Tag Archives: złodziej

Kierowco – sprawdź, jak dostaniesz po kieszeni!

To, że rząd jest największym złodziejem, nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. W tak rozbudowanym i zbiurokratyzowanym państwie jak III RP, potrzeby budżetu są zawsze, ale to zawsze nieskończone.

Czapka na złodzieju

Tak zwana „prywatyzacja nieruchomości” wykazała niezbicie, że kiedy złodzieje dochodzą do władzy, robią wszystko, żeby zatrzeć ślady między uczciwymi i nieuczciwymi. W ten sposób czapki przestają na nich goreć.

Prawo a logika

Myślę, że nadszedł czas pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którzy osądzali nas za winy popełnione i niepopełnione. Gołym okiem widać, że sądy w znacznej mierze przeszły na ciemną stronę mocy. Może na początek, utworzyć ranking najbardziej kuriozalnych uzasadnień wyroków?

Zielone światło dla złodzieja

Propozycja, by kradzież przedmiotu, którego wartość nie przekracza jednego tysiąca złotych traktować nie jak przestępstwo, tylko wykroczenie i jako takie karać łagodniej, godna jest uwagi z kilku powodów.
Po pierwsze, już Lenin powiedział, że „element kryminalny jest bliski klasowo bolszewikom”. Czyżby był on równie bliski klasowo rządzącym nami „elytom” ? Po drugie: Wklepuje się ludziom do głów, że kwalifikacja czynu zależy od „stopnia szkodliwości społecznej”. Tymczasem złodziej jest złodziejem NIEZALEŻNIE OD TEGO, ile ukradł. Jest złodziejem, ponieważ wyciągnął łapę po coś, CO DO NIEGO NIE NALEŻAŁO. Tu chodzi o zasadę: NIE RUSZAJ TEGO, CO NIE TWOJE. Niezależnie od tego, czy ukradł 2 złote czy 2 miliony, JEST ZŁODZIEJEM i tyle. SZKODLIWOŚĆ SPOŁECZNA kradzieży polega na tym, że takowa W OGÓLE MA MIEJSCE ! Nie można być pobłażliwym dla ZŁODZIEJA tylko dlatego, że wartość skradzionej przez niego rzeczy nie przekroczyła jakiejś tam sumy. Karać powinno się ZA CZYN. Statystyki w sposób jasny wykazują, że znakomita większość kradzieży, to kradzieże tzw. „drobne”. Są one zarazem najbardziej uciążliwe dla tych, którzy są okradani. I choćby dlatego właśnie należy zwalczać je ze szczególną surowością. Ale może komuś chodzi o „oswojenie” nas z myślą, że złodziej też człowiek i trzeba dać mu zarobić ? Warto przy okazji wspomnieć, że w przypadku kradzieży powinna być bezwzględnie stosowana ewangeliczna zasada: nie wyjdziesz aż oddasz ostatni grosz. Co komu z tego, że złodziej, który ukradł mu 10 tys. zł. dostał tyle a tyle odsiadki. Warunkiem zwolnienia powinno być ZADOŚĆUCZYNIENIE za wyrządzoną szkodę. Osadzony w wiezieniu złodziej powinien PRACOWAĆ nie tylko na swoje utrzymanie, ale też na poczet zasądzonych roszczeń strony pokrzywdzonej. Kryminalista odmawiający pracy powinien być traktowany na zasadach wyznaczonych przez św. Pawła” „Kto nie chce pracować, niech też i nie je”. Dlaczegóż to uczciwi obywatele mieliby fundować wikt i opierunek (o siłowni i innych rzeczach nie wspominając) komuś, kto im szkodzi ? Wydaje się, że posunięcia podobne do tego mają na celu ostateczne przemodelowanie tkanki społecznej tak, by raz na zawsze utrwalić w świadomości ludzi to, że wszystko jest kwestią umowy. Że wystarczy „demokratyczna większość” by zadekretować iż czarne jest białe. Skoro w „demokratycznym głosowaniu” większością głosów można „ustalić”, że coś jest lub nie jest chorobą, równie dobrze można „ustalić”, że wszystko inne również podlega demokratycznemu głosowaniu. Ludziom wklepuje się do głów, że prawdę można ustalić poprzez „demokratyczne głosowanie” albo że „prawda leży pośrodku”, gdy tymczasem leży ona tam, gdzie leży, niezależnie od chciejstwa „demokratycznej większości”. Jan Przybył

Jak kraść sprawiedliwie?

Moja ulubiona zagadka z czasów PRLu: czym się różni demokracja od demokracji ludowej? Odpowiedź brzmi – tym czym krzesło od krzesła elektrycznego. Pomijając w tej chwili dość oczywisty pleonazm (demokracja to przecież władza ludu, a więc jest z definicji ludowa), należy stwierdzić, że w obecnych czasach "demo-lud" doczekał się godnego siebie następcy. Ten następca to nie byle kto – to wielka idea (przepraszam – Wielka Idea), którą w Polsce wprowadza w życie sama Konstytucja! Co to może być? Rakieta, samolot…?  Nie, to nie ta audycja. Ale skądinąd odwołanie do Supermana jest jak najbardziej na miejscu, bo mówimy o czymś równie potężnym, jak bajkowym. Odpowiedź zawiera artykuł 2 Konstytucji – otóż nasza Ojczyzna urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej!
Ciśnie się na usta pytanie, czym różni się sprawiedliwość od sprawiedliwości społecznej. Zapraszam na fotel :) Sprawa z pozoru wydaje się prosta, tak do przetrawienia na chłopski rozum. Coś jest sprawiedliwe albo nie. Na przykład – jeśli ktoś kradnie, powinien być za to ukarany, a to, co ukradł, powinno być zwrócone okradzionemu. W innym przypadku musielibyśmy uznać, że złodziejstwo jest równorzędną pracy czy zyskom z kapitału formą zdobywania środków utrzymania. Na pewno zaraz znajdzie się grupa osób, która stwierdzi, że w pewnych okolicznościach można zabrać jednym i dać drugim – i że nie jest to kradzież, ale właśnie sprawiedliwość społeczna. Argumentacja jest zawsze taka sama – skoro niesprawiedliwe jest to, że jedni mają więcej niż drudzy, to zabranie majątku bogatym i rozdzielenie go pomiędzy ubogich jest sprawiedliwe. Społecznie sprawiedliwe. Otóż to rozumowanie zawiera aż trzy błędy. Pierwszy jest taki, iż z góry przyjmujemy, że dysproporcja majątkowa jest niesprawiedliwa, podczas gdy nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością. Weźmy trzy przykłady. Pierwszy to ktoś, kto napisał tak świetną książkę, że uzyskuje z niej pół miliona złotych rocznie tytułem tantiem autorskich. Drugi to facet, który odziedziczył majątek dający półmilionową rentę roczną. Trzeci – ktoś, kto wygrał kilkadziesiąt milionów złotych na loterii. Wszystkich ich łączy to, że mają więcej niż przeciętny obywatel. Dzieli ich sposób uzyskania tego bogactwa. Pierwszy to wynik sprzedaży dobrego produktu, drugi – kolejności umierania, a trzeci – rachunku prawdopodobieństwa. Na pozór już w tych przykładach mamy do czynienia ze zróżnicowaniem sprawiedliwości. Najbardziej na bogactwo zdaje się zasługiwać pierwszy, bo zapracował na miliony. A jeśli za pieniądze kupi majątek, który po śmierci przejmie syn, to czy to jeszcze jest sprawiedliwe, czy nie? Ojciec się napracował, ale syn? Syn może być utracjuszem, który przepuści na dziwki i wódę, tak że swojemu synowi nie zostawi nic. Biedak będzie musiał liczyć na szczęście w loterii, żeby się odkuć do poziomu dziadka. Te trzy przykłady pokazują wyłącznie to, że bogactwo może być zarówno nagrodą za pracę i talent, kwestią urodzenia albo wynikiem operacji matematycznej rachunku prawdopodobieństwa. W żaden sposób nie można sprowadzić tych przykładów do kwestii sprawiedliwości. Jeśli zdobycie majątku na loterii jest niesprawiedliwe, to znaczy, że niesprawiedliwy jest albo rachunek prawdopodobieństwa, albo oparty na nim system loterii. Jeśli się z tym zgadzamy, to zamiast łupić szczęśliwego posiadacza zwycięskiego kuponu, powinniśmy raczej zabronić organizowania loterii. Leczyć przyczynę, a nie skutek. Drugi błąd, jaki tkwi w poglądzie o sprawiedliwości społecznej przemawiającej za rozdawnictwem cudzego majątku, zawiera się w samej istocie takiego rozdawnictwa. Traktowanie cudzego bogactwa jako dowodu niesprawiedliwości nie daje odpowiedzi na kluczowe pytania: od jakiego poziomu zamożności należy liczyć bogactwo? ile można dać biednemu, aby… nadal był biedny (bo jak będzie bogaty, to go złupimy)? w jaki sposób różnicować biednych – czy każdy ma dostać tyle samo, czy ilość rozdanych dóbr ma zależeć od wieku, pochodzenia, aktualnego stanu majątkowego netto (długi, kredyty itp.), ilości dzieci…? kto wreszcie ma decydować o tych wszystkich sprawach? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Każda granica oddzielająca bogatych od biednych jest arbitralna. Dziś możemy powiedzieć, że bogaty to ten, kto ma prywatny odrzutowiec pasażerski. Ale jeśli zabierzemy mu ten samolot, to czy zostaną sami biedni? Jaką teraz postawimy granicę? Jacht, pałac, limuzyna? Czy z czasem dojdziemy do tego, że bogaty to ten, kto w ogóle coś ma? Jak wówczas prowadzić politykę rozdawnictwa, łagodnie nazywaną redystrybucją dóbr? Zabrać komuś ostatnią rzecz, żeby darować ją kompletnemu gołodupcowi – a co potem, kiedy role się odwrócą? Trzeci błąd to ontologia języka. To będzie dość trudne – doświadczenie uczy, że o ile wcześniejsze wywody jest w stanie zrozumieć nawet lewak, związkowiec czy inny antyglobalista, o tyle do zrozumienia poniższych treści trzeba jednak chociażby posiąść umiejętność czytania ze zrozumieniem. Jeżeli jakikolwiek zbiór zasad nazywamy sprawiedliwością, to znaczy, że określają one to, co jest słuszne, etyczne i prawe. W chwili dodania jakiegokolwiek przymiotnika do owej sprawiedliwości (społeczna, naturalna, ludowa, fioletowa, nazistowska itp.) dajemy sygnał, że zasady zostały zmodyfikowane albo że wymagają dodatkowego modyfikatora, tak aby można było mówić o sprawiedliwości (tyle że przymiotnikowej). Oznacza to jednak, że stan wyjściowy nie był sprawiedliwy. Skoro "A=B" daje wynik "prawda" i "A≠B" też daje wynik "prawda", to jedno z tych zdań jest nieprawdziwe. Jeżeli zatem dopiero po dodaniu przymiotnika "społeczna" możemy mówić o prawdziwej sprawiedliwości, to znaczy, że bez przymiotnika nie jest to po postu sprawiedliwość. Bo jeżeli jest zbiór zasad, który określamy jako "sprawiedliwość", to nie ma potrzeby opatrywania go dodatkowym przymiotnikiem, gdyż w ten sposób tworzymy system, który jest sprawiedliwy tylko po osadzeniu go w określonym kontekście. A bez tego kontekstu to po prostu… nie jest sprawiedliwość. Mamy zatem do wyboru – albo "niesprawiedliwość" kontra "sprawiedliwość społeczna", albo "sprawiedliwość" kontra "niesprawiedliwość społeczna". Logika nie pozwala, aby współwystępowała "sprawiedliwość" i "sprawiedliwość społeczna", bo któraś z nich ex definitione musi być niesprawiedliwa. Bowiem to logika określa, jakie relacje mogą zachodzić pomiędzy pojęciami. A w tym przypadku musi to być wykluczenie, tzn. jedno pojęcie musi wykluczać drugie, bo inaczej musielibyśmy ustalić, która sprawiedliwość jest sprawiedliwsza. Czyli która jest niesprawiedliwa. Niestety, to jest system zerojedynkowy. Tak jak nie można być trochę w ciąży, tak nie można twierdzić, że jest jeden system sprawiedliwości zwykłej i konkurencyjny wobec niego system sprawiedliwości społecznej. Tylko skoro wyłącznie sprawiedliwość społeczna jest tą jedyną prawdziwą sprawiedliwą sprawiedliwością, to po jaką cholerę jej przymiotnik? Jeśli ktoś kradnie, to jest złodziejem – i żaden przymiotnik mu niepotrzebny. Pytanie o to, jakie zasady urzeczywistnia Rzeczpospolita Polska, pozostaje otwarte. Paweł Budrewicz Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl

Skandaliczna interwencja niemieckiej policji w Zgorzelcu

W piątek (17.08 br.) na ulicy Daszyńskiego, na wysokości Muzeum Łużyckiego, dwóch ubranych po cywilnemu niemieckich policjantów bezprawnie, zatrzymało, wylegitymowało, przeszukało i okazało jako podejrzanego mieszkańca powiatu brzeskiego. Mężczyzna oczywiście okazał się  niewinny, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że odbyło się to przy przyzwoleniu i akceptacji Strażnika Miejskiego, który twierdził, że niemieccy funkcjonariusze mają do tego prawo (sic!).
Mężczyzna przebywał w naszym mieście okazjonalnie i wybrał się na spacer po Przedmieściu Nyskim. W pobliżu Muzeum Łużyckiego podeszło do niego dwóch młodych, ubranych po cywilnemu Niemców i zaczęli coś mówić, jednocześnie zagradzając mu drogę i gestykulując, namawiając, żeby przeszedł z nimi na niemiecką stronę. Mężczyzna opierał się, w związku z czym jeden pokazał mu legitymację, w tym samym momencie nasz rozmówca zobaczył też, że Niemiec jest uzbrojony. Na tę sytuację nadjechał patrol Straży Miejskiej (strażnik miejski wraz ze strażnikiem granicznym), który został zatrzymany przez mieszkańca powiatu brzeskiego z prośbą o pomoc i wytłumaczenie zaistniałej sytuacji. Strażnik Miejski zaczął rozmawiać po niemiecku z policjantami i powiedział, że nasz rozmówca jest podejrzany o popełnienie kradzieży po niemieckiej stronie. W związku z czym ma się wylegitymować. Mężczyzna zaprzeczył, ale zapewniany przez strażnika miejskiego, że obowiązuje umowa obustronna, która pozwala na to niemieckiej policji, zgodził się i wylegitymować i następnie przeszukać z okazaniem zawartości kieszeni i podnoszeniem podkoszulka, żeby sprawdzić, czy nic nie ukrywa pod spodem. Niemcy pytali nawet o pochodzenie gotówki jaką znaleźli u Polaka. Następnie „zatrzymany” czekał aż ze od strony niemieckiej nadjechał samochód, prawdopodobnie z poszkodowanym(i). Osoby siedzące w samochodzie po przyjrzeniu się zaprzeczyły jakoby „zatrzymany” był osobą której poszukują. Dopiero po wszystkim, biorący udział we wspólnym patrolu strażnik graniczny powiedział, ze Niemcy nie mieli prawa do tej interwencji, w związku z czym mężczyzna zgłosił całe zajście na policji: -Czuję się upokorzony całym zdarzeniem. Niemcy traktowali mnie jak jakiegoś przestępcę i zwracali się rozkazującym tonem. – opowiada nam – Najpierw byłem po prostu skołowany, wręcz myślałem, że to jakąś ukryta kamera. Później doszło do mnie, że stałem się ofiarą bezprawnego działania policji niemieckiej, na które przyzwolenie dał zgorzelecki strażnik miejski. Jak się okazuje piękną „laurkę” wystawił tej formacji właśnie strażnik. Dziwią się mieszkańcy w komentarzach, że mało strażników patroluje ulice Zgorzelca. Może to i lepiej skoro nie znają podstawowych przepisów i jak widać, raczej szkodzą zamiast pomagać. Czynności wyjaśniające w tej sprawie prowadzi zgorzelecka KPP: -Wszystkie okoliczności kontroli wymagają dokładnego sprawdzenia oraz wyjaśnienia zgłoszonej sytuacji. – mówi asp. Antoni Owsiak Rzecznik KPP w Zgorzelcu - Chciałbym zaznaczyć, iż na chwile obecną opieramy się wyłącznie na relacji mieszkańca Brzegu, ponieważ przy czynnościach nie uczestniczył żaden funkcjonariusz Policji. Zwróciliśmy się zarówno do Straży Miejskiej jak i Granicznej, których funkcjonariusze mieli rzekomo brać udział przy czynnościach o szczegółowe wyjaśnienia zaistniałej sytuacji.  Oczywiście w przypadku potwierdzenia informacji podejmiemy dalsze stosowne kroki. Jeżeli informację się potwierdzą, to o zajściu niezwłocznie powinna zostać powiadomiona Prokuratura Rejonowa w Zgorzelcu w związku z możliwością przekroczenia uprawnień przez strażnika miejskiego. O odpowiednie wyjaśnienia polska strona powinna zwrócić się też do strony niemieckiej. Warto przy tej sytuacji przypomnieć spotkanie jakie miało miejsce w Zgorzelcu, ministrów spraw wewnętrznych obu krajów, w 2010 roku o którym pisaliśmy tutaj. I pamiętnym przykładzie o zaciśnięciu współpracy na mocy której niemiecka policja mogłaby ścigać złodzieja samochodu, który uciekł na stronę polską niemal do Wrocławia, a policja polska, tylko kontrolować skradzione rowery w Goerlitz! Zdaję sobie sprawę, że tamtejszy przykład był po prostu nietrafiony, ale doskonale obrazuje panujący od jakiegoś czasu trend „czapkowania” innym w polityce zagranicznej. W Europie wciąż pokutuje nasz negatywny obraz jako złodziei i przestępców, co nie pozwala jednak na takie bezprawne interwencje niemieckiej policji. Faktem jest, że nic nie robimy, żeby go zmienić, a ostatnio nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało broszurę, w której ukazani jesteśmy jako antysemici i szmalcownicy. Czy jednak wyobrażamy sobie sytuację podczas której dwóch zgorzeleckich „kryminalnych” zatrzymuje, kontroluje i przeszukuje na rynku w Goerlitz Niemca? Cóż to byłby za skandal, ileż osób rwało by włosy z głowy. Kto wie, czy sprawa nie rozbiłaby się nawet o Komisje Europejską w Brukseli. Jacek Staszczuk Przedruk za www.zgorzelec.info