdy był ministrem ON doszło do największej zapaści finansowej w wojsku polskim po 1989 roku? 21. Czy prawdą jest, że to wówczas wydatki majątkowe wynosiły 9,5% budżetu MON, zabrakło pieniędzy na żołd dla żołnierzy, kolejka kadry oficerskiej czekającej na mieszkanie wzrosła do 17 tys. osób., a eksport uzbrojenia spadł do 20 mln dolarów rocznie? 22. Czy prawdą jest, że w roku 2001 kwota 89 mln złotych, przeznaczona na zakontraktowanie nowoczesnych systemów bezpiecznego lądowania, z powodu kłopotów z negocjowaniem offsetu została niewykorzystana i zwrócona do państwowej kasy, a tym samym nie zrealizowano umowy offsetowej i nie wykonano zobowiązań wobec NATO? 23. Czy we wrześniu 2001 roku podjął decyzję o przekazaniu kwoty 50 mln zł na rzecz jednej z nowo powstałych spółek, z przeznaczeniem na zakup amfibii dla wojsk lądowych? Jakiej spółce zostały przekazane te fundusze i czy zostały zwrócone wojsku? Od kiedy spółka ta istniała na rynku i jakie miała doświadczenie na rynku związanym z zaopatrywaniem wojska w skomplikowany sprzęt, jakim jest amfibia? Jakie zabezpieczenia finansowe przedstawiała ta spółka? 24. Z jaki przyczyn, w ostatnich dniach urzędowania [Bronisława Komorowskiego] na stanowisku ministra ON w październiku 2001 r. wydał rozporządzenie o drastycznym obniżeniu zarobków żołnierzy jednostki GROM (miesiąc po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton)? Na skutej tej decyzji, w lutym 2003 r. odeszło z GROM 40 doskonale wyszkolonych żołnierzy (połowa składu jednostki). Koszt wyszkolenia jednego komandosa z tej jednostki to dwa miliony złotych. Osiągnięcie takiego poziomu wyszkolenia zajmuje 5 - 6 lat. Na emeryturę odeszli wówczas żołnierze w wieku 34 - 38 lat. 25. Jakie były koszty tej decyzji dla budżetu MON i czy miała ona związek z naciskami generałów ze Sztabu Generalnego WP? 26. Dlaczego w roku 2001 nie unieważnił decyzji poprzedniego ministra ON o sprzedaży gruntów Wojskowego Instytutu Medycznego do firmy Euro-Medical Lilianny Wejchert (byłej żony współwłaściciela ITI) - choć wskazywano na szkodliwość tej decyzji? W 2007 roku „Gazeta Polska” pisała: w wyprowadzeniu gruntu do Euro-Medicalu brał udział jego [Komorowskiego] zaufany człowiek, wieloletni pracownik Agencji Mienia Wojskowego Krzysztof B. ? szef kampanii Komorowskiego do parlamentu w 2001. Według dokumentów, do których dotarła „GP”, B. przejmował w imieniu AMW działkę przy ul. Szaserów w Warszawie od Stołecznego Zarządu Infrastruktury MON. 27. Jakie związki łączyły Komorowskiego z Krzysztofem Bucholskim, radnym Platformy Obywatelskiej w warszawskiej Białołęce, szefem kampanii parlamentarnej Komorowskiego w roku 2001, a następnie szefem warszawskiego oddziału Agencji Mienia Wojskowego, aresztowanym w lutym 2007 pod zarzutem korupcji? W sprawie zatrzymano 17 osób: urzędników AMW, w tym Bucholskiego, oraz przedsiębiorców. Wszyscy otrzymali zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a Bucholski ponadto o jej kierowanie. 28. Czy zna [Pan] płk. Henryka D - byłego logistyka w 3. Warszawskiej Brygadzie Rakietowej, oskarżonego w roku 2002 przez Prokuraturę Wojskową o korupcję, jaka miała miejsce w jednostce wojskowej na Bemowie i z tego powodu wydalonego z wojska? 29. Czy to z poręczenia Komorowskiego Henryk D. ? jeden z głównych podejrzanych w aferze korupcyjnej w AMW w 2007 roku został dyrektorem terenowego oddziału Agencji Mienia Wojskowego w Warszawie? Pytania są zamieszczone zgodnie z porządkiem chronologicznym. CDN... http://cogito.salon24.pl/77702,afera-marszalkowa-2 http://cogito.salon24.pl/77703,afera-marszalkowa-3 http://cogito.salon24.pl/162290,czego-sie-boi-bronislaw-k-1 http://cogito.salon24.pl/164849,czego-sie-boi-bronislaw-k-3 http://cogito.salon24.pl/168450,czego-sie-boi-bronislaw-k-4 http://cogito.salon24.pl/160905,szpak-czyli-weryfikacja-komorowskiego http://cogito.salon24.pl/175471,wszyscy-ludzie-bronislawa-k http://www.raport-wsi.info/ http://www.wsi.emulelinki.com/untitled5.htm Bardzo proszę o rozpowszechnianie treści powyższych pytań [nieznany Autor]. Oprac.: Michał Nawrocki

Antoni Macierewicz: „Rzeczpospolita” mija się z prawdą

Poseł Antoni Macierewicz nadesłał nam materiały, które potwierdzają - jego zdaniem - słowa, jakie wypowiedział w wywiadzie dla naszego portalu, a odnoszące się do artykułu z dziennika "Rzeczpospolita" z 28 sierpnia 2009 r. autorstwa p. Grażyny Zawadki. Pani Zawadka w tekście "Raport Macierewicza: MON przegrywa i płaci" pisze: "Sąd umorzył m.in. proces karny o zniesławienie, jaki wytoczył Macierewiczowi wiceprezes Orlenu Krzysztof Kluzek, opisany w raporcie. Uznano, że jako osoba urzędowa Antoni Macierewicz nie może odpowiadać za zniesławienie. Były minister i likwidator WSI nie chciał komentować procesów związanych z opublikowaniem raportu. W swoich wcześniejszych wypowiedziach medialnych podkreślał, że wygrał wszystkie wytoczone mu sprawy". Antoni Macierewicz w wywiadzie dla Prokapitalizm.pl stwierdził, że "Rzeczpospolita" pisząc tak, mija się z prawdą. Zaznaczył, że przesłał pani redaktor Zawadce materiały potwierdzające fakt wygrywania spraw, lecz pisząc swój artykuł nie wykorzystała ich. Na potwierdzenie swoich słów poseł Macierewicz przesłał nam wyrok sądu okręgowego w Warszawie z 15 kwietnia 2008 roku, zasądzający na jego rzecz od pozywającego Jana Wejcherta kwotę 7200 zł, "tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego". Poniżej publikujemy wyrok sądu wraz z uzasadnieniem... (pliki JPG) wyrok_1wyrok_2wyrok_3wyrok_4wyrok_5wyrok_6wyrok_7wyrok_8wyrok_9

Antoni Macierewicz: Nie kopcie Kaczyńskiego!

„W najbliższym czasie będę wnosił o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego celem orzeczenia czy ustawa ratyfikująca traktat lizboński jest zgodna z konstytucją. (...) W sprawie Traktatu ja bym się nie czepiał pana prezydenta... Żeby się nie stało tak, że pana prezydenta atakują zarówno ci, którzy żądają żeby natychmiast podpisał, jak i ci, którzy wprawdzie uważają, że nie powinien podpisać, ale na wszelki wypadek trzeba dokopać Kaczyńskiemu – mówi poseł Antoni Macierewicz portalowi Prokapitalizm.pl