Światowy Dzień Ubóstwa

W świecie na co dzień zmagamy się z rzadkością zasobów w stosunku do nieograniczonych potrzeb Czytaj więcej »

 

Wolny rynek i jeszcze kilka spraw …

Poniższy artykuł stanowi polemikę z listem Czytelnika, p. Szlomo Naimana, zamieszczonym w dziale Czytelnicy piszą, pod datą 12 lutego 2003

O tym, że przedsiębiorstwa powstają na rynku po to, żeby zaspokajać potrzeby klientów było wiadomo na długo przed urodzinami Ludwiga von Misesa. Zdanie, jakie konstruowałem, to prawda oczywista (co uzasadniłem w artykule), której nie wyławiałem specjalnie z czyjejś twórczości. Wielu to zdanie mówiło na różne sposoby.

„Jeśli wolny rynek doprowadzi do czegokolwiek, to raczej do zdominowania strony podaży przez monopol czy co najwyżej oligopol.”

Panie Szlomo, na wolnym rynku jest (proszę czytać uważnie) WOLNY RYNEK, co oznacza po ludzku, że wszystkie ceny na rynku są wolnorynkowe. Absurdem jest zatem mówienie o tym, że może dojść do powstania monopolu. Monopol może powstać li tylko poprzez interwencję państwa. Wszystkie teorie ekonomiczne dotyczące rzekomych „wolnorynkowych monopoli” są przełożeniem starej marksistowskiej bajki na język matematyczny. Żadna z nich nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ich krytyką zajmiemy się kiedy indziej. Konkurencja to proces dynamiczny, a wolny rynek nigdy nie będzie monopolistyczny.

„Socjalista niewiele ma wspólnego z „kapitałem”, tym bardziej „ukradzionym”. Akurat w dziedzinie kradzieży kapitału to kapitaliści, moim zdaniem, dzierżą palmę pierwszeństwa. Przekonanie to jest na tyle rozpowszechnione, że objawia się choćby w formie wyświechtanego już powiedzonka o pierwszym milionie, który trzeba ukraść.”

Po pierwsze, socjalista ma bardzo dużo wspólnego z kapitałem. Prawdziwy socjalista uznaje kapitalizm za wspaniały etap rozwoju ludzkości i uwolnienia „sił rozwoju”, które nieuchronnie prowadzą do socjalizmu. Proszę zerknąć do Marksa, panie Szlomo. Po drugie, w doktrynie socjalistycznej kapitał jest wyzyskiem, bo jedynym źródłem wartości ma być praca. Ten ekonomiczny potworek został zmiażdżony wiele lat temu przez Bohm-Bawerka, którego pracę na ten temat można odnaleźć na stronie marksistów. Po trzecie i najważniejsze. Pan Szlomo jak każdy socjalista (nie mylę się? Jest Pan socjalistą?) myli pojęcia. Przysłowiowy „ukradziony milion” nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Pan Szlomo tak samo jak Marks popełnił skandaliczne zaniedbanie. Strona Prokapitalistyczna zajmuje się kapitalizmem wolnorynkowym, a nie państwowym. Dla Marksa nie było różnicy między wolnym rynkiem a feudalizmem. A jednak różnica jest zasadnicza, czego nie widzi Pan Szlomo. Musi Pan zrozumieć, że jeśli Czesio będzie sprzedawać chleb (uwaga! Chleb, a nie chleb zatruty) i zarobi na tym milion złotych (dobrowolne wymiany tytułów własności), to nikt nie ma prawa w to wnikać. Nie ma kradzieży, jest w-y-m-i-a-n-a. Jeśli chleb jest zatruty, to jest kradzież. Jeśli ukradł pierwszy milion z pieniędzy podatników to nie ma wolnego rynku, jest kradzież. Mam nadzieję, że zaczyna Pan powoli dostrzegać różnicę.

„W tych natomiast miejscach na świecie gdzie znaczny stopień represji państwa czynił rewoltę niemożliwą czy trudną, na przykład w Ameryce Łacińskiej, nie zawracano sobie głowy społecznymi gospodarkami rynkowymi. Wierniejsza niż w Europie Zachodniej realizacja zaleceń von Misesa zrodziła tam sytuację, w której robotnicy nie tylko nie dojeżdżają do pracy mercedesami, ale na przykład mieszkają w szałasach z dykty.”

Panie Szlomo, myślałem, że jeśli powołuje się Pan na taki autorytet jak Mark Blaug, to mam do czynienia z osobą poważną. Pan zaś twierdzi, że w Ameryce Łacińskiej mamy misesizm. A niby skąd taki wniosek? Z „Obywatela”, „Lewej Nogi” czy „Rewolucji”? Proszę nie wierzyć na słowo takim pismom i samemu skrupulatnie i dokładnie sprawdzać informacje; to moja rada. Osoba, która chociaż wykaże odrobinę zainteresowania zobaczy na przykład, że kraje Ameryki Łacińskiej kuleją, jeśli chodzi o rankingi korupcji i wolności gospodarczej. Tylko fanatyk będzie twierdził, że w tak typowo korupcyjno-etatystycznych krajach jak kraje Ameryki Łacińskiej, jest kapitalizm.

„Mówi się o tzw. „austriackiej szkole w ekonomii”, mając na myśli szkołę zapoczątkowaną przez Austriaka von Misesa, a kontynuowaną m.in. przez Austriaka von Hayeka. Jednak nie wszyscy przedstawiciele tej szkoły są Austriakami. Milton Friedman, na przykład, nie jest Austriakiem, lecz właśnie „austriakiem”.”

No tutaj kilka wyjaśnień. Szkoła Austriacka została założona przez Carla Mengera, nie Misesa, a Milton Friedman nie jest jej reprezentantem. Jest jej krytykiem. Naprawdę jestem ciekaw, na jakie źródła się Pan powołuje i skąd wyławia takie pochopne wnioski.

„I jeszcze jedno. W odpowiedzi dla Łukasza Źródlaka … Otóż obnażył Pan swoją niewiedzę dotyczącą twórczości jednego z klasyków leseferyzmu Adama Smitha. Jeśli nie czytuje Pan nawet niekwestionowanych apostołów neoliberalizmu.”

Adam Smith to rzeczywiście przereklamowany człowiek. Tylko, że trudno go nazwać „klasykiem leseferyzmu” (to raczej na użytek komercjalizowania idei). Leseferyzm jest raczej ruchem francuskim, a nie brytyjskim. W Wielkiej Brytanii zrobiono wiele, żeby poprowadzić ekonomię w stronę marksizmu (Smith miał swój udział). No i oczywiście Adaś Smith nie jest „apostołem neoliberalizmu”. No chyba, że mówi Pan o jakimś współczesnym Adasiu Smithie, nie o tym, co napisał „Bogactwo Narodów”.

„Przypuszczalnie ma Pan na myśli komunistów, którzy jako żywo z socjalizmem nie mieli nic wspólnego, a nawet zawzięcie go zwalczali (np. podczas wojny domowej w Hiszpanii). W tym przypadku zwracam uwagę na fałszywe, choć często sugerowane, utożsamienie komunizmu z socjalizmem.”

Panie Szlomo. Socjalizm jest szerokim ruchem, bękartem klasycznego liberalizmu i konserwatyzmu. Konserwatyzm związany ze starą epoką wierzył społeczeństwo hierarchiczne z przywilejami i etatyzmem. Klasyczny liberalizm chciał dać wszystkim wolność do bogacenia się, wolność gospodarczą (także cywilną), która umożliwi największy dobrobyt dla wszystkich. Socjalizm chciał dać też dobrobyt wszystkim, ale jako ignorancki ekonomicznie chciał to osiągnąć przy pomocy konserwatywnych etatystycznych narzędzi, gdzie wybrane grupy interesu mają przywileje. To paradoks, z jakim egalitaryzm nigdy się nie uporał i nigdy się nie upora. Bo zawsze w takim systemie jakaś wybrana elita dostanie przywileje i będzie wyzyskiwać społeczeństwo. Dodatkowym problemem jest utożsamianie przez socjalistów dzisiejszych klasycznego liberalizmu z konserwatyzmem. Panie Szlomo, to nie to samo. Kapitalizm wolnorynkowy to coś zupełnie innego niż kapitalizm państwowy. Proszę mi wierzyć na słowo. Natomiast polscy „komuniści” to typowi socjaliści. Tak samo jak socjaliści rządzą w krajach afrykańskich, gdzie poprzez gnębienie farmerów i przymusowe włączanie ich w kolektywne idiotyzmy doprowadzono do klęsk głodu. A właśnie… ciekawe, czemu w krajach socjalistycznych są klęski głodu – pewnie natura płata figle…

„Poza tym, czy „socjalistyczny” profil jakiejś instytucji automatycznie przekreśla efekty jej działania?”

Tak, Panie Szlomo.

„Radziecka obecność w kosmosie była faktem, niezależnie od „socjalistycznej struktury” tego nieistniejącego już na szczęście państwa.”

I właśnie dlatego, że była dokonana przez socjalistyczną strukturę, była zła. Socjalizm opiera się na wyzysku, kapitalizm wolnorynkowy na dobrowolnej wymianie.

„Dopuszczam, że są skorumpowani urzędnicy, siedzący w kieszeni cwanych sklepikarzy. Do tanga trzeba jednak dwojga, jak nauczają klezmerzy z grupy o nazwie Budka Suflera. Korumpują cwani sklepikarze – w trosce o maksymalizację zysku. Na ołtarzu maksymalnych zysków składają w ofierze zdrowie i być może przyszłe powodzenie młodych ludzi. Żerują na niedojrzałości. To przed takim bezwzględnym żerowaniem chronić ma ludzi Inspekcja Handlowa. Państwowa, czyli „socjalistyczna”. Kapitalistyczna byłaby bowiem jeszcze bardziej podatna na korupcję. Zwróciłem właśnie uwagę na drugą stronę medalu – czynność Panu i innym leseferystom raczej obca.”

Musi Pan zrozumieć metodologiczne rozróżnienia. Kapitalista przy wymianie musi znaleźć drugą stronę chętną wymianie. Urzędnik tego robić nie musi. Urzędnik opiera się na zinstytucjonalizowanej kradzieży i nie musi nikomu służyć. Po pierwsze utrzymuje się z pieniędzy zawłaszczonych bezprawnie (w sensie niezgodności z prawem naturalnym), a po drugie ma w rękach niesamowitą władzę umożliwiającą monopolizację rynku, przed którą tak bardzo chce się Pan bronić. Problem oszustwa jest problemem oszustwa i trzeba z nim walczyć. Jednakże unika Pan dostrzeżenia tego paradoksu, że rzekomo przy pomocy instytucji, od jakiej nigdy nie wymaga się efektywności ekonomicznej, PIHu mamy zwalczyć te oszustwa (chociaż ta instytucja opiera się na tym samym typie zawłaszczenia czyjejś własności i w dodatku jest wspierana przez obowiązujące prawo).

„Jak Pan godzi sprzeciw wobec krytyki „austriaków” (z którymi Pan sympatyzuje) z bezradnym miotaniem się w obronie kuriozalnej wypowiedzi von Misesa?”

Już ustaliliśmy, że nie jest to dokładna wypowiedź Misesa i że jest to właśnie wypowiedź z gruntu prawdziwa. Jeśli ktoś oszukuje w trakcie wymiany, to nie jest już przedsiębiorcą, więc już nie służy klientowi, tylko go oszukuje. Zatem to nie jest transakcja, tylko kradzież. Z tym trzeba walczyć. Pan proponuje (chyba…) stosowanie narzędzi typu PIH, które mogą tylko pogorszyć sytuację.

„Możliwe, że dokładnie te cechy „austriaków” miał na myśli Blaug formułując przytoczoną wcześniej opinię o tych „ekonomistach”.”

Blaug nie miał niczego na myśli. Blaug się zdenerwował.

Mateusz Machaj
(24 luty 2003)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *