Sery, de Gaulle i Anne

Najmłodsza córka de Gaulle’a, Anne, cierpiała na zespół Downa. W wyniku obrażeń porodowych nigdy nie mogła poprawnie chodzić Czytaj więcej »

 

Zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko

Głównymi problemami stojącymi na przeszkodzie realizacji projektu budowy krainy miłości na zielonej wyspie są: brak kasy i malkontenci. Defetyści, sypiący piach w tryby nieubłaganego postępu.


Rozsiewający pogłoski np. jakoby rządowym projektem na walkę z bezrobociem i niedożywieniem była propozycja, aby niedożywieni zjedli bezrobotnych, co automatycznie też poprawi statystki bezrobocia wśród absolwentów szkół wyższych (Co mówi bezrobotny absolwent uniwersytetu do kolegi, który znalazł pracę? Hamburgera poproszę).

Pierwszym nasuwającym się rozwiązaniem problemu malkontentów jest wprowadzenie cenzury. Na przeszkodzie stoi jednak kilka czynników. Po pierwsze – coraz bardziej widoczne braki w kasie. A przecież wprowadzenie cenzury bez cenzorów się nie uda, zaś cenzorzy za darmochę robić nie będą. Po drugie trzeba by zatrudnić ludzi o pewnych minimalnych kwalifikacjach, którzy rozumieją czytany tekst. Tu polityka prorodzinna na nic, a po kolejnych reformach oświaty znalezienie posiadających odpowiednie kwalifikacje może być trudne. Po trzecie wreszcie cenzurowanie wiąże się jakby nie patrzeć z pracą, a przecież nikt nie idzie na państwowy etat, żeby sobie ręce po łokcie urabiać.

Ostatnie wydarzenia skłaniają ku podejrzeniom, że władza znalazła sposób jak rozwiązać za jednym zamachem problem braku funduszy i malkontentów bez tworzenia kosztownych urzędów, które zwyczajowo mogą okazać się niewydolne.

Najpierw pojawiły się pomysły wprowadzenia odpowiedzialności zbiorowej odprowadzania podatku VAT. Potem wrócono do koncepcji wpisania w ordynacji podatkowej klauzuli obejścia opodatkowania, w ramach której słudzy fiskusa wedle własnego widzimisię będą nakładać podatki zrzucając na podatnika obowiązek udowodnienia, że nie jest wielbłądem. Ułatwić zadanie ma pełny dostęp urzędników skarbowych do kont obywateli.

Ostatnio zaś padł pomysł, by skarbówka mogła swobodnie przeprowadzać rewizje w domach. Odmowa wpuszczenia przedstawicieli wymiaru skarbowego ma skutkować grzywną. Słowem – jak wpuścimy dobrowolnie, to nam zrobią rewizję i – w ramach klauzuli unikania opodatkowania – władują domiar na kwotę wziętą z sufitu. Jak się nie zgodzimy – to grzywna, zapewne nie mniejsza. Zasada typu „kup Pan cegłę, dajesz Pan stówkę, ocalasz makówkę”. Wiadomo, że stówka tak czy siak pójdzie się czochrać, ale można jeszcze po łbie oberwać. A biorąc pod uwagę fakt, że urzędy skarbowe wydają indywidualne interpretacje przepisów, które później egzekwują – strach się bać.

Na wypadek, gdyby jakaś ofiara wierząca w prawa zapisane w Konstytucji RP poszła do sądu dochodzić sprawiedliwości opracowywana jest nowelizacja Kodeksu Postępowania Karnego, znosząca m.in. prawo do obrony, jawność rozpraw itd. Jak nic wcześniej czy później (raczej wcześniej) rozwiązania takowe zostaną rozciągnięte również na postępowania skarbowe.

I tak za jednym zamachem usunięte zostaną dwie główne przeszkody. Przecież kumpli, z którymi się pozuje do zdjęć przy przeciąganiu samolotu tudzież „zderza” na stacjach benzynowych i cmentarzach czy pod śmietnikiem uczciwy człowiek nie będzie nękać skrupulatnym egzekwowaniem przepisów. Jakiś instynkt samozachowawczy trzeba mieć.

Michał Nawrocki

Fot.: internet


One Response to Zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *