Sery, de Gaulle i Anne

Najmłodsza córka de Gaulle’a, Anne, cierpiała na zespół Downa. W wyniku obrażeń porodowych nigdy nie mogła poprawnie chodzić Czytaj więcej »

 

Teoremat „przełączenia”

Nie ma co ukrywać, miedzy głównym nurtem ekonomii, opartej głównie na modelowaniu matematycznym zmodyfikowanych – w ramach syntezy neoklasycznej rozpoczętej przez J.Hicksa – założeń Johna Maynarda Keynesa a tzw. ekonomią austriacką  jest głęboka przepaść. Trudno się dziwić, że zarówno jedni jak i drudzy starają wykazać błędy w rozumowaniu popełniane przez oponentów. Obronę głównego nurtu wspierają banki, międzynarodowe koncerny i państwowa biurokracja, gdyż daje on podstawy teoretyczne dla totalnej ingerencji, mafii urzędniczej w sferę prywatną i podporządkowania przestrzeni publicznej interesom nielicznym wspierającym się wzajemnie „elitarnym” grupom. Ekonomia austriacka, podważa legalność tych rozwiązań, wskazując negatywne skutki ingerencji państwa w sferę gospodarczą…

Pobierz cały artykuł w formacie PDF…

Wojciech Czarniecki


9 Responses to Teoremat „przełączenia”

  1. kamil napisał(a):

    na sam dźwięk słowa „założenia” typowy Austriak dostaje reakcji alergicznej.

    Ja mam inne pytanie filozoficzne do Austriaków: czy są obecnie prywatne firmy gotowe do podjęcia się inwestycji która zwróci się za lat 50, a które z racji swojego znaczenia jest niezbędna państwu (infrastruktura drogowa, oczyszczalnie ścieków, komunikacja zbiorowa) lub przedsięwzięcia wcale nieopłacalne (zbiorniki i tamy retencyjne, biurokracja ewidencyjna ludności i jej własności, promocja miasta)?

  2. Tao napisał(a):

    Szanowny Panie Kamilu,
    Głowę Panu daje, że znalazłyby (i znajdują) się takie firmy by podjąć się tego typu inwestycji. Niech tylko Państwo pozwoli na to! Czy jest jakaś różnica pomiędzy inwestycjami w kopalnie a w infrastrukturę (np. drogi)? Nie ma żadnej. Tu nie chodzi przecież by inwestycje się zwróciły szybko a o to by zainwestowany kapitał dawał dobre (najlepiej większe niż przeciętne) zyski. Z inwestycji w drogę, zbiorniki czy tamy retencyjnej można czerpać zyski takie same jak z inwestycji w produkcje samochodów, telewizorów, kopalń, … . Niech Państwo nie zabiera nam prawie 50% naszych zarobków a z pewnością będzie nas stać na to by płacić prywatnemu inwestorowi za przejazd zbudowaną przez niego drogą.
    Biurokracja ewidencyjna ludności, promocja miasta? To chyba potrzebne jest tylko biurokratom. Jakby interes prywatny potrzebował takowych to na pewno się zorganizuje (samorganizuje), albo powstaną prywatne firmy, które za opłatą będą dostarczały takowych informacji (bardziej wiarygodnych niż te oferowane przez państwowe urzędy statystyczne).
    Na prawdę nie doceniamy siły samoorganizacji zainteresowanych ludzi.

  3. kamil napisał(a):

    Panie Tao,

    kopalnia ma dużą większą stopę zwrotu (inaczej: inwestycja zwraca się w krótszym czasie) niż autostrada, której inwestycja może się nawet nie zwrócić (zważając na fakt, że 45 lat to średni czas użytkowania drogi publicznej), przy czym jej witalne znaczenie dla gospodarki jest bezsprzeczne. Nie znam kopalni, która zbilansowałaby się dopiero po 50 latach, co nie dotyczy autostrady czy oczyszczalni lub co gorsza zbiornika+tamy retencyjnej. Kapitalizm XIX-wieczny m.in. dlatego się „przeżył”, ponieważ nie potrafił rozwiązać problemów infrastruktury (tragiczne warunki sanitarne w miastach, kiepska kanalizacja, infrastrukturalne niedomogi) i same duże przedsiębiorstwa zwróciły się do rządzących o dobrowolne opodatkowanie celem zbudowania infrastruktury. Teoria przemawia za Panem, ale praktyka historyczna jest tutaj dla kapitalizmu bezlitosna.

  4. Kot w gołębniku napisał(a):

    Ale powiedzmy sobie szczerze: NIKT nie robi inwestycji na 50 lat naprzód. Przewidywanie jak będzie wyglądał świat za 50 lat to ruletka, wystarczy popatrzeć 50 lat wstecz i poczytać przewidywania futurologów.
    Rządy z kolei robią plany na kilka-kilkanaście lat, a realne działania na 4 bo tyle trwa kadencja sejmu. Więcej ich nie obchodzi, chyba że naprawdę ostro przymusi ich do tego społeczeństwo. Proszę zobaczyć jak kolejne rządy podchodzą choćby do budowy elektrowni jądrowej i porównać ile na świecie zbudowano prywatnych elektrowni.

  5. kamil napisał(a):

    To jasne. Ale proszę zobaczyć, ile powstało prywatnych oczyszczalni ścieków – z elektrowni da się wyciągnąć duży grosz, z oczyszczalni, jeśli nie ma państwowego przywileju ochrony dla prywatnego zarządcy – cienia szansy nie ma. A drogi? Nawet w USA drogi wybudowało państwo.

  6. Marko napisał(a):

    Wszyscy panowie macie jeden problem – nie potraficie sie uwolnic od polityki. Stad ta wasza akademicka dyskusja czy ma byc prywatne czy panstwowe. A jest na to proste, genialne rozwiazanie – moze byc FIRMOWE. I po klopocie.

  7. mariusz napisał(a):

    Problemem obecnego pojmowania gospodarki są różne pojęcia racjonalności, które niekiedy są sobie przeciwstawne. Inne kryterium racjonalności wynika z pojęć mikroekonomicznych, które bazując na rachunku różniczkowym próbują zoptymalizować rynki opierając się na analizie krańcowej użyteczności całości otaczającego nas świata. Inny rodzaj racjonalności przedstawia makroekonomia, podlegająca właściwie dominującej sferze politycznej, bazująca na optymalizacji agregatów ekonomicznych typu: inflacja, bezrobocie, wzrost gospodarczy, bilans płatniczy. Jeszcze innym wymiarem posługuje się cała sfera finansowa próbująca optymalizować całość operacji w sferze rzeczowej za pośrednictwem porównywania rentowności poszczególnych działalności w stosunku do realnej stopy procentowej. A jeszcze inny wymiar jest wymiarem technologicznym, który wykorzystując postęp techniczny spłyca to wszystko do szybkości przetwarzania nieodnawialnych zasobów ziemi w dobra konsumpcyjne, na które popyt jest sterowany poprzez techniki marketingowe, właściwie homogenizujące całość współczesnego świata. Nigdzie w tych relacjach nie istnieje pojęcie wielowymiarowości ludzkiej kultury i życia, które powinno być nadrzędnym celem racjonalnie pojmowanego gospodarowania ograniczonymi zasobami w świecie nieograniczonych potrzeb ludzi.

  8. kamil napisał(a):

    Panie Mariuszu – trafił Pan w sedno.

    Nie sposób tzw. wartościom imponderabiliom przypisać wartość matematyczną, tymczasem są one niemal decydującym agregatem w ujęciu danej społeczności, dajmy na to państwo. Rachunki różniczkowe opierają się na stałości danych, tymczasem kiedy mamy np. taką skalę zmian w gospodarce lub jest ona w stanie spoczynku jak wiele zachodnich, gdy państwo produkuje tysiące przepisów rocznie, w dodatku bawi się pieniądzem, nie ma mowy o stabilizacji i żadnej możliwości zbilansowania przedsiębiorstwa w dłuższej perspektywie. Tak samo w ujęciu rynków finansowych – gdzie wszystko bazuje na mitycznym cashflow i jego szybkości, co musi prowadzić do cyków koniunkturalnych (ponieważ to jest jak z wciskaniem gazu – w końcu pojawia się zakręt lub inna przeszkoda i trzeba zwolnić).

    Panie Mariuszu, czy spotkał się Pan z ideą ordoliberalizmu? Ona właśnie zajmuje się tą problematyką, którą Pan tak kompaktowo streścił.

  9. mariusz napisał(a):

    Panie Kamilu.
    Słyszałem jedynie nazwę tej idei, jednak nigdy nie zagłębiłem się w jej istotę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *