Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Zekonomizować masy

Krytykowanie kapitalizmu, który rzekomo z samej istoty opiera się na chciwości i idącej z nią w parze niemoralności, stało się najbardziej lotną odmianą populizmu. Lwia część społeczeństwa nie rozumie jednak co tak naprawdę konstytuuje będący jego podstawą „wolny rynek”. Mimo to, wini go za wszelkie ekonomiczne klęski, obecny kryzys oraz „niskie” zarobki. I jest to paradygmat naprawdę bardzo szkodliwy.



Z czego to wynika? Dlaczego Polacy tak często lżą kapitalizm? Źródło takich zachowań leży u podłoża kultury, która kształtowała się w nas – jako narodzie – przez cały okres trwania PRL-u. Wciąż uważamy, że „wszyscy mamy równe żołądki”, a wolny rynek w połączeniu z napędzającą się dzięki niemu globalizacją tworzy coraz większe wyrwy w dochodach, i nie potrafimy tego zaakceptować. Oczywiście patrząc z perspektywy ludzi, dla których kapitalizm „się nie sprawdził”, bo nie udało im się najzwyczajniej wzbogacić. Czy to z powodu pecha, czy z braku umiejętności. Z drugiej strony, to właśnie wywiedzione z Oświecenia idee wolności gospodarczej dały upust naszej „bizantyjskiej kulturze”. Rzesze Polaków, wbrew Michael’owi Moore’owi, uważają kapitalizm za prawdziwe love story i trudno im się dziwić. Właśnie dzięki niemu mogli efektywniej spożytkować swoją nieprzeciętną wiedzę i zdolności. Mówiąc krótko, osiągnąć sukces, za który zostali sowicie wynagrodzeni.

„Sprawiedliwość społeczna”

Jak ujął to w możliwie najbardziej przekonujący sposób odnosząc się do największych umysłów w historii ludzkości Milton Friedman: – Ich osiągnięcia były pochodną geniuszu osobowości lub twardych i niekonwencjonalnych poglądów kwitnących w klimacie społecznym akceptującym różnorodność i nietuzinkowość. Nie pochodną wykorzystywania słabszych, którzy w darwinistycznym wyścigu znajdowali się na z góry przegranych pozycjach, a dokładnie odwrotnie – czyniąc to w ich interesie. Antycypując przyszłą podaż, której emanacją są zawsze przyszłe, czekające na zaspokojenie ludzkie potrzeby i zachcianki. Kłopot w tym, że aby spojrzeć na to z tej strony – a nie z perspektywy tych, którzy na kapitalizm patrzą jak na sumę zysków i strat, a w ludziach zarabiających ponadprzeciętnie widzą wyzyskiwaczy i oszustów – trzeba by opuścić pewien wykreowany przez socjalistyczną inżynierię społeczną paradygmat „sprawiedliwości społecznej”. Swego rodzaju egocentryczny sposób myślenia, ukazujący „kapitalistę” jako tego znienawidzonego prywaciarza żerującego na masach pracujących. Prawda jest jednak taka, że to właśnie ta jednostka, a nie masy pracujące tworzą wartość dodaną dla całego społeczeństwa. To dzięki takim osobom – odnosząc się do analizy Roberta Gordona – nasza cywilizacja doznała trzech wielkich rewolucji, które odpowiadały niemal za cały rozwój zachodniej cywilizacji (rewolucji technologicznej 1750 roku związanej z maszynami tkackimi oraz transportem oceanicznym, rewolucji przemysłowej przełomu XIX i XX w. oraz rewolucji technologicznej, której początek datowany jest na rok 1960).

Na kursach podstaw ekonomii naucza się, że środkami produkcji są: ziemia, kapitał i praca. Zgoda. Tym jednak, co „robi różnicę”, daje ogółowi pewien awantaż na przyszłość i przyczynia się do rozwoju cywilizacji, a co za tym idzie szybkiego wzrostu gospodarczego, jest kapitał ludzki. A mówiąc ściślej, to co wypływa z ludzkiego umysłu i serca, oraz zmienia materię wokół niego, omijając przy tym zastane szablony, tworząc nowe, lepsze szablony, które będą wykorzystywane przez ludzi do czasu kolejnego bardziej wydajnego pomysłu. Natomiast co do wyzyskiwania pracowników i wspomnianego marksistowskiego paradygmatu: już Joseph Schumpeter starał się wskazać, że kapitaliści to nie „łowcy kapitału, ile zakładnicy kapitału”, tj. żeby zdobyć kapitał, muszą najpierw pewien kapitał zainwestować. Muszą zasiać, żeby zebrać. Dawać, żeby zabrać… Polacy jednak wciąż nie chcą przyjąć tego do wiadomości.

