Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

Walter Williams: Chciwość kontra współczucie

 Która z ludzkich motywacji jest najszlachetniejszą? Niektórzy zapewne odpowiedzą: charytatywność, miłość bliźniego, umiejętność wczuwania się w cierpienie innych ludzi itp. Są to bez wątpienia motywacje szlachetne, jednak bledną one w porównaniu z inną, dużo bardziej – moim zdaniem – przekonywującą motywacją ludzkiego działania.

Dla mnie tą najszlachetniejszą z ludzkich motywacji jest chciwość. Nie mam tu oczywiście na myśli kradzieży, oszustwa, podstępów czy manipulowania faktami. Przez chciwość rozumiem postawę mającą na celu zdobycie jak najwięcej dla siebie, niekoniecznie troszcząc się przy tym o pomyślność innych. Niejeden zapewne bardzo się zdziwi czytając te słowa. Jak chciwość może być postrzegana jako szlachetna motywacja?! „Oświecona interesowność” jest może terminem bardziej strawnym, niemniej ja wolę „chciwość”, gdyż jest on bardziej opisowy i mało prawdopodobne, że zostanie pomylony z jakimś innym opisującym ludzkie pobudki.

To, że chciwość jest największą z ludzkich motywacji powinno być oczywiste dla wszystkich, niemniej kilka przykładów bardziej ją skonkretyzuje. Teksańscy hodowcy bydła ogromnie poświęcają się, troszcząc się o to, by ich stada czuły się bezpieczne. Zaganiają oni bezpańskie stada, zapewniając im opiekę i wyżywienie, gwarantują opiekę weterynaryjną, zabierają na wypas zanim sprzedadzą je do uboju. W rezultacie tych poświęceń nowojorczycy mogą znaleźć na sklepowych półkach wołowinę. Rolnicy uprawiający ziemniaki w Idaho wstają wcześnie rano, aby w palącym słońcu wykonywać karkołomną pracę na polach ziemniaczanych, być może kąsani przez insekty. Rezultatem ich poświęceń – tak jak poprzednio – jest to, że nowojorczycy mogą zakupić ziemniaki w miejscowych supermarketach.

Czemu teksańscy hodowcy oraz farmerzy z Idaho tak się poświęcają? Czy dlatego, że kochają nowojorczyków? Tylko najbardziej naiwni mogliby tak uważać. Rzeczywistym powodem, dla którego teksańscy hodowcy bydła oraz rolnicy uprawiający ziemniaki w Idaho godzą się na te wyrzeczenia jest to, że kochają samych siebie! Opisał to już kiedyś Adam Smith stwierdzając: „To nie z życzliwości rzeźnika, właściciela browaru czy bankiera możemy spodziewać się obiadu, ale z ich troski o własny interes. Zwracajmy się zatem nie do ich człowieczeństwa, ale do ich samouwielbienia i nigdy nie mówmy im o naszych potrzebach, lecz o ich zyskach. (…) Goniąc za własnym interesem jeden człowiek częściej wspiera innych bardziej skutecznie, aniżeli wtedy, gdyby naprawdę zamierzał ich wspierać. Nigdy nie spotkałem zbyt wiele dobra uczynionego przez tych, którzy handlowali dla dobra publicznego”. Ktoś mógłby się tu na chwilę zatrzymać i zapytać: ile wołowiny i ziemniaków znalazłoby się na stołach Nowego Jorku, gdyby wszystko to zależało od ludzkiej miłości, charytatywności i dobroci? Bardzo wówczas zmartwiłbym się o nowojorczyków.

Chciwość przynosi cały szereg cudownych skutków. To miłe, że obecne pokolenia oszczędzają zasoby po to, by przyszłe pokolenia też mogły z nich korzystać. Właściciele budynków ograniczają bieżącą konsumpcję i wydają środki pieniężne na remonty domów, by przedłużyć czas ich użytkowania – na wiele lat po ich śmierci. Pierwsi właściciele Empire State Building też nie żyją, jednak ich poświęcenie mające na celu utrzymanie tegoż budynku sprawiło, że obecne pokolenia mogą się nim cieszyć. Kiedy tartaki przeprowadzają wyręb drzew na swojej ziemi, zużywają one zasoby, aby móc zasadzić nowe drzewa. Jest to konieczne do tego, by las mógł być nośnikiem tego materiału długo po śmierci jego właścicieli.

Czy można powiedzieć, że dzisiejsze pokolenia poświęcając bieżącą konsumpcję po to, by przyszłym pokoleniom zapewnić takie dobra jak np. budynki, budulec itp., naprawdę troszczą się o nie? Nie ma przecież sposobu na to, aby te przyszłe pokolenia mogły jakoś się za to odwdzięczyć … Dlaczego więc to robią? Znowu wychodzi na to, że to chciwość, z jej udogadniającymi prawami własności prywatnej (prawami właściciela do nabywania, przetrzymywania, korzystania i pozbywania się własności kiedy tylko uzna on za stosowne, dotąd dopóki korzystanie to nie pogwałca podobnych praw innych osób).

Obecna wartość bądź cena sprzedaży – powiedzmy – 10 tys. arów lasu zależy nie tylko od tego, ile budulca las ów wyprodukuje w roku 2001, ale również od tego ile tego budulca będzie w latach 2005, 2010, 2030 itd. Wydajność lasu w produkcji budulca w następnych latach określa jego obecną cenę sprzedaży. Im dłużej las będzie dostarczał drzewo, tym większa będzie jego cena. Zatem obecny właściciel lasu ma interes w tym, aby robić wszystko w celu zapewnienia swojej własności jak największej produktywności, bez względu na to, czy on sam dożyje roku np. 2030, czy też nie. Innymi słowy – jego majątek został wzięty na zakładnika i uzależniony od społecznego rozsądku właściciela, tj. działania mającego na celu zaoszczędzenie dla społeczeństwa ograniczonych zasobów (w tym przypadku lasu). Dlatego więc nietrudno przewidzieć, że dobra stanowiące własność prywatną otrzymają lepszą opiekę niż te, które znajdują się w rękach jakiegoś państwowego czy samorządowego kolektywu, bez względu na to, czy dotyczy to samochodów, budynków, ziemi itp. Prywatni właściciele lepiej troszczą się o swoje samochody, domy, ziemię, niż ci, którzy je wynajmują, bądź tylko nimi administrują.

Należy dodać, iż korzystnego wpływu własności prywatnej nie zawdzięcza się samemu prawu do jej posiadania. Właściciel musi mieć jakąś opcję. Ktoś mógłby mieć prawo do ziemi, jednak zarazem być ograniczonym przez rząd w kwestii sposobów korzystania z niej. Przykładem niech będzie następująca sytuacja: załóżmy, że konkretna osoba ma prawo do 1 tys. arów terenu leśnego, jednak organizacja U.S.Fish and Wildlife Service postanawia, że część lub całość tego terenu nie może być wykorzystana, gdyż mogłoby to stanowić zagrożenie dla niektórych gatunków zwierząt. Taki dekret ogranicza wartość prywatnej własności ziemi i dlatego osłabia chęć należytego troszczenia się o nią. Podobnie, gdyby istniały wysokie podatki od sprzedaży ziemi – również osłabiałoby to chęć troski o nią. W gruncie rzeczy, wszystko, co osłabia prawa własności prywatnej do ziemi, osłabia chęci właściciela do bycia społecznie odpowiedzialnym i do oszczędzania niedostatecznych zasobów. Choć motywacje ludzkie, takie jak charytatywność, miłość czy troska o innych są ważne i przynoszą wiele dobrego, nie są one tak ważne, jak dążenie ludzi do zdobywania coraz więcej dla siebie. Wszyscy to wiemy, lecz udajemy, że tak nie jest. Ta niechęć do uznania osobistej chciwości jako czynnika niezbędnego do osiągnięcia dobrobytu i przedstawianie jej z dezaprobatą czyni z nas łatwą ofiarą szarlatanów i znachorów, którzy odebraliby nam wolność w imię walki z chciwością.

Walter Williams
tłum. Agnieszka Łaska

(Tekst publikujemy za zgodą magazynu „Ideas on Liberty”, 2001 rok. Publikacja na SP – 2002 rok)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *