Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Tyrania słabych – rzecz o konflikcie na Bliskim Wschodzie

Cywilizacja gnije,
barbarzyństwo nie osiągnęło jeszcze dostatecznej siły
(…) chciałoby się dożyć wielkiego dnia Nemezis (…)
- Michaił Bakunin


Henry Kissinger powiedział kiedyś, że upadek państwa Izrael jest kwestią dziesięciu lat. Podczas gdy świat skupia swoją uwagę na nic nie znaczących sankcjach wobec Rosji, na Bliskim Wschodzie toczy się walka o fundamentalne wartości. Światowa lewizna atakuje Izrael za to, że ten dba o interesy swojego narodu i nie pozwala na żadne ustępstwa.

Izrael pokazuje, że można być konsekwentnym w obronie swojego kraju i w dodatku mieć jeszcze charakter.

Mimo medialnej wrzawy problematyka konfliktu na Bliskim Wschodzie nie jest jakoś specjalnie złożona i nie wymaga ona jakichś wygórowanych historycznych analiz czy interpretacji. Teren swój Izrael za sprawą ONZ otrzymał na własność w 1948 r. i tym samym proklamował swoją niepodległość. Od początku decyzja ta wywołała niezadowolenie państw arabskich, których interesy wykluczały jakąkolwiek współpracę z Izraelem. Napór państw arabskich (zainicjowany w ramach zimnej wojny) przybrał na sile już w 1956 r. począwszy od tzw. kryzysu sueskiego, kiedy to arabskie próby nacjonalizacji przemysłu, transportu doprowadziły do sytuacji, która przerodziła się w otwarty konflikt międzynarodowy. Kolejne potyczki - wojna sześciodniowa (1967) i wojna Jom-Kippur potwierdzały tylko to, że antagonizmy na Bliskim Wschodzie, mimo interwencji i zaangażowania organizacji międzynarodowych, nasilają się. Zwieńczeniem konfliktu, kiedy zawiodły arabskie sojusze z ZSRR, okazały się palestyńskie tzw. Intifady. Agresja i niechęć państw arabskich do Izraela nie słabnie, mimo traktatów ugodowych i międzynarodowych porozumień konflikt do dnia dzisiejszego nie ustaje i pozostaje nierozwiązany.

Gwoli przypomnienia, teren który Izrael wziął w posiadanie był terenem, który w średniowieczu określany mianem Outremer posiadał ogromny potencjał ekonomicznej prosperity. Krzyżowcy wytrzymali na tym terenie blisko 250 lat zanim ugięli się pod pręgierzem destrukcyjnych sił muzułmańskich. Dzisiaj historia być może z kaprysu zatacza koło, problem Zamorza przerabia dzisiaj Izrael, który na szczęście w odróżnieniu od wspomnianego Outremer, ma niesłychanie większe możliwości, o których Krzyżowcy mogli jedynie pomarzyć.

Spośród wielu moich znajomych i przyjaciół, którzy zaliczyli wizytę w Izraelu niemal wszyscy byli pod wrażeniem poziomu organizacji i stopnia rozwoju cywilizacyjnego jaki prezentuje ten kraj na tym, bądź co bądź - nieprzyjaznym dla siebie terytorium.

Gospodarcza Bonanza i wspaniały rozwój Izraela to w dużej mierze zasługa położenia geograficznego, przyjętych wartości, praworządności no i rzecz jasna niepisanego sojuszu z Okcydentem czyli cywilizacją zachodnią. Rozwój Izraela pokazuje dobitnie, że w zestawieniu ze swoimi przeciwnikami ma on druzgocącą przewagę i to na każdej płaszczyźnie, w której się go zestawi.

wschod_tabela_01

Nienawiść świata islamu, dawniej do Outremer, dzisiaj do Izraela to oczywiście skutek rygorystycznej i dogmatycznej polityki dżihadu, która z wrodzoną sobie agresją zakłada, że wszystkie terytoria, które jeśli dawniej były w posiadaniu muzułmanów, dzisiaj muszą wrócić do rzekomych ''macierzy'' a wrogów należy konsekwentnie wymordować lub też zepchnąć w czeluści. I nie ma w tym ani krzty przesady. Jak podaje Reuters od 7 lipca br. Hamas wystrzelił w stronę Izraela ok. 300 rakiet, z czego ponad 100 zostało przechwyconych przez izraelski system obronny Iron Dome. Skuteczne odpieranie ataków Izrael opanował do perfekcji. Izrael ma szansę, której nie mieli jego poprzednicy. I co warto odnotować - w tym konflikcie wielokrotnie wyciągał on pokojową dłoń w kierunku dziwacznego tworu zwanego Autonomią Palestyńską.

Krzyżowcy, którzy w średniowieczu przynieśli do Ziemi Świętej europejskie wartości i tradycje takie jak wiara chrześcijańska i system feudalny, bez zbytniego wysiłku zdominowali świat muzułmański i rzucili podwaliny pod późniejszy gospodarczy boom. I chociaż w ostatecznym rozrachunku ugięli się i przegrali z kretesem to cywilizacyjny sztandar przetrwał. Podniesiony z gruzów przez władze Izraela jest dzisiaj z dumą ponownie niesiony.

Wbrew pozorom największym zagrożeniem dla Izraela nie są rozwścieczone kraje arabskie, a liberalizacja polityki zagranicznej i nastroje społeczne wewnątrz samego Izraela.

Niepokojący jest wzrost liczby tzw. Charedim czyli ortodoksyjnych Żydów, którzy odrzucają obowiązkową służbę wojskową, nie uznają istnienia państwa Izrael i otwarcie opowiadają się za jego rozwiązaniem, choć jak na ironię utrzymują się z jego pieniędzy. Dzisiaj ultra-ortodoksyjni stanowią ok. 10% społeczeństwa Izraela.

źródło: Central Bureau of Statistics

źródło: Central Bureau of Statistics

I chociaż 75% społeczeństwa deklaruje wyznanie mojżeszowe to mimo tej pozornej jedności wyznaniowej Izraelczycy stanowią najbardziej zróżnicowaną grupę religijną na świecie. Są oni mocno podzieleni na różnego rodzaju grupy i stronnictwa. Spora część niezdecydowanych tzw. świeckich stanowi decydujący element całej układanki. Ten element uspokaja tych, którzy obawiają się w Izraelu wojny domowej, jaką mogą wywołać wspomniani Charedim. Niemniej jednak Izrael musi z tym problemem jakoś sobie poradzić jeśli chce zachować integralność terytorialną i dalej być zdolnym do obrony swoich interesów. Wracając jeszcze do historycznych odniesień... Świat muzułmański, który do pewnego momentu dominował nad cywilizacją łacińską głównie za sprawą wcześniejszego rabunku i splądrowania Bizancjum, bardzo szybko utracił kluczowe znaczenie. Czynnikiem rozwoju Bliskiego Wschodu nie był opresyjny, pełen przemocy islam a przyniesiona tam cywilizacja zachodnia, oparta na chrześcijańskich wartościach. Jeśli świat muzułmański chciałby taki poziom osiągnąć musiałby zdecydować się na współpracę z Izraelem, do czego rzecz jasna nie jest w stanie otwarcie się przyznać.

Konflikt na Bliskim Wschodzie ma swoje źródło w średniowiecznych potyczkach dwóch wrogich sobie cywilizacji, ignorantem jest ten kto tego nie dostrzega. Błędne jest jednak postrzeganie Izraela jako kraju należącego do cywilizacji zachodniej (spotkałem się z taką tezą u Kelthuza). Izrael jest sojusznikiem i partnerem zachodniej cywilizacji nie jest natomiast jego częścią. Dotychczasowe starcia Izraela z państwami arabskimi, czy to na gruncie ekonomicznym czy militarnym, potwierdzają od wieków znaną wszem i wobec prawdę - mali nie są w stanie zagrozić dużym, cywilizacja sama się obroni, pytanie tylko czy ci duzi nadal będą chcieli pozostać dużymi.

Karol Mazur

Foto.: npr.org


5 Responses to Tyrania słabych – rzecz o konflikcie na Bliskim Wschodzie

  1. pawel napisał(a):

    Zapewne wielu z naszych Czytelników było w Izraelu. Jakie są Wasze opinie?

  2. Jacek napisał(a):

    Ja bym tak Izraela nie gloryfikował. Jego metody postępowania wobec Palestyńczyków, to żywcem przeniesione metody postępowania Niemców wobec Żydów z czasów ostatniej wojny. Czy autor słyszał o agentce Mosadu i wyjątkowej zbrodniarce,WINNEJ WIELU MORDERSTW przewyższającej niemiecką Krwawą Brygidę z czasów ostatniej wojny – CIPNI LIVI. TEN BABSZTYL ZASŁUGUJE NA BEZWZGLĘDNĄ KARĘ ŚMIERCI!!!Ładny mi sojusznik cywilizacji zachodniej, który wikła ją w swoje wojny, obalające świeckie rządy w krajach arabskich i wynoszące do władzy fundamentalistów islamskich! Zresztą dzisiejsza forma cywilizacji zachodniej jest jej wielkim wynaturzeniem i zwyrodnieniem!

  3. Jacek napisał(a):

    I jeszcze kilka uwag. Większość Żydów nie wyznawała nigdy monoteizmu, ale monolatrię. Bóg nie był tam Bogiem uniwersalnym, ale bożkiem plemiennym błogosławiącym Izraelowi i nienawidzącym całego świata poza Żydami – vide ks. prof. Michał Poradowski, „Biblia czy Talmud”. Za to zamordowali w tak bestialski sposób Chrystusa, że zwalczał monolatrię i głosił monoteizm. Ks. Poradowski stawia wręcz tezę, że Apostołowie jako Galilejczycy mieli krew celtycką. Typowym Judejczykiem był za to Judasz z Kariotu na południu Judei i Paweł z Tarsu. Zresztą istnieją teorie, że większość Żydów nie jest tymi, za których się podaje – hipoteza edomicka i hipoteza chazarska. Łacinnik, katolik odwołując się do starożytności zawsze duchowo czuje się Rzymianinem. Protestant (szczególnie zjudaizowany Anglosas) Hebrajczykiem. Protestantyzm to judaizacja chrześcijaństwa najgorsza z możliwych. I widać skutki – jedyny BÓG większości Amerykanów – to Dolar, bogactwo i posiadanie, bo judaizm to na wskroś doczesność, panowanie, władza i forsa. Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że część Żydów wyznaje zapewne religię Starego Testamentu – mozaizm. I ci są monoteistami. I taki trop myślenia (zainfekowanie judaizacją) widać w tej fascynacji wielu ludzi materialną stroną Izraela, o której wspominał Autor. Historia podbojów kolonialnych i niewolnictwa w krajach protestanckich – to jedno wielkie pasmo zbrodni nad zbrodniami i niegodziwości. No, ale jak zaczęło się od rabunku dóbr kościelnych i klasztornych? „Po owocach ich poznacie”. Dla cywilizacji łacińskiej podłożem jest także starożytna Grecja i Rzym. Profesor Tadeusz Zieliński szedł aż tak daleko, że korzeni chrześcijaństwa upatrywał w środowisku helleńskim, a nie żydowskim (jednak nazbyt upraszczał pewne sprawy i wielkie umysły Kościoła katolickiego polemizowały z nim).
    I jeszcze jedna uwaga (już nieco drobniejszej natury): przymusowy pobór do wojska jest obcy cywilizacji łacińskiej.

  4. Sceptissimus napisał(a):

    Jeżeliby odrzucić ideologię (a nie da się tego uczynić),
    to Zydzi w Izraelu są skazani na wieczną (w naszej perspektywie) walkę o przetrwanie.
    Ponieważ przebieg tej walki determinowany jest przez biologię z jednej i religie z drugiej strony – perspektywy jej zakończenia wydają się ginąć gdzieś poza horyzontem dziejów.
    Z punktu widzenia mamy-natury, wszystko jest OK i par excellence.

  5. ąę napisał(a):

    Terroryzm jest odpowiedzią słabych i biednych na terror bogatych i silnych. Panie autorze to co pan napisze na działania partyzanckie polskich nielicznych patriotów, słabych i biednych wobec państwowej niemieckiej machiny wojennej, bogatej i silnej? To byli terroryści? Podobnie jest z ‚relacjami’ izraelsko – arabskimi, oczywiście uwzględniając kulturowe i religijne zależności. Jedno jest pewne, że w relacjach narodów i państw nie ma okazywania słabości i wybaczania, które oznacza uległość i poddaństwo jednych nad drugimi. Obowiązuje zasada wet za wet i brak zaufania; chcesz pokoju szykuj się do wojny albo bądź gotowy do walki. A już szczególnie wśród takich narodów koczowniczych, górskich i pustynnych oraz religii, jak Arabowie i Żydzi, mahometanie i judaiści. Nie jest w ich filozofii, mentalności i teologii – nadstawiać drugi policzek. Tam zawsze będzie wojna, a jak wyrżną albo pokonają wroga i nie będzie im zagrażać, to znajdą sobie następnego do walki i pokonania go. I tak wkoło Macieju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *