Bycie w awangardzie oporu wobec imperialnego protekcjonizmu zwiastowało erę świetności USA. Bycie w awangardzie oporu wobec globalnego wolnego handlu świadczy o tym, że era ta już dawno się skończyła.
* * *
Najbardziej odwieczna i niebezpieczna forma wichrzycielstwa polega nie na frontalnym atakowaniu tego, co pierwszorzędne, konieczne i fundamentalne, ale na obłudnym zamienianiu go miejscami z tym, co drugorzędne, przygodne i poboczne. Polega to więc, przykładowo, na stawianiu kontekstu nad regułą, interpretacji nad faktem, odbioru nad treścią, dialogu nad prawdą, kompromisu nad sprawiedliwością, wrażenia nad wydarzeniem itd.
Innymi słowy, mowa tu nie o jawnym relatywizmie, sceptycyzmie czy nihilizmie, ani nawet nie o konsekwentnej sofistyce, tylko o oślizłym podkopywaniu podstawowej kultury umysłowej połączonym z regularnym wypowiadaniem pustych słów i wykonywaniem pustych gestów mających świadczyć o tym, że jest się bardzo zatroskanym o jej stan.
Nie trzeba dodawać, że jedynym skutecznym sposobem przeciwstawiania się temu procederowi jest tym bardziej stanowcze dbanie o to, żeby przy każdej okazji podkreślać właściwą hierarchię pojęć, kategorii i zjawisk. Jeśli zaś będzie się w wyniku tego oskarżonym o „rygoryzm” i „fanatyzm” – czy w najlepszym razie o przesadę i nadgorliwość – wówczas należy z satysfakcją odnotować fakt, że rozmówca nie został jeszcze całkowicie znieczulony na kwestię stosunku do prawdy.
* * *
Gdy jeden rodzaj szaleństwa (rujnowanie globalnej sieci współpracy gospodarczej) zderza się frontalnie z innym rodzajem szaleństwa (bezustannym pompowaniem pustego pieniądza w rynki finansowe), otrzeźwienie musi być podwójnie dojmujące.
* * *
„Wokizm” bezustannie trąbi o empatii, która – kompletnie oderwana od rozumnego rozpoznania obiektywnego porządku rzeczywistości – staje się pretekstem do folgowania choćby i najbardziej absurdalnym złudzeniom, a także do zmuszania innych do uznawania ich realności, co jest przepisem na spektakularnie autodestrukcyjny chaos w życiu zarówno indywidualnym, jak i społecznym.
Tymczasem „MAGA-izm”, snobujący się na pogromcę „wokizmu” i odnowiciela normalności, gardłuje o tym, że empatia jest słabością, a tym samym – również będąc mocno na bakier z rozumną oceną obiektywnego porządku rzeczywistości – staje się wymówką dla pobłażania choćby i najbardziej żenującym przejawom samochwalczego kiczu i tandetnego tryumfalizmu, co również skutkuje samobójczym bezhołowiem.
Innymi słowy, „wokizm” promuje szyderczą parodię miłości bliźniego, podczas gdy „MAGA-izm” promuje błazeńską karykaturę miłości własnej. Są to zatem dwie strony tego samego medalu, który wyraża pochwałę dla miałkiego, histerycznego i roszczeniowego samouwielbienia, będącego ścisłym przeciwieństwem kochania bliźniego swego jak siebie samego. Kto więc chce postępować w sposób, który pozwala współbrzmieć empatii i miłości własnej, umożliwiając obu tym pojęciom zachowanie swoich właściwych i konstruktywnych znaczeń, ten ma dużą szansę nie zbłądzić poprzez zachowanie równego dystansu wobec obu powyższych aberracji.
Jakub Bożydar Wiśniewski