Antyteza chciwości

Co gorsza, nie nauczyli się myśleć długofalowo i z rozmachem, co dla tworzenia „wartości dodanej” stanowi swoiste conditio sine qua non. Perspektywicznego myślenia najlepiej uczy zaś wolny rynek, którego w Polsce po prostu zabrakło. Dwadzieścia lat nie wystarczyło, by zaaklimatyzować się w nowej skomplikowanej rzeczywistości. O tym wszystkim w wywiadzie udzielonym niegdyś „Forbesowi” szalenie ciekawie opowiada prof. Jacek Kochanowicz, kierownik Katedry Historii Gospodarczej UW. „W Polsce nie było dwóch typów instytucji, które zmodernizowały najpierw Europę, a potem Amerykę, tj. kapitalizmu i państwa. […] W XIX wieku szlachta uważała kupczyków za gorszy gatunek ludzi. Niechętni mu byli romantycy. Po II wojnie światowej większość była za socjalizmem demokratycznym i socjalistyczną gospodarką rynkową. Nawet Solidarność była tylko za rynkiem, ale nie za prywatną własnością”. Słowem NSZZ walczyły o „socjalizm z ludzką twarzą”. „Międzywojenny [natomiast] okazał się za krótki, żeby nowoczesnego państwa porządnie się nauczyć”. To dlatego Polacy nie inwestują, nie mają bladego pojęcia o rynkach i możliwościach pomnażania kapitału, co między innymi miało swój wpływ na sprawę Amber Gold.

Wracając jednak do myśli przewodniej, kapitalizm – przede wszystkim (z góry przepraszam za niebywały wręcz truizm) – nie jest dla leni. Pracowitość to jego synergia i podstawowy fundament. Oczywiście możemy sobie mniemać, że jesteśmy wyjątkowi i coś po prostu nam „się należy”. Wolny rynek nie toleruje jednak wywiedzionych z socjalizmu roszczeniowych postaw. Jak pisał Adam Smith – to zresztą najbardziej znany cytat z mistrza – stopa życiowa zależy od „umiejętności, sprawności i znawstwa, z jakim swą pracę zazwyczaj wykonywa”. By stawać w rynkowe szranki trzeba się nieustannie doskonalić. I właśnie Schumpeterowska twórcza destrukcja jest najważniejszym przesłaniem kapitalizmu. To bowiem innowacyjność pcha świat naprzód. Dzięki niej ludzie są w stanie nawzajem zaspokajać swoje potrzeby. Na tym też polega moralna podstawa ustroju opartego ma wolnej konkurencji i prawie własności i nie ma w tym nic niegodziwego. To antyteza chciwości! (Mówiąc nawiasem koncepcja „niewidzialnej ręki” nie odnosiła się w swym założeniu do, jak się powszechnie sądzi, samorzutnego mechanizmu sterującego rynkiem. Stanowiła – mówiąc językiem współczesnym – koncepcję społecznej odpowiedzialności biznesu).

Awangarda postępu

Dzięki wolnemu rynkowi co rusz powstają bardziej skomplikowane wynalazki, które napędzają wzrost gospodarczy. Konkurencja jest zaś wyłącznie katalizatorem tego prorozwojowego procesu. Jak wskazuje Alan Greenspan „problem w tym, że dynamika stojąca za kapitalizmem (…) ściera się z ludzkim pragnieniem stabilizacji i pewności„. Rzecz prosta, im większy poziom konkurencji, tym większy stres dla uczestników rynku. Im większa rywalizacja, tym większy postęp technologiczny, coraz bardziej efektywna eksploracja przeróżnych nisz, a co za tym idzie częstsza zmiana technologii i urządzeń, do których obsługi potrzeba coraz lepiej wykwalifikowanych pracowników, którzy oczywiście, ze względu na nienadążającą podaż, są odpowiednio coraz lepiej opłacani. A w rezultacie – coraz powszechniej występujące poczucie niesprawiedliwej dystrybucji dóbr.

Pole do popisu mają tutaj wszelkiej maści socjaliści i reprezentowane przez nich stronnictwa, które mimo że tytułują się mianem nowoczesnych lub „modernizacyjnych”, dawno wypadły z awangardy postępu, zapominając że dziś ich grupa docelowego elektoratu, czyli wielkoprzemysłowi robotnicy, dzięki wolnemu rynkowi korzystają z imponującej siatki bezpieczeństwa w postaci bardzo wysokich odpraw czy prawa do akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw. Innymi środowiskami, będącymi w dużo gorszej kondycji, dajmy na to takimi jak taksówkarze czy pracownicy dyskontów, lewica z kolei po prostu omieszkała się zainteresować, pozostawiając ich związkom zawodowym, a więc produktom… kapitalizmu właśnie. Czyżby ludziom, którzy po całych dniach dyskutują o problemach klasy robotniczej a nie potrafią odróżnić młotka od hebla, zabrakło altruizmu? Pozostawmy to do oceny każdemu czytelnikowi z osobna.

Ekonomizacja mas

My zaś poprzestańmy na dość banalnej konkluzji. W polskiej debacie publicznej  szeroko rozumiana ekonomia zajęła ostatnio poczesne miejsce. I bardzo dobrze. Problem w tym, że jeśli nie wyjdziemy z roszczeniowego paradygmatu „sprawiedliwości społecznej”, chwytliwe, odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki słowa polityków o wtórnym podziale dóbr dalej będą budziły pozytywne reakcje wśród większości wyborców. Jedynym sposobem na opuszczenie tego destrukcyjnego sposobu myślenia jest zaś ekonomizacja mas – coś na kształt idei „polityzacji mas” – którą osiągnąć można wyłącznie dzięki pracy u podstaw, „organicznikowstwie” niezależnych ekonomistów polegającym na zwiększaniu społecznej wiedzy na temat ekonomii i jej podstawowych praw. Tylko na jej skutek, za jakiś czas, głównym tematem debat gospodarczych w Polsce może być już nie redystrybucja dochodów a przywilejów…

 Michał Wołangiewicz

Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Tekst ukazał się pierwotnie w oficjalnym magazynie Uniwersytetu Wrocławskiego „Uniwersal.info”


6 Responses to Zekonomizować masy

  1. cat-mickiewicz napisał(a):

    Wyborny tekst!

  2. MJ napisał(a):

    Tym bardziej należy docenić takie inicjatywy, jak Lekcje Ekonomii dla Dzieci (mlodyekonomista.pl)

    Jeśli za naście lat chcemy mieć społeczeństwo zdolne do krytycznego spojrzenia na to co się dzieje, to ratunek jest w ekonomizacji dzieci, bo one nie myślą schematem na temat gospodarki.

    Owszem, pełno w nich jakichś zasłyszanych frazesów, ale one w zderzeniu z twardą logiką i własnym przykładem przynajmniej potrafią przyznać, że coś tu nie działa.

    Praca od podstaw, oto rozwiązanie. Chłopaki i dziewczyny z LEDu przekonują, że ma sens!

    pzdr

  3. ordoliberal napisał(a):

    Dobry tekst, ale nie uwzględnia katolickiej czy konserwatywnej krytyki leseferyzmu i kapitalizmu. A tutaj sprawa jest cięższa do „odparowania”.

  4. belzebub napisał(a):

    Kolejny teoretyk szerzący bzdury rodem z książki…Wytłumacz autorze ludziom, którzy potracili robotę, że kapitalizm jest ok. Wytłumacz ludziom pracującym na umowie śmieciowej, że ich zarobki w świecie kapitalizmu rzędu 1400- 1500pln są ok i stanowią podłoże pod wartości dodatnie w epoce globalizacji…Wytłumacz Pan mieszkańcom Warszawy, że podwyżki czynszu, biletów, benzyny są czymś z czym powinni się pogodzić…Wytłumacz Pan ludziom elastyczny czas pracy…Mniej teorii ludzie, wyjdzcie po prostu z domów!

  5. pawel napisał(a):

    Ci ludzie powinni domagać się „Więcej wolnego rynku”, „Biurokraci odp…cie się od gospodarki!”

  6. cyk napisał(a):

    Dlaczego kasowane sa komentarze? Cenzura stalinowska jak za najlepszych lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *