Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Wolnorynkowe kazania o. Jacka Gniadka: Różne są działania, lecz ten sam Bóg

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego – 27.05.2012
Dz 2,1-11; 1 Kor 12,3a-7.12-13; J 20,19-23.

Steven Landsburg, amerykański profesor ekonomii, w swojej książce pt. „Fair Play” z humorem i werwą wyjaśnia podstawowe prawa ekonomiczne, rozmawiając o nich ze swoją córką Cayley. Pewnego dnia jedna z jej koleżanek przyniosła do szkoły małe świnki morskie, by rozdać je dzieciom w klasie. Caylay wygrała jedną z nich  bez najmniejszego problemu. Stało się tak, gdyż upatrzona przez nią świnka nie podobała się nikomu innemu w klasie.



Dla profesora była to wyśmienita okazja, by pokazać swojej córce kluczową zasadę klasycznej ekonomii, sformułowaną przez Davida Ricardo, wielkiego ekonomistę żyjącego w XIX w., że opłaca się być odmiennym. I nie chodzi tu tylko o nasze upodobania. Dotyczy to również talentów, gdyż np. samotny klarnecista basowy w klasie, w której połowa jego kolegów i koleżanek gra na zwykłym klarnecie, ma największą szansę dostania się do orkiestry.

Na przykładzie świnki profesor pokazał swojej córce, że zalety handlu ulegają powiększeniu dzięki różnicom występującym pomiędzy partnerami handlowymi.  Wielki angielski ekonomista wykazał jeszcze coś więcej. Różnice są źródłem okazji prowadzenia wzajemnie korzystnego handlu i ma to miejsce nawet wtedy, jeżeli jedna ze stron jest w każdej dziedzinie lepsza. Prostym przykładem tego prawa jest praca lekarza, który pozostawia przygotowanie pacjenta pielęgniarce, choć sam mógłby to zrobić lepiej. Jego komparatywna przewaga dotyczy diagnozy i zabiegu.

Ricardo wykazał niezaprzeczalnie, że różnice nie stanowią przeszkody w rozwoju społeczeństwa. Uroczystość Zesłania Ducha świętego pokazuje, że dotyczy to również rzeczywistości nadprzyrodzonej – Kościoła. Św. Paweł w drugim czytaniu mówi: „różne [też] są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich” (1 Kor 12, 4-6).

Ze wszystkich narodów pod słońcem

O różnicach mówi również św. Łukasz. W dzisiejszym pierwszym czytaniu z Dziejów Apostolskich ewangelista opisuje, że wskutek napełnienia Duchem Świętym zebrani w Wieczerniku uczniowie odczuli w sobie szczególną moc i zarazem potrzebę opowiadania innym Dobrej Nowiny o Chrystusie. Z chwilą ukazania się ognistych znaków apostołowie zaczęli przemawiać językami innymi niż te, jakimi posługiwali się zazwyczaj.

W Jerozolimie było wtedy wielu żydowskich pielgrzymów z całego ówczesnego świata, którzy przybyli na święto Zbiorów obchodzone przez Żydów pięćdziesiątego dnia po święcie Paschy. Ewangelista opisuje, że byli bardzo zdziwieni, gdy przed sobą zobaczyli grupę Galilejczyków, wyglądających na prostych wieśniaków, którzy nagle zaczęli przemawiać do nich w językach charakterystycznych dla rejonów, z których oni sami pochodzili.

Mimo, że pielgrzymi pochodzili „ze wszystkich narodów pod słońcem” – jak czytamy w Dziejach Apostolskich – to Ewangelia głoszona przez Apostołów połączyła ich w jedną wspólnotę. Było to działanie Ducha Świętego, tego samego Ducha, który i dzisiaj jednoczy nas w jedną wspólnotę Kościoła. To dlatego św. Paweł w pierwszym liście do Koryntian, którego fragment słyszymy dzisiaj, mógł powiedzieć, że jesteśmy wszyscy różni, mamy rożne dary, robimy różne rzeczy, ale jesteśmy zjednoczeni przez Duch Świętego w jedno Mistyczne Ciało Chrystusa – Kościół.

Chrześcijański pluralizm

Chrześcijańska jedność nie jest jednością w jednolitości, ale jednością w różnorodności. Pluralizm nie jest czymś nadzwyczajnym w Kościele. Kościół jest obecny w każdym narodzie. W Kościele są wszyscy ludzie bez względu na rasę, kulturę, język, wykształcenie czy pozycję społeczną. Słowo „katolicki” oznacza „uniwersalny, powszechny”.

Wspólnota Kościoła ma wymiar nadprzyrodzony. Rodzi się ona z wiary i opiera na wierze. Ale o jedności celów możemy mówić również w świecie ludzi, którzy tworzą wielkie społeczeństwo. Nie jest ona oparta na wierze, ale nie oznacza to, że w świecie panuje zupełny chaos, nad którym może zapanować tylko centralny planista. Adam Smith, który był człowiekiem wierzącym, przy pomocy metafory niewidzialnej ręki opisał mechanizm gospodarki wolnorynkowej. Ten angielski ekonomista podziwiał celowy zamysł Stwórcy, według którego działania poszczególnych jednostek, wynikające z ich egoistycznych chęci zaspokojenia własnych pragnień, przyczyniają się w istocie do zaspokojenia społecznych potrzeb.

Społeczeństwo i współpraca

Ludwig von Mises, austriacki filozof i ekonomista z XX w. uważał, że istota społeczeństwa polega na współpracy, w której każdy uczestnik widzi sukces swojego partnera jako środek do osiągnięcia swojego własnego celu. Społeczeństwo pozwala wszystkim współdziałającym ze sobą ludziom na osiągnięcie ich własnych celów.

W społeczeństwach tradycyjnych każdy z jego członków znał wszystkich innych dzięki trwającej między nimi bliskości. Zupełnie inne relacje panują dzisiaj w nowoczesnych społeczeństwach. Ludzie nie wiedzą o życiu i pracy innych ludzi. Wielu ludzi taką spontaniczną formę niekierowanego przez nikogo porządku uważa za iluzję lub magię. Wynika to z przekonania, że nie istnieje stojący za tym porządkiem władca. Ale dzisiaj skomplikowane dzia­łanie popytu, podaży i cen nie jest  produktem jednej inteligencji, ale wielu. Uczestnicy wol­nego rynku starają się, kierując się swoim własnym do­brem, zaspokoić roszczenia innych uczestników i dostosować do nich swe zachowanie. Ostatecznym wynikiem działań rynkowych jest osią­gnięcie wysokiego poziomu dobrowolnej współpracy.

Różność jest faktem. Bóg stworzył świat w nieskończonej i niewyczerpanej różnorodności. Papież Leon XIII trafnie zauważa, że życie zbiorowe wymaga różnych uzdolnień i talentów, a do podjęcia się określonych zadań skłaniają ludzi przede wszystkim właściwe im różnice osobiste (Rerum novarum, 14). Dzięki współpracy ludzie są w stanie osiągnąć nie tylko to, czego nie potrafiliby zrobić sami, ale taka praca staje się również bardziej opłacalna. Podział daje też możliwości dalszego rozwoju indywidualnych talentów.

Zasada korzyści komparatywnej

Bł. Jan Paweł II nauczał, że koncepcja dobra wspólnego we współczesnym społeczeństwie polega na postawie dawania, która stanowi wkład poszczególnych ludzi w życie społeczne. Postawa ta jest możliwa tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z wolnymi osobami, a więc w gospodarce opartej o poszanowanie własności prywatnej.

Pozostaje to jednak ciągle bardziej w sferze życzeń niż rzeczywistości. Dlaczego? Istnieje w nas ciągle pokusa myślenia opartego na przekonaniu, że inni, którzy nie widzą świata w ten sam sposób co ja, są w błędzie. Chcielibyśmy innym narzucać własny punkt widzenia nawet wtedy, gdy mieści się on w ramach Bożych przykazań. Jest jeszcze jeden problem. Bardzo często nie dostrzegamy wbrew logice niezaprzeczalnych korzyści, jakie mogłaby dać nam współpraca z innymi.

Pewnego razu polski matematyk Stanisław Ulam sprowokował laureata Nagrody Nobla w ekonomii Paula Samuelsona, by ten wymienił mu choć jedno twierdzenie w naukach społecznych, które byłoby prawdziwe i jednocześnie nieoczywiste. Dopiero wiele lat później Samuelson wpadł na właściwą odpowiedź: zasada korzyści komparatywnej sformułowana przez Ricardo. To od tej zasady rozpoczęliśmy dzisiejsze kazanie. Swoją odpowiedź amerykański ekonomista  opatrzył następującym komentarzem: „O tym, że jest logicznie prawdziwa – matematyka przekonywać nie trzeba; o tym, że nie jest oczywista zaświadczają tysiące ważnych i inteligentnych ludzi, którzy nie potrafili jej sami pojąć lub w nią uwierzyć, nawet gdy im ją wytłumaczono”.

Szanujmy różnice

Człowiek jest jednością duchowo-cielesna i nie ma w nim podziału na człowieka religijnego i człowieka ekonomicznego.  Problem polega tylko na tym, by wszystkie nasze cele, zarówno te duchowe i ekonomiczne, zharmonizować i skupić wokół nadrzędnego celu – Słowa, które stało się ciałem i zamieszkało wśród nas dla naszego zbawienia.

Duch Święty pragnie, by wszystkie nasze różne punkty spojrzenia były uwzględnione i przyczyniały się do budowy Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa. Przekaz dzisiejszej uroczystości jest jasny. Musimy szanować nasze różnice, ponieważ każdy z nas został obdarzony wyjątkowym i niepowtarzalnym znakiem obecności Ducha Świętego w świecie i Kościele. Tak pojęte różnice wynikają z Bożego zamiaru, a podziały – które nie są tym samym co różnice – rodzą się z grzechu. Mimo tych różnic, „czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni” – jak mówi św. Paweł, wszyscyśmy zostaliśmy ochrzczeni w jednym duchu, aby stanowić jedno Ciało” (1 Kor 12, 13)

W Niedzielę Zesłania Ducha Świętego narodził się Kościół w swoim historycznym wymiarze. Duch Święty połączył różnych ludzi w jedno Mistyczne Ciało Chrystusa. Jako członkowie tego Ciała korzystamy nawzajem ze wszystkich tych różnic dla naszego dobra i dobra całej wspólnoty. Pozwólmy więc działać Duchowi Świętemu w nas i przez nas, by szacunek, którym darzymy innych za ich niepowtarzalność i wyjątkowość w kościelnej wspólnocie, sam w sobie przyciągał już innych do Kościoła i budowania wspólnie Mistycznego Ciała Chrystusa.

Jacek Gniadek SVD

Animator, 2/2012


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *