Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Zgubne skutki politycznego zaślepienia

Arcybiskup Lubelski Józef Życiński bez wątpienia należy do grona największych euroentuzjastów w Episkopacie Polski. Oczywiście nie ma w tym niczego złego, gdyż jak każdemu obywatelowi tego kraju, wolno Mu.

Postawa biskupa Życińskiego nie wzbudzałaby we mnie być może tylu emocji, gdyby nie argumenty jakimi posługuje się On, gdy atakuje eurosceptyków. Otóż w jednym ze swoim radiowych felietonów metropolita Lublina raczył był dezawuować hasło: „Tyle wolności ile własności”. Dlaczego? Ano – według mnie – dlatego, że w tym momencie głoszą je akurat przeciwnicy wejścia do Unii. Z szeregiem haseł głoszonych przez eurosceptyków, zwłaszcza tych związanych ze środowiskiem Radia Maryja, można się oczywiście nie zgadzać, jednak to hasło, które próbował ośmieszyć biskup Życiński, jest akurat bliskie prawdy.

Każdy człowiek powinien mieć zagwarantowane trzy podstawowe prawa: prawo do życia, prawo do wolności i prawo do własności. Są to naturalne prawa człowieka. Żadne z nich nie powinno być oczywiście absolutyzowane, bo jak ktoś chce, może przecież popełnić samobójstwo, albo zginąć na wojnie, lub też pozbyć się wszelkiej własności, czy wyjechać do Korei Północnej i za nic mieć wolność. Jednak trudno jest być naprawdę wolnym będąc nieżywym lub niczego nie posiadając. Wyobraźmy sobie, że żyjemy w państwie, gdzie znacjonalizowano wszystkie długopisy … Żeby móc napisać list do rodziny, czy wypracowanie do szkoły trzeba się udać do centralnej wypożyczalni długopisów. Czyż takie ograniczenia nie byłyby pogwałceniem prawa do wolności przez to właśnie, że najpierw zakwestionowano prawo do posiadania własnego długopisu? Czyż nie czulibyśmy się bardziej wolni, mając zawsze pod ręką własny długopis?

Może przykład wydaje się zbyt abstrakcyjny, gdyż trudno postawić nam się w sytuacji ludzi z ograniczonym dostępem do długopisów, gdy tych długopisów wokół pełno. Jednak może teraz dopiero wielu z Państwa uświadamia sobie, że to jednak fajnie jest mieć własny długopis. Można oczywiście z niego w ogóle nie korzystać, mimo to świadomość, że zawsze jest on pod ręką uspokaja nas, czujemy się dzięki temu bardziej wolni. I tak jest z każdą rzeczą, którą posiadamy na własność.

Biskup Józef Życiński próbując ośmieszyć hasło „Tyle wolności ile własności”, stara się skompromitować tych, co sprzeciwiają się sprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom. Ja akurat się do nich nie zaliczam, więc właściwie powinienem księdzu biskupowi kibicować … Ale nie, bo uważam, że ksiądz biskup dezawuując to hasło dla osiągnięcia doraźnego efektu politycznego, wyrządza wielką szkodę właściwemu pojmowaniu zasady własności prywatnej w ogóle.

Od lat, wielu ludzi w Polsce strzępi sobie języki i długopisy po to, by tłumaczyć znaczenie własności prywatnej dla rozwoju cywilizacyjnego całych społeczeństw, poświęca własne fundusze na to, by upowszechniać książki udowadniające niezaprzeczalne walory własności prywatnej dla zwiększania dobrobytu i do osiągania szczęścia w materialnym wymiarze ludzkiej egzystencji. A tymczasem, po to tylko, by zrobić na złość euroscepytom, biskup Życiński oznajmia nagle, że własność właściwie nie jest taka ważna, że można żyć inaczej, bez niej, że należy szukać innych wartości w życiu, i że „”wolności nie wolno urynkawiać”. Ciekawe co by ksiądz biskup powiedział, gdyby wielu ludzi wzięło dosłownie Jego słowa i ruszyło nagle z kijami na dzielnice willowe demolować nie swoje domy, paląc samochody itp. Wszak własność nie jest wcale taka ważna … Po co więc ktoś ma posiadać dom, ziemię, samochód, konto w banku, komputer, który służy mu w pracy, własną firmę, własny zegarek, własne książki itp., itd. Czy ksiądz biskup, dlatego właśnie, iż nie docenia znaczenia własności prywatnej, nie reaguje jakoś, gdy rząd kolejnymi swoimi decyzjami ogranicza ludzką wolność przez to, że godzi w prawo własności? Czy to księdzu biskupowi zupełnie nie przeszkadza? A skoro własność nie jest taka ważna to po cóż Kościół usilnie zabiegał – po 1989 roku – o odzyskanie zagrabionych przez komunistów dóbr?

Słowa mogą wyrządzić wiele szkody jeśli padają w sposób nieprzemyślany. A jeszcze gorzej, jeśli są wynikiem chwilowego zaślepienia. W takiej sytuacji wypada jedynie mieć nadzieję, że to zaślepienie rzeczywiście jest tylko chwilowe.

Paweł Sztąberek


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *