Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Z ludem i przeciw ludowi

Przysłałbym wcześniej, ale, jak na złość, nie miałem internetu. Wróćmy jednak do Powstania. Zbliżamy się powoli do consensusu. Jeszcze tylko jedno mnie drażni: fraza „nihilistyczny kult klęski”, której Kamil Kisiel użył bodaj w obu swoich tekstach (pierwszym oraz replice na moją replikę).



To jest sofizmat rozszerzenia, strawman, chochoł, konstrukcja składająca się z samej retoryki i niczego więcej. Mógłbym ją mozolnie rozbierać słowo po słowie, ale to tak, jak odpowiadać słownie po ciosie na odlew. Zatem inną drogą.

Obchody kolejnych rocznic wybuchu Powstania są bardzo oddolną imprezą. Oczywiście, muzeum, które od 2004 skupia wokół siebie wszystkie imprezy, wybudowano dzięki politycznej inicjatywie prezydenta Warszawy, ale i tak niczym nie przypomina to odgórnie wymyślanych imprez ku czci 3 RP, z rocznicą „pierwszych częściowo wolnych wyborów do sejmu i odnowionego senatu” na czele. Koncerty, płyty, komiksy, zawody sportowe, inscenizacje, happeningi – bez chęci i pracy setek niezwiązanych z wielką polityką obywateli w ogóle by ich nie było. Zupełnie inaczej niż w przypadku niedawnej akcji „Orzeł może” zorganizowanej za państwowe pieniądze przez fundację związaną z publiczną, mocno prorządową radiostacją.

1 sierpnia jest świętem ludowym (we właściwym, nie komunistycznym znaczeniu tego słowa). Intelektualiście, który częściej przebywa w strefie ducha i niemieckiej filozofii, takie coś wydaje się dzikie, straszne, chore i nihilistyczne. Podobnie katolicki inteligent  z miasta przeżyje szok, kiedy po raz pierwszy ujrzy tradycyjny wiejski pogrzeb, z płaczkami, czuwaniem przy trumnie, pijanymi grabarzami i huczną stypą. Być może takie są przyczyny kochanego przez jednych i znienawidzonego przez innych Soboru Watykańskiego II:  nieuładzona ludowa religijność, którą po wojnie do wzrastających miast przynieśli przybysze ze wsi tak przestraszyła wyrafinowanych teologów, że odczuli potrzebę reformowania.

Dlatego rację ma Gazeta Wyborcza, która w równym stopniu co przed martyrologią, wyraża obawy przed nadmiernym czczeniem zwycięstw.  Kiedy lud, obejrzawszy oparty o prozę Komudy serial o dzielnych szlachciurach-rębajłach, ruszy świętować Kłuszyn, Kircholm, czy inny tryumf Polskiej Woli Mocy, będzie to w inteligenckich oczach równie straszne widowisko, co rzekomy powstańczy nihilizm. Dzika radość zwycięstwa. Jak w obozie Attyli.

Ale strach przed oszalałym ludem prącym ku samozagładzie to narracja z Wyborczej. Nam tak nie wypada.

Postscriptum: jeślibym miał szukać zarzutów lepszych niż inteligenckie strachy w rodzaju tego nieszczęsnego nihilizmu to przesadna varsavianizacja polskości. Prawica ma jeszcze legendę Kresów, coś tam z cicha przebąkują Ślązacy, ale poza tym Polska = Warszawa + zaplecze materiałowe. Z tym trzeba walczyć, z mentalnym imperializmem Stolycy. Ale to temat na inne teksty.

Piotr Górski


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *