Braun: To zła historia jest matką złej polityki

To zła historia jest matką złej polityki. Niech się wam broń Boże nie wydaje, że możecie rozszerzyć waszą, piękną wolnościową idee, nie wracając do historii Czytaj więcej »

 

Za kryzys finansowy odpowiadają politycy i państwo

W związku z obecnym kryzysem finansowym w USA i na świecie z pewnością będą się pojawiać przeróżne analizy dotyczące jego przyczyn. Pojawiły się już pierwsze hipotezy: za kryzys odpowiadają chciwość ludzka i spekulanci, a także ‘zdradziecka polityka neoliberalna’. Niektórzy przyczyn kryzysu upatrują w specyficznych regulacjach rządowych dotyczących rynku nieruchomości np. w ustawie CRA (Community Reinvestment Act) z 1977 r. umożliwiających agencjom rządowym i bankowi centralnemu USA (Fed) wywieranie presji na banki, by udzielały jak najwięcej kredytów hipotecznych bez względu na to, jak niska jest wiarygodność kredytowa kredytobiorców.

Wydaje się jednak, że fundamentalnych przyczyn należy szukać w działalności polityków (rządów) i to w dosyć odległej przeszłości. W przypadku Stanów Zjednoczonych warto przyjrzeć się temu, co wydarzyło się w latach 1913, 1933, 1944 i 1971. Wydarzenia te kształtowały zachowania ludzkie i stwarzały klimat do oszukiwania i nieuczciwości, do tego, co ekonomiści nazywają ‘pokusą nadużycia’ – jeśli w przypadku kłopotów dużej firmy i groźby jej bankructwa, rząd staje się instancją do której można się zawsze zwrócić o pomoc i ta pomoc (w imię ochrony rynku pracy, walki z biedą, walki z inflacją, itp.) zostaje udzielana, to naturalne jest nierozważne i nieodpowiedzialne zachowanie się innych firm i brak nawet elementarnej dbałości o to, by nie wpaść w kłopoty. W Polsce typowym przykładem takiej nieodpowiedzialności są szpitale czy stocznie, które kilkakrotnie wpadały w długi i za każdym razem im je darowano.

W odpowiedzi na panikę bankową w USA w 1907 roku, by zapobiec tego typu kryzysom, ustawą z 23 grudnia 1913 roku powołano w USA bank centralny (System Rezerw Federalnych, czyli Fed). Warto też dodać, że wcześniej, 3 lutego 1913 roku, ratyfikowano szesnastą poprawkę do konstytucji, która dawała rządowi USA możliwość nakładania podatków od dochodów osobistych (co umożliwiło zwiększanie obciążeń fiskalnych obywateli). Jak wiemy, po 1929 roku nastąpił w USA tzw. Wielki Kryzys. Część ekonomistów (np. Milton Friedman) uważa, że został on pogłębiony i wydłużony w wyniku nieodpowiednich decyzji Fedu, Inni (np. ekonomiści szkoły austriackiej) dowodzą, że Fed nie tylko doprowadził do wydłużenia kryzysu, ale wręcz go spowodował, wywołując wysoką inflację pieniężną w latach dwudziestych. Znamienne, że do takich opinii skłaniał się także  obecny prezes Fedu, Ben S. Bernanke, który w 2002 roku (będąc wtedy członkiem Rady Gubernatorów Fed) na uroczystości z okazji 90. urodzin Miltona Friedmana powiedział: „Chciałbym tobie Miltonie i tobie Anno [J. Schwartz] powiedzieć coś odnośnie Wielkiego Kryzysu. Mieliście rację, że to my [Fed] go wywołaliśmy. Bardzo nam przykro z tego powodu. Ale dzięki wam, nie powtórzymy tego błędu”. Wygląda na to, że Fed niczego się nie nauczył i powtarza stare błędy.

W 1933 roku prezydentem USA zostaje Franklin Delano Roosevelt, który ochoczo zabiera się do walki z kryzysem i ogłasza w tym samym roku program ‘naprawy gospodarki’ tzw. pierwszy Nowy Ład, a w latach 1935–1936 roku drugi Nowy Ład. To od tego czasu obserwujemy stały wzrost ingerencji państwa w proces gospodarczy. Powołano wtedy dużą liczbę instytucji i agencji państwowych, które miały dbać o bezrobotnych, biednych, emerytów, bezdomnych. Osobnym pytaniem jest, na ile program Nowego Ładu i jego społeczna akceptacja dokonały się za sprawą zafascynowania intelektualistów ‘osiągnięciami’ socjalistycznej gospodarki sowieckiej. To wtedy powołano w USA sławną dzisiaj instytucję wspierania budownictwa mieszkaniowego Fannie Mae. Tak rozbudowane programy społeczne wymagały oczywiście dużych nakładów finansowych – co oczywiście wiązało się z coraz większym opodatkowaniem (a możliwe było to dzięki XVI poprawce do Konstytucji).  Istotnym elementem Nowego Ładu była reforma systemu pieniężnego i zapoczątkowanie procesu odchodzenia od standardu złota.

Jeszcze bardziej radykalne kroki w kierunku odejścia od standardu złota poczyniono po drugiej wojnie światowej na Konferencji w Bretton Woods, gdzie w dniach od 1 do 22 czerwca 1944 roku 730 delegatów z 44 krajów wypracowało podstawy powojennego systemu monetarnego. Powołano Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ustalono stałe kursy walutowe (które mogły się wahać w wąskich granicach ±0,5%), a jedyną walutą powiązaną ze złotem został dolar (ustalono, że cena 1 uncji jubilerskiego złota, ­troy ounce będzie równa 35 dolarów). Od tego czasu rząd amerykański mógł w zasadzie swobodnie drukować dolary, które z definicji stały się walutą światową. System ten zaczął się chwiać w końcu lat 1960. Od 1968 roku rząd amerykański miał coraz większe trudności z utrzymaniem parytetu złota na poziomie 35 dolarów za uncję. Na początku lat siedemdziesiątych pojawił się po raz pierwszy w XX wieku deficyt budżetowy USA (głównie w związku z wysokimi kosztami wojny wietnamskiej). Złoto zaczęło wypływać ze Stanów Zjednoczonych. W 1971 roku drukowano coraz więcej dolarów (głównie na pokrycie wydatków wojskowych). W tej sytuacji liczne kraje zaczęły rozważać wymianę dolarów na złoto. Przełomowe stało się żądanie takiej wymiany, które przedstawiła Francja. Spowodowało ono wypowiedzenie przez prezydenta Nixona 15 sierpnia 1971 roku ustaleń z Bretton Woods. Od tego momentu nie było już żadnych ograniczeń ilości drukowanych pieniędzy (nie tylko dolarów, ale też innych walut). Efektem był gwałtowny wzrost inflacji w latach siedemdziesiątych. Od marca 1976 roku najważniejsze waluty światowe podlegały tzw. płynnym kursom walutowym. Złoto przestało być pieniądzem i ‘kotwicą’ zapobiegającą inflacji.

W 1974 roku powołano Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego, który miał za zadanie wypracowanie najlepszych praktyk w zakresie zarządzania ryzykiem finansowym w sektorze bankowym, zapewnienie bezpieczeństwa oraz określenie poziomu kapitałów koniecznego do utrzymywania przez banki. W 1988 roku opracowano Umowę Kapitałową (pierwszy system bazylejski), a w 2004 roku Nową Umowę Kapitałową (drugi system bazylejski). Podejście twórców obu tych systemów było w istocie bardzo biurokratyczne, wypracowano zestawy wskaźników, które powinny być spełnione przez banki. Naturalną reakcją banków było znalezienie takich sposobów, by z formalnego punktu widzenia wymagane wskaźniki były spełnione, ale równocześnie można było prowadzić rozbudowaną akcję kredytową. Inwencja bankowców okazała się tu niezwykle bogata.

Na koniec tych krótkich uwag, warto wspomnieć o jeszcze jednej dacie, już niezwiązanej bezpośrednio ze Stanami Zjednoczonymi, ale również mającej duży wpływ na pojawienie się obecnego kryzysu. W Maastricht 7 lutego 1992 roku podpisano traktat powołujący Unię Europejską. W traktacie tym dopuszczono, by deficyt budżetowy państwa wynosił 3 procent rocznie, i uzgodniono, że dług państwa może wynosić do 60 procent wartości jego produktu. W ten sposób otwarto całkowicie legalną drogę do stałego zadłużania się państw. Dług trzeba wcześniej czy później spłacić. Państwo ma tę przewagę nad prywatnym dłużnikiem, że może go łatwo spłacić, psując pieniądz, co w dłuższej pespektywie jest katastrofalne dla obywateli.

Propozycje zwiększenia kontroli państwa, powołania nowego Bretton Woods, czy utworzenie rządu europejskiego wpisują się w logikę wydarzeń ostatnich 100 lat. Niestety, jak pokazuje doświadczenie tego okresu, do niczego dobrego to nie prowadzi. Warto na koniec przywołać słowa Friedericha von Hayeka, który przestrzegał przed tego typu ręcznym sterowaniem skomplikowanymi procesami gospodarczymi i przed uleganiem pokusie konstruktywistycznego kreowania ładu gospodarczego. W opublikowanej w 1988 roku Zgubnej pysze rozumu napisał: „Osobliwym zadaniem ekonomii jest pokazanie ludziom, jak mało w istocie wiedzą o tym, co w ich mniemaniu da się zaprojektować”. Warto o tym pamiętać, bo jak pokazuje doświadczenie ostatnich 100 lat, takie inżynierskie, konstruktywistyczne podejście do delikatnych spraw społecznych i gospodarczych z reguły prowadzi do katastrofy. Może lepiej potraktować ludzi jako jednostki odpowiedzialne i pozostawić im decyzje o tym, co dla nich jest najlepsze? Może warto prowadzić politykę ‘twardego pieniądza’, zrównoważonego budżetu i zacząć powoli spłacać długi?

Witold Kwaśnicki
Źródło: www.mises.pl

Autor jest profesorem w Zakładzie Ogólnej Teorii Ekonomii Instytutu Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Wrocławskim, a także Przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Misesam i członkiem Rady Programowej Fundacji PAFERE. Powyższy artykuł pochodzi z października 2008 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *