Skandaliczne przemówienie burmistrza Esslingen w Piotrkowie

Poczułem się jakby w moim własnym domu Gość, Przyjaciel i Brat, spoliczkował mnie i właściwie nie bardzo wiem dlaczego Czytaj więcej »

 

Żebracza mentalność

Pozytywnie zaskoczył mnie prof. Winiecki artykułem  Cudze pieniądze i dobrze znane postawy.., gdyż większość ekonomistów ma raczej na oku wspieranie pomysłów rządzących elit „niezależnymi” ekspertyzami, niż krytyczną analizę efektów ich działań. Po czasie mój zachwyt, zaczął ustępować uczuciu pewnego niedosytu.

Bo roszczeniowa postawa studenta informatyki z czegoś wynika. Musi mieć ona oparcie w wiedzy (może nie do końca uświadomionej) o mechanizmach awansu społecznego. O tym co w realnej warstwie sprawia, że odnosimy sukcesy, najpierw jako uczniowie potem studenci a na końcu pracownicy w wybranym zawodzie. Ostatnio w mediach powielane są wyniki badań nad karierą ludzi o ponadprzeciętnym ilorazie inteligencji. Z faktu, iż w grupie tzw. ludzi sukcesu dominują ludzie o przeciętnej inteligencji wyciągnięto wniosek, że tylko intensywna praca (wyliczono precyzyjnie ponad 10 tyś godzin) może być ukoronowana sukcesem. Ale z tych samych faktów można z powodzeniem wnioskować, że we współczesnych zbiurokratyzowanych społeczeństwach nie ma miejsca dla wybitnych jednostek. Inteligentny podejmuje optymalne wybory, osiąga maksimum zadowolenia przy minimalnych kosztach psychicznych (chronią to co mają najcenniejszego), co niekiedy prowadzi do ucieczki  w izolację  – symptomatyczny jest tu przypadek Perelmana wybitnego matematyka, który nie odebrał milionowej nagrody za dowód hipotezy Poincare . Już w latach 60-tych utajniono w Stanach Zjednoczonych  badania IQ wysokiej kadry oficerskiej w wojsku bo wyniki były znacznie poniżej średniej. Szkoda, że nie przeprowadzono analogicznych badań wśród profesorów, byłby to znakomity sprawdzian  wiarygodności testów lub naukowców.

Na gruncie elementarnej wymiany, odnoszę większą korzyść gdy dokonuję jej z osobą inteligentną, kompetentną, pasjonującą się tym co robi – będzie to zawsze produkt wyższej jakości za mniejszą cenę. Innymi słowy wybitni w drodze wymiany poprawiają sytuację innych, nie są zagrożeniem lecz dobrodziejstwem tym cenniejszym, że bardzo rzadkim. Również my przy odrobinie wysiłku możemy odkryć w sobie szczególne rzadkie zdolności poszukiwane na rynku, a przynajmniej znaleźć sobie takie zajęcie któremu oddamy się z autentycznym zapałem. Wyobraźmy sobie, że każdemu z nas kazano by wykonywać zawód, do którego nie mamy żadnych predyspozycji, a tak się często dzieje gdy rodzice planują karierę swych pociech pod kątem układów i koligacji rodzinnych. W ten sposób tworzą się sitwy, składające się z niekompetentnych cyników, kierujących się jedyną niewzruszalną dewizą bronić swego i swoich za wszelką cenę (mnożenie samorządów zawodowych, koncesji, stopni specjalizacji, uprawnień) . W miejsce zasady równości każdego wobec prawa, wkroczył schizofreniczny egalitaryzm, który nie dostrzega sprzeczności w wyrównywaniu szans za pomocą nierównego traktowania jednostek. Tak więc obniża się poziom kształcenia zdolnych by umożliwić naukę mało zdolnym, wprowadza się obowiązkowe kontyngenty naboru  kobiet,  przedstawicieli ras, niepełnosprawnych nie licząc się z negatywnymi skutkami społecznymi i gospodarczymi.

A jakie jest doświadczenie, już kilku pokoleń, Polaków na „własnym”?.

Od zakończenia wojny, ubeckie sito przez lata wypłukało z warstwy inteligenckiej ludzi z charakterem, niezłomnych a inteligentnych. Walka o przetrwanie przerodziła się z czasem w nepotyzm i bezwzględną obronę pozycji okupionej często utratą własnej godności. Pokaleczone „elity” tworzą klimat lęku przed zmianą, przed ryzykiem związanym z rywalizacją. Całe pokolenia żyją w przeświadczeniu, że nic albo prawie nic od nich nie zależało, a pomyślność uwarunkowana jest przynależnością do wpływowej sitwy.

Poczucie wolności i własnej wartości buduje się we współzawodnictwie, w działaniu, ale tylko wtedy gdy wszyscy uczestnicy stosuję się do uznanych reguł. Rośnie ono wraz z naszymi sukcesami gdy mamy świadomość że jest to wynik naszych i tylko naszych starań. Ojciec opowiadał mi o reakcji dziadka na propozycję obdzielenia go ziemią z parcelacji hrabiowskiego majątku. Ten prosty galicyjski chłop z dumą odpowiedział, że stać go na zakup ziemi i nie potrzebuje łakomić się na cudze. Był dumny z tego co osiągnął ciężko pracując. Poczucie swojej niezależności i wartości budował na pracy.

Świat zapomniał o tym, że wartość pieniądza ulokowana jest wyłącznie w  szczególnych, wyrafinowanych wytworach  naszej pracy, i aktualna indywidualna ocena użyteczności oferty dokonywana przez nas wszystkich sprawia, że góra tej makulatury jest mniej lub bardziej pożądana jako środek do ich nabycia. Histeria wokół banków jest przejawem dewiacji jakiej uległy społeczeństwa. Zarówno handlowcy jak i banki to tylko pośrednicy. Pierwsi przemieszczają towary w przestrzeni, drudzy w czasie, pobierając prowizję za usługę. W obu przypadkach nie zmienia się ilość dóbr tylko ich rozkład, co wpływa jedynie na ceny – handel je obniża, zaś kredyty zwiększają  je po ich udzieleniu a zmniejszają przy spłacie (wyjątkiem są kredyty na rentowne inwestycje produkcyjne). Nie widzę więc powodu dla którego banki zasługują na szczególne traktowanie.

Sugestia prof. Winieckiego, iż postawa roszczeniowa młodych jest wynikiem nieznajomości ekonomii, kieruje naszą uwagę na niedostatki kształcenia. A to tylko zamazuje obraz dokonanych spustoszeń mentalnych. Ci ludzie z „mlekiem matki” wyssali przekonanie, że całe opowiadanie o wolnym rynku, etyce kupieckiej, awansie zawodowym to bajeczki dla naiwnych, liczy się pierwotna atawistyczna  reakcja; łap wszystko co jest w zasięgu twoich rąk i trzymaj, to może przeżyjesz.

Wojciech Czarniecki


2 Responses to Żebracza mentalność

  1. tadeusz napisał(a):

    Sama prawda, może poza ostatnim akapitem, z którym pozwolę sobie nieco dalej polemizować.
    Jedno mnie zastanawia. Nepotyzm i sitwy są oparte na wzajemnym zaufaniu między ich członkami. Dzięki temu wspierają się jak tylko się da. Zaufanie to pochodzi z więzi mniej lub bardziej rodzinnych. Ile w takim razie ten system pociągnie przy stwierdzanym przez wielu publicystów rozpadzie więzi rodzinnych?
    Czy cynizm, hipokryzja, zwykłe oszustwa pozbawione nawet najbardziej prymitywnego zaufania pozwalającego na oczekiwanie zysku z wzajemnego popierania się nie doprowadzą w krótkim czasie do gwałtownego zwrotu w przeciwną stronę? Może ten (chyba absolutny) rozkład wymusi powrót do konkurencji wobec braku alternatyw?
    Byłoby wielce ironicznym gdyby socjalistyczna dezintegracja rodziny zniszczyła to co wokół socjalizmu wyrosło.

    Pora na wspomnianą wyżej polemikę.
    Poziom kształcenia jest coraz niższy, ale jednocześnie coraz więcej osób legitymuje się wyższym wykształceniem. To stwierdzano już wielokrotnie i raczej brak poważnych głosów sprzeciwu. Zapomina się chyba o pewnych konsekwencjach tego, że nawet taki „papier” zdecydowanie podnosi samoocenę i zwiększa oczekiwania jego posiadacza. Zwłaszcza, gdy na każdym kroku można zobaczyć na co się nie ma pieniędzy.
    Tutaj zaczyna się moim zdaniem rzecz bardzo ważna. Wspomniane w artykule sitwy i kliki nie wchłoną wszystkich absolwentów, których będzie bardzo wielu. Ich frustracja z oczywistych powodów będzie rosła i tak jak w średniowieczu partaczono poza cechami, tak dojdzie do powszechnego powrotu do konkurencji i przełamania dominacji nieefektywnych. Sprzężenie zwrotne zadziała jak pisał o tym wielokrotnie JKM.

    Pozwolę sobie nawet na przewidywanie czasu w jakim się to stanie. Przez kilkanaście następnych lat coraz więcej osób urodzonych po 1989 roku będzie zadawać pytania. W tym samym czasie poumierają pamiętający Gomułkę. Na dodatek szlag trafi ZUS. Za jakieś trzydzieści lat wprowadzone zostaną pierwsze poważne zmiany. Pamiętający lata osiemdziesiąte będą za starzy by mieć na cokolwiek wpływ. Za sześćdziesiąt lat dorośli będą ludzie wiedzący o swoich dziadkach i socjalizmie bardzo mało. Ich dzieci za lat osiemdziesiąt nie będą już skażone współczesnymi nam bzdurami. Wychodzenie z choroby będzie trwało tyle, ile ona sama. To już zresztą stwierdzono dawno temu.

  2. w. czarniecki napisał(a):

    Cóż, próbowałem opisać panującą tendencję, nie przesądzając czy w dalszej przyszłości nie czeka nas np. rewolucja libertariańska. Ewolucyjna zmiana wydaje się być niemożliwa, bowiem jak Pan zauważył jedyna ostoja wartości jaką jest rodzina, ulega degradacji i rozbiciu. A jednostka uciekając przed samotnością i anonimowością będzie lgnęła do mnożących się grup artykułujących różne interesy. Już carska policja polityczna pokazała jak manipulować takimi grupami przy pomocy agentów i prowokatorów. W interesie systemu „socjaldemokratycznego” jest ekspansja grup przestępczych dzięki którym rozbudowa aparatu represji i wzrost inwigilacji jest przez większość akceptowana w imię zbiorowego bezpieczeństwa. Więc wszelkie działania ignorujące obowiązujący porządek prawny muszą zderzyć się z sferą wpływów grup przestępczych. Przekonali się o tym ci co próbowali w latach 90-tych uruchamiać kantory lub stacje benzynowe. System jest szczelny tzn. skutecznie blokuje indywidualne inicjatywy zarówno w sferze oficjalnej jak i nielegalnej ( mafia często niszczy konkurencję poprzez donosy). Dynamiczna równowaga takiego systemu polega na tym, że najbardziej zdeterminowani i zorganizowani dostają co jakiś czas łapówkę albo koncesję na wyłączność (co na jedno wychodzi). Prawdopodobieństwo wygranej jest o niebo większe niż w loterii więc i grających są miliony. Pański optymizm wyrasta z zaufania do natury, która potrafi łagodzić skutki najgorszych ludzkich działań, ja osobiście jestem zwolennikiem szukania recepty dopiero po wnikliwie przeprowadzonej diagnozie. Być może, Pan ma rację a ja marnuję niepotrzebnie czas, bo co ma być to i tak będzie.
    Pozdrawiam
    Wojciech Czarniecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *