Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Wszyscy mówią o Rosji, a o Słowacji cisza

Co ważniejsze: wybory prezydenckie w Rosji, czy parlamentarne na Słowacji? Oba głosowania odbywają się mniej więcej w tym samym czasie, jednak o wyborach w Rosji polscy dziennikarze dyskutują na okrągło, a o Słowacji – milczą. Wbrew powszechnej opinii uważam jednak, że proporcje powinny być odwrotne, a z polskiego punktu widzenia ważniejsze są wybory słowackie. Dlaczego?



Przede wszystkim wybory w Rosji absolutnie niczego nie zmieniają (a na Słowacji – jak najbardziej). Jest pewne, że głosowanie będzie zmanipulowane, prezydentem zostanie Putin, a Rosja nadal będzie krajem autorytarnym i imperialnym. Ale przypuśćmy nawet, że jakimś cudem prezydentem zostanie ktoś inny. Niestety, to również nic nie zmieni, bo zdaniem samych protestujących, rosyjska opozycja niczym się od władzy nie różni.

To może ważny jest sam fakt przebudzenia rosyjskiego społeczeństwa, który sprawi, że za kilka lat nastanie tam rzeczywista demokracja, a prezydentem zostanie jakiś normalny polityk? Jest to mało prawdopodobne, ale nawet w takim przypadku zmieni się niewiele. Rosja nawet demokratyczna, nie pozostanie być Rosją imperialną, prowadzącą wrogą politykę wobec swoich sąsiadów – i nie mówię tu o Polsce, która już na szczęście jest w UE i NATO, ale o Białorusi, Ukrainie i Gruzji. Na ten paradoks kilka lat temu zwracał uwagę legendarny przywódca Białoruskiego Frontu Ludowego Zianon Paźniak, którego zasługą było wywalczenie niepodległości Białorusi i krótki okres demokratyzacji i odrodzenia narodowego w latach 1991 – 1994 (zakończony dojściem do władzy Łukaszenki). Paźniak trzeźwo zauważył, że również cenieni na Zachodzie rosyjscy demokraci wielokrotnie wypowiadali się w tym stylu, że Białoruś nie zasługuje na samodzielność i powinna być siłą wcielona do składu Rosji. Demokrata na czele nowej Rosji będzie równie zaciekle, jak Putin czy Miedwiediew, starał się przeszkodzić Ukrainie, Mołdawii i Gruzji wstąpienie do Unii Europejskiej i NATO, z równą determinacją będzie dążył do wzmocnienia dominacji Gazpromu w Europie. Co więcej, przejęcie władzy w Rosji przez demokratów może tylko te tendencje imperialistyczne wzmocnić, gdyż demokratyczna Rosja będzie miała w tym względzie zielone światło od Zachodu, a także będzie państwem zdrowszym – a więc silniejszym.

O prawdziwych zmianach w Rosji moglibyśmy natomiast mówić w sytuacji pojawienia się w tym kraju silnych ruchów odśrodkowych, ukierunkowanych na podział kraju i niepodległość nierosyjskich obszarów: Karelii, Czeczenii wraz z innymi krajami Kaukazu Północnego, Tatarstanu, Syberii, Jakucji itp. Dokładnie na takiej zasadzie, na jakiej rozpadł się Związek Radziecki, zresztą z przyzwoleniem samej Moskwy. Taki podział kraju mógłby być w interesie normalnie myślących mieszkańców Moskwy czy Petersburga, którzy niekoniecznie chcą mieszkać w euroazjatyckim imperium i nie mieliby nic przeciwko wyodrębnieniu z tego molocha „rdzennej Rosji”, czyli normalnego europejskiego kraju, kończącego się na Uralu i nie posiadającego w swym składzie problematycznego Kaukazu czy też Karelii. Tylko taka okrojona, etniczna Rosja ma szansę stać się normalnym krajem, członkiem Unii Europejskiej i NATO, traktującym po partnersku swoich sąsiadów – a zarazem krajem nowoczesnym, zamożnym, z dużymi perspektywami rozwoju.

Paradoksalnie, wizja takiej Rosji pozbawionej swych nierosyjskich kolonii (Kaukaz, Syberia) jest bliska wielu środowiskom nacjonalistycznym. Na razie jednak podział imperium nie wchodzi w grę i nie o to chodzi w tych wyborach. Tak więc ekscytowanie się rosyjskimi wyborami uważam za całkowicie niepotrzebne, bo te wybory absolutnie niczego nie zmieniają.

Zupełnie inaczej jest na Słowacji. W wyniku wyborów Słowacy najprawdopodobniej odsuną od władzy reformatorski, proeuropejski gabinet Ivety Radiczovej (która zresztą sama zadeklarowała chęć odejścia od polityki) i wybiorą prorosyjskich populistów Roberta Fico. Czym to się skończy, widzieliśmy wtedy, gdy Fico rządził, czyli w latach 2006-2010. Łamanie zasad demokratycznych, wspieranie na złość Ameryce różnych dyktatorów (Raul Castro, Hugo Chavez, Alaksandar Łukaszenka), a także strategiczny sojusz z Rosją, torpedowanie euroatlantyckich aspiracji Ukrainy i wsparcie Rosji w wojnie gazowej z Ukrainą, co zmusiło Julię Tymoszenko do podpisania niekorzystnego kontraktu z Moskwą. To, że Julia Tymoszenko siedzi teraz w więzieniu, a Ukraina płaci horrendalnie wysokie ceny za gaz – to również zasługa ówczesnej postawy Roberta Fico, który zimą 2009 okazał się być większym sojusznikiem Putina, niż niejeden satrapa z krajów poradzieckich.

Jeżeli po 10 marca Robert Fico zostanie ponownie premierem, a do parlamentu dostanie się ultranacjonalista (o prorosyjskich poglądach) Jan Slota, możemy zapomnieć o sukcesie Partnerstwa Wschodniego czy wspólnych działaniach krajów wyszehradzkich wobec Białorusi czy Ukrainy. Słowacja znów, jak kiedyś, stanie się „koniem trojańskim Rosji w Europie Środkowej”. Będzie to kraj o odmiennych priorytetach jeśli chodzi o politykę wschodnią, niż mają Polska, Czechy i Węgry. Prorosyjska Słowacja, mimo swych małych rozmiarów, zburzy misterną dyplomatyczną koncepcję Europy Środkowej jako grupy krajów unijnych, które popierają dalsze rozszerzenie Unii na Wschód, zniesienie wiz dla Ukraińców i Białorusinów czy wsparcie demokratyzacji Białorusi. Słowacja Roberta Fica ma odmienne priorytety: strategiczny sojusz z Rosją, zahamowanie rozszerzenia UE, zaostrzenie reżimu wizowego wobec Ukraińców i Białorusinów i podkopywanie niezależności Ukrainy, Białorusi, Mołdawii i Gruzji, które według Ficy (i większości zwykłych Słowaków) powinny należeć do rosyjskiej strefy wpływów.

Tak więc dalej ekscytujmy się Rosją i ignorujmy „małą i nic nie znaczącą” Słowację. Tylko później nie dziwmy się, że Polska znów nie może sobie poradzić z białoruskim satrapą, a polskie inicjatywy wobec wschodu (np. Partnerstwo Wschodnie) okazują się być mało skuteczne.

Jakub Łoginow

Artykuł ukazał się również na portalu Port Europa…


One Response to Wszyscy mówią o Rosji, a o Słowacji cisza

  1. Marko napisał(a):

    Autor tego materialu chyba nie ma pojecia o tym jak wyglada „mapa” polityczna Ligowej Oszustki. Przede wszystkim to Pucin i Miedwijowitz sa zwiazani wiezami krwi (ich babuszka byla m.in. ksiezna Hesji Turyngi) z ich „bracmi” siedzacymi w Berlinie i od paru lat w Brukseli i nadzoruja powstawanie super panstwa Unia Europejska trzymajac jednoczesnie za twarz cale towarzystwo rosyjsko-ukrainsko-bialoruskie. Caly ten burdello od setek lat jest jednym wielkim teatrem. Slowacja to statysta, grajacy na zlecenie rozne role. Raz jest na lewo (wtedy wodezm jest Radek) a raz jest na prawo (wtedy wodzoem moze byc Iveta czy inna Mineta). Ewentualny „wybor” Radka bedzie oznaczal, ze Wielka Komisja zdecydowala powiedziec „NJET” dla wielkich oczekiwan paru narodow. Ale nic w tym dziwnego. Skoro w samym Berlinie przez ostatnie trzy lata ponad 100 tys. ruskich zmienilo oblicze i jezyk miasta (i ceny mieszkan oraz czynszow) to nawet otwarci na wszystko Oszusci uznali, ze Wschodnich Rysow na razie im wystarczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *