Koniec ery mas

Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy rewolucję technologiczną, której symbolami są mikroinformatyka i mikrobiologia, to znaczy połączenie tego, co nieskończenie małe z tym, co nieskończenie potężne Czytaj więcej »

 

Widzialne łapska rządu

Często dziś można usłyszeć stwierdzenie, że „socjalizm zbankrutował”. Niestety, kryje się w nim tylko część prawdy. Socjalizm, owszem, zbankrutował jako metoda uszczęśliwienia świata, jednak wciąż są ludzie, którzy nie przestali weń wierzyć i nadal zaczadzają ludzkie umysły. Dlatego, z tego punktu patrząc, właściwiej byłoby stwierdzić, że socjalizm wciąż bankrutuje. Gdyby bowiem zbankrutował definitywnie dziś żylibyśmy w kraju o gospodarce wolnorynkowej, gdzie szanowane są podstawowe wolności obywatelskie, zaś ludzie nie są dobijani zabójczymi podatkami i krępującymi swobodną inicjatywę przepisami.

Polska jest dziś krajem-potworem, monstrum doktora Frankensteina, pozszywanym z różnych kawałków. Są więc w nim strzępki wolnej gospodarki oraz całe płaty socjalizmu. Ta mieszanka nie może przynieść niczego dobrego, o czym zresztą zaczynamy się powoli przekonywać. Polska gospodarka załamuje się na naszych oczach. Niemożliwy jest bowiem system ekonomiczny ufundowany na kompromisie pomiędzy socjalizmem a kapitalizmem. Wiadomo kto na takim kompromisie zyska, a kto straci. Górą będą wszelkiej maści defraudanci, złodzieje publicznego mienia, politycy o mętnej reputacji i cwane listy, które swą gospodarczą potęgę budują poprzez wydeptywanie ścieżek do ministerialnych gabinetów. Stracą zwykli obywatele, dla których ów kompromis oznaczać będzie biedę, spadek poziomu życia, bezrobocie, trudności z dopięciem domowych budżetów, masowe bankructwa i zasiłki. Ayn Rand pisze: „Na każdym kompromisie między jedzeniem a trucizną wygrać może tylko śmierć. Na każdym kompromisie między dobrem a złem zyskać może tylko zło”. Tak samo jest z kompromisem między kapitalizmem a socjalizmem. Gdy do zdrowego organizmu wpuści się choć trochę jadu, organizm przestaje być zdrowy. „Nie może być kompromisu między właścicielem mienia a włamywaczem; zaproponowanie włamywaczowi choćby jednej łyżeczki ze srebrnej zastawy nie byłoby kompromisem, ale całkowitą kapitulacją – uznaniem jego prawa do cudzej własności. Jaką wartość albo ustępstwo zaoferował w zamian włamywacz?” – pyta retorycznie Ayn Rand.

Polska gospodarka od dziesiątek lat skażona jest jadem. Tradycja wolnorynkowa jest bardzo wątła. Największą szansę na to, by wyrwać się z kleszczy socjalizmu mieliśmy po 1989 roku. Właśnie wówczas popularne stało się stwierdzenie, że „socjalizm zbankrutował”. Mówili to niemal wszyscy, nawet postkomuniści. Być może to początkowe oszołomienie stało się przyczyną tego, że ci, którzy głośno krzyczeli o upadku socjalizmu, zaczęli go tylnymi drzwiami znów wsączać do polskiej gospodarki. Nie chcę osądzać czy robili to z premedytacją, z powodu braku wiedzy, czy też z pełnym przekonaniem, wierząc w to, że „gospodarki nie można puszczać na żywioł”, że „nie można się cofać do XIX wieku”, że „niewidzialna ręka rynku niczego nie załatwi”, że … itd. Niestety nie dano nam przekonać się o skutkach działania „niewidzialnej ręki rynku”, jak na dłoni natomiast możemy podziwiać wątpliwej jakości rezultaty działania widzialnej łapy rządu. Te skutki to kilkunastoprocentowe bezrobocie, postępujące zubożenie Polaków, liczne bankructwa prywatnych firm, zanik patriotyzmu, degradacja moralna społeczeństwa i utrata wiary we własne siły.

Szkoda że ci, którzy wciąż z uporem wieszają psy na „niewidzialnej ręce rynku”, nie są w stanie dostrzec żałosnych skutków jakie wyrządziły Polsce jak najbardziej widzialne łapska rządu. Ile czasu socjalizm musi bankrutować, by z czystym sumieniem można było stwierdzić, że zbankrutował definitywnie?

Paweł Sztąberek


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *