Braun: To zła historia jest matką złej polityki

To zła historia jest matką złej polityki. Niech się wam broń Boże nie wydaje, że możecie rozszerzyć waszą, piękną wolnościową idee, nie wracając do historii Czytaj więcej »

 

W Pyrzowicach nie dopuszczono do takiej tragedii jak w Smoleńsku

We wtorek 12.03.2013 roku ok. godz. 19 samolot Boeing 737 czeskich linii lotniczych Travel Service, na pokładzie którego było 179 pasażerów wypadł z pasa podczas lądowania na lotnisku w Pyrzowicach. Nikomu nic się nie stało.



Maszyna zatrzymała się prawymi kołami podwozia za końcem pasa startowego. Piloci nie byli w stanie zatrzymać samolotu ze względu na złe warunki pogodowe na lotnisku.

Boeing 737 po wylądowaniu w Pyrzowicach

Po rozmowie z rzecznikiem prasowym Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego Międzynarodowy Port Lotniczy w Pyrzowicach dokonałem porównania procedur zastosowanych w Katowicach w 2013 roku i w Smoleńsku w 2010 roku.

Fragment samolotu Tu 154M po zamachu nad Smoleńskiem w dniu 10.04.2010 r.

Oto moja relacja z rozmowy z  rzecznikiem prasowym Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego S.A i porównania z sytuacją w Smoleńsku.

Pyrzowice 12.03.2013:

RP: Czy piloci lądującego samolotu byli poinformowani drogą radiową o ciężkich warunkach atmosferycznych na lotnisku w dniu 12.03.2013roku?

Cezary Orzech Rzecznik Prasowy Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego S.A.: – Pilot otrzymał precyzyjną informacje o widoczności i stanie pasa lotniska, a konkretnie, że prószy śnieg oraz wyniki pomiaru przyczepności. Wieża kontroli lotów przekazała, że warunki do lądowania są trudne – współczynnik przyczepności 3 w pięciostopniowej skali (0 oznacza beznadziejne warunki, a 5 idealne warunki). Kapitan Boeinga mógł poprosić o zmianę kategorii przyczepności nawierzchni, co pracownikom lotniska zajęłoby ok. 15 minut, ale zdecydował się na natychmiastowe lądowanie.

Czy pilotom zaproponowano lądowanie na lotnisku zapasowym np. w Krakowie?

– Decyzje o lądowaniu podejmuje kapitan. Powinien Pan wiedzieć, że lotnisko zapasowe jest zawsze zaplanowane przed startem samolotu. To tylko 10 kwietnia 2010 roku był taki bałagan z organizacją lotu Prezydenta RP, że dopiero po starcie ktoś o tym pomyślał.

Kto podjął 12 marca 2013 roku ostateczną decyzję o lądowaniu – piloci, czy wieża kontroli lotów?

– Powtarzam, decyzje po poznaniu sytuacji na lotnisku podejmuje zawsze kapitan.

Ile razy samolot podchodził do lądowania?

– Wylądował od razu. Długość pasa startowego w Pyrzowicach wynosi 2.800 m i 60 m szerokości, natomiast samolot rozpoczął kołowanie między 500 a 600 metrem lądowiska.

Linie lotnicze jakiego państwa są właścicielem tego samolotu?

– Czechy – linie lotnicze Travel Service

Czy dziennikarze mieli swobodny dostęp do miejsca wypadku, czy może policja i wojsko otoczyły kordonem samolot?

– Nie było wojska ani policji, tylko SOL( Służba Ochrony Lotniska) Dziennikarze obserwowali sytuacje zza płotu, ekipom ratowniczym nie można było przeszkadzać na pasie lotniska, ale poza pasem to były nawet wozy transmisyjne różnych telewizji z antenami satelitarnymi.

Żadnego kordonu wojska czy Policji, tylko strażacy i służby do wyciągania samolotu

Według jakiej konwencji międzynarodowej będą badane przyczyny tego wypadku lotniczego?

– Nie wiem, proszę zapytać w KBWL, to nie był wypadek tylko incydent lotniczy. Natychmiast powiadomiono Czechów i oni zwrócili się do nas  o zgodę na przyjazd do Pyrzowic ich sprzętu i ich ludzi do zbadania miejsca i ściągnięcia samolotu z powrotem na pas startowy. Procedura wydania zgody władz lotniska trwała dosłownie kilka minut. Byłem tam dwadzieścia minut po lądowaniu i jedną z pierwszych wiadomości już po ewakuacji pasażerów była informacja, że Czesi już jadą z Ostrawy z ciężkim sprzętem i ludźmi!

I nikt nie utrudniał Czechom w wydobyciu Boeinga z grzęzawiska poza pasem lotniska?

– W nocy nie wolno wjeżdżać na pas startowy ciężkim sprzętem ani prowadzić prac, ale już od świtu czeskie dźwigi i ciągniki pracowały, a obsługa lotniska udzieliła im niezbędnej pomocy. Boeinga 737 odtransportowano do hangaru aby nie był narażony na czynniki atmosferyczne. Byli przedstawiciele ULC,  sprawą z  urzędu zainteresowała się prokuratura.

Czy ktokolwiek wypowiadał się w dniu 12.03.2013 r. na temat przyczyn tego wypadku lotniczego?

– Nie. Nikt się nie wypowiadał ani 12 ani 13 marca.

Czy ktokolwiek z władz GTL lub Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych wypowiadał się w dniu 12 lub w dniu 13 marca 2013 r. na temat hipotetycznych przyczyn wypadku lotniczego?

– Nie.

Czy  po lądowaniu  zbadano pilotów alkomatem?

– Zostali przesłuchani, czy badano ich alkomatem, nie wiem.

Czy po lądowaniu dokonano zabezpieczenia rejestratorów rozmów między wieżą kontroli lotów a pilotami lądującego samolotu?

– Tak. Wszystkie rejestratory rozmów zostały zabezpieczone.

*  *  *

A teraz przypomnę Smoleńsk 10.04.2010 r.

Analiza pierwszej wersji odczytu z czarnych skrzynek wskazuje na niedostateczne informowanie polskich pilotów przez rosyjskich kontrolerów lotu i błędne naprowadzanie na pas lotniska gdyż: lotnisko nie zostało zamknięte, co wyklucza rosyjskie twierdzenia o warunkach uniemożliwiających lądowanie, bo przepisy międzynarodowe wymagają wydania zakazu lądowania w przypadku złych warunków atmosferycznych. Zatem albo kontrolerzy i kierujący nimi pułkownik K. z jednostki bojowej, świadomie chcieli doprowadzić do katastrofy, albo zaniedbali swoje obowiązki z innych powodów. Komunikaty kontrolerów tuż przed katastrofą były następujące:

– PLF 1-0-1, wysokość 500m ?
– zrozumiałem
-500metrów, na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście?
– Reflektory z lewej z prawej na początek pasa
– 1-0-1 wykonujcie trzeci, radialna 19
– Polski 101, i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg
– 8 na kursie i na ścieżce,
– Pas wolny
– 4 na kursie i na ścieżce
– 3 na kursie i na ścieżce
– reflektory włączcie
– 2 na kursie i na ścieżce
– Horyzont 101 (na 11 sekund przed katastrofą)
– kontrola wysokości, horyzont( na 5 sekund przed katastrofą)
– odejdźcie na drugi krąg! (już po  katastrofie)

Dodać do tego należy jeszcze jeden z pierwszych komunikatów kontrolerów lotu, który informował o widoczności 400 metrów. (dosł. Na Korsarzu mgła, widzialność 400 metrów). 4-0-0 meters. Zatem kontrolerzy lotu nie podawali polskim pilotom komunikatu o widzialności ograniczonej do 200 metrów.

Z czarnych skrzynek jasno wynika, że radar na lotnisku Siewiernyj nie działał prawidłowo:
– kontroler LF101, tu Korsarz.
– I pilot: Odpowiadamy.
– kontroler: Zajęliście 500 metrów
– I pilot: Na razie nie, 1000, schodzimy

Dopiero po tym komunikacie odzywa się ponownie wieża lotniska :
– kontroler : PLF 1-0-1, wysokość 500?
– I pilot : podchodzimy do 500 metrów.
– kontroler: zrozumiałem.
– kontroler: 500 m na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście?
– I pilot: tak oczywiście
– kontroler: reflektory z prawej i lewej na początek pasa

Zatem z powyższego dialogu nie wynika, aby w ostatniej fazie lotu kontrolerzy rosyjscy ostrzegali przed pogarszającą się widocznością, natomiast bez żadnych wątpliwości wynika, że wieża kontroli lotu albo nie wiedziała na jakiej aktualnie wysokości znajduje się polski samolot, co mogło wynikać z wadliwego radaru na lotnisku, albo woli celowego wprowadzania w błąd polskich pilotów co do wysokości na jakiej się faktycznie znajdują.

Pierwsza wersja odczytów z czarnych skrzynek została przez Rosjan zafałszowana o 16 sekund, a zatem fakt, że brakuje odczytu głosu pierwszego pilota polskiego samolotu w ostatniej fazie lotu może świadczyć o manipulacji rosyjskich członków Komisji MAK.

Z uwagi na fakt, że władze rosyjskie w dniu 10.04.2010 roku podały sfałszowany o kilkanaście minut czas katastrofy, zachodzi poważne podejrzenie, że to opóźnienie podania do publicznej wiadomości momentu zaistnienia tragedii było potrzebne Rosji aby wycofać z okolic tragedii wojskowych, wyszkolonych w zakresie dywersji w czasie pokoju.

Odmowa wydania Polsce czarnych skrzynek, a następnie przekazanie Prokuraturze pierwszej wersji nagrań, skróconych o kilkanaście sekund, stanowi następną poszlakę do podejrzeń, że to nie był nieszczęśliwy wypadek, lecz misternie wykonana operacja dywersyjna wojskowych z Federacji Rosyjskiej.

Początkowa odmowa Rosji wpuszczenia na teren katastrofy polskich archeologów, przy równoczesnej penetracji ciał ofiar, laptopów, telefonów komórkowych i szczątków samolotu przez rosyjskie służby specjalne, oraz prymitywne kradzieże dokonane przez żołnierzy rosyjskich stanowią dowody, do czego są zdolni dowódcy jednostek bojowych i specjalnych Federacji Rosyjskiej oraz ich podwładni.

Zwlekanie z wydaniem Polsce szczątków samolotu i świadome wystawienie tych szczątków na skutki działań atmosferycznych stanowi dowód złej woli strony rosyjskiej w sprawie doprowadzenia do wykrycia prawdziwych przyczyn katastrofy.

*  *  *

Ktoś mógłby mi zarzucić, że trudno porównywać tragedię z 10.04.2010 roku  z incydentem lotniczym w Pyrzowicach w roku 2013… Na taki zarzut jest prosta odpowiedź. Ja nie porównywałem skali tragedii z 10 kwietnia 2010 roku z tym co wydarzyło się w Pyrzowicach w dniu 12 marca 2013 roku, lecz pokazałem jak faktycznie wyglądają procedury postępowania przy każdym, nawet drobnym incydencie lotniczym!

Od prawie 3lat TVP1 i rządowe media wciskają nam kłamliwe informacje na temat międzynarodowych procedur lotniczych, a tu okazuje się, że prawda jest zupełnie inna. Jeżeli państwo, które jest właścicielem samolotu zażąda, że chce własnym sprzętem i własnymi ludźmi usuwać skutki wypadku lotniczego, to nikt  nie odmawia wypełnienia takiego postulatu!

Pozostaje pytanie: Dlaczego rząd koalicji PO-PSL nie zwrócili się z natychmiastową  propozycją do Rosjan, że to Polacy przyjadą do Smoleńska z własnymi specjalistami i własnym sprzętem aby zbadać teren i usunąć wrak samolotu do hangaru dla zabezpieczenia przed czynnikami atmosferycznymi? Czy Pan premier Tusk wolał wpaść w objęcia Putina niż zadbać o rację stanu Rzeczypospolitej?

Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica. Nawet przy drobnym incydencie lotniczym, po którym nie było żadnych ofiar zabezpieczono w Pyrzowicach rejestratory rozmów wieży kontroli lotów z pilotami samolotu, natomiast w Smoleńsku ślad po tych rejestratorach zaginął w czeluściach MAK.

A na koniec sprawa równie istotna. Nikt z władz lotniska w Pyrzowicach ani z prokuratury nie wypowiada się o przyczynach incydentu z dnia 12 marca 2013 roku, natomiast Rosjanie już w dniu tragedii 10 kwietnia 2010 roku ogłosili na cały świat, że…”winny był polski pilot”! Jak można było bez jakichkolwiek analiz merytorycznych formułować wobec poległych pilotów, w dokonanym nad Smoleńskiem zamachu, tak potworne oszczerstwa w dniu 10.04.2010 r., w którym ponieśli oni śmierć?

Rajmund Pollak


2 Responses to W Pyrzowicach nie dopuszczono do takiej tragedii jak w Smoleńsku

  1. Marko napisał(a):

    Byla mala roznica w tych dwoch historiach. Czeski samolot rzeczywiscie cos przeskrobal. W Smolensku nie bylo zadnej prawdziwej katastrofy tylko medialna. Dlatego obie historie tak bardzo sie od siebie roznia we wszystkim.

  2. StG44 napisał(a):

    @Marko: zapomniałeś zażyć dziś leki. Lecz się komunistyczny prowoku. W twoim chorym mózgu lęgną się katastrofy medialne. Paranoiku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *