Ubezpieczenia emerytalne – oto, za co jeszcze można podziwiać Szwajcarię

Szwajcarię można podziwiać za wiele rzeczy, szczególnie w porównaniu z jej rozrzutnymi sąsiadami Czytaj więcej »

 

Żelazna logika ekonomii

Odpowiedź na artykuł p. Wojciecha Skrzypka Koszty i ceny – wartość argumentacji

Wszystkie prawa naukowe muszą być w jakiś sposób „weryfikowalne”. Obojętnie, z jaką nauką mamy do czynienia. W naukach ścisłych prawa weryfikuje się za pomocą obserwacji i przeprowadzanych eksperymentów.

Z ekonomią jest inaczej. Tutaj prawa weryfikuje się w oparciu o żelazną logikę. Ponieważ przedmiotem badań ekonomii jest wolny wybór czlowieka, rzecz niedeterminowalna w 100% przez otoczenie, analiza wymaga zastosowania innej metody niż w przypadku nauk, gdzie przedmioty badawcze nie wybierają dróg działania, tylko są determinowane. Prawo ekonomii jest prawdziwe, jeśli nie łamie zasad logiki. Jeśli ze słusznego zalożenia (wolny wybór człowieka) wyprowadzamy w sposób zgodny z logiką wnioski, to są one prawdziwe i słuszne. To podejście dalekie jest od uznawania praw za prawdziwe „na wiarę”. „Weryfikacja” odbywa sie za pomocą dyskursu naukowego.

Co do debaty podatkowej, autor, p. Wojciech Skrzypek, w artykule Koszty i ceny – wartość argumentacji napisal: [Obalana teza „każdy koszt jest przerzucony na cenę i będzie na pewno pokryty przez konsumentów” nijak ma się do pierwotnego przesłania, że „wszystkie koszty muszą być pokryte przez nabywców pod groźbą bankructwa”, a więc muszą być tak kształtowane aby było to możliwe gdyż innego stanu producent długo nie wytrzyma. Należy tu zauważyć, że pan Rafał Kopko, podejmując polemikę, pozwolił na takie zafałszowanie.].

Ma oczywiście rację (chociaż przesadza z tym „nijak”, bo jednak powiązanie między tymi dwoma rzeczami występuje). Nie ma racji natomiast sugerując, że dopuściłem się manipulacji.

Argument, że „każdy podatek jest przerzucony na konsumenta” jest zupełnie, radykalnie, chciałbym zaznaczyć to bardzo wyraźnie, radykalnie innym argumentem niż „wszystkie koszty muszą być pokryte przez nabywców pod groźbą bankructwa”.

Pierwsze stwierdzenie odnosi się do analizy kszałtowania się systemu cenowego. Opiera się na „kosztowej teorii cen” i jest opozycją w stosunku do marginalistyczno-subiektywistycznego ujęcia ekonomii. Pan Rafal Kopko wyraźnie (przynajmniej tak sądzę na podstawie jego wypowiedzi, że „każdy koszt jest przerzucany”; być może się mylę i jest to kwestia semantyczna, która może być wyjaśniona przy dyskusji) opowiedział się za tą wersją. Uważa, że kosztowa teoria cen jest słuszna i tej tezy broni.

Drugie stwierdzenie natomiast jest zupełnie inne, ponieważ mówi podstawową rzecz o działaniu przedsiębiorcy na rynku. Tak, każdy przedsiębiorca zmierza do tego, aby pokryć poniesione koszty z tytułu zarobków. A nawet chce osiągnąć zdecydowanie więcej niż poniesione koszty. Tak, właśnie o to chodzi w przedsiębiorczości. Tak, jeśli koszty będą wyższe, przychodzi czas bankructwa.

Natomiast czym innym jest mówienie o systemie cenowym i tym jak się kształtuje, a czym innym o tym, co próbuje robić przedsiębiorca (chociaż dwa tematy niewątpliwie się wiążą).

Wróćmy do cytatu Pana Rafała: „każdy koszt jest przerzucany na konsumenta”. Pytanie jest proste: czy „każdy koszt jest przerzucony na konsumenta”, czy też „każdy przedsiębiorca STARA SIĘ „przerzucać” każdy koszt na konsumenta”? Pierwsza teza jest bledna, druga prawdziwa.

Natomiast co do „gotowania sie”, wolałbym gdyby żadna ze stron się tego nie dopuszczała. To niestety szkodzi debacie, nie pomaga, ponieważ oddala od merytorycznej analizy.

Na koniec jeszcze jeden przykład w związku z rzekomą cenotwórczością podatku. Załóżmy, że pan Wojciech ma samochód, który chce sprzedać. Załóżmy też, że jak większość przedsiębiorców kieruje się motywem zysku. Stąd też sprzedając swój samochód będzie chciał osiągnąć możliwie największy zysk, jaki tylko się da. Załóżmy też, że cena po jakiej udaje mu się sprzedać samochód wynosi 10 tysięcy złotych. Przy cenie 8 tysięcy było trzech chętnych. Przy cenie 9, dwóch chętnych. Cena 10 tysięcy to możliwie najwyższa cena, ktora gwarantuje Panu Wojciechowi największy zysk. Jeśli podniesie cenę np. do 11 tysięcy, to ten ostatni kupiec także zrezygnuje z nabycia auta.

Teraz wyobraźmy sobie, że państwo wprowadza nagle podatek od sprzedaży aut. Może to być podatek ryczałtowy np. 1 tysiąc złotych, albo podatek procentowy, powiedzmy 10%. Powiedzmy, że taki podatek zostaje wprowadzony.

Czy podatek zadziala w tym wypadku cenotwórczo? Czy Pan Wojciech podniesie cenę, aby zwiększyć zarobek do 11 tysięcy i potem odliczyć tysiąc podatku, a sobie zostawic 10? Oczywiście nie. Dlaczego? Ponieważ istnieje bariera popytu – jeśli podniesie cenę, to nie będzie już chętnego do kupna. Gdyby podniesienie ceny rzeczywiście dawało wyższe zyski, to dokonałoby tego bez wprowadzanego podatku. Pan Wojciech zostawia cenę 10 tysięcy, dokonuje transakcji, po czym odprowadza 1 tysiąc do kasy budżetu państwa.

Czy wszystkie koszty zostały „pokryte” przez konsumenta (kupca samochodu)? Patrząc na przepływ gotówki, niejako tak (chociaż nie jest to właściwe patrzenie; konsument zapłacił za samochód, a nie za koszty).

Czy podatek był cenotwórczy? Nie.

Mateusz Machaj
(31 maja 2004)

P.S. Widziałem niedawno reklamę jednego marketu „Wyższy VAT? Tak. Wyższe ceny? Nie. Różnice bierzemy na siebie”…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *