A co, jeśli >>macica palestyńskiej kobiety<< pokona Izrael?

Prezydent Donald Trump uznał kilka dni temu Jerozolimę za stolicę państwa Izrael. Wiadomo było, że wywoła to w tym kraju wzrost napięcia i niezadowolenie Czytaj więcej »

 

Tombakowe żniwa

Dyskusja nad polską przeszłością i jej wpływem na teraźniejszość powoli zaczyna przypominać ostry atak paranoi. Pomijając fakt, że nader często na temat wypowiadają się  osoby, nazwijmy to delikatnie, nie do końca kompetentne, warto zwrócić uwagę na pewną ciekawą prawidłowość. Za każdym razem, gdy tematyka zahacza o kwestie współpracy Polaków z PRL – owską bezpieką pojawiają się głosy „środowisk opiniotwórczych”, że to było – minęło i szkoda o tym mówić, bo to nic nie zmieni itd. Jednakże gdy tylko sprawa zaczyna dotyczyć relacji polsko – żydowskich okresu drugiej wojny światowej, to te same „środowiska opiniotwórcze” z pełną powagą pochylają się nad zagadnieniem. Różnie też w zależności od tematyki traktowane są kwestie metodologiczne i warsztatowe publikacji, dających asumpt do dyskusji.

Impulsem do kolejnych „kontrowersji” (cudzysłów użyty celowo) stała się ostatnio kolejna publikacja autorstwa Jana Tomasza Grossa i i Ireny Grudzińskiej – Gross „Złote żniwa”, a w zasadzie sprawa zdjęcia, które stało się inspiracją do napisania książki. Wokół zdjęcia i jego interpretacji pojawia się wiele niejasności. Nie wiadomo kto, kiedy i gdzie zrobił zdjęcie; nie ma pewności, co ono dokładnie przedstawia zaś posiadane relacje pochodzą „z drugiej ręki” i są dementowane przez ich Autora.

Komentując podnoszone wątpliwości Jan T. Gross mówi, że nie sprawdził historii zdjęcia, ale „uważa, że fotografia przedstawia ludzi przyłapanych na przeszukiwaniu terenów poobozowych”, zaś wszelkie zastrzeżenia są w swej istocie banalne. Rzecz w tym, że stawiane zarzuty są bardzo poważne, dotyczą bowiem nieznajomości bądź ignorowania (co na jedno w sumie wychodzi) zasad krytyki i analizy źródeł historycznych, elementarnej umiejętności każdego historyka. Tym samym zresztą podważając wiarygodność rzetelności badawczej autora również i w innych kwestiach. To zresztą nie jedyne zarzuty stawiane publikacjom Grossa i zapewne do ich wyczerpania jeszcze daleko.

W toczącej się dyskusji na temat stosunków polsko – żydowskich podczas drugiej wojny światowej pojawia się również sprawa pogromów, które miały miejsce po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej. Zastanawiające jest stosunkowo łatwe przejście do porządku nad twierdzeniem, że źródłem owych pogromów ludności żydowskiej były „antysemityzm, chęć rabunku, zemsta na Żydach kolaborujących z sowietami”. W kwestii antysemityzmu polecam felieton Rafała A. Ziemkiewicza.

Interesująco wygląda sprawa „zemsty na Żydach kolaborujących z Sowietami”, która jest poważniejsza, niż się z pozoru wydaje. Po pierwsze, jakoś brak osobnych opracowań dotyczących skali owej kolaboracji. Warto by też wyjaśnić, na czym owa kolaboracja polegała tym bardziej, że wbrew propagandzie okupacja sowiecka bynajmniej nie była łagodniejsza niż niemiecka. Rabunki, mordy, planowa eksterminacja polskiej inteligencji (w zgodnej współpracy z III Rzeszą), aresztowania, fingowane procesy polityczne, „przesiedlenia” ludności w głąb ZSRR w nieludzkich warunkach… Sowieci byli na ziemiach polskich dokładnie takimi samymi okupantami jak Niemcy, więc dlaczego kolaboracja z III Rzeszą ma być traktowana inaczej, niż kolaboracja ze Związkiem Radzieckim? Dlaczego w jednym przypadku kara jest słuszna, w drugim zaś to prymitywna, podbudowana rasizmem zemsta, którą należy potępić?

Autorzy „Złotych żniw” twierdzą, że swą pracą wypełniają lukę w wiedzy na temat stosunków polsko – żydowskich podczas drugiej wojny światowej. Mało tego, twierdzą, że czynią to w sposób obiektywny, a kwestię pomijania kary śmierci za pomoc Żydom, funkcjonującej jedynie w okupowanej przez Niemców Polsce, pomocy, jaką (pomimo grożącej śmierci) Polacy okazywali swoim żydowskim sąsiadom, czy wreszcie wyroków śmierci wydawanych i wykonywanych przez polską konspirację na Polakach za współudział w mordowaniu Żydów uzasadniają tym, że „sprawa jest dostatecznie dobrze zbadana”, choć ciągle pojawiające się opowieści o „polskich obozach koncentracyjnych” wyraźnie temu przeczą. Grossowie zaprzeczają też, jakoby dokonywali uogólnień na podstawie skrajnych zachowań, choć jednocześnie w wywiadzie dla „Wprost”, jakiego udzielił Jan T. Gross czytamy „Gross uważa, że – jeśli chodzi o stosunek do Żydów – Polacy nie zdali egzaminu wojennego. – Zachowali się w sposób, który utrudniał Żydom przeżycie – oskarża” . Cóż, jeśli to nie jest uogólnienie i tendencyjny przekaz – to co?

Czytając o roli, jaką w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” odegrały działające w gettach Judenraty i policja żydowska, zapoznając się z relacjami na temat panujących w getcie warszawskim porządkach, gdzie „obok 200 tysięcy pozbawionych środków do życia ostentacyjnie konsumowała swe dochody kilkutysięczna nowa elita finansowa, złożona głównie z najbardziej przedsiębiorczych organizatorów szmuglu oraz ludzi czerpiących dochody z produkcji wykonywanej w getcie na zamówienie administracji niemieckiej* nie sposób nie zadać pytania o kryteria ewaluacji „egzaminu”. Słuchając profesora Szewacha Weissa, który mówi „my, Naród Żydowski, nie przeszliśmy tego egzaminu – ratować innych” nie sposób nie spytać o podstawy do wystawiania innym ocen.

Nie ma chyba nic bardziej odrażającego jak zbrodnia i rabunek dokonywane w imię jakiejś poronionej ideologii i rodzące się z tego patologie. Dyskusja o relacjach polsko – żydowskich podczas okresu eskalacji patologii, jakim niezaprzeczalnie była druga wojna światowa, bez wątpienia jest potrzebna. Ale dyskusja merytoryczna, ukazująca całokształt stosunków, nie zaś jedynie wycinek; nie sprowadzająca się do uogólnień na podstawie ekstremalnych zachowań. A przede wszystkim z pełnym poszanowaniem dla życia i śmierci ludzi, którzy doświadczyli piekła kooperacji i następnie starcia dwu odcieni socjalizmu – czerwonego i brunatnego. Tym samym jednak konieczne jest porzucenie retoryki „egzaminu wojennego” i ferowania ocen minionych wydarzeń z perspektywy dnia dzisiejszego. To też jest naruszenie zasad badań historycznych. Bardzo poważne naruszenie. I bardzo wymowne.

*- cytat za A. Friszke, Polska. Losy państwa i narodu 1939 – 1989, Warszawa 2003.

Michał Nawrocki


One Response to Tombakowe żniwa

  1. Michał napisał(a):

    Ciekawe dlaczego jedynie przy powyższym tekście nie wyświetlają się reklamy googla? Wietrzyć spisek?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